Dla każdego chcę być ojcem

Rozmowa z ojcem Markiem Karczewskim CSSp



Jest Ojciec rektorem Wyższego Seminarium Duchownego Zgromadzenia Ducha Świętego w Bydgoszczy. To najważniejsza funkcja w domu, w którym przygotowuje się do życia zakonnego przyszłych misjonarzy. Jakie charakterystyczne cechy dla tej uczelni może Ojciec wskazać?



- Specyfiką domu, w którym mieści się seminarium, jest to, że jest on jednocześnie...
Czyta się kilka minut

Rozmowa z ojcem Markiem Karczewskim CSSp

Jest Ojciec rektorem Wyższego Seminarium Duchownego Zgromadzenia Ducha Świętego w Bydgoszczy. To najważniejsza funkcja w domu, w którym przygotowuje się do życia zakonnego przyszłych misjonarzy. Jakie charakterystyczne cechy dla tej uczelni może Ojciec wskazać?

- Specyfiką domu, w którym mieści się seminarium, jest to, że jest on jednocześnie siedzibą zarządu Prowincji Polskiej Zgromadzenia Ducha Świętego, jak również domem wspólnoty ojców i braci. W bydgoskim domu mieści się także redakcja naszego czasopisma misyjnego "Posłaniec Ducha Świętego" oraz studio "Radia Plus". W tej wieloosobowej grupie współbraci zakonnych są również klerycy naszego seminarium misyjnego dwóch cykli formacji duchackiej. Do pierwszego cyklu należą alumni filozofii, którzy przez dwuletni okres studiów mieszkają z nami, poznając życie we wspólnocie, ale jeszcze nie są pełnoprawnymi członkami zgromadzenia. Na drugim cyklu formacyjnym są studenci teologii, którzy po wcześniejszym odbyciu nowicjatu i złożeniu ślubów zakonnych w pełni przynależą do wspólnoty zakonnej. Taka różnorodność życia wspólnotowego wydaje mi się największym dobrodziejstwem dla nas wszystkich.

Od marca żyjemy w nowej rzeczywistości Kościoła lokalnego - w diecezji bydgoskiej. Mamy dwa seminaria - zakonne i diecezjalne w jednym budynku. Jakie owoce wspólnego przebywania ze sobą można zauważyć po tych kilku miesiącach?

- Tak. Przed nami nowa rzeczywistość, nowa wspólnota bydgoskiego Kościoła lokalnego i nowe wyzwania stojące przed diecezją. Ta sytuacja przypomina mi specyfikę Kościoła misyjnego. Wszystko trzeba tworzyć na nowo, również i seminarium, które nazywane jest często sercem każdej diecezji. Kiedy ks. bp Jan Tyrawa zgłosił się do naszego zgromadzenia z propozycją umiejscowienia bydgoskiego seminarium duchownego w naszych pomieszczeniach, byliśmy otwarci na taką pomoc dla tutejszego Kościoła lokalnego. Tym bardziej, że seminarium zakonne w bydgoskim domu funkcjonuje już od 1976 roku. Najważniejsze, że istnieje odpowiednie zaplecze dla "bycia" razem dwóch seminariów. Należy podkreślić, że jest to zjawisko niespotykane na skalę ogólnopolską, a może i dalej. W jednym budynku mieszkają klerycy i formatorzy diecezjalni oraz zakonni. Najczęściej bywało tak, że to alumni zakonni uczestniczyli w wykładach w seminariach diecezjalnych. Nasze doświadczenie bydgoskie wskazuje na to, że jest to możliwe, aby mieszkać i studiować razem. A jakie owoce wspólnego przebywania ze sobą można zauważyć? W myśl hasła naszego zgromadzenia, aby tworzyć "Jedno serce i jedną duszę", tworzymy wspólnotę: modlitwy, stołu, studiowania, pracy i rekreacji. Wzajemnie ubogacamy się duchem misyjności Kościoła.

Czy formacja misjonarza różni się bardzo od diecezjalnej?

- Nas wszystkich do bliskiej współpracy powołuje sam Jezus Chrystus jako Dobry Pasterz. On też posyła nas na swoje żniwo. Jednych przede wszystkim do pracy duszpasterskiej w miejscowym Kościele, a drugich do pracy misjonarskiej. Są to jednak zadania wyznaczone przez Chrystusa w jednym Jego Kościele. Każdego dnia musimy odpowiadać na Boże powołanie przez modlitwę, pracę i odpoczynek. Tym, co jednak odróżnia naszych kleryków zakonnych od diecezjalnych, jest charyzmat misyjny zgromadzenia. Od samego początku naszej formacji uświadamiany sobie, że posłani mamy być tam, gdzie istnieje potrzeba spotkania się ludzi z Bożą prawdą, z Jezusową Ewangelią, a więc nic innego, jak pierwsza ewangelizacja w różnych zakątkach świata. Duchacze mają pójść tam, gdzie Kościół z trudnością znajduje pracowników. Takie zadania mogą wydawać się rzeczywiście trudne. Mamy jednak świadomość tego, że nigdy nie będziemy sami, stąd w formacji wielką rolę kładziemy na życie wspólnotowe, które jest wzajemnym ubogacaniem siebie i współodpowiedzialnością za to, gdzie żyjemy i co posiadamy. Natomiast kapłan diecezjalny w pracy duszpasterskiej częściej będzie sam.

Kościół z natury jest misyjny. Jaka wymiana doświadczeń następuje pomiędzy formatorami i kandydatami do kapłaństwa?

- Nie ulega wątpliwości, że najlepszym rozwiązaniem dla takiej sytuacji byłoby, aby formatorzy posiadali doświadczenie misyjne. Nie zawsze jest to możliwe. Ja osobiście nie pracowałem w żadnym kraju misyjnym. Korzystamy zatem w okresie formacji z okazji do spotkań z naszymi misjonarzami, którzy przyjeżdżają do Polski na urlopy. To oni dzielą się swoim bogatym doświadczeniem pracy w różnych warunkach i różnych kulturach. Koniecznością jest jednak dopowiedzenie w tym miejscu, że dzisiaj pojęcie misji jest bardzo szeroko rozumiane. Także i w naszym zgromadzeniu. Jesteśmy tam, gdzie są ludzie ubodzy, potrzebujący duchowego wsparcia. Tacy ludzie żyją wokół nas. Osobiście pomagam ludziom z problemami uzależnień. I z tego pola działalności mam bogate doświadczenia i tym dzielę się z moimi najmłodszymi współbraćmi. Zatem bogactwo różnorodności naszego zaangażowania jest przenoszone na tych, którzy zostaną posłani do najuboższych tego świata.

Jest Ojciec rektorem od prawie trzech lat. Co one wniosły w Ojca życie?

- Z pracą formacyjną związany byłem już od pierwszych dni kapłaństwa. Zaraz po święceniach byłem prefektem w naszym seminarium. Był to dla mnie chyba najtrudniejszy okres pracy. Od razu stałem się przełożonym kleryków, którzy do tej pory byli moimi kolegami seminaryjnymi. Ciężko było przestawić się na inny styl życia w grupie seminaryjnej. Po studiach specjalistycznych, kiedy powróciłem z Warszawy do Bydgoszczy, było już łatwiej spełniać funkcje seminaryjne formatora i wykładowcy. Lata robią swoje. Późniejsze cykliczne przyjazdy na wykłady i mieszkanie poza tą wspólnotą sprawiły, że mogłem inaczej patrzeć na kleryków i całą formację. Co obecne lata wniosły w moje życie? Dzisiaj zauważam swoją stabilność. Sam się bardzo zmieniłem. Powiedziałbym, że jestem "nowym człowiekiem". Prace duszpasterskie, które podejmowałem wcześniej przez 9 lat, jako proboszcz i katecheta pozwalają mi patrzeć na młodych ludzi, którzy przychodzą do seminarium, przez pryzmat doświadczenia z różnych środowisk. Dzisiejszym młodym ludziom należy towarzyszyć, prowadzić ich, ukierunkowywać na drodze ich powołania, dlatego że są często poranieni, zagubieni, ale i poszukujący. Stąd też istnieje, według mojego dotychczasowego rozeznania i doświadczenia, konieczność bycia ojcem dla nich. I takim staram się być. Nasze częste wspólnotowe spotkania spełniają to zadanie.

Jak wygląda plan dnia szefa seminarium?

- Każdego dnia trzeba wstać bardzo wcześnie. Zazwyczaj jest to 5.45. Od 6.30 modlitwy w kościele i codzienna Eucharystia. Po śniadaniu są wykłady albo obchód domu i spotkanie z pracownikami. W przerwach między wykładami staram się być w pokoju profesorskim na wspólnej kawie. Będąc jednocześnie przełożonym domu, muszę znaleźć czas dla wspólnoty domowej. Bardzo lubię krótkie spotkania z pracownikami "Radia Plus". Po obiedzie jest czas na indywidualne przyjęcie kleryków. Późnym popołudniem załatwiam sprawy na mieście. Wieczorem modlitwy i z konieczności, bądź potrzeby serca, późniejsze spotkanie z duchacką wspólnotą seminaryjną. Każdy dzień jest trochę inny. Jednak kłaść do łóżka udaje mi się najczęściej około północy.

Czy były również trudne sytuacje, które należało rozwiązywać?

- Dla mnie najtrudniejsze są sytuacje, kiedy należy podjąć decyzje o podziękowaniu klerykowi za jego dotychczasowe bycie w seminarium. Zazwyczaj "chodzę z tym" długo, radzę się wspólnoty, na ten temat wypowiada się zazwyczaj cała społeczność seminaryjna. Proszę wierzyć, że nie jest łatwo powiedzieć: "ty się nie nadajesz i nie możesz być dłużej z nami".

Tekst i zdjęcie:

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 2/2005