Biało-czerwone serce

Rozmowa z prof. Pawłem Łączkowskim, prezesem Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia "Wspólnota Polska".



Stowarzyszenie "Wspólnota Polska" jest organizacją pozarządową działającą pod patronatem Senatu Rzeczypospolitej Polskiej powstałą w lutym 1990 roku. Czy mógłby Pan Profesor przybliżyć ideę powołania tego stowarzyszenia oraz powiedzieć o jego historii, celach i sposobach...
Czyta się kilka minut

Rozmowa z prof. Pawłem Łączkowskim, prezesem Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia "Wspólnota Polska".

Stowarzyszenie "Wspólnota Polska" jest organizacją pozarządową działającą pod patronatem Senatu Rzeczypospolitej Polskiej powstałą w lutym 1990 roku. Czy mógłby Pan Profesor przybliżyć ideę powołania tego stowarzyszenia oraz powiedzieć o jego historii, celach i sposobach działania.

- Stowarzyszenie powstało z inicjatywy parlamentarzystów i miało za zadanie poprawę stosunków pomiędzy Polakami zamieszkałymi poza granicami a krajem. Jednym z głównych celów było dążenie do przełamania wszystkich złych doświadczeń jakie miała zarówno emigracja polityczna jak i Polonia z przedstawicielstwami PRL za granicą przed 1989 rokiem.

Innym celem było udzielenie wsparcia Polakom zza wschodniej granicy, zarówno tym, których "przekroczyła granica" jak ofiarom wywózek i represji oddalonym o tysiące kilometrów od Polski.

Podstawowe trudności na początku brały się stąd, iż Polonia przed zmianami ustrojowymi bardzo wyraźnie dzieliła się na tych, którzy utrzymywali kontakty z przedstawicielstwami PRL-u i tych, którzy kierując się najczęściej racjami patriotycznymi odmawiali tego rodzaju kontaktów. Ta część emigracji po 1980 roku najczęściej czynnie występowała w różnych akcjach protestacyjnych, które były odpowiedzią na wydarzenia w kraju. Trudno dziś przecenić znaczenie takich wystąpień dla budzenia zainteresowania światowej opinii publicznej demokratycznymi dążeniami Polaków. Władze PRL reagowały inwigilacją środowisk emigracyjnych i próbami rozbicia ich jedności. Dzieje Kongresu Polonii Amerykańskiej są wymownym tego przykładem.

Stowarzyszenie startowało z bardzo trudnych pozycji, bo kluczowe znaczenie miała wiarygodność, jasne pokazywanie, że nasze intencje są czyste i wolne od chęci manipulacji. Złe doświadczenia robiły swoje, a najlepiej świadczy o tym fakt, że do pierwszych spotkań i wspólnych konferencji musiało dojść poza krajem.

Cele statutowe Stowarzyszenia sprowadzają się do tworzenia możliwie najlepszych warunków do utrzymywania więzi Polaków zza granicy i Polonii z Ojczyzną oraz pomocy w organizowaniu się społeczności polskich w miejscu zamieszkania i udzielania potrzebującym szeroko rozumianej pomocy socjalnej. Szczególne znaczenie ma wspomaganie polskiego szkolnictwa. Zainteresowanie językiem polskim jest ogromne. Zdumiewające, w jak wielu zakątkach świata znajdują się szkółki języka polskiego, gdzie ludzie uczą się wyłącznie dla własnej satysfakcji i z poczucia przynależności do naszej wspólnoty narodowej.

Poruszył Pan problem Polonii żyjącej za naszą wschodnią granicą. Obecnie Stowarzyszenie w głównej mierze skupia się właśnie na pracy i pomocy Polonii z tamtych stron, co oczywiście jest zrozumiałe. Czy prawdą jest, że był to powód rozdźwięku jaki powstał między Stowarzyszeniem a Polonią żyjącą za zachodnią naszą granicą?

- Nie przypominam sobie takiego rozdźwięku. Problemem w relacjach pomiędzy III RP a emigracją była sprawa udziału emigracji w zmianach zachodzących w naszym państwie po 1989 roku. Jako Polacy mamy silną świadomość wkładu emigracji w odbudowę Odrodzonego Państwa po pierwszej wojnie światowej. Ilustrują ten wkład doskonale najwybitniejsze postacie życia politycznego i gospodarczego lat dwudziestych, które miały za sobą etap emigracyjnego życia.

Po 1989 roku oczekiwania i gotowość do pracy środowisk emigracyjnych były bardzo duże. Szczególnie dotyczyło to tych, które prowadziły intensywną działalność niepodległościową i z tego tytułu miały wszelkie prawa aby uznawać się za współtwórców zachodzących zmian. Niestety, nie spotkało się to z zainteresowaniem rządu ani innych ośrodków kierowniczych w państwie. Myślę, że dość trudno to zrozumieć, bo działo się tak z pewnością ze szkodą dla kraju.

Nie znam natomiast przypadku kwestionowania naszej pomocy dla Polaków na Wschodzie. Przeciwnie, mógłbym długo wyliczać przykłady znacznego zaangażowania się naszej emigracji z umownego zachodu na rzecz rodaków zamieszkałych na terenach byłego ZSRR.

Panie Profesorze skąd wziął się termin Polonia?

- Wprawiła mnie Pani w zakłopotanie, bo uczciwie mówiąc nie wiem, choć sam się tym terminem posługuję. Z pewnością nie jest to pojęcie precyzyjne, a jego współczesne stosowanie wynika najczęściej z konieczności rozróżnienia tych, którzy są potomkami emigrantów sprzed kilku pokoleń od tych, którzy pozostają Polakami tak w opinii własnej jak i otoczenia. Szczególną potrzebę rodzi sytuacja Polaków zza wschodniej granicy; nigdy nie przyszłoby mi do głowy nazwać Polonią Polaków z Solecznik, Wołkowyska czy Żytomierza. Zgodzimy się też chyba, że nie jest to dobry termin do określenia Polaków w Kazachstanie czy Omsku.

Najczęściej nazywamy Polonią środowiska osób, które są obywatelami innych państw w trzecim czy czwartym pokoleniu i w sensie politycznym identyfikują się z państwami zamieszkania. W świadomości, emocjonalnie pozostają jednak Polakami i chętnie przyznają się do tych korzeni. Tak jest chociażby w Ameryce Łacińskiej, gdzie w samej Brazylii jest ponad 800 tys. obywateli polskiego pochodzenia. Często są to ludzie mający wiele zasług dla Polski. Sam fakt, iż ktoś pozostaje od czterech pokoleń w obcym otoczeniu, a z domu wynosi znajomość języka polskiego i narodowej tradycji jest zdumiewający i zapewne wzruszający. To są bardzo często prawdziwi i niezastąpieni ambasadorowie naszego kraju.

W Adampolu mamy środowiska Polonijne, gdzie nawet siódme pokolenie mówi piękną polszczyzną. Są to przykłady bardzo silnego związania Polonii z polskimi korzeniami. Ale są także przykłady, gdzie polscy emigranci bardzo szybko chcieliby się od tych korzeni odciąć. Mam tu na myśli naszych rodaków żyjących w Niemczech.

- Jednym z większych problemów, o którym zbyt głośno się dziś nie mówi jest sytuacja Polaków żyjący w Niemczech. Tak naprawdę nikt nie jest w stanie powiedzieć ilu Polaków tam jest i już samo to wyzwala emocje. Losy Polaków w Niemczech to niebywała wręcz mozaika doświadczeń. Trudno dokonać jakiejkolwiek kategoryzacji grup mających bardzo zróżnicowane statusy. Np. w Polsce praktycznie nieznany jest tragiczny los żołnierzy drugiej wojny światowej, którzy przez szereg lat pozostawali w służbie żandarmeryjnej w Niemczech. Są tam uciekinierzy polityczni, którzy kiedyś przez władze PRL traktowani byli szczególnie wrogo, a przedstawiciele polski po 1989 roku okazywali im sporo nieufności. Wreszcie wielu jest takich, którzy dzięki pracowitości i inteligencji zdobyli dobre pozycje, ale zbyt często musiało się to wiązać z wykorzenieniem z polskości. Kiedyś mogło się wydawać, iż jest to wymuszony ale jedyny możliwy wybór, ale po 1989 roku słuszność tego wyboru przestała być taka oczywista.

Wreszcie są w Niemczech byli obywatele polscy, "sprzedani" za czasów Edwarda Gierka w ramach transakcji nazywanej "akcją łączenia rodzin". Zdumiewające, jak wielu spośród nich trzyma się lub powróciło do polskości. To delikatny problem dla niemieckich władz; chodzi przecież o ludzi, wyjeżdżających z Polski dlatego, iż czuli się Niemcami, a podróż odbywali za rządowe marki. Dziś bardzo wielu z nich uczestniczy w polskich spotkaniach, wspiera polskie organizacje, posyła dzieci na naukę języka. To gorzka pigułka dla tych Niemców, którzy żyją stereotypami. Niestety, trafiają się oni także wśród urzędników załatwiających polskie sprawy z ramienia niemieckiej administracji.

Różnorodność grup emigracyjnych w Niemczech utrudnia ich organizowanie się. Władze niemieckie chciałyby - i trudno im się dziwić - mieć jednego partnera reprezentującego Polaków. Wszelkie próby stworzenia takiej organizacji kończą się niepowodzeniem.

Więzy między Polską a Polonią były zawsze dość silne. Czy w innych państwach stosunek do emigrantów jest podobny?

- To pytanie pada najczęściej z ust zagranicznych polityków, którzy są zdumieni aktywnością środowisk polonijnych i ich silnymi związkami z Macierzą. Trzeba zawsze pamiętać, że - nawet ostrożnie licząc - co trzeci Polak żyje za granicą i, co najważniejsze, posiada silną świadomość swoich korzeni.

Nasza emigracja ma szczególny charakter, bo znaczna jej część nie opuszczała Ojczyzny celem poprawy warunków życia, ale została do tego, w takiej czy innej formie, zmuszona. Stąd utrzymujący się wizerunek nie tyle emigracji ekonomicznej co ideologicznej. Wielu emigrantów pozostawało przed laty na obczyźnie bo tylko w ten sposób mogli pozostać wierni swoim ideałom, np. mogli dotrzymać swojej przysięgi wojskowej. To trudno porównywać z emigracją z większości krajów.

W Polsce panuje wyczulenie na problematykę emigracyjną, a od kilkunastu lat także na los Polaków ze Wschodu. Niestety nasze zaangażowanie często zatrzymuje się na poziomie emocji i nie przybiera form konkretnego działania. Dotyczy to także sytuacji urzędowych. Wszyscy na świecie pomagają swoim pobratymcom poza granicami i ośmielę się powiedzieć, że w wielu przypadkach służby konsularne Włoch czy Niemiec są bardziej wyczulone na te problemy niż polskie. Zbyt często panuje w naszych urzędach niepokojący chłód w stosunku do emigranta choć mógłbym również długo opowiadać o wspaniałych, budujących przykładach zaangażowania naszych pracowników konsularnych i dyplomatycznych.

W tym roku odbywa się już IV Światowy Zlot Młodzieży Polonijnej "Orle Gniazdo 2003". Jakie reprezentowane są w tym roku środowiska polonijne i jaki jest cel zlotu?

- Sześć lat temu zorganizowany został pierwszy zlot, który początkowo miał być spotkaniem jednorazowym. Zainteresowanie okazało się tak duże, że impreza stała się cykliczną, przeprowadzaną co dwa lata. Oddział Wielkopolski Stowarzyszenia może z tego powodu odczuwać wyjątkową radość, bo nie ma co ukrywać, iż u podstaw pomysłu leżała chęć promocji Wielkopolski w środowiskach polonijnych i wśród Polaków na Wschodzie.

W tym roku gościliśmy dwieście osiemdziesiąt osób z osiemnastu krajów, w tym reprezentantów tak egzotycznych skupisk Polaków jak Kirgistan. Zabrakło młodzieży z Kanady i Stanów Zjednoczonych, bo obywatele tych państw niechętnie obecnie podróżują do Europy.

Polska młodzież przyjeżdżająca na Zlot wie, że wspaniały w Polsce jest Kraków, że warto zobaczyć Warszawę i Gdańsk. Staramy się ich przekonać, że u nas nie tylko jest kolebka państwa, materialni świadkowie chrztu św., ale jest po prostu ładnie i ciekawie.

Od strony programowej naszym celem jest zachęcenie uczestników do działania na rzecz polskiego środowiska i udzielenie im pomocy w organizowaniu takiej pracy. Pobyt w Wielkopolsce ma dostarczyć praktycznych umiejętności z wybranej przez uczestnika dziedzinie, np. tworzenia grup muzycznych, tanecznych, krajoznawczych itp. Oczywiście przy takiej okazji promowana jest rodzima kultura i tradycja. W tym roku prawdziwą furorę zrobiła wiklina, jako tworzywo wykorzystywane w działalności artystycznej.

Dziękuję za rozmowę

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 30/2003