Wbrew frustracjom

Piętnaście lat, które upłynęły od chwili rozpoczęcia rozmów przy Okrągłym Stole, były dla wielu Polaków okresem głębokich rozczarowań i narastającej apatii. Skąd tyle frustracji w narodzie? Otóż - w odróżnieniu od większości społeczeństwa - ludzie dawnego systemu oraz kolaboranci peerelowskiego aparatu władzy mają się obecnie znakomicie. Dzięki tamtym umowom uchronili się...
Czyta się kilka minut

Piętnaście lat, które upłynęły od chwili rozpoczęcia rozmów przy Okrągłym Stole, były dla wielu Polaków okresem głębokich rozczarowań i narastającej apatii. Skąd tyle frustracji w narodzie? Otóż - w odróżnieniu od większości społeczeństwa - ludzie dawnego systemu oraz kolaboranci peerelowskiego aparatu władzy mają się obecnie znakomicie. Dzięki tamtym umowom uchronili się przed dekomunizacją, zapewniając sobie miękkie lądowanie w III Rzeczpospolitej. Cóż, znacznie wcześniej wiedzieli, co się święci.

Wystarczy zajrzeć do znakomitej książki prof. Jadwigi Staniszkis "Postkomunizm", aby dowiedzieć się o przełomowym znaczeniu roku 1984. Wtedy nastąpił zwrot w "zimnej wojnie", a działacze młodzieżowi z młodymi ekonomistami partyjnymi i częścią oficerów służb specjalnych byli wysyłani na Zachód. Przygotowywali się już wtedy do rządzenia Polską w chwili, kiedy nastąpi podzielenie się władzą z częścią opozycji. Animatorem "opozycji konstruktywnej" był w Europie Środkowej Władimir Kriuczkow, szef KGB, patron Okrągłego Stołu. Prof. Staniszkis przypomina, że to właśnie Kriuczkow, jako pierwszy polityk z zagranicy, złożył gratulacje Tadeuszowi Mazowieckiemu, kiedy ten w 1989 r. został premierem. Warto wyławiać takie informacje, bo bez nich trudno zrozumieć to, co się stało i nadal trwa.

Wygląda więc na to, że nazbyt rozbudziliśmy wtedy swoje nadzieje, łudząc się - może nieco naiwnie - że po upadku "komuny" i rozpadzie ZSRR nastanie czas, w którym do głosu dojdą ludzie mądrzy i przyzwoici. W konsekwencji pogłębiające się poczucie, iż zostaliśmy "wystrychnięci na dudka", zniechęciło wiele osób do aktywności publicznej. Wprawdzie zachęcano nas, abyśmy sprawy brali w swoje ręce, ale brzmiało to jak kiepski żart, bo ludzie poczuli się odsunięci na bok, czyli - jak to się mądrze powiada - nie stali się podmiotem przemian społecznych. Dostaliśmy więc, raz jeszcze, nauczkę: skoro sami nie wzięliśmy spraw w swoje ręce, uczynili to za nas inni. Wybierając bierność, scedowaliśmy większość spraw na polityków.

Ten i ów boksuje się z myślami, że zaprzepaścił jedną czy drugą okazję, że może powinien zapisać się do jakiejś partii albo nawet wyjechać na stałe z Polski. Czy jednak nie mielibyśmy większego kaca, gdybyśmy rzeczywiście tak uczynili? Bądźmy szczerzy: "znakomite okazje" bywają, najczęściej, bardzo wątpliwe moralnie. Wstąpienie do partii wzbudza opory przed zaprzedaniem się grupie demagogów, a wyjazd z Ojczyzny grozi rozpadem więzi rodzinnych. Ale wątpliwości pozostają, bo tak czarno, oczywiście, być nie musi. Zdarzają się bowiem - choć rzadko - wyśmienite okazje. W partiach politycznych są także, na szczęście, ludzie przyzwoici, a na emigracji żyje wielu wartościowych ludzi, którzy ani nie porzucili swoich bliskich, ani nie ulegli wynarodowieniu. Tylko nie mamy gwarancji, że i nam by się powiodło. Dalsze rozpamiętywanie nie ma więc sensu, bo niczego już nie odmieni.

Czy, mimo wszystko, przebudzimy się do aktywności i weźmiemy choćby część spraw w swoje ręce? Spróbujmy ratować, co się da, nawet jeśli zderzymy się z murem inercji urzędników, bezdusznie egzekwujących najgłupsze przepisy, mnożone z takim zapałem przez "wybrańców narodu". Trzeba będzie wkrótce powalczyć o wybory w okręgach jednomandatowych, a także o roztropny wybór nowego prezydenta. Doprawdy, jest coś jeszcze wspólnie do zrobienia.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 8/2004