Logo Przewdonik Katolicki

Surrealizm bez emocji

Natalia Budzyńska
Fot.

W wiedeńskim Kunstforum do końca lipca trwa retrospektywna wystawa dzieł jednego z czołowych surrealistów Belga René Margrittea. Organizatorzy piszą o nowym świetle, jakie rzuca ona na jego twórczość. Zgromadzone w jednym miejscu obrazy, pochodzące z kilku światowych galerii i zbiorów prywatnych, nasuwają smutną refleksję: ideowy surrealizm, sztuka uprawiana pod...

W wiedeńskim Kunstforum do końca lipca trwa retrospektywna wystawa dzieł jednego z czołowych surrealistów – Belga René Margritte’a. Organizatorzy piszą o nowym świetle, jakie rzuca ona na jego twórczość. Zgromadzone w jednym miejscu obrazy, pochodzące z kilku światowych galerii i zbiorów prywatnych, nasuwają smutną refleksję: ideowy surrealizm, sztuka uprawiana „pod manifest”, po latach nie wywołuje żadnych emocji.



Margritte doznał wstrząsu, gdy zobaczył reprodukcję obrazu Giorgia de Chirica. "Był to jeden z najbardziej poruszających momentów w moim życiu" - powiedział później. Jednak mimo iż do metafizycznej twórczości de Chirica odwoływał się często, nie udało mu się nigdy oddać tego typu nastroju tajemnicy, spokoju i dziwności. Margritte po prostu nigdy nie stał się poetą. Powtarzanie motywów u de Chirica ma urok mantry wprowadzającej w uspokajający i pełen zaciekawienia trans, u Margritte'a nuży i drażni.

To nie jest fajka


Andre Breton, "papież surrealizmu", pisał: "Surrealizm polega na wierze w nadrzędną rzeczywistość pewnych pomijanych dotąd form kojarzenia, we wszechmoc marzenia, w bezinteresowną grę myśli". Sugeruje się, że surrealistą był ten, kto znajdował się w kręgu chimerycznego i despotycznego Bretona. Margritte nie miał z nim wiele bezpośrednich kontaktów. Mieszkał bowiem w Paryżu tylko przez kilka lat, jednak malował obrazy wręcz dosłownie realizujące założenia grupy. Po szoku, jakiego doznał oglądając dzieła de Chirica, Margritte czytał surrealistów i codziennie malował jeden obraz: był wierny luźnym skojarzeniom i zaskakującym zderzeniom. Jego twórczość już zawsze polegała na takich dysonansach: przedmioty na obrazie są pozbawione związków, które istnieją między rzeczami w codziennym świecie. Oczywiście, w latach dwudziestych minionego wieku tego typu "spotkania" mogły wywołać zdziwienie, dzisiaj niestety przechodzi się obok nich obojętnie. Przynajmniej w przypadku Margritte'a. Jego słabość polega na tym, że chciał swoją sztukę wspomóc filozofią. Na skutek tego powstawały obrazy przeintelektualizowane, chłodne, niewzruszające, żeby nie powiedzieć puste. Sztandarowym wręcz przykładem dzieła surrealistycznego jest obraz "Zdradliwość obrazów", na którym pod namalowaną fajką widnieje napis "Ceci n'est pas une pipe" (czyli: To nie jest fajka). "Nie, to jest tylko przedstawienie, nieprawdaż? Gdybym napisał pod obrazem "To jest fajka", skłamałbym" - wyjaśnia malarz. Stosując napisy, narusza ustalone znaczenia, wprowadzając różnicę między znakiem i znaczeniem, co z kolei miałoby wywoływać całkiem nieoczekiwane skojarzenia. W obrazie "Interpretacja marzeń sennych" jajko podpisane zostało "akacja", damski but - "księżyc", a młotek - "pustynia".

Melonik w chmurach za zasłoną


Jednak Margritte najbardziej kojarzy się z przedstawieniami nieba: najczęściej pogodnego, upstrzonego cumulusami. Na jego tle, zza zasłony lub obok niej, znajdują się przedmioty, których być tam nie powinno. Te zagadki, podobne do rebusów, w odróżnieniu od nich, nie mają poprawnej odpowiedzi. Według Margritta akt malowania pokazuje niewidzialną myśl za pomocą widzialnego obrazu. Sztuka nie przejmuje znaczenia zawartego w rzeczywistości, lecz nadaje rzeczywistości nowe znaczenie, o jakim nikt nawet nie śnił. "Widzialne rzeczy mogą być niewidzialne. ...a ja korzystam z obrazu, żeby widzialnymi uczynić myśli" - pisał artysta. Chciał, aby jego sztuka była "opisem myśli absolutnej, to znaczy myśli, której sens jest nierozpoznawalny". W rezultacie jego obrazy zaludniają postacie i przedmioty, których ukryte znaczenie myśli artysty pozostanie na zawsze nieujawnione. Dzisiaj można zastanowić się, czy sztuka Margritte'a, wierna surrealistycznym manifestom, ma coś do powiedzenia, czy jest jedynie zwykłym naciąganiem niezbyt zdolnego malarza.
W wiedeńskim Kunstforum do końca lipca trwa retrospektywna wystawa dzieł jednego z czołowych surrealistów - Belga René Margritte'a. Organizatorzy piszą o nowym świetle, jakie rzuca ona na jego twórczość. Zgromadzone w jednym miejscu obrazy, pochodzące z kilku światowych galerii i zbiorów prywatnych, nasuwają smutną refleksję: ideowy surrealizm, sztuka uprawiana "pod manifest", po latach nie wywołuje żadnych emocji.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki