Scenariusz filmu został napisany na podstawie "Iliady" i nie jest jego...
Scenariusz filmu został napisany na podstawie "Iliady" i nie jest jego wierną ekranizacją. Scenarzysta David Benioff korzystał nie tylko z "Iliady", ale także z innych greckich dzieł: "Odysei", "Eneidy" Wergiliusza, "Przemian" Owidiusza, no i "Mitów greckich" Roberta Gravesa. Trzeba mieć jednak świadomość, że korzystał z tych źródeł bardzo swobodnie, a nawet niekonsekwentnie, więc lepiej nie czerpać informacji o mitologii greckiej z "Troi". "Iliada" opisuje ostatnie pięćdziesiąt dni oblężenia Troi, które trwało aż dziesięć lat, a kończy się śmiercią Hektora, księcia Troi i znieważaniem jego zwłok przez Achillesa. W filmie Wolfganga Petersena wojna trwa zaledwie trzy dni i trudno tu mówić w ogóle o jakimś oblężeniu, kończy się zdobyciem Troi i śmiercią Achillesa. A wszystko zaczęło się od Heleny, choć w przypadku filmu można śmiało powiedzieć, że winny był Parys.
Parys, syn króla Troi Priama, podczas wizyty w Sparcie uwiódł żonę władcy - Helenę, najpiękniejszą kobietę świata obiecaną mu przez Afrodytę i wywiózł ją do Troi. Właśnie to było powodem najsłynniejszej wojny: mąż Heleny Menelaos z pomocą brata Agamemnona wyruszają do Troi ze wszystkimi swymi wojskami. Menelaos chce odzyskać Helenę, a Agamemnon, który dąży do władzy absolutnej, pragnie podbić Troję. Najlepszym jego wojownikiem jest Achilles, król Myrmidonów, heros, niezniszczalny. Jego matka, Tetyda zanurzyła go w okresie niemowlęctwa w wodach Styksu, dzięki czemu jego ciało stało się odporne na ciosy - wyjątkiem była pięta, za którą go trzymała. Troja zostaje zniszczona i spalona dzięki przebiegłości Odyseusza, który każe zbudować olbrzymiego konia, w którego wnętrzu chowa się kilkudziesięciu najlepszych wojowników greckich. Podczas gdy Trojanie, myśląc, że zwyciężyli wojnę, śpią popici, zaczyna się rzeź. Mimo że jest to wojna ludzi, w greckich oryginałach rządzą nią kaprysy bogów. W dziełach Homera pierwiastek boski jest nierozerwalnie związany z wypadkami na ziemi, przychylność jednych bogów jest po stronie Achajów, inni sprzyjają Trojanom. Pojawiają się w opowieściach nie tylko na zasadzie świata alternatywnego, ale nawet wprost ingerują w świat ludzki. W filmie Petersona (choć wydaje mi się, że na skutek scenariusza powinno się pisać "Troja" Benioffa) bogów nie ma wcale, a jeśli już się o nich wspomina, to tylko po to, by zanegować ich jakikolwiek wpływ na losy świata. Ale przecież w przypadku mitów trojańskich siłą sprawczą od samego początku byli właśnie bogowie.
"Troja" Benioffa
Dobrze jest, gdy scenarzysta ma wyobraźnię, a nawet jest mu ona niezbędna, jednak mam wątpliwości, kiedy scenarzysta zmienia fakty kulturowe do tego stopnia. Jeśli uśmierca Agamemnona w Troi, to jak później zrozumieć cały późniejszy dramat Elektry (znany z innych dzieł greckich), jego córki? Jeśli nie istnieje świat nadprzyrodzony, to dlaczego Achilles ginie z powodu strzały, która trafia go w piętę? Tego typu nieporozumień znajdzie się w filmie sporo, najgorsze jest jednak to, że nie ma w nim śladu poetyckiego nastroju arcydzieła. Homer o wojnie napisał rzecz wspaniałą, pełną nastrojów i szlachetnej wzniosłości. "Troja" jest zaledwie plastikowym komiksem nastawionym jedynie na pokazy walki. W ten sposób zabrakło "greckiej tragedii", nie ma czasu na pogłębianie psychiki bohaterów, są tak płascy, że aż śmieszni. Broni się jedynie Brian Cox (Agamemnon), Saffron Burrows (Andromacha, żona Hektora) i Eric Bana (Hektor). Brad Pitt jako Achilles to wielka pomyłka. Sam aktor uważa, że to rola jego życia, ale zapewniam, że najlepszy jest w "Przekręcie" Guy'a Ritchiego. "Napakowany" (przez pół roku codziennie ćwiczył na siłowni), potraktowany przez solarium, z długimi blond włosami przypomina, niestety, bardziej amerykańskiego chłopca z Kalifornii, który spędza dni na bezmyślnym podnoszeniu ciężarów. Przybranie paru kilogramów nie zrobiło dobrze także rysom jego twarzy i nie są przekonujące wypowiadane przez niego mądrości z maślanym wyrazem oczu.
Reżyser jest pewny sukcesu i pociesza się: - Nawet jeśli ludzie nie pójdą do kina na Homera, to na pewną będą chcieli popatrzeć na Pitta. No tak, wolałabym iść na Homera, a tak w ciągu dwóch i pół godziny projekcji wrażenie zrobił na mnie minutowy obraz tysięcy okrętów płynących na podbój Troi. To trochę mało, jak na film za 200 milionów dolarów, prawda?
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









