List Konferencji Episkopatu Polski na temat dialogu Kościoła z judaizmem opublikowany z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej wzbudził emocje, a nie ma w nim nic nowego. Oburzenie wywołały wierne cytaty z dokumentów papieży, w tym papieża Polaka, a także z Katechizmu. Takie reakcje były zaskoczeniem?
– Reakcja na List pokazała, jak bardzo był potrzebny. Ona odsłania też wieloletnie zaniedbania, jakie miały miejsce w naszym Kościele, pewnie najbardziej ze strony nas, biskupów. Mam wrażenie, że te prawdy katechizmowe zacytowane w Liście są oczywiste w całym Kościele rzymskokatolickim – z wyjątkiem Kościoła w Polsce. Choć może to ocena zbyt surowa, bo był sprzeciw – bardzo nagłośniony – ale było i bardzo wiele reakcji pozytywnych.
Ludzie List docenili. Nie wolno zapomnieć, że są w Polsce środowiska, które od lat żyją dialogiem z judaizmem. Może to się dzieje ciszej, częściowo rozwijają je w swoim gronie, po czym przekazują dalej, dając świadectwo. Są za to niesłusznie krytykowani, choć to oni znają i realizują na co dzień, w praktyce, nauczanie Stolicy Apostolskiej. Ten List powinien się ukazać nawet z uwagi na nich. Przecież ci ludzie wykonują od dawna ogromną pracę, którą powinien zrobić w tym czasie polski episkopat! Brak wiedzy, która – mimo kilkudziesięciu lat – nie trafiła do wiernych z kościelnych dokumentów, prowadzi do emocji i wielu nieporozumień.
Uważam więc, że ta reakcja jest do przemyślenia. Przede wszystkim w gronie biskupów i księży; również katechetów. Biskupi i prezbiterzy odpowiadają za przekaz treści nauczania Stolicy Apostolskiej, to oni pierwsi są adresatami Katechizmu czy watykańskich dokumentów: deklaracji, encyklik, adhortacji, listów apostolskich itd. Każda zmiana w nauczaniu, która została wprowadzona za sprawą Ducha Świętego i rozeznana z Nim jako znak czasu, powinna być uzasadniona, wyjaśniona. To zwykle ma miejsce wraz z ukazywaniem się nowych dokumentów, od razu i na bieżąco. Dlatego kiedy w 1965 roku opublikowano deklarację Nostra aetate, od razu powinien za tym iść przekaz do członków Kościoła. W 1983 roku ukazał się nowy Katechizm. Tutaj także jest dużo zmian, bo to jest katechizm zaktualizowany o nauczanie Soboru Watykańskiego II. Obradował on w latach 1962–1965, kiedy u nas Kościół był w trudnej sytuacji komunistycznego reżimu. Od tego czasu papieże napisali wiele ważnych dokumentów! Jednym z takich kluczowych dla Kościoła jest adhortacja Evangelii gaudium papieża Franciszka z 2013 roku. Ona w zasadzie podsumowuje aktualne nauczanie Kościoła na temat Żydów i dialogu z judaizmem. Nie znając deklaracji i nie rozumiejąc powodów, dla których powstała, jak mamy żyć nauczaniem aktualnych papieży?
Leon XIV kontynuuje linię Soboru, a potem papieża Franciszka, więc jeśli Polacy nie znają zmian sprzed 30–60 lat, coraz mocniej „rozjeżdżają się” z następcami św. Piotra.
– Pamiętam, jak pierwszy raz czytałem Evangelii gaudium. Patrzyłem z podziwem, jak ten tekst jest pięknie napisany, bez żadnych emocji. Autor wyliczył po kolei najprostsze, ale też najważniejsze rzeczy. Na marginesie, gdzie robię zwykle notatki, napisałem sobie wtedy: papież pisze o dialogu tak, jakby to wszystko było oczywiste (śmiech). A to jest nieprawda! Przynajmniej nie w Kościele w Polsce. Tezy, główne założenia, jakie papież tam zestawił, w jednym miejscu publikując nauczanie Kościoła, wydają się jasne i proste. U nas nie tylko nie są oczywiste, ale wywołują głośne protesty. Jakby ktoś usłyszał je po raz pierwszy i doznał wstrząsu.
Po Liście musi być ciąg dalszy. Choć dziś jeszcze nie wiem, jaki konkretnie. Nie można tego jednak zostawić, poprzestać na konkluzji: przeżyliśmy rodzaj wojny o List, po czym wszyscy się rozeszli do swoich stanowisk. Tak na pewno być nie może.
Nie rozumiem oporu i zacietrzewienia, bo aktualne nauczanie jest w pełni chrześcijańskie. Przez wieki takie nie było: Kościół popełnił masę błędów w podejściu do dużych kategorii ludzi, w tym Żydów, chrześcijan innych wyznań, kobiet… Tymczasem dwóch prawicowych publicystów uważających się za katolików na łamach pewnego tygodnika głosi: „Okropny ten list, super, że ludzie się buntują!”. Bunt wobec biskupów, papieży? To relatywizm. Kwestia dialogu nie jest opcjonalna jak forma komunii: do ust czy na rękę.
– Mam takie marzenie minimum, może przez analogię do wywołanego tu tematu komunii świętej na rękę. Otóż wprowadzenie do mszału rzymskiego, podpisane przez Jana Pawła II, mówi: sposób przyjęcia komunii zależy od tego, który ją przyjmuje. Jeśli ktoś chce na kolanach, ksiądz ma jej udzielić w ten sposób. Chce do ust – proszę bardzo, dostaje do ust. Jeśli chce podejść w procesji na stojąco, dostaje tak. A jeśli chce na rękę, dostaje na rękę. Zawsze decyduje przyjmujący, a nie ksiądz. To oznacza, że zgodnie z nauką Kościoła człowiek może zająć różne postawy i nikt nie ma prawa ich wartościować, oceniać czy ich zabraniać, bo jest tylko jedna słuszna. Nikt też nie powinien narzucać drugiej osobie postawy przeciwnej. To, jakie poglądy ma ksiądz, który komunii udziela – i kogo „popiera” – jest tu bez znaczenia. On nie ma prawa narzucać swojej formy pobożności, bo w tym przypadku chodzi o nią.
Kwestia podejścia do dialogu z judaizmem jest bardziej skomplikowana, bo mówimy o pewnym poziomie doktryny, oficjalnego nauczania. Jednak tu też trzeba ustalić jakiś poziom minimum, którego nikt nie może podważać.
Dodatkowa trudność wynika z faktu, że temat dialogu z innymi religiami przeszedł swoistą rewolucję. Może to nie jest najlepszy termin, ale nastąpił radykalny zwrot: od potępienia do szacunku, do szukania tego, co wspólne, np. budowania wspólnych wartości globalnych, zaczynając od pokoju, po obronę prawa do wolności praktykowania religii w zsekularyzowanym świecie. Najgłębiej jednak dotyka to stosunku do judaizmu. On nam jest najbliższy i od początku chrześcijaństwa toczyły się spory na ten temat.
Chrześcijaństwo „założyli” wyznawcy judaizmu: Jezus, wybrani przez Niego apostołowie i uczniowie, Paweł z Tarsu, Żydówką była Maryja. Antysemityzm wzrastał przez wieki, jakby Bóg wcielił się w blond Słowianina czy Germanina, bo jak może być Żydem?
– Trzeba tu bardzo mocno podkreślić, że radykalny zwrot nie jest wymyśleniem nowej nauki, pod presją kultury lub polityki. Przeciwnie! To jest przemyślany, przemodlony powrót do źródeł. Do pierwszej tradycji! Przy całej świadomości tego, co nauczanie popularne czy też potoczne przez okres ponad tysiąca lat wytworzyło w świadomości zbiorowej katolików – bo ono miało niestety długofalowe konsekwencje.
Teraz coś powiem jako historyk, nie biskup. Zmiana, która się „wypowiedziała”, tj. została zapisana na kartach deklaracji Nostra aetate, a potem wielu dokumentów tzw. wykonawczych, jakie do niej powstały, pewnie nigdy by nie zaszła, gdyby nie Holokaust. Dopiero Zagłada pokazała, jak straszliwe konsekwencje może mieć propagowanie obrazu narodu żydowskiego jako winnego mordu Boga. Tolerancji obecności narodu w Europie na zasadzie: są, to niech już będą, nie uznamy ich jednak za wartych szacunku. Kiedy dzieje się dramat taki jak nazizm, fabryczna eksterminacja ludzi tylko z powodu przynależności etnicznej czy narodowej, obojętność na ich los zbiera żniwo. Ona, rzecz jasna, nie wywołuje tego dramatu. Bez ideologii nazistowskiej nie byłoby komór gazowych, w których wymordowano ludzi bez powodu. Ale dramat mógł się wydarzyć na tym kontynencie, w tej cywilizacji, m.in. dzięki niej.
Nauka zna już dziś mechanizmy przemocy zbiorowej. Nie ma wątpliwości, że obraz Żydów propagowany do połowy XX wieku miał wkład w Zagładę. To wywoła oburzenie, ale tak było. Stolica Apostolska ma pokorę stanąć w prawdzie. Przemoc wobec grupy narodowej (etnicznej) to proces, który ma etapy: najpierw stereotyp (obraz w głowie, że „Żydzi są tacy i tacy”), potem uprzedzenie (obraz w głowie plus emocje typu: pogarda, wrogość, nienawiść itp.), następnie dyskryminacja (dochodzą zachowania traktujące ich jako gorszych), a na końcu przemoc. Stereotypy dehumanizują człowieka. Jan Paweł II miał program pontyfikatu: konkretny żywy człowiek celem instytucji Kościoła!
– To, jakie my dzisiaj mamy myślenie i nauczanie w Kościele na temat judaizmu, ma swoje głębokie uzasadnienie. Składa się na to pełna świadomość skutków budowania relacji z ludźmi opartego na uprzedzeniach. Tworzenia teologii na bazie przekonania o winie i jedynej słusznej karze, jaką wyznaczył Bóg dla jednego narodu. Nasza wierność temu nauczaniu, bycie w jedności z następcami św. Piotra i Stolicą Apostolską, to nie jest rzecz banalna czy nieistotna, co do której każdy może mieć swoje zdanie i postawę. I nie jest wszystko jedno, czy katolik jest zdolny do dialogu i szanuje każdego bez względu na jego narodowość i religię, czy też głosi antysemityzm. Nasz stosunek do judaizmu jest też inny niż do monoteistycznego przecież islamu; judaizm – jak podkreślają ostatni papieże – nie jest dla nas rzeczywistością „zewnętrzną” (oczywiście, w pewnym sensie; w innym – jest).
List Episkopatu poświęcony dialogowi pokazał, jak bardzo potrzebujemy edukacji. Dlatego ostatnio ukazują się różne publikacje, jest Dzień Judaizmu obchodzony w Kościele. Nie chcemy nikogo zmuszać do zmiany przekonań, bo nasze są lepsze, tylko uczciwie i rzetelnie przekazać katolikom wiedzę o tym, jak wygląda od 60 lat oficjalne i uznane nauczanie Stolicy Apostolskiej, co Kościół mówi w tej dziedzinie.
Za autorytetem Episkopatu stoi autorytet następcy św. Piotra. Tak jak nie może z niego kpić polityk, tak samo nie wolno tego katolikom. Szydzenie, upokarzanie, poniżanie, wyśmiewanie i obrażanie to agresja. List obnażył z jednej strony agresję, wadliwie uformowane w Kościele sumienia. Z drugiej pokazał proceder manipulacji nauką Kościoła. Z dokumentów wybiera się cytaty legitymizujące czyjś interes. Przykład: encyklika Jana Pawła II Evangelium vitae to podstawa walki z aborcją. Ale cywilizacja śmierci – jak czytam – zaczyna się od przemocy brata wobec brata! Każdy ma być odpowiedzialny za drugiego, szanować innego: Żyda, muzułmanina, dziecko narodzone, geja, luteranina, cudzoziemca, imigranta itp. Gdzie są te słowa? Nie mówię już o wycinaniu cytatów z potępieniem dyskryminacji kobiet, równością płci itp. Co nie pasuje, to się przemilcza. To jest głębszy problem.
– Mam tego świadomość. Trzeba rzecz analizować, rozeznawać. Kościół w Polsce ma (i oczywiście powinien mieć!) swoją specyfikę w Kościele powszechnym i wie o tym chyba każdy, kto podróżuje po świecie i spotyka ludzi z lokalnych Kościołów – oczywiście także katolickich i poddanych papieżowi.
Zaraz po świętach Zmartwychwstania Pańskiego, a zarazem po publikacji przez KEP Listu, byłem w Maroku na zaproszenie polskiej ambasady oraz Królewskiej Akademii Maroka. Powodem była 40. rocznica wydarzenia bez precedensu w historii Kościoła, czyli spotkania Jana Pawła II z 50. tysiącami młodych muzułmanów na stadionie w Casablance. Maroko to kraj, w którym 99 proc. ludności stanowią właśnie muzułmanie, więc nie było to spotkanie „przy okazji” wizyty u miejscowych katolików. Na stadionie nie było chrześcijan, tylko wyznawcy islamu! Król Hassan II, który to wymyślił i papieża zaprosił, bardzo też chciał, żeby Jan Paweł II spotkał się właśnie z muzułmańską młodzieżą. To było zupełnie niesamowite! A termin też nie był przypadkowy: papież uczcił w ten sposób 20. rocznicę opublikowania w Kościele deklaracji Nostra aetate, z którą nie tylko w pełni się zgadzał, ale po prostu wcielał ją na co dzień w życie. Dokumenty nie powstają po to, żeby tworzyć abstrakcyjne teorie zachowań, lecz mają zmieniać zachowania w taki sposób, aby lepiej niż wcześniej realizować, czyli żyć Ewangelią. Katolicyzm nie polega na powtarzaniu dogmatów, jest praktykowaną miłością do Boga i każdego człowieka na tym świecie, którego On „ulepił” na swoje podobieństwo i obraz. Chrześcijaństwo jest sztuką bycia świadkiem miłości Boga i człowieka, budowaniem relacji opartych na szacunku, pokoju i trosce. Dlatego papież w Evangelium vitae pisze o wymaganiu zachowania, które pokazuje odpowiedzialność za drugiego.
List Episkopatu jest kontynuacją drogi Chrystusa i świętych: są nimi soborowi papieże czyli Jan XXIII, Paweł VI i Jan Paweł II, a także kolejnych następców św. Piotra.
– Kiedy przygotowywałem swój wykład, zdałem sobie sprawę z tego, że te wydarzenia wcale nie były przypadkowe! W okrągłą rocznicę deklaracji, której w Polsce większość członków Kościoła nie zna lub nie chce zrozumieć, Jan Paweł II najpierw spotkał się z 50. tysiącami młodych muzułmanów (w sierpniu 1985 roku), po czym 13 kwietnia 1986 roku, osiem miesięcy później, udał się do rzymskiej Synagogi Większej. A potem – w październiku – zwołał wyznawców wielu religii na modlitwę o pokój w Asyżu. Wszystkie te trzy wydarzenia miały znaczenie bardzo symboliczne, były przełomowe dla stosunków między nami a ludźmi innych religii. Papież Polak brał z zaangażowaniem udział w Soborze Watykańskim II i dla niego to był ważny czas, kiedy rodził się do biskupstwa. Brał udział we wszystkich sesjach soborowych, w każdej ważnej debacie soborowej, także w tych na temat wolności religii i sumienia. Za nauczaniem, które przyjął jako wierny syn Kościoła, wcześniej samemu je współtworząc jako ojciec soborowy, potem z oddaniem wytrwale szedł. Nie wyrywał z niego fragmentów, bo coś się nie podobało, i nie podchodził do deklaracji wybiórczo. Prawdę i uczciwość traktował jak chrześcijanin, czyli niezwykle poważnie.
Jan Paweł II nie tyle nauczał, ile na bazie nauczania zrobił wiele konkretnych rzeczy, aby szacunek i dialog stawały się możliwe. Jeśli Nostra aetate nawołuje do tego, by po wielu wiekach konfliktów, kłótni, wojen, agresji i przemocy, wyrzec się pogardy, poczucia bycia lepszym, stosowania siły i zacząć praktykować dialog ekumeniczny z braćmi i siostrami z innych wyznań, a także z wyznawcami innych religii – głównie monoteistycznych, które są nam najbliższe – to papież konsekwentnie realizował te zmiany na co dzień. On w dialog wchodził! Do dziś te trzy spotkania nie znajdują wystarczająco wyrazistej i mocnej kontynuacji w Polsce, choć w rzymskiej synagodze był papież Benedykt XVI, papież Franciszek, a wkrótce zapewne odwiedzi ją Leon XIV.
Zmiany są procesem. Każda taka wizyta i spotkanie stanowi kolejny krok na tej drodze: w mojej wierze chcę iść za Piotrem, a nie obok czy przeciw niemu. To nie jest tak, jak napisał jeden z polskich polityków: co nas obchodzi, że jakiś papież 40 lat temu poszedł sobie do jakiejś synagogi. Jako polityka to go może nie interesować, ale jako członka tego Kościoła nauczanie go jednak obowiązuje. Jeśli ktoś jest antysemitą, to tylko na swój rachunek, bez podpierania się Bogiem. Kościół nie potępia Żydów. Potępia antysemityzm. I uznaje za grzech.
Chrystus umarł z powodu naszych – w tym moich – grzechów. Jeśli ktoś zna Ewangelię, przyjął chrzest, słucha nauki Kościoła, a mimo to grzeszy, ponosi większą winę niż ci, którzy Jezusa nie rozpoznali. Zrzucanie winy na Żydów jest wygodne, już Adam w raju obwiniał tylko Ewę! 13 kwietnia na Uniwersytecie Jana Pawła II w Krakowie odbyło się sympozjum „Przekroczyć próg – 40. rocznica wizyty Jana Pawła II w Wielkiej Synagodze w Rzymie”. Pojawiły się kontrowersje?
– Kontrowersje zostały w niej przywołane. W szczególności te sprzed 40 lat, gdyż wtedy również ich nie brakowało.
Potem, razem z kard. Stanisławem Dziwiszem, odwiedziliście krakowską synagogę Kupa. To jedna z synagog, która przetrwała Zagładę…
– Kardynał dał piękne świadectwo jako jedyny z uczestników naszego spotkania, który wtedy był z Janem Pawłem II w rzymskiej synagodze. Spotkanie – jak każde – zaowocuje. Niekoniecznie spektakularnie, ale w codziennym życiu i wierze jego uczestników. I to oni staną się (już są!) najważniejszymi przekazicielami nauki Kościoła.
Nostra aetate w polskim tłumaczeniu to W naszych czasach. Tego terminu używa też Jan Paweł II w swoich dokumentach! Problemem jest histeryczne podejście do zmiany, podczas gdy Kościół proces zmian zaczął 60 lat temu, wprowadzając termin „znak czasu”. Znaki czasu to dialog z judaizmem, równość płci itd. Jan Paweł II w dokumentach obalił mającą ponad 1900 lat tezę, że mężczyzna ma być głową żony tak jak Chrystus jest głową Kościoła, a kobieta ma być mu posłuszna, bo Bóg jej kazał. Fakt, że Kościół odrzuca teorie gender, jest odróżnieniem ziarna od plew, bo na tym polega rozeznawanie znaków! Sprzeciw wobec agresji też jest znakiem czasu. Czemu Kościół w Polsce ucieka przed zmianą?
– Kiedy Sobór mówi „w naszych czasach”, tam się kryje zdolność rozeznania pozytywnego. Najczęściej zamyka się to w pojęciu wprowadzonym przez papieża Pawła VI „znaki czasu”. Chodzi o to, że nasz czas czyta się jako przestrzeń, w której Pan ciągle działa! Choćby w taki sposób, że stawia nam różne pytania, na które my katolicy musimy szukać nowych odpowiedzi. To jedna, bardzo ważna kwestia: zmian nie można postrzegać wyłącznie jako zagrożenia, strachu przed tym, co nowe, bo na pewno będzie gorsze dla Kościoła. Idealizujemy przeszłość, bo dawniej był katolicyzm masowy, a kościoły pełne itd. Jakby katolicka historia nie miała ciemnych plan, w których my sami w nauczaniu i zachowaniu przeczyliśmy Objawieniu, źle interpretując wolę Boga czy słowa Jezusa Chrystusa.
Druga sprawa to nasza tradycja przekonań i tez, która czasem liczy 1900 czy 1500 lat i na którą powołują się dziś krytycy Soboru. Po pierwsze jednak, trzeba uważnie czytać i umieć rozróżnić, co w nauczaniu Kościoła było zaliczane do tzw. Magisterium Ecclesiae, a co nie. I trzeba wiedzieć, co stanowi prawdę, jaka w danym momencie – historycznym – jest wypowiadana przez Magisterium, a co jest prawdą uwikłaną w kontekst czasu lub kultury. Używając terminów Kościoła: co jest kontekstem, co jest sposobem. Jest dokument, który w Polsce przeszedł bez echa, na temat sprawowania urzędu Piotra w Kościele. Od dwóch lat jest dokumentem studyjnym, wiele osób nad nim teraz nadal pracuje. Główna jego teza brzmi: musimy wiedzieć, co jest treścią posługi i urzędu Piotra w Kościele, a co tylko sposobem jego przeżywania na przestrzeni wieków. Mówiąc nieco żartem, ale serio – to, że papież przez piętnaście wieków nosił porfirowe buty, jest sposobem przeżywania urzędu, a nie jego treścią. Musimy się bardzo uważnie uczyć, jak interpretować długie wieki tradycji, żeby nie mówić potem: Tradycja została odrzucona. Tradycja to jest bardzo poważne słowo… Już Cyprian z Kartaginy mówił w połowie III wieku: „Zły zwyczaj jest tylko starym błędem”. Nie jest żadną tradycją! Jest w Kościele Tradycja. Są też – dobre i złe – zwyczaje.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!














