W zeszłym tygodniu minęła 65. rocznica powstania Polskiego Państwa Podziemnego. W PRL był to temat tabu, od kilku lat można o nim usłyszeć i przeczytać więcej. Mówi się między innymi, że Państwo Podziemne było fenomenem na skalę europejską. Czy rzeczywiście było,...
W zeszłym tygodniu minęła 65. rocznica powstania Polskiego Państwa Podziemnego. W PRL był to temat tabu, od kilku lat można o nim usłyszeć i przeczytać więcej. Mówi się między innymi, że Państwo Podziemne było fenomenem na skalę europejską. Czy rzeczywiście było, czy też - jak chcą niektórzy - to kolejny przykład polskiej megalomanii?
- Rzeczywiście było fenomenem. Nigdzie w okupowanej Europie, tylko w Polsce działały podziemne struktury państwowe. Liczyły około miliona funkcjonariuszy, w tym 350 tysięcy działało w armii, czyli AK. Rzecz wyjątkowa i dla nas nieprzeciętnej wagi. W Polsce przejście od fazy walki regularnej do konspiracji nastąpiło nie tylko natychmiast po kapitulacji, ale nawet o jeden dzień wcześniej. Kapitulację Warszawy podpisano 28 września, tymczasem już 27, w jeszcze broniącej się stolicy, zadecydowano o utworzeniu pierwszej organizacji konspiracyjnej o charakterze centralnym. Na początku nosiła ona nazwę Służba Zwycięstwu Polski, później Związek Walki Zbrojnej, ostatecznie Armia Krajowa. Ten fakt utrzymania ciągłości oporu, bez jednego dnia przerwy i nakładające się na to niemal idealnie, bo rzecz ma miejsce 30 września w Paryżu, utrzymanie konstytucyjnej ciągłości najwyższych władz Rzeczpospolitej miał niezwykle istotne znaczenie dla czegoś, co nazywamy polską racją stanu.
Czyli 27 września powstaje zalążek późniejszej Armii Krajowej, ale jak sam Pan powiedział, to była tylko część Państwa Podziemnego ?
- Tak. AK jest zbrojnym ramieniem. Bardzo szybko zresztą dekretem gen. Sikorskiego zostaje uznana za najważniejszą część polskich sił zbrojnych, ale powtarzam - to tylko siła zbrojna. Przy czym trzeba wziąć po uwagę fakt, że była to największa armia partyzancka w Europie. Struktury Państwa Podziemnego były czymś znacznie poważniejszym. W największy skrócie obejmowały one trzy piony: Pion pierwszy - rodzaj podziemnego parlamentu - początkowo nazwany Politycznym Komitetem Porozumiewawczym, później Krajową Reprezentacją Polityczną i w ostatnim wcieleniu Radą Jedności Narodowej; Pion drugi - władza wykonawczo-cywilna, czyli rozbudowany aparat delegatury rządu. Rozbudowany w poziomie i w pionie. Pion stanowiły departamenty odpowiadające przedwojennym ministerstwom, a poziom - okręgowe, tudzież powiatowe delegatury rządu, które pokryły siatką administracji państwowej cały okupowany kraj. Do '41 roku ta struktura jest już gotowa i działa; Pion trzeci stanowił szybko powstający podziemny wymiar sprawiedliwości, też zresztą działający na kilku płaszczyznach.
No dobrze, ale czy ten cały aparat ma jakiekolwiek znaczenie, np. czy administracja pracuje, sądy sądzą, czy tajne uczelnie wydają dyplomy?
- Trzy razy tak. Sądy wojskowe sądzą członków Sił Zbrojnych, czyli AK, bądź osoby zajmujące się działaniami na szkodę Armii Krajowej. Z kolei podziemne Sądy Cywilne sądzą cywilnych obywateli RP za różnego rodzaju groźne przestępstwa, np. szmelcownictwo, czyli szantażowanie i wydawanie Żydów. Wreszcie Komisje Sądzące karzą przestępstwa mniejszego kalibru. Tam zapadają wyroki infamii, czyli pozbawienia czci jednostek wyłamujących się z solidarnego frontu, np. aktorów czy dziennikarzy, którzy zgodzili się pracować dla Niemców. Orzeczenia Komisji są drukowane w prasie podziemnej. Te publikacje, podobnie jak publikowanie wyroków śmierci, spełniały także funkcje prewencyjne, odstraszające.
Z kolei wspomniane przez panią szkolnictwo to chyba najbardziej rozbudowany pion w strukturze podziemnej. Swoim działaniem obejmował w sumie około miliona osób. Poczynając od szkolnictwa gimnazjalnego - po działające w Warszawie, Wilnie, Lwowie i Krakowie cztery wyższe uczelnie.
Można więc powiedzieć, że ograny Państwa Podziemnego sprawowały realną władze?
- Z całkowitą pewnością można tak powiedzieć, pamiętając, że władza ta była sprawowana w specyficznych warunkach okupowanego kraju. Tu warto zresztą przytoczyć pewną anegdotę. Jest taka bardzo piękna opowieść pana Władysława Matkowskiego. Był on przypadkowym świadkiem kontroli jakości produktów spożywczych w jednym z warszawskich sklepów, której to kontroli dokonywał urzędnik wysłany przez odpowiednią komórkę władz podziemnych. Jednak najlepszym momentem sprawdzianu, w skrajnie trudnych warunkach, stały się dwa miesiące powstania warszawskiego. Wtedy, ujawnione już w dużej części struktury państwowej administracji centralnej, a także szczebla okręgowego i służby miejskie naprawdę zdały egzamin. Działała poczta, straż pożarna, a nawet rzecz absolutnie unikalna - pogotowie ratunkowe, co prawda w ograniczonych warunkach np. na Powiślu. Nie mówiąc już o bardzo rozbudowanym aparacie propagandowo-informacyjnym. Według najnowszych ustaleń Biblioteki Publicznej Miasta Stołecznego Warszawy, w powstańczej stolicy wychodziło ponad 160 pism.
Pięknie, ale czy naprawdę było warto? Skończyło się tak, jak się skończyło. Polska dostała się w sowiecką strefę wpływów, kilkadziesiąt tysięcy oficerów i żołnierzy AK wywieziono na wschód, kilkadziesiąt następnych siedziało w stalinowskich więzieniach. Struktury podziemne, jeżeli przydały się w PRL, to chyba tylko po to, aby komuniści mieli kogo aresztować?
- Niestety, w historii Polski zwłaszcza ostatnich dwóch wieków na drogach do wolności było więcej klęsk niż zwycięstw. Ale klęska właściwie wykorzystana może być równie ważna jak zwycięstwo. Marszałek Piłsudski powiedział - co dobrze odpowiada naszej rzeczywistości - że być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo. Zwłaszcza z dzisiejszej, czyli dłuższej perspektywy widać, że warto być upartym i bić się do końca.
No dobrze, ale, zostawiając dłuższą perspektywę, co konkretnie Polska powojenna skorzystała na istnieniu państwa podziemnego?
- Konkretnie całkiem sporo. Np. dzieło zagospodarowania Ziem Odzyskanych w ogromnej mierze zostało dokonane siłami ludzi przygotowanych do tych zadań właśnie w podziemiu. Tzw. Administracja Ziem Nowych na zasadzie dosyć wyjątkowej milczącej umowy z władzami PRL przeszła w całości z podziemia do jawnej służby na ziemiach zachodnich. Następna sprawa to odbudowa Warszawy. Do tego przygotowywano się w podziemiu w czasie wojny i podczas powstania. Jeden z autorów odbudowy prof. Jan Zachwatowicz wspominał, jak między rannymi powstańczego szpitala, w tragicznych warunkach zabezpieczali całą dokumentację przyszłej odbudowy. Uratowane materiały pozwoliły potem zrekonstruować warszawskie zabytki. Myślę, że Państwo Podziemne było nie tylko fenomenem na skalę Europy, ale także najbardziej niesamowitym państwem w historii Polski. Walczącym na wszystkich frontach, a jednocześnie myślącym do przodu. Opracowującym reformy i plany zagospodarowania przyszłej niepodległej Polski.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













