Oczekiwanie

Ojciec Piotr Rostworowski, benedyktyn, a potem kameduła, aby wytłumaczyć, czym różni się życie monastyczne od niemonastycznego, często przywoływał alegorię podróżnych czekających przy fatalnej pogodzie na pociąg.
Czyta się kilka minut
fot. Unsplash
fot. Unsplash

Obraz łatwy do zwizualizowania i czytelny do dziś dzięki temu, że polska kolej jeździ, jak jeździ. Mamy więc dworzec. Chrześcijanie, którzy nie żyją w monasterach, to podróżni, którzy przebywają w poczekalni. Jest im ciepło, nic nie pada im na głowę, niektórzy nawet zdjęli wierzchnią odzież, rozsiedli się w dworcowym barze i czekają na zamówiony posiłek. Współcześnie przy dworcach często są galerie handlowe, więc do obrazu o. Piotra możemy dorzucić jeszcze pójście na zakupy oraz ogólne korzystanie z wszelkich form tracenia czasu, jakie oferują takie przybytki. Zajęci konsumpcją wszelaką mogą nawet przegapić przyjazd pociągu, a na pewno czekanie na niego nie jest ich głównym zajęciem.

Mnisi zaś to podróżni, którzy stoją na peronie i wypatrują przyjazdu. Marzną, jeśli zjedzą coś, to w pośpiechu, ich cała egzystencja jest czekaniem. Są także dla tych, którzy spędzają czas oczekiwania w poczekalni, znakiem nadziei, że pociąg nadjedzie. Być może będą tymi, którzy dadzą znać o tym, że już się zbliża. Mają trudniejsze warunki, ale w pewnym sensie doskonalej są podróżnymi, bo skupieni są całkowicie na tym, by podróż odbywać. Z większą radością przyjmą przyjazd składu, z większą ulgą zajmą swoje miejsca. Rzecz jasna, przybycie środka transportu jest tu metaforą końca świata, czy to tego małego, jakim jest śmierć, czy ostatecznego, jakim będzie paruzja.

Czy czekam?

Tu rodzi się pytanie, bardzo istotne w kontekście czytań większości Adwentu: czy czekam na spotkanie z Panem? Nie każdy jest powołany do stania na peronie z metafory wspomnianego mnicha, ale czy pamiętam i dbam o podtrzymywanie w sobie pamięci, że któregoś dnia pociąg przyjedzie, a moje tu i teraz jest właśnie oczekiwaniem na ten moment? Jak go postrzegam?

Autorzy Małego słownika teologicznego w haśle „eschatologia” piszą o dwóch błędnych postawach wobec rzeczy ostatecznych (grec. ta eschata: śmierć ciała, sąd, czyściec, niebo albo piekło, wreszcie paruzja i to, co po niej). Pierwsza z nich to rozumienie „apokaliptyczne”, wyrażające się skupieniem na tym, co mroczne, niezrozumiałe, przerażające i kojarzące się z dramatycznym końcem. Jednym słowem klimat Siódmej pieczęci Bergmana – filmu genialnego, ale kończącego się tańcem śmierci, gdy tymczasem Apokalipsę św. Jana zamyka obraz Nowej Jerozolimy, gdzie Bóg „otrze z ich [czyli naszych] oczu wszelką łzę, a śmierci już nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły” (Ap 21, 4). Druga z tych postaw to, jak łatwo się domyślić, przeciwny kraniec spektrum, określany w słowniku mianem „demitologizacji”. Polega ona na postrzeganiu człowieka jako istoty żyjącej tylko docześnie i mającej się skupić wyłącznie na doczesności, bo dana przez Chrystusa obietnica odnowienia świata to mit. Niektóre usłużne nurty psychologii podpowiadają nawet, czemu ma służyć: wyciszeniu lęku przed śmiercią i bólu z powodu żałoby po bliskich nam zmarłych. Tu dobrym odniesieniem byłoby Czekanie na Godota Samuela Becketta, które przy okazji świetnie pokazuje także bezsens, jaki niesie ze sobą takie podejście. Ludzkie serce nosi w sobie pragnienia zdecydowanie przekraczające to, co może dać świat, w którym żyjemy. Odkrywamy to, jeśli tylko naszego serca słuchamy.

Obraz tego, na czym polega zdrowy stosunek do rzeczy ostatecznych, znalazłam w jednym z romansów Elizabeth Gaskell, należącym już do klasyki – Północ i Południe. Osią opowieści jest tu oczywiście rodzące się uczucie, ale jego narodziny są osadzone w świetnym komentarzu społeczno-politycznym do sytuacji w Wielkiej Brytanii w drugiej połowie XIX wieku. Jedną z ważnych drugoplanowych postaci jest młoda dziewczyna, niegdyś robotnica w przędzalni bawełny, teraz umierająca na chorobę zawodową, pylicę płuc. Odchodzi powoli i coraz bardziej cierpiąc, ale ma jedno źródło nadziei, z którego nieustannie czerpie – jest nim Apokalipsa św. Jana. Nauczyła się tej księgi na pamięć i kiedy kolejne napady gorączki i duszności prowadzą ją na skraj depresji, recytuje sobie ostatnie jej rozdziały. Objawienie to nie budzi w niej lęku, ale nie traktuje go też jako mitu. Dla niej to realna przyszłość, na którą liczy i za którą tęskni.

Być jak pszenica

Szczere oczekiwanie na przyjście Pana przekłada się na nasz stosunek do rzeczywistości. Nie chodzi jednak o to, byśmy teraz zaczęli zachowywać się jak niektórzy spośród Tesaloniczan, którzy porzucili pracę i inne obowiązki, bo przecież Chrystus niedługo przyjdzie. Dla nich św. Paweł ma bardzo trzeźwiącą radę: „Kto nie chce pracować, niech też nie je” (2 Tes 3, 10). Jeśli nie chcemy umrzeć z głodu, musimy poszukać innego podejścia. Jezus często używa do opisywania końca świata obrazu żniwa, więc w poszukiwaniu wzorca postępowania sięgnę do tego skarbca: mamy naśladować pszenicę, a dokładnie to, czym ona różni się od kąkolu.

Pierwsza ważna różnica polega na systemie korzeniowym: chwast ten ma korzeń palowy, jest więc mocno i głęboko wrośnięty w ziemię. Pszenica przeciwnie – jej korzenie rozciągają się szeroko, ale płytko. Dlatego w Jezusowej przypowieści pan żniwa powstrzymuje nadgorliwych opiekunów pola od wyrywania chwastu, zanim żniwo nie dojrzeje: to, co dobre, mogłoby nie mieć szans, bo nie jest tak głęboko zakorzenione w doczesności. Jako chrześcijanie mamy wrastać w nasz czas i miejsce tylko na tyle, na ile to konieczne, ale głównie trzeba nam skupić się na wzrastaniu ku Światłu i owocowaniu.

Druga różnica między wspomnianymi roślinami jest oczywista: ziarno kąkolu jest silnie trujące, pszenica – wprost przeciwnie. Przekładając to na realia życia w wierze: mamy przynosić dobre owoce i możliwie najhojniejsze. Brzmi to trochę jak wymaganie na wyrost: owocować już teraz, mimo że nie jesteśmy w „teraz” zakorzenieni. Nie jest to jednak ani zbyt wysoko postawiona poprzeczka, ani paradoks. Zbiega się tutaj co najmniej kilka aspektów.

Po pierwsze, świadomość tego, że nasz czas jest ograniczony, sprawia, że lepiej nim będziemy gospodarować. Drugim istotnym elementem jest to, że czekamy na dobro, rzeczywistość bez śmierci, lęku i cierpienia. Co więcej, wchodząc do niego, ujrzymy to, co teraz trudne i bolesne, w innym świetle: obecne cierpienie będzie częścią drogi prowadzącej do nieskończonego szczęścia, a więc w pewien sposób także jego częścią. Dostrzeżemy sens tego cierpienia, nawet jeśli obecnie ból jest tak wielki, że ten sens zagłusza. Po czwarte, mamy świadomość, że będziemy rozliczeni z tego, jak obecnie inwestujemy – także w relacje z innymi i kształtowanie świata wokół nas – potencjał dany nam przez Boga.

Tak, tu pojawia się ten straszny temat sądu, ale gdybym była jeszcze w wieku przedszkolnym, pokazałabym w tym momencie palcem na Jezusa i zawołała: „Ale to On zaczął!”. Przypomnijcie sobie przypowieści o talentach (zob. Mt 25, 14– 30) i o dzierżawcach winnicy (zob. Mk 12, 1–9), ostrzeżenie dla latorośli, które nie wydają owocu (zob. J 15, 6), obraz Chrystusa w chwale oddzielającego sprawiedliwych od niesprawiedliwych (zob. Mt 25, 31–46). Ten ostatni zresztą dokładnie ukazuje, jak wierność nadziei na wieczne królowanie przekłada się na budowanie już teraz społeczności, która rządzi się miłosierdziem. Wiara w paruzję zaczyna się od wiary w Jego zapowiedzi.

A wracając do metafory z początku tekstu: pociąg przyjedzie na pewno, ale nie da się nim pojechać na gapę.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 49/2025