Świat w iluzji

Książka „Wiek magicznego myślenia” nie jest moralizatorskim potępieniem irracjonalności, lecz próbą zrozumienia jej źródeł. Autorka stawia pytania o granice między wiarą i nadzieją a ucieczką od rzeczywistości oraz o to, jak zachować krytyczne myślenie w świecie nadmiaru bodźców i narracji.
Czyta się kilka minut
fot. MATERIAŁY PRASOWE
fot. MATERIAŁY PRASOWE

Kultura rozumiana jako ogół relacji, obyczajów, przedmiotów wytworzonych przez człowieka oddaje to, jak wyobrażano sobie w danym czasie świat, jak rozumiano w nim rolę i przeznaczenie człowieka. Myślę, że wielu z nas robiło sobie takie myślowe ćwiczenie archeologiczne, mianowicie zastanawialiśmy się, co za kilkaset lat odkryją po nas archeolodzy. Wydaje się nam dziś, że potrafimy tak przekazywać informacje, że nasi potomkowie po prostu odczytają to, co po sobie zostawiliśmy (o ile nie nadejdzie jakaś katastrofa, która ten transfer uniemożliwi). Może tak samo myśleli Majowie czy Aztekowie, zapisując w kipu, czyli piśmie węzełkowym, informacje, których dziś nie potrafimy odczytać.

Piszę o tym dlatego, że gdyby zachowała się jedna książka opisująca przynajmniej część zjawisk naszej kultury, głównie tej popularnej, to właśnie Wiek magicznego myślenia. Opowieść o współczesnej irracjonalności autorstwa Amandy Montell dałaby choćby częściowe wyjaśnienie naszego współczesnego położenia.

Wszyscy jesteśmy irracjonalni

Proponuję zapoznać się z reportażowo-eseistyczną analizą zjawisk, które pokazują, jak silnie irracjonalne przekonania przenikają współczesną kulturę. Amanda Montell – lingwistka i badaczka języka – przygląda się nie tyle skrajnym teoriom spiskowym, ile codziennym formom „magicznego myślenia”, obecnym w mediach społecznościowych, poppsychologii, narracjach o samorozwoju czy internetowych wspólnotach. Tym, którzy sądzą, że ich to nie dotyczy, tym bardziej proponuję wnikliwą lekturę tej, nawiasem mówiąc, z przyjemnością czytanej książki. Montell wychodzi z założenia, że skłonność do nadawania sensu przypadkowym zdarzeniom jest cechą głęboko ludzką. W sytuacjach niepewności, kryzysu lub nadmiaru informacji łatwo ulegamy narracjom, które porządkują chaos i oferują proste wyjaśnienia. Autorka pokazuje, jak mechanizmy językowe (metafory, slogany, powtarzalne frazy) wzmacniają poczucie wspólnoty oraz przekonanie o wyjątkowości danej grupy. Analizuje m.in. fenomen astrologii w wersji instagramowej, kult produktywności, ruchy wellness, internetowe społeczności skupione wokół „manifestowania” rzeczywistości czy uproszczone interpretacje psychologii.

Książka łączy elementy reportażu, eseju i osobistej refleksji. To moim zdaniem jej ogromny atut. Jako osoba również często zagubiona we współczesnym świecie staram się sięgać po lektury racjonalnie wyjaśniające świat. Niestety, niejednokrotnie są one bądź wysublimowanymi dziełami filozoficznymi, bądź to akademickimi wykładami psychologii czy socjologii, co wymaga ogromnego skupienia i momentami odpowiednich narzędzi do interpretacji tych treści. Nie jest jednak tak, że autorka pisze o tym, co jej się wydaje, czyli posługuje się chłopskim, pardon, babskim rozumem. Montell przywołuje rozmowy z ekspertami, badania psychologiczne oraz przykłady z popkultury, pokazując, że irracjonalność nie jest domeną wyłącznie marginesu społecznego. Przeciwnie – bywa atrakcyjna, estetyczna i podszyta językiem troski o siebie. Autorka zwraca uwagę na rolę algorytmów i mediów społecznościowych w utrwalaniu przekonań, które z czasem mogą przekształcić się w zamknięte systemy myślenia.

Język – nasz generał

Istotnym wątkiem jest relacja między językiem a władzą. Montell opisuje, jak specyficzne słownictwo buduje granicę między „wtajemniczonymi” a resztą świata, a także jak łatwo język nauki bywa upraszczany i wykorzystywany w celach ideologicznych lub komercyjnych. Zwraca przy tym uwagę na psychologiczne potrzeby (przynależności, kontroli, sensu), które sprawiają, że magiczne myślenie wydaje się kuszące i bezpieczne.

Odwołując się do wciąż nieśmiertelnego porównania z Orwellem, obecnie w większości już nie Ministerstwo Prawdy zmienia znaczenie słów, przesuwa ich sensy. Za tymi operacjami stoją algorytmy, sztuczna inteligencja. Chciałoby się napisać: kto naprawdę? Nie, nie – to nie miliarder z wielkiej cyfrowej korporacji, ale każdy z nas. Bo silniki algorytmów nie są ręcznie uruchamiane w Kalifornii, Indiach czy w którymś z azjatyckich Tygrysów. One nagrzewają się do czerwoności od wszystkiego, co wrzucamy do sieci, pojedynczego zdjęcia z wakacji, przeskakiwania przez kolejne pajęczyny hiperlinków, a także pozornie niewinnych zapytań wyszukiwarek typu: „Jaki prezent kupić teściowej na święta?”. Język, rozumiany nie jako część naszego narządu mowy, ale kod kulturowy, którym się posługujemy, jest niczym generał, który wysyła kolejne brygady na rozpoznanie, a potem przyjmuje raporty z poszukiwań. Rzecz w tym, że to, co nasz generał odbierze w raporcie, zależy już od sprawozdawcy.

Sens wszystkiego

Tutaj wracam z kolei do mojej archeologicznej metafory. Tym, co przeciąża nasz umysł, psychikę i kulturę, jest próba nadania wszystkiemu sensu. To sprawia, że nie potrafimy oddzielić rzeczy ważnych od błahych. Priorytetyzowanie spraw, komunikatów, symboli było w dawnych wiekach podstawą tworzenia kultury. Dlatego, choć nie wiemy wszystkiego o imaginarium średniowiecznym czy z czasów rzymskich, a nawet starszych, potrafimy odczytać choćby to, co dla ludzi tamtych czasów było ważne, mamy co najmniej intuicję jak patrzyli na siebie i swoje otoczenie i co z tego starali się zachować. Montell podaje z kolei świetny przykład, poparty naukowym badaniem: na pewne nagłówki, tytuły w internecie nasz organizm reaguje tak, jakby w pobliżu nas pojawił się czyhający na nasze życie drapieżnik. Z kolei mini wyrzuty dopaminy w czasie, gdy przeglądamy różne nowości, sprawiają, że nie potrafimy cieszyć się, reagować zaciekawieniem, kiedy staje przed nami naprawdę coś nowego.

To tylko jeden z dziesięciu opisanych przez autorkę błędów poznawczych (a może lepiej użyć bardziej dosłownego określenia: schematów, w które wpadamy). Są one najczęściej nieuświadomione, a przyjrzenie się im może pomóc skorygować niektóre nasze odruchowe zachowania. Autorka, jako się rzekło, odwołuje się do rzeczywistości, w której żyje. Cóż to jednak za paradoks: wszyscy znamy hasło „Swifties”, określające osoby bardzo oddane jednej z popowych piosenkarek, doświadczamy podsuwania nam treści w internecie, mimo że o nie bezpośrednio nie pytaliśmy, obserwujemy jak inni, bądź my sami, brniemy w beznadziejne sytuacje tylko dlatego, że żal nam poniesionych już kosztów. W związku z powyższym, kiedy czytałem ten zbiór esejów Amandy Montell, automatycznie nasuwały mi się nasze rodzime przykłady: nie tylko patoinfluencerów, ale również szanowanych siwych głów, budujących wokół siebie sekciarskie struktury w życiu politycznym i społecznym.

Wiek magicznego myślenia nie jest moralizatorskim potępieniem irracjonalności, lecz próbą zrozumienia jej źródeł. Autorka stawia pytania o granice między wiarą i nadzieją a ucieczką od rzeczywistości oraz o to, jak zachować krytyczne myślenie w świecie nadmiaru bodźców i narracji.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 10/2026