Czy spodziewałeś się, że Twoja powieść "Adieu" wzbudzi kontrowersje?
- Tak, ale nie, że przybiorą takie rozmiary. Chociaż dla mnie ważniejszy od samych kontrowersji jest zasięg, z jakim spotkała się powieść. Mój mistrz Brandstaetter mówił, że pisze się dla dwóch przyjaciół, z których jednego nigdy nie poznamy. Tymczasem...
Czy spodziewałeś się, że Twoja powieść "Adieu" wzbudzi kontrowersje?
- Tak, ale nie, że przybiorą takie rozmiary. Chociaż dla mnie ważniejszy od samych kontrowersji jest zasięg, z jakim spotkała się powieść. Mój mistrz Brandstaetter mówił, że pisze się dla dwóch przyjaciół, z których jednego nigdy nie poznamy. Tymczasem każdego dnia napływają do mnie listy, e-maile, dzwonią telefony oraz po prostu przychodzą do mnie ludzie, których opinie sprawiają mi ogromną radość. Powtarzają się podziękowania za optymizm i nadzieję, jaką wyczytali w mej książce. Dostałem list od pastora, w którym pisze mi, że jest to książka nie tylko dla duchownych katolickich, ale dla ludzi wszystkich wyznań. Otrzymuję podziękowania od księży za to, że "Adieu" wzmocniło ich w walce o wierność swemu powołaniu. A jednocześnie docierają do mnie głosy, choć rzadko w sposób bezpośredni, że świat, który przedstawiłem, jest ciemny i pesymistyczny, że dokonałem ataku na Kościół. No cóż, to jest sprawa wrażliwości czytelników, której nie przeskoczę. Te same słowa w jednych budzą nadzieję, a drugich przygnębiają. Decyduje to, kto z jakim nastawieniem bierze "Adieu" do rąk. Com napisał, "napisałem, i właściwie nie powinienem tego tłumaczyć, bo słowa żyją już swoim życiem". Każdy ma prawo do swego odczytania książki. Powiem tylko, że nieporozumienia biorą się z przypisywania przez różnych ludzi mojej książce celów, jakich ja przed nią nie stawiałem. "Adieu" to nie jest panorama polskiego Kościoła na progu III tysiąclecia, jak chcą niektórzy i z czego mnie rozliczają. Opisałem kawałek rzeczywistości. Pewne rzeczy wyostrzyłem, żeby zostały dostrzeżone - święte prawo pisarza. I to wszystko. Moje ambicje były bardzo skromne.
Powiedz, dlaczego napisałeś historię księdza Grosera?
- Po pierwsze, dlatego, że od ponad dwudziestu lat żyję na co dzień wśród zakonników i księży. Kocham kapłanów, opowiadają mi o swoim powołaniu, a ja mam tę przypadłość, że lubię utrwalać to, czym się zachwycam. Jean Guitton powiedział, że każdy okruch wyrwany niepamięci jest rzeczą świętą. A więc zbieram te święte okruchy. Cieszę się, że mogłem opowiedzieć o pewnych sprawach, których ze względu na brak dystansu lub inne niedogodności sami księża by nie mogli. Po drugie, zadecydował przypadek. Dwa lata temu napisałem opowiadanie "Złamana deska", którego bohaterka czytała fragment książki nie istniejącego pisarza księdza Grosera. Wymyśliłem taką jedną stroniczkę. Wkrótce zgłosiły się osoby z pytaniem, gdzie mogą dostać całą książkę księdza Grosera. Zrozumiałem natychmiast, że trzeba tę postać powołać do życia.
Ale chciałbym powiedzieć na wstępie rzecz dla mnie bardzo ważną. "Przypadki księdza Grosera" zostały zaszufladkowane jako rzecz o księżach. Rozumiem, że to jest jakiś znak rozpoznawczy dla mej powieści, ale to jest perspektywa nieco spłaszczająca. Ja piszę zawsze o człowieku w ogóle. Kluczowa jest pierwsza scena, kiedy do księdza przychodzi mężczyzna i chce mu powiedzieć, że chce się rozwieść, a ksiądz tego samego dnia napisał do swego biskupa list z prośbą o zwolnienie z funkcji kapłańskich. Kapłan zdaje sobie sprawę, że nie może niczego sensownego powiedzieć temu człowiekowi, jeżeli sam nie pozostanie wierny swojemu powołaniu. To jest więc powieść o walce każdego człowieka, by pozostać wiernym samemu sobie. Najważniejsze, jakim jestem człowiekiem, a nie jaką funkcję pełnię na tej ziemi, jakkolwiek byłaby ona szlachetna.
Czy nie obawiałeś się, że zło, które ukazujesz w powieści, może zgorszyć?
- Uważam, że pisarz inspirowany wartościami chrześcijańskimi ma takie same prawo, a wręcz obowiązek posługiwania się takimi samymi środkami w opisie świata, jak każdy inny twórca. Tak samo powinien przedstawiać zło i dobro. Buntować się i prowokować czytelnika, jeśli pragnie dotrzeć do niego z jakimś przesłaniem. Wzorcem w tej mierze dla każdego piszącego jest Biblia. Zapisała ona wzloty i upadki człowieka. Świętych Ksiąg nie cenzurowano. Inaczej nie wiedzielibyśmy dziś, że Kain zabił Abla, że Noe - wybraniec Boga się upił - że bracia sprzedali Józefa, że Dawid był popełnił cudzołóstwo. Ksiądz Twardowski pięknie mówi, że po świątyni Salomona pozostała jedynie Ściana Płaczu, a psalmami pokutnymi Dawida Kościół modli się do dnia dzisiejszego. Nie jest głównym dylematem piszącego, ile dobra i zła ukazać, ale jak dać czytelnikowi nadzieję. Ja tę nadzieję próbowałem pokazać, ale kto "Adieu" czyta poprzez różne urazy, myślę, że jej nie znajdzie. To, że nie zadowolę wszystkich, jest absolutnie czymś normalnym. Ja znalazłem swoich czytelników, swój krąg odbiorców. Natomiast ci, którzy nie znajdują w mej powieści dość światła, których "Adieu" gorszy - wbrew moim intencjom - powinni znaleźć swoją powieść. "Każda dusza to inny świat", jak napisała św. Faustyna, i to jest piękne.
W wielu opiniach o Twojej książce pojawia się zarzut, że za bardzo pomieszałeś osoby fikcyjne z realnymi, co prowadzi do pewnego bałaganu literackiego.
- Bałagan? Tak jest w naszych umysłach. Rzeczywistość jest pomieszana z naszymi marzeniami. Postacie realne sąsiadują z ludźmi, za którymi tęsknimy, choć nigdy jeszcze ich nie spotkaliśmy. W "Adieu" trochę też po prostu chciałem się zabawić. W mojej powieści są chyba spore pokłady humoru. Zgadzam się z księdzem Twardowskim, że komik jest największym dobroczyńcą ludzkości.
Na książce widnieje bardzo pochlebna opinia księdza arcybiskupa Józefa Życińskiego. Jednak po ukazaniu się powieści ksiądz arcybiskup diametralnie zmienił swoje zdanie na jej temat.
- Jestem bardzo wdzięczny za każde słowo księdza arcybiskupa, którymi uskrzydlił mnie w trakcie pisania powieści. Ksiądz arcybiskup Życiński bardzo wysoko ocenił odcinki przypadków księdza Grosera, które ukazywały się w miesięczniku "W drodze". Przysłał do mnie w tej sprawie list. Dyrektor "W drodze" spytał się arcybiskupa, czy można fragmenty tego listu wykorzystać na okładce książki, proponując mu jednocześnie jej lekturę, jeszcze przed drukiem. Arcybiskup się zgodził i powiedział, że powieść przeczyta już po wydaniu. No i całość go już widocznie nie zachwyciła. Cóż, dodać tylko mogę, że to, co dopisałem później, osobiście uważam za bardziej dopracowane i dojrzałe.
Co byś odpowiedział tym osobom, które twierdzą, że wydałeś tę powieść, aby szybko zdobyć sławę i pieniądze?
- Nic im nie powiem, bo i tak nic ich nie przekona. One wiedzą lepiej ode mnie, jakie motywy mną kierowały. Natomiast pozostałych, którzy pragnęliby się dowiedzieć, jakie pieniądze i sławę można zdobyć, pracując w firmie kościelnej - jak Ty i ja - proponuję, by spróbowali tego miodu.
A teraz już bardziej na serio. Napisałem tę książkę, bo chciałem opowiedzieć o współczesnym świętym. Ksiądz Groser to kapłan, którego miarą miłości jest miłość bez miary. Chciałem stworzyć postać księdza, za którym ludzie tęsknią. Tęsknią za jego dotykiem, który jest dotykiem Chrystusa. Chciałem pokazać księdza, który potrafi każdego przytulić. Kocha tak samo samotną staruszkę Burkietową, jak młodą Magdalenę, wysłuchuje każdego i każdemu przebacza.
A może te osoby nie widzą ani miłosierdzia, ani miłości, o których mówisz, bo przesłaniają je inne negatywne i zbyt cyniczne postacie?
- Jeżeli kogoś nie przekonują moi pozytywni bohaterowie, jak księża Cybula, Franek, Gołąbek, biskup Stefan, Groser, taksówkarz Mackiewicz, wspaniałe małżeństwo opiekujące się niepełnosprawnym Rysiem, bo koncentruje się na Krystianie, prałacie Henryku, biskupie Zdzisławie, to jest niestety sprawa jego postrzegania świata, a nie mojego pisania.
Najczęstszym zarzutem, z jakim spotyka się Twoja powieść, jest stwierdzenie, że zatracone są w niej proporcje. Zło przytłacza dobro.
- Posługuję się w książce kontrastem. Słabemu ks. Leszkowi przeciwstawiam promieniującego, otoczonego młodzieżą ks. Franka. Ale nie mogę wprowadzić dziesięciu promieniujących księży Franków, bo tego by nikt nie czytał. Zresztą Leszek w gruncie rzeczy jest wspaniałym kapłanem, jest w nim dużo miłości, ale na razie tę miłość tłumi lęk przed ludźmi. To jest problem wielu dobrych księży.
Część ludzi zarzuca Ci, że nawet Twój bohater pozytywny na końcu przegrywa, ucieka.
- Po pierwsze to nie jest koniec przypadków księdza Grosera, a po drugie, co to znaczy przegrać w chrześcijaństwie? To znaczy upodlić się, tracąc godność, wiarę w Chrystusa. To nie spotkało Grosera, to spotkało cynicznego Krystiana. Ksiądz Groser ma w sobie taki ładunek wartości, że gdziekolwiek pójdzie, będzie zwycięzcą. Krystian osiągający dno, a jednocześnie pnący się po szczeblach kariery nie jest chyba dla nikogo wygranym?
Wydaje mi się, że we wszystkich dyskusjach za i przeciw Twojej książce pomija się jej najistotniejszy wymiar - spore pokłady wiary, jakie są w niej zawarte.
- Wielu ludzi, nawet niechętnych mej powieści, wyznaje, że czytało ją jednym tchem. To mnie cieszy, ale to jest też przyczyną jej pobieżnego odczytania. Jeśli ktoś nie zauważył, że Groser odmawia brewiarz, różaniec, czyta codziennie Pismo święte, może powinien przeczytać "Adieu" raz jeszcze. O pewnych sprawach najistotniejszych trzeba pisać oszczędnie, nie nadużywać słów. Bo nie w ilości słów jest ich moc. W Ewangelii o powrocie syna marnotrawnego, najpiękniejszej przypowieści o miłosierdziu, ani razu nie pada słowo: "miłosierdzie". Chciałbym pisać podobnie - tak aby czytelnik odkrył moje intencje nawet wtedy, gdy nie będę ich sto razy nazywał, określał. I wierzę, że większość czytelników wie, skąd bierze się moc księdza Grosera; skąd w nim to szaleńcze pragnienie, by dotknąć swą miłością każdego człowieka.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













