Logo Przewdonik Katolicki

Bohaterowie w sutannach

Małgorzata Szewczyk
Fot.

Chcesz zarobić dużą sumę pieniędzy? Napisz powieść albo scenariusz filmowy o duchownym. Sukces murowany. Pół żartem, pół serio usłyszałam w rozmowie z zaprzyjaźnionym zakonnikiem.

 

 

Istotnie, w ostatniej dekadzie powstało wiele książek, których pierwszoplanową postacią jest właśnie kapłan. Co ciekawe, mam tu na myśli przede wszystkim rodzimą prozę. Przeczą one niejako tendencjom współczesnych czasów, w których pewne środowiska próbują zredukować misję Kościoła do zakrystii, kiedy jest on przedstawiany jako zacofany, patriarchalny, pełen jałowego ruchu, a treści takie jak posłuszeństwo, ofiara, oddanie, wyrzeczenie, integralne z kapłaństwem, niby dawno już przebrzmiały.

Dlaczego więc posługa polskiego księdza przenoszona jest na karty powieści? 

Myliłby się ten, kto upatrywałby motywów związanych z poszukiwaniem taniej sensacji z życia duchownego, kreowaniem mitu księdza nieskazitelnego człowieka czy mówiąc nieco kolokwialnie, farciarza, który nie ma żadnych problemów i któremu zawsze wszystko się udaje. Bynajmniej.

Małe sprawy, te czysto ziemskie, powszednie decydują o tych wielkich, najważniejszych, istotnych. Tak jest i w tym przypadku. Intryguje nas to, co tajemnicze, niedopowiedziane, nieodkryte, a życie kapłana poniekąd takie jest. Zainteresowanie czytelników powieściami, których głównym bohaterem jest duchowny, jest też niejako wyrazem tęsknoty za zwykłymi, zaangażowanymi na rzecz wspólnoty i rzetelnie wypełniającymi swą posługę księżmi.

 

Intelektualista, gospodarz, przewodnik wspólnoty

Zagęściło się w literackiej kategorii „bohaterów w sutannach”, oj, zagęściło. Licealista pytany o „postaci w habitach”, wymieniłby zapewne walczących między sobą mnichów z Monachomachii Krasickiego, ks. Robaka z Pana Tadeusza, ks. Piotra z III części Dziadów Mickiewicza. Nieco ambitniejsi wymieniliby może Wyprztyka z Pożegnania jesieni Witkacego, Siechenia z Ładu serca Andrzejewskiego, Sadoka z W cieniu kolegiaty Grabskiego...

Sceptycyzm – to chyba najtrafniejsze słowo, które towarzyszyło mi, kiedy sięgałam po najnowsze powieści „z księdzem w tle”. Ale... od początku.

Burzliwą dyskusję wokół tematu kapłana, bohatera literackiego, wywołał Jan Grzegorczyk, wydając kolejne części trylogii
o ks. Groserze. Adieu, Trufle, Cudze pole to już swoista „klasyka” powieści o kapłanie. Ks. Groser to intelektualista, wnikliwy obserwator trudnej rzeczywistości, otwarty, można by powiedzieć do bólu naiwny, przeżywający radości i trudności wynikające z bycia kapłanem. Służy wiernym, a nie przewodzi, dostrzega potrzeby wspólnoty, angażuje się w budowę boiska, a nawet przytułku dla bezdomnych. Ale przede wszystkim jest gorliwym i wiernym świadkiem Ewangelii, na którego zawsze można liczyć. 

Na pewno niemały wpływ w „odrodzeniu” powieści „z kapłanem w tle” miał pontyfikat polskiego papieża.

Bohaterem-„cieniem” Jana Pawła II jest ks. Andrzej Z. z Dnia świadectwa Kazimierza Brauna, „którego Bóg jednak w sposób dość niecodzienny prowadził do świętości”. Andrzej to student Karola Wojtyły, a potem organizator papieskich pielgrzymek do Polski. Ksiądz, który już od czasów seminarium musiał zmagać się z niesłusznymi oskarżeniami o szpiegostwo, a potem tułał się po świecie, zanim powierzono mu probostwo. Historia życia duchownego została zawężona do jednego dnia, w którym klatka po klatce analizuje on swoją przeszłość, próbuje dociec, czy dobrze wypełniał swoje obowiązki. Pretekstem do tej swoistej „autospowiedzi” jest anonim z pogróżkami, który dostaje 16 października 2002 r.

 

Tylko nie awans, proszę

Ciekawą postacią jest też ks. Rafał Nowina, tytułowy bohater powieści autorstwa Macieja Grabskiego (Ksiądz Rafał i Ksiądz Rafał. Niespokojne czasy), nietuzinkowy proboszcz małego Gródka czasów Polski Ludowej, rodzącej się „Solidarności” i wprowadzenia stanu wojennego. Obserwujemy zmagania nowego proboszcza z wszędzie wyczuwalnym duchem poprzednika, zmarłym ks. Stanisławem, nieufność lokalnej społeczności do młodego duchownego, próby zmanipulowania przez ks. dziekana Tomaszka. Grabski kreuje swą postać na kapłana głęboko wierzącego, szlachetnego, wrażliwego na piękno i na biedę ludzką i na wskroś uczciwego, do tego samodzielnego gospodarza plebanii i przynależnych jej łąk, który to nawet kosy nie boi się wziąć do rąk... Początkowa nieufność mieszkańców Gródka stopniowo przeradza się w autorytet i podziw dla kapłana, który zna swoich parafian z imienia i nazwiska, wie o problemach, z którymi się zmagają, bliskie są mu ich bolączki i nadzieje. Nieobce są mu też mało chlubne zachowania współbraci w kapłaństwie. Zostaje wplątany w „rozgrywki” chętnych na wakat po zmarłym bp. Jakubie, staje się powiernikiem sporej sumy pieniędzy przekazanej na rzecz parafii po śmierci hierarchy.

Obie powieści mają wartką, dobrze napisaną, z nutką dowcipu puentującego wydarzenia, akcję i wyraziście zarysowaną charakterystykę postaci. Grabski docenia lokalną, małą społeczność z jej pojmowaniem Kościoła i religii jako integralnej części małej ojczyzny.

Na tym tle w nieco innym świetle polski duchowny przedstawiony jest w Polskich rekolekcjach. „Obyś nie zbiskupiał” – to swoiste motto powieści Piotra Kobzy, o którym zresztą wspomina sam autor.

Biskup Borys bardziej przypomina watykańskiego urzędnika (ukończył prawo kanoniczne i eklezjologię; jest pracownikiem Kongregacji Ewangelizacji Narodów) niż dobrotliwego wikarego z polskiej prowincji, na którą zostaje zesłany. Nie do końca potrafi odnaleźć się w „nowej-starej” rzeczywistości na Podlasiu. Bliższe były mu bowiem problemy obywateli Senegalu i Surinamu niż jego rodaków – wiernych należących do diecezji sokołowskiej. Błyskotliwość, ironia niekiedy ocierająca się o sarkazm, dystans (czasami może zbyt wielki) do siebie, innych ludzi i spraw pomagają mu nieco odnaleźć się w nowym miejscu i odkrywaniu tajników układów na linii wojewoda–biskup.

 

Jak problem, to do księdza

Gdyby stworzyć ranking na najpopularniejszego polskiego bohatera serialowego, to zapewne jedno z pierwszych miejsc zająłby... kapłan. Ks. Antoni Wójtowicz (Plebania), ks. Piotr Kozioł (Ranczo), ks. Mateusz (Ojciec Mateusz)... Sympatyczni, zatroskani o swoich parafian, zaangażowani w prowadzenie życia sakramentalnego, zainteresowani problemami wspólnoty;  po prostu blisko ludzi – tacy są serialowi kapłani. Jako bohaterowie zagościli w naszej telewizji właściwie dopiero w XXI w. Serialowe plebanie są ukazywane jako centrum miejscowości, soczewka, w której skupia się życie społeczności, klimatem przypominają rodzinne domy. Odwołują się do odwiecznej potrzeby poszukiwania bezpiecznej przestrzeni. Ciekawe, że ważną rolę odgrywają w nich gosposie: Michałowa, Natalia, babcia Józia. Często to one wygłaszają uniwersalne prawdy, doradzają, a jak trzeba, to nawet przywołają do porządku.

Filmowy obraz księży jest często wyidealizowany. Popularność tych seriali świadczy o naszej tęsknocie do idylli, do kreowania księdza społecznika, ojca parafian, na którego zawsze można liczyć, reprezentanta tradycji.

Chcąc nie chcąc, księża należą do grupy społecznej, od której – jak to się mówi potocznie – wymaga się tak w kwestiach głoszenia prawd wiary, jak i moralności, choć bywa, że nie tylko. Ksiądz jest postacią ważną dla lokalnych społeczności i często wywiera na nią pozytywny wpływ. Taki obraz przenika też do prozy i serialowych produkcji.

Nieco inaczej prezentuje się ojciec Mateusz, „klon” włoskiej produkcji Don Matteo, niestereotypowy kapłan. Detektyw w sutannie, przemierzający uliczki malowniczego Sandomierza na rowerze, rzadko pokazywany jest w kościele przy ołtarzu. Jeśli jest już w świątyni, to najczęściej w konfesjonale. Staje się tym samym powiernikiem sekretów, mrocznych tajemnic skrywanych przez tych, którzy w jakiś sposób zamieszani są w popełnione w Sandomierzu przestępstwo. Do prowadzonych śledztw wnosi element etyczny. Ojciec Mateusz bliższy jest psychologowi czy zawodowemu detektywowi, który rozwiązuje kryminalne zagadki i pomaga nieudolnej policji, odwołując się do sumienia sprawców.

 

Renesans?

Powieści i seriale telewizyjne odsłaniają życie kapłanów skrywane za parawanem pozornej doskonałości. Bohaterowie w sutannach budzą sympatię, bo są bezsprzecznie „najbardziej ludzcy”. Choć od czasu do czasu podnoszone są głosy, że „polska telewizja zamienia się w ambonę i idealizuje kapłanów”, popularność telewizyjnych produkcji potwierdza prawdę, że ich obecność jest potrzebna w pejzażu naszych gródków, wilkowyj, tulczynów...

Faktem jest, że literatura „z kapłanem w tle” nie zachwyci miłośników wzruszeń literackich, poszukiwaczy oryginalnej konstrukcji, niebagatelnej fabuły, piękna języka, ale...

Dzisiaj ksiądz wraca do powieści, które sprzedają się całkiem nieźle. Może doczekamy się utworów na miarę Mauriaca, Chestertona, Greena czy Bernanosa? A może, patrząc nieco szerzej, będziemy świadkami odrodzenia powieści katolickiej, tej z lat 30. XX wieku?         

 

Filmowy obraz księży jest często wyidealizowany. Popularność tych seriali świadczy o naszej tęsknocie do idylli, do kreowania księdza społecznika, ojca parafian, na którego zawsze można liczyć, reprezentanta tradycji

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki