rozmawia Jadwiga Knie-Górna
Przez 43 lata dokumentował Pan życie Karola Wojtyły, wpierw jako biskupa, potem arcybiskupa, kardynała, wreszcie Papieża Jana Pawła II. Jaki był początek tej historii?
- Wszystko zaczęło się w dzielnicy, gdzie się obecnie znajdujemy. Tu nieopodal jest ulica Tyniecka, przy której zamieszkał...
Z Adamem Bujakiem, fotografem Ojca Świętego Jana Pawła II,
rozmawia Jadwiga Knie-Górna
Przez 43 lata dokumentował Pan życie Karola Wojtyły, wpierw jako biskupa, potem arcybiskupa, kardynała, wreszcie Papieża Jana Pawła II. Jaki był początek tej historii?
- Wszystko zaczęło się w dzielnicy, gdzie się obecnie znajdujemy. Tu nieopodal jest ulica Tyniecka, przy której zamieszkał razem z ojcem. Tutaj w pobliżu znajduje się też kamieniołom, w którym podczas okupacji pracował jako robotnik. Równie blisko jest także jego parafia, do której również należałem. Byłem ministrantem. Być może służyłem księdzu Karolowi Wojtyle do Mszy św. Nasi ojcowie byli oficerami. Niewątpliwie losy mojej rodziny zawsze przeplatały się z losami rodziny Karola Wojtyły, nawet nasze domy stały po sąsiedzku, jednak te wszystkie sprawy zostały odkryte wiele lat później, zupełnie przypadkowo podczas rozmów i wspomnień o ukochanym Krakowie.
Nie pamiętam jednak, kiedy Karola Wojtyłę po raz pierwszy utrwaliłem w swoim fotograficznym kadrze, po prostu już był. Doskonale natomiast pamiętam, że w latach 60. i na początku 70. uważany był przez fotografów, także przeze mnie, za bardzo niefotogenicznego!
Przez ostatnie pięć lat życia Ojca Świętego Pana kontakty z nim były jeszcze serdeczniejsze...
- Bardzo wiele wydarzeń nie tylko w Watykanie, ale i na całym świecie nagromadziło się od czasu Wielkiego Jubileuszu Roku 2000. Miałem szczęście towarzyszenia Ojcu Świętemu w większości z nich. Wiele wyjazdów zagranicznych było poprzedzonych wspólnym obiadem w papieskich apartamentach. Szczególnie serdecznie wspominam zupełnie wyjątkowe spotkanie, na które zostaliśmy zaproszeni razem z Markiem Skwarnickim. Odbyło się ono tuż przed udaniem się na pierwszą milenijną pielgrzymkę do Egiptu. Tamtego popołudnia przy stole toczyła się niezapomniana, długa rozmowa... Po powrocie z Egiptu wczesnym rankiem otrzymałem niespodziewanie telefoniczne zaproszenie do Ojca Świętego... na reminiscencje z podróży.
Czy w tych rozmowach poruszany był temat ukochanego Krakowa?
- Prawie zawsze. Szczególnie przy pożegnaniach, gdy mówiłem, że wracam do Krakowa. Widoczne było wtedy szczególne drgnienie w jego oczach i na twarzy, gdy powtarzał: a do Krakowa, do Polski... Przez te ostatnie pięć lat ze smutkiem i bólem serca obserwowałem, jak Ojciec Święty gaśnie, jak załamuje się jego głos, jak coraz większą trudność sprawia mu chodzenie... Z mojego ludzkiego punktu widzenia strasznie trudno było mi zrozumieć, dlaczego właśnie on każdego dnia musi walczyć z takim bólem i cierpieniem?! Coraz częściej nie mówił, tylko słuchał, coraz rzadziej na jego twarzy gościł uśmiech. Ale pamiętam piękne chwile, które przeżywaliśmy razem z Markiem Skwarnickim podczas wręczania Ojcu Świętemu "Tryptyku rzymskiego".
Przed oczyma mam ten wzruszający obraz, jak podczas obiadu lewa dłoń Jana Pawła II cały czas spoczywa na książce. Przerzucał kilka stron, jadł, patrzył, na jego twarzy widać było wielką radość, jaką sprawiła mu ta książka. Pozwoliłem sobie wówczas pokazać Ojcu Świętemu zdjęcie płaskorzeźby Abrahama z kościoła św. Stanisława ze Skałki, zapatrzył się i uciekł myślami... do Krakowa. Po obiedzie arcybiskup Stanisław Dziwisz zapytał, gdzie są nasze egzemplarze do podpisania. Odpowiedziałem, że nie mieliśmy odwagi przemęczać Ojca Świętego... Po chwili Papież wpisał nam odręcznie przepiękne dedykacje.
Może nam Pan zdradzić treść tej dedykacji?
- Jej treść bardzo mnie zadziwiła i całkowicie onieśmieliła - Ojciec Święty w przepięknych słowach dziękował mi... Nie mogłem tego zrozumieć, przecież to ja powinienem i jestem mu wdzięczny za to wszystko, co mi dał, za to, że mogłem z nim rozmawiać, że po prostu byłem blisko niego. To jest wielki dar, jaki otrzymałem od Boga.
Prócz dedykacji posiada Pan zapewne dość liczną korespondencję od Ojca Świętego...
- Dla mnie to są już relikwie. Mam około pięćdziesięciu listów i kartek własnoręcznie napisanych przez Papieża. W ostatnim liście złożył tylko podpis bardzo słabą już ręką.
Kiedy Pan go otrzymał?
- Uprzedził mój powrót z Watykanu po uroczystościach pogrzebowych Ojca Świętego. Wróciłem do domu, a dzieci mi mówią: tato, masz "relikwie" na stole. Był to list z Watykanu z datą 31 marca 2005 roku. Prawie zamarłem, na prośbę dzieci drżącymi rękoma otworzyłem kopertę i wyciągnąłem list Papieża napisany... trzy dni przed śmiercią. W tym liście żegnał się ze mną...
Najnowszy album zawierający Pańskie zdjęcia zatytułowany jest "Opłatek ze Świętym". Porozmawiajmy o świętach Bożego Narodzenia, podejrzewam, że wspólnie z Ojcem Świętym przeżył ich Pan wiele.
- Właściwie trudno je zliczyć. Dzięki fotografiom, jakie wówczas wykonywałem, powstał nowy album na przeżywanie pierwszego Bożego Narodzenia bez Ojca Świętego. Niezwykle żywo w mojej pamięci zapisały się pierwsze święta Bożego Narodzenia Jana Pawła II w Watykanie w 1979 roku. Cała "stara gwardia krakowska", która chciała spotkać się w Rzymie z Ojcem Świętym, walczyła z PRL-owskimi urzędnikami o zgodę na wyjazd. Po wielkich problemach wreszcie udało się.
Podczas spotkania panowała atmosfera wielkiej radości i wzruszenia. Papież był ogromnie szczęśliwy. Po sakrze arcybiskupa Franciszka Macharskiego spotkaliśmy się wszyscy w Sali Klementyńskiej na wspólnym kolędowaniu, które wydawało się, że trwało bez końca. Wszystkie Wigilie Ojca Świętego z Polakami odbywały się albo w Auli Pawła VI, albo w apartamentach watykańskich. Przeważnie były bardzo spontaniczne, właściwie było to wielogodzinne kolędowanie. Po nich z Markiem Skwarnickim siedzieliśmy do późnych godzin nocnych, a arcybiskup Dziwisz ze śmiechem mówił: Ojcze Święty, może byśmy ich wreszcie wyrzucili...
Pasterka była główną i najwspanialszą uroczystością. Towarzyszyły jej włoskie kolędy, choć bardzo inne od naszych polskich, to także piękne, niezwykle melodyjne. Ojciec Święty zawsze tej nocy odwiedzał szopki betlejemskie: czy tę stojącą w lewej nawie Bazyliki Watykańskiej, czy tę, której zwyczaj ustawiania zapoczątkował na Placu św. Piotra. To wielkie ziarno świętowania Bożego Narodzenia, które na włoskiej ziemi zasiał nasz Ojciec Święty, mocno zapuściło korzenie i niezwykle zaowocowało. Teraz Włosi sobie nie wyobrażają Placu i Bazyliki św. Piotra bez szopki. Tysiące ludzi z całych Włoch przyjeżdża specjalnie po to, aby ją odwiedzić.
A jeśli w tym radosnym czasie nie było Pana w Watykanie?
- To Ojciec Święty "dzielił się" ze mną opłatkiem listownie.
Jest Pan autorem setek tysięcy zdjęć Ojca Świętego. A czy papieski fotograf ma wspólne zdjęcia z Janem Pawłem II?
- Arturo Mari podarował mi chyba ze sto takich zdjęć. Nie mam niestety zdjęć z Papieżem z dwóch bardzo istotnych dla mnie miejsc: z Grobu Pańskiego oraz z pamiętnego ostatniego pobytu Ojca Świętego na Kasprowym Wierchu. Największym marzeniem mojego życia było towarzyszenie Ojcu Świętemu w Grobie Chrystusa. Spełniło się! Kolejny raz otrzymałem dar od Pana Boga... Patrzyłem ze łzami w oczach, jak Namiestnik Chrystusowy swoją dłonią dotyka płyty, na której spoczywał Chrystus i skąd Zmartwychwstał. Zachowałem się wówczas jak nieprofesjonalista, nie byłem w stanie robić wielu zdjęć. Siła oglądanego obrazu była zbyt porażająca.
Podobne przeżycia towarzyszyły mi podczas wyjazdu do Fatimy, gdzie miesiąc po pobycie Papieża w tym sanktuarium dane mi było fotografować koronę oraz pocisk, który przeszył ciało Ojca Świętego. Gdy rektor sanktuarium przyniósł figurę do Domku Matki Bożej, wydawało mi się, że biorę udział w czymś nierzeczywistym. W momencie wręczenia mi korony do rąk autentycznie zlałem się cały potem, moje ubrania były kompletnie mokre. Gdy odwróciłem koronę i zobaczyłem w niej pocisk, który Papieżowi zadał tyle bólu i cierpienia, zamarłem. Po godzinie mojego obcowania z tymi niezwykłymi przedmiotami zapytałem kustosza, dlaczego pocisk został umieszczony właśnie w koronie. Okazało się, że propozycji miejsc ulokowania pocisku było wiele. Zastanawiano się, czy nie umieścić go w dłoni Matki Boskiej. Potem padł pomysł, by znalazł się on w stopach, w końcu przyszła myśl o koronie. Gdy kustosz ją zdjął i odwrócił, zauważył, że jest w niej otwór, nie wiadomo przez kogo i dlaczego wykonany, ale posiadający idealnie, co do milimetra taką samą wielkość co pocisk...
Na okładce albumu "Opłatek ze Świętym" znajduje się zdjęcie, które wywołało bardzo burzliwą dyskusję...
- Przeraża mnie siła ataku wielu ludzi, którzy osądzili mnie, nie dając możliwości wypowiedzenia się. Zdjęcie pochodzi ze wspomnianego pierwszego spotkania z krakusami w 1979 roku. Papież ma na nim niezwykle szczęśliwą twarz. Zdjęcie to wpadło mi do rąk, gdy przeglądałem swoje archiwum. W pierwszej chwili myślałem, że jest zdjęciem odrzuconym, poruszonym, ale zdecydowałem się dać je z wieloma innymi mojemu wydawcy właśnie ze względu na szczęśliwy wyraz twarzy Ojca Świętego. Po jakimś czasie zadzwonił do mnie Sosnowski, mówiąc, że zdjęcie ma jakiś defekt, ale w wydawnictwie spróbują go usunąć. Po jakimś czasie znów zadzwonił, by poinformować, że wyszła na nim jakaś poświata, z którą nic nie można zrobić. Ponieważ zdjęcie to ma ćwierć wieku, nie zaszły na nim żadne procesy chemiczne, czyli efekt poświaty musiał powstać przy jego robieniu. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie może być ono dowodem branym pod uwagę w procesie beatyfikacyjnym czy kanonizacyjnym. Zdjęcie przekazaliśmy arcybiskupowi Dziwiszowi. Co dalej z nim będzie, nie wiem? Czas pokaże.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













