Jesienią zeszłego roku została Pani prezeską Fundacji Świętego Józefa KEP, która zajmuje się wyjątkowo trudnym problemem. W części środowisk kościelnych budzi ona kontrowersje, choć od dawna nie powinna. Zajmowała się Pani wcześniej osobami skrzywdzonymi jako delegatka w zgromadzeniu dominikanów. Czy w Fundacji Episkopatu coś Panią zaskoczyło? Co było nowe?
– Zaskoczyła mnie liczba obszarów, którymi trzeba było się zająć, bo w Fundacji zajmujemy się nie tylko pomaganiem osobom skrzywdzonym, ale także wspieraniem całego istniejącego już systemu ochrony w Kościele. Dodatkowo objęliśmy zarząd w momencie, gdy sporo się działo: należało zrewidować regulamin grantowy, przygotować sprawozdania oraz zaplanować działania na nowy rok. W Fundacji wszystko było dla mnie nowe. Trzeba było poznać ludzi, zobaczyć, jak oni pracują. Musieliśmy zapoznać się z wieloma dokumentami, regulaminami, finansami oraz projektami. Jako nowy zarząd też musieliśmy się poznać i zgrać. Głównym obszarem działania są oczywiście kwestie związane z osobami skrzywdzonymi seksualnie. Pod koniec roku wpływa mniej wniosków o pomoc, ale zmienia się to zaraz na początku roku. Często są to wnioski o kontynuację pomocy, ale tym razem wpłynęło również dużo nowych wniosków.
Wiadomo, że z ramienia Konferencji Episkopatu Polski pomagacie osobom skrzywdzonym przemocą seksualną przez księży i świeckich, którzy są w nim zatrudnieni lub pełnią jakieś funkcje. Na czym konkretnie polega Wasza codzienna praca?
– Przede wszystkim obsługujemy system grantowy, dzięki czemu możemy zapewnić pomoc, o którą we wnioskach proszą skrzywdzeni. Na początku roku wpłynęło do nas około 50 takich wniosków. Mniej więcej połowa z nich to nowe wnioski, pozostałe stanowią prośby o kontynuację, czasem ze wskazaniem nowej formy pomocy. Przykładowo: ktoś korzystał z terapii, teraz potrzebuje pomocy stypendialnej lub prawnej. Każdy nowy wniosek wymaga dokładnego sprawdzenia dokumentacji, zwykle nawiązujemy też kontakt z osobą skrzywdzoną. To główny obszar naszej pracy. Druga sfera to prewencja. Robimy wszystko, żeby takie sytuacje nigdy się nie powtórzyły.
Pieniądze zebrane z diecezji i zakonów dzielicie więc i na pomoc, i na profilaktykę? Coś jeszcze?
– Bardzo dużą część środków przeznaczamy na funkcjonowanie systemu ochrony dzieci i bezbronnych dorosłych w Kościele. Stworzony jakiś czas temu system ma pewną strukturę, kadry, ale aby działał, ktoś musi go sfinansować. W praktyce finansuje go sam Kościół m.in. poprzez dobrowolne składki na Fundację Świętego Józefa. Jednym z naszych największych beneficjentów jest znane Centrum Ochrony Dziecka, które od lat działa u jezuitów w Krakowie. Zarządzają nim o. Adam Żak SJ i dr Ewa Kusz. Z kolei o. Wojciech Bojanowski SJ prowadzi projekt „Bezpieczna szkoła”. Ważnym projektem jest także inicjatywa Zranieni w Kościele. Wszystkie te instytucje i projekty wymagają grantów na stałe.
Jeśli jednak ksiądz chce zorganizować w swojej diecezji szkolenie na temat przemocy seksualnej, też może złożyć wniosek o grant. Czasem dostajemy wnioski o sfinansowanie szkolenia od osoby zaangażowanej w system ochrony, która pragnie się rozwijać i być w pełni profesjonalna. To jest ważne, że ludzie chcą się szkolić, i staramy się im to umożliwiać.
W każdej diecezji i w każdym zakonie jest delegat zajmujący się ochroną przed przemocą seksualną, u którego można szukać pomocy. Ich pracę też finansujecie?
– Nie, ale ich szkolimy w zakresie zarówno pomocy, jak i prewencji. Przeszkoliliśmy bardzo wielu delegatów, duszpasterzy, kuratorów oraz osób zajmujących się prewencją. Każda z tych grup ma opracowany własny cykl szkoleń i dodatkowo może ubiegać się o granty dotyczące działań prewencyjnych. Cały czas szukamy obszarów, które możemy ulepszać, albo grup, przez które możemy docierać z wiedzą na temat mechanizmów wykorzystania, a także zaszczepiać w ludziach właściwe sposoby reagowania. To trochę jak z pierwszą pomocą, procedury trzeba powtarzać, aby wiedzieć, jak zareagować, gdy dzieje się coś trudnego.
Kontrowersje – i to od początku – budzą wpłaty na Fundację, a tylko dzięki nim możecie to wszystko w praktyce realizować. Jedni płacą, inni nie… To jest dobrowolne?
– Wysokość wpłat określiła w uchwale Konferencja Episkopatu Polski. Są one dobrowolne, ale opierają się na zasadzie solidarnościowej, podjętej specjalną uchwałą w 2019 roku przez biskupów. Nie ma obowiązku płacenia na Fundację, choć bez tych wpłat system kościelnej ochrony by nie działał… Fundacja Świętego Józefa jest jedyną taką fundacją na świecie, gdzie diecezje dobrowolnie przekazują środki na pomoc osobom skrzywdzonym, a także finansują system ochrony. Nie chciałabym skupiać się na tych, którzy nie płacą, czy na tych, którzy płacą mniej, niż wynikałoby to z uchwały solidarnościowej. Zamiast tego chciałabym podziękować tym biskupom, którzy rzetelnie i bez „targowania się” wywiązują się z podjętego przez Konferencję Episkopatu Polski zobowiązania. Dodatkowo trzeba pamiętać, że otrzymujemy także darowizny od osób fizycznych, które chcą wesprzeć nasze działania, za co również jesteśmy bardzo wdzięczni.
Dzięki autentycznemu zaangażowaniu grupy osób, na marcowym posiedzeniu KEP udało się przegłosować powstanie komisji niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystywania seksualnego osób małoletnich w Kościele katolickim w Polsce. Na ile jednak będzie wiarygodna, zależy od tego, kto zostanie jej przewodniczącym. Ta decyzja ma zapaść na posiedzeniu w czerwcu. Jak bardzo cieszy się Pani z powstania tej komisji?
– Owszem, cieszę się, ponieważ praca, jaka została wykonana, między innymi przez zespół delegata do spraw ochrony dzieci i młodzieży, którym jest prymas abp Wojciech Polak, była olbrzymia. Moim zdaniem rzetelna komisja, której celem jest ujawnienie oraz zadośćuczynienie jak największej liczbie ofiar wykorzystania seksualnego, jest niezbędna, aby Kościół stawał się jak najbardziej sprzyjającym środowiskiem nie tylko dla dzieci i młodzieży, ale wszystkich osób, które spodziewają się znaleźć w nim bezpieczeństwo. Tylko Kościół, który jest świadomy swoich błędów, może budować bezpieczne środowisko.
Przemoc seksualna uderzyła Kościół, mówiąc kolokwialnie, po kieszeni. Myślę o tym, że trzeba płacić odszkodowania po wyrokach sądów, kwoty w ramach ugód, opłacić prawników, pokryć koszty terapii ofiar, opłacić system ochrony. Utrata twarzy, wiarygodności i prestiżu to wielka cena niematerialna. Czy to „trzęsienie ziemi” przyczyniło się do większego zrozumienia problemu i zmiany mentalności?
– Gdy mówimy o sprawcach, to często nie można ich czynów sprowadzać jedynie do szukania przyjemności i braku kontroli zachowań seksualnych. To skomplikowana kwestia, splot problemów z osobowością, niedojrzałością. Czyn wiąże się często z władzą, z nadużyciem zaufania, z manipulacją. Wiele zależy od tego, z jakim bagażem mężczyzna przyszedł do seminarium. Przygotowanie do życia w celibacie to nieustanna praca, choć i tak wiele się w tej kwestii przez ostatnie lata zmieniło. Bycie celibatariuszem wymaga dojrzałości, która umożliwia radzenie sobie z potrzebami seksualnymi, z poczuciem osamotnienia itd. Seksualność niestety jeszcze w wielu miejscach stanowi tabu, które jest obiektem żartów, zamiast głębokiej refleksji… Łatwiej ją wyśmiewać, niż poważnie się nią zająć jako naturalną częścią życia każdego człowieka. Cieszy fakt, że ta sfera jest przedmiotem poważnych analiz i rewizji programów formacji do kapłaństwa i nie tylko.
Mnie jednak bardziej razi i uwiera tabu, jakim jest od wieków w Kościele przemoc w relacji osoba-osoba. Kościół potępia przemoc zbiorową, jak wojna, zapomniał jednak o tych jej formach, które są codzienne. Jest psychologicznym i logicznym absurdem, że mówi się o „przemocy seksualnej”, a prawo kanoniczne nie kwalifikuje krzywdzenia jako przemocy (V przykazanie), tylko jako cudzołóstwo (VI przykazanie)! Sprecyzujmy: to jest przemoc czy nie?
– Nie mogę się w pełni z panią zgodzić, ponieważ ostatnia reforma księgi VI Kodeksu prawa kanonicznego wnosi wiele zmian. Ponadto jest to przemoc, a przede wszystkim przestępstwo – tak jak definiuje to motu proprio papieża Franciszka Vos estis lux mundi. Człowiek dorosły musi mieć jasno wyznaczone granice moralne i psychologiczne. Wiedzieć, co wolno w stosunku do drugiego człowieka, zwłaszcza do bezbronnego i niewinnego dziecka, a czego absolutnie nie. Jeśli wykorzystuje zaufanie, jakim dziecko darzy go z uwagi na autorytet duchownego, przekracza granice i nim manipuluje, aby go wykorzystać, można to uznać za przemoc. Sytuacje są oczywiście różne, nie chcę, aby brzmiało to zero-jedynkowo. Ale to jest zachowanie przemocowe – i takie ma skutki jak przemoc. Myślę, że ostatni przypadek, opisywany szeroko w mediach, dotyczący kan. 1378 w kwestii nadużycia władzy tego dowodzi.
Przemoc z fachowej definicji zakłada nierównowagę sił. Skoro dorosły używa swojej przewagi (siły, władzy, finansowej) i używa drugiej osoby jak przedmiotu do zaspokojenia własnych potrzeb, to bez wątpienia mówimy o przemocy. Jest tu jasny podział na sprawcę i ofiarę. „Cudzołóstwo” ma wpisane w nazwę dwie strony czynu – nie można być jego sprawcą! Czy gdyby Pani mogła, zmieniłaby Pani kwalifikację prawną w Kościele?
– Nie jestem prawnikiem, ale być może coś nowego pojawi się w wytycznych watykańskich, na które czekamy. One mają się między innymi odnosić w większym stopniu do tzw. bezbronnych dorosłych. Bardziej będzie tu wybrzmiewało, że jest to nadużycie władzy.
Mam świadomość, że prawo kanoniczne uznaje osoby skrzywdzone nie za ofiary, tylko za świadków w procesie kanonicznym. Ofiarą w tym ujęciu jest… Kościół. To sprawia, że w czasie procesu sprawcy przysługują różne prawa, których nie ma ofiara. Po złożeniu zeznań nie jest informowana ani o postępach w sprawie, ani o wyroku, jednak ta kwestia jest dyskutowana wśród kanonistów. Gdyby miała prawny status ofiary, dostałaby zupełnie inne możliwości uczestniczenia w procesie, który toczy się po zawiadomieniu przez nią o popełnionym – na niej – przestępstwie. Kiedy pierwszy raz usłyszałam o tym, w jaki sposób widzi to prawo kanoniczne, byłam bardzo zaskoczona. Jednak chcę zaznaczyć, że Kościół stoi na straży prawa ofiar, bo choćby w sprawach karnych nad praworządnością procesu czuwa rzecznik sprawiedliwości.
Dodatkowy kłopot to fakt, że ofiary tej przemocy chcą być nazywane skrzywdzonymi, a nie ofiarami! Doprowadziły niejako do wyłączenia ich z grupy ofiar przemocy. Rozumiem ich motywy, ale w długiej perspektywie działa to na ich szkodę, bo póki Kościół nie weźmie się za przemoc jako taką, przyzwolenie na nią nie zniknie.
– To nie jest tak, że wszystkie te osoby nie chcą być nazywane ofiarami. Taki przekaz idzie czasem z mediów, ale w rzeczywistości te osoby są bardzo różne. We wnioskach o pomoc, które czytamy, autorzy często piszą o sobie „jestem ofiarą księdza X”, więc nie każdy odcina się od słowa „ofiara”. Pewnie jest grupa, która nie chce posługiwać się tym terminem w odniesieniu do siebie, ale nie są to wszyscy. Bycie ofiarą niektórym osobom kojarzy się z umieszczeniem siebie w kategorii bycia słabym. To oczywiście w przypadku osób skrzywdzonych ma głębokie uzasadnienie. Natomiast dla mnie kluczowe jest to, żeby osoba wykorzystana seksualnie mogła liczyć na nasze zrozumienie i współczucie. Jeżeli oczekuje od nas, aby zwracać się do niej w konkretny sposób, trzeba to po prostu uszanować. Ma do tego prawo.
Niestety ofiary innych form przemocy nadal w Kościele milczą. Wysłuchanie jednej grupy ofiar nie wpływa na zmianę stosunku do innych. Papież Leon XIV często potępia przemoc w nauczaniu i chwała mu za to! W Polsce kazanie o niemoralności przemocy i skutkach tego grzechu słyszałam raz, a cierpią z jej powodu w kraju setki tysięcy osób. Nazywanie przemocy seksualnej wobec dzieci cudzołóstwem nie dotyka istoty tego grzechu.
– Absolutnie się z tym zgadzam. Myślę, że mimo ogromnego wysiłku i już wprowadzonych reform Kościół ma po prostu wciąż bardzo dużo do zrobienia w kwestii skrzywdzonych. Zmiana mentalności wymaga wysiłku, czasu i cierpliwości. Fundacja jest trochę soczewką, w której odbija się stosunek do przemocy różnych ludzi w Kościele. Jak podchodzą do wykorzystania dziecka i do tego, jak powinna wyglądać pomoc dla niego? Czy jeśli ktoś zgłasza krzywdę jako osoba dorosła, pomoc jest potrzebna? W jakiej skali? Różnimy się nawet tym, czy mówić o tym, czy nie. Niektórzy woleliby skończyć temat i o nim zapomnieć. My te fluktuacje czujemy. Zmiany wewnątrz Kościoła przechodzą przez Fundację i mamy swój wgląd w problem. To nie jest temat zamknięty i nie wiem, czy kiedykolwiek będzie.
Magdalena Bogdan
Prezes zarządu Fundacji Świętego Józefa KEP; psychoterapeutka i psycholog. Od lat pracuje z dorosłymi zmagającymi się z problemami natury psychicznej, a szczególne miejsce w jej praktyce zajmuje praca z ludźmi, którzy doświadczyli cierpienia związanego z przemocą, traumami oraz zaniedbaniami. Dotychczas pełniła funkcję delegatki ds. ochrony małoletnich w zakonie dominikanów.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.















