Adwentowe oczekiwanie na przyjście Chrystusa jest czasem naznaczonym radością i nadzieją tego niezwykłego spotkania. Ale obie, odmienne prefacje adwentowe, uświadamiają nam swoistą dwoistość tego okresu. W pierwszej fazie Adwentu Kościół skupia się bowiem na Paruzji, czyli powtórnym przyjściu Chrystusa, a dopiero po 16 grudnia kieruje naszą uwagę bezpośrednio na przygotowanie do...
Pan jest blisko! – te słowa z Listu św. Pawła do Filipian najlepiej zdają wyrażać wszystkie emocje adwentowego oczekiwania na spotkanie z Chrystusem. A jest to zarówno radość z przyjścia na świat tak długo wyczekiwanego Zbawiciela – bo przecież to nie tylko przeżycie kolejnych, pięknych Świąt Bożego Narodzenia, ale Jego rzeczywista obecność pośród nas – jak i wypatrywanie z nadzieją Jego przyjścia u końca czasu.
Radość oczekiwania
Adwent, który zwiastuje początek nowego roku liturgicznego, przypomina, że nasz żywot jest naznaczony tymi dwoma oczekiwaniami na przyjście Pana. Zawieszeni pomiędzy dwoma postaciami Adwentu pielgrzymujemy po ziemi wpisani, poniekąd, w czas Kościoła, który trwać będzie tak długo, aż On znowu przyjdzie.
Wydaje się więc, że Kościół, jako wspólnota ludzi wierzących w Chrystusa – i Chrystusowi – jest z natury swej adwentowy. Wszystkie bowiem pokolenia chrześcijan – a także każdy z nas, z osobna – żyją w owym adwentowym napięciu, które rozciąga się pomiędzy tym, co już się dokonało, a przyszłością, ku której zmierzamy. Czyż Adwentem nie był już cały okres obowiązywania Starego Przymierza, kiedy oczekiwano nadejścia Zbawiciela? To właśnie dlatego w liturgii rozpoczynającego się okresu tak często przywoływane są zapowiedzi proroków, a zwłaszcza Izajasza, który dramatycznie wołał: „Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił”.
I tak poszukiwanie Boga trwa po nasze czasy, poprzez wychodzenie naprzeciw Pana, który nieustannie przychodzi i jest już blisko, coraz bliżej. Byłoby więc nieporozumieniem przeżywać Adwent tylko jako wspomnienie przyszłości, bo jest on rzeczywistością naszych dni i teraźniejszością chrześcijańskiego życia.
Kiedyś był to czas postu
Kalendarz Rzymski określa dokładnie ów czas na 23 do 28 dni; obejmuje on zawsze cztery niedziele i rozciąga się pomiędzy nieszporami pierwszej niedzieli Adwentu a pierwszymi nieszporami Bożego Narodzenia.
Najstarsze ślady istnienia Adwentu jako czasu poprzedzającego Święto Objawienia (Epifanii) spotykamy w Galii i Hiszpanii w IV wieku. Był to okres naznaczony pokutą, postem, abstynencją małżeńską i zaniechaniem działań wojennych. Długo traktowano Adwent jako odpowiednik Wielkiego Postu, toteż trwał także czterdzieści dni, tj. już od 11 listopada, czyli wspomnienia św. Marcina. Stąd wzięła się nazwa „Quadragesima sancti Martini”. Na Wschodzie zaś Adwent zaczął się przyjmować od V w. i był okresem przygotowania katechumenów do Chrztu św.
Post towarzyszył Adwentowi przez długie wieki, przez wszystkie dni za wyjątkiem niedziel. Co więcej, w następnych wiekach – zwłaszcza w zakonach – istniała tendencja do wydłużania postu adwentowego. Zaczynał się on od 24 września, czyli od Poczęcia Jana Chrzciciela, a nawet od 14 września – Święta Podwyższenia Krzyża. Od pontyfikatu Grzegorza Wielkiego adwentowe praktyki pokutne zaczęły jednak zanikać i czas ten zaczął obejmować cztery niedziele radosnego przygotowania liturgicznego na przyjście Pana.
Jak Jutrzenka przed Słońcem
Adwentowi w Polsce towarzyszą od wieków Roraty – Msza wotywna odprawiana o brzasku dnia, rozpoczynająca się od słów proroka Izajasza: „Rorate caeli, desuper, et nubes pluant iustum”, to znaczy „Niebiosa spuśćcie Sprawiedliwego jak rosę”. Jak przed światłem dziennym pojawia się na niebie jutrzenka, tak Maryja – Jutrzenka – poprzedza Chrystusa, Słońce Sprawiedliwości. I właśnie dlatego symbolicznym wyobrażeniem Najświętszej Panny jest zapalona świeca roratnia. Roraty odprawiane były najpierw przez papieży w rzymskiej Bazylice Santa Maria Maggiore, a ich początki w Polsce sięgają XIII w.
Zaczynają się jeszcze przed świtaniem, bo ciemności symbolizują człowieka pogrążonego w mrokach grzechu, a obecność o tak wczesnej porze w świątyni wyraża naszą czujność w oczekiwaniu na przyjście Zbawiciela. Jak owe biblijne panny mądre z zapalonymi lampkami oliwnymi wypatrywały nadchodzącego Oblubieńca, tak i my przy blasku świecy roratniej i rozświetlonych lampionach oczekujemy na Jego przyjście.
A jeśli to ostatni Adwent...?
Na stołach pojawiły się już pierwsze wieńce adwentowe, na których w każdą kolejną niedzielę zapalane będą kolejne świeczki. A dzieci przygotowują już lampiony, które oświecą im drogę, kiedy w ciemnościach będą podążać do kościoła na Roraty. A dla nas wszystkich rozpoczyna się czas przebudzenia duchowego, rekolekcji, jednania się z Bogiem w sakramencie pokuty, postanowień i pracy nad sobą, a także powrotu do stanu łaski. Bo to przecież okres prostowania dróg Panu, który niebawem ma przyjść!
Od tego, w jaki sposób wykorzystamy czas adwentowego oczekiwania, zależy to, w jaki sposób przeżyjemy później same święta. Może warto przypomnieć stare porzekadło: „Roraty – skorzystaj, może to ostatni Twój Adwent na ziemi...?”
Za naszych dni stawia się pytanie, czy adwent i Boże Narodzenie otwierają, czy też zamykają rok kościelny. Pojawia się tendencja, by umieścić je przy końcu roku liturgicznego. Istotnie, liturgia stara się w ciągu tych dni zrealizować misterium zbawczego przyjścia, czyli misterium końca czasów. Gdyby to samo pytanie postawić myślicielom wczesnego chrześcijaństwa, odpowiedzieliby bez wahania: Boże Narodzenie jest u początku i u kresu. Mówili oni także, że niedziela jest pierwszym i ósmym dniem tygodnia, ponieważ Pascha święcona w niej za każdym razem, to misterium eschatologiczne osiągalne w pełni dopiero przy końcu wieków, a jednocześnie stojące u podstaw życia chrześcijańskiego. Boże Narodzenie jest uroczystością Odkupienia, świętem misterium paschalnego rozpatrywanego niewątpliwie z najgłębszych swych aspektów. Boże Narodzenie jest uroczystością dnia ostatniego, w którym Chrystus nadejdzie dla naszego zbawienia, rodząc się w Boski sposób w swym Kościele. A zatem Kościół już teraz rodzi się nieustannie w tym misterium.
O. F. X. Durrwell CSSR, z medytacji „Boskie dziecięctwo”
Na co właściwie czekamy w Adwencie? Na pierwsze przyjście Chrystusa? Ono jest już poza nami. Na Jego drugie przyjście? Obawiamy się go, nie życzymy go sobie. Wydaje się więc, że chrześcijanin na nic nie czeka. Lecz czy naprawdę nie mamy na co czekać? Czy pierwsze przyjście Chrystusa jest naprawdę „za nami”? Albo czy całe obszary ziemi, czy my sami nie żyjemy jeszcze w gruncie rzeczy „przed narodzeniem Chrystusa”? Czyż nie musi On wciąż jeszcze przebywać w „stajni”, a my, którzy mieszkamy w domach, nie wiemy o tym, nie chcemy wiedzieć, ponieważ nie mamy dla Niego miejsca?
Są ludzie, którzy żyją jeszcze przed Chrystusem, których Bóg jeszcze nigdy nie spotkał. Są ludzie żyjący po Chrystusie, którzy Go widzieli i – od Niego odeszli. Czy nie jest lepiej żyć „przed” niż „po” Chrystusie? Czy Jego pierwsze przyjście może kiedykolwiek po prostu „być już za nami”? Czy w rzeczywistości nie powinniśmy przez całe życie wychodzić Mu naprzeciw i czy Adwent nie powinien nam pomóc trwać na tej drodze? W ten sposób moglibyśmy się przekonać, że czekanie na pierwsze i drugie przyjście to w najgłębszej swej istocie jedno i to samo. Jedno i drugie nie oznacza ostatecznie niczego innego, jak włączenia się wewnętrzną dynamiką prośby: „Przyjdź królestwo Twoje”. Gdy pierwsze przyjście Chrystusa stanie się udziałem wszystkich, wtedy nastąpi także drugie przyjście. Jeśli wszyscy wejdą „do stajni betlejemskiej”, wtedy stajnia stanie się miejscem chwały. Los świata rozstrzyga się „przy stajni”. Wygnane tam Dziecię jest Sądem i – Zbawieniem.
Kard. Józef Ratzinger, „Służyć Prawdzie”
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













