Od wędrownego katechisty do budowniczego kościoła

Na początku ludzie byli pod wrażeniem tego, jak chrześcijanie się kochają, jak traktują innych. Mówili: chcemy żyć jak wy. Dziś jest odwrotnie: ludzie nie chcą być w Kościele, tylko czują, że muszą z niego uciekać – rozmowa z ks. Andrzejem Szczęsnym, proboszczem parafii w Ałma-Acie w Kazachstanie.
Czyta się kilka minut
Papież Franciszek podczas pielgrzymki do Kazachstanu we wrześniu 2022 roku. Wziął tam udział w VII Kongresie Przywódców Światowych i Tradycyjnych Religii, a także spotkał się z miejscowymi katolikami, stanowiącymi 2 proc. kazachskiego społeczeństwa | fot. Filippo Monteforte/AFP/East News
Papież Franciszek podczas pielgrzymki do Kazachstanu we wrześniu 2022 roku. Wziął tam udział w VII Kongresie Przywódców Światowych i Tradycyjnych Religii, a także spotkał się z miejscowymi katolikami, stanowiącymi 2 proc. kazachskiego społeczeństwa | fot. Filippo Monteforte/AFP/East News

Jak to się stało, że został Ksiądz misjonarzem w odległym i kojarzonym głównie z łagrami, deportacjami i mrozem Kazachstanie?

– Jestem misjonarzem, gdyż poszedłem za głosem powołania, które czułem będąc w seminarium. Należałem do neokatechumenatu. Kiedy zgłosiłem akces do misji, inicjator Drogi Neokatechumenalnej posłał mnie do Kazachstanu w roli wędrownego katechisty. Po trzech latach biskup w Karagandzie poprosił, żebym objął funkcję proboszcza w parafii w katedrze. W ten sposób zostałem tam na wiele lat.

Kim jest wędrowny katechista?

– To ktoś, kto na prośbę biskupa miejsca chce prowadzić formację dorosłych, która jest typowa dla Drogi Neokatechumenalnej. Chodzi o formację katolików do głębokiej, dojrzałej wiary. Katechista pomaga ludziom odnowić sakrament chrztu, który przyjęli jako dzieci. Po przyjęciu propozycji biskupa katechista szuka księży proboszczów otwartych na katechezę u siebie. Kiedy znajdzie, jedzie tam. Nie sam – zwykle są to dwie lub trzy osoby, czasem małżeństwo, pomocnik, socjusz. Zawsze ekipa. Głoszą katechezę przez wiele lat, by na końcu dorośli mogli w sposób dojrzały odnowić przyrzeczenia chrztu świętego. Katechista nie jest przydzielony do parafii, tylko do danego okręgu. W ramach tego terytorium wędruje po parafiach. Jeśli proboszczowie sobie życzą, aby u nich katechizował, może to robić. Katechista prowadzi ludzi i daje formację, której nie dostali, jeśli o przyjęciu sakramentu zdecydowali rodzice – z uwagi na ich własną wiarę.

Brzmi to nowocześnie, a zarazem ewangelicznie. Zgubiliśmy w naszej długiej tradycji wiele ważnych rzeczy, które decydowały o jakości relacji między braćmi i siostrami w Chrystusie, o głębi wiary i wiarygodności świadectwa…

– W Kościele pierwotnym, na początku kształtowania się religii chrześcijańskiej, ludzi w ten sposób przygotowywano do chrztu. Bez katechumenatu nikt nie mógł przyjąć sakramentu. Wtedy wierzący w Chrystusa stanowili mniejszość w społeczeństwie. Nowych członków Kościoła do wiary przyciągało osobiste świadectwo ludzi, którzy żyli według nauki Jezusa: „patrzcie, jak oni się miłują!”. Świat wokół był brutalny, pełen przemocy, okrucieństwa, krzywdy i niesprawiedliwości. Konflikty rozwiązywano mieczem, za pomocą siły. Ludzie byli osądzani, wykorzystywani. Chrystus mówił: nie tak będzie między wami. Uczniowie byli Mu wierni, dlatego wyróżniali się zachowaniem, tym, jak traktowali siebie nawzajem. Poganie na nich patrzyli i chcieli tak żyć. Sami przychodzili do Kościoła, prosząc: nauczcie nas tego! Skąd macie tę moc, siłę pokonywania przeciwności? My rozwiązujemy sprawy zupełnie inaczej, wy jesteście dla nas przykładem.

Takich poszukujących, pytających o miłość i Boga ludzi, Kościół zapraszał na katechezy formacyjne. Kiedy było widać, że ich życie, zachowanie, zaczynają się zmieniać, mogli być dopuszczeni do sakramentu chrztu świętego i stawali się częścią wspólnoty. Na początku zdecydowana większość nowych chrześcijan to byli dorośli. Dołączali do Kościoła tylko z wyboru, zafascynowani przemianą życia świadków Boga. Chrzczono też dzieci, ale normą był katechumenat dorosłych. Dopiero potem dzieci zaczęto chrzcić na podstawie wiary ich rodziców.

Tego mi najbardziej w Kościele brakuje: wiary w Boga, którą poznaje się po stosunku do drugiego człowieka. Jezus mówił jasno i to nie podlega interpretacjom: ludzie poznają was po tym, jak się kochacie. Jeżeli mówimy o miłości Boga, a ona w żaden sposób nie wpływa na to, jak traktujemy drugiego człowieka, jakie relacje są w naszej wspólnocie, kto w Niego uwierzy? Nas, katolików, poznaje się dzisiaj po walce z aborcją, zakazie antykoncepcji i gender, po deklaracji abstrakcyjnych wartości. Bóg wcielił się w człowieka aby nas uczyć zaufania, szacunku i miłości. A skąd się biorą nowi katolicy? Odpowiedzialność zrzucono na kobiety: mają rodzić wiele dzieci i wychować je na katolików, rezygnując z ambicji, pasji i potrzeb. Poza tym nie ma w zasadzie stałej formacji dorosłych. Jakiego języka używamy wobec drugiego, jak rozwiązujemy konflikty? Każdy widzi kłótnie, schizmy… To antyświadectwo.

– Kościół pierwotny funkcjonował zupełnie inaczej. Był mały i misyjny, a misje polegały na świadectwie wiary. Wiara musiała być spójna z tym, jak chrześcijanie się zachowywali i co mieli do zaproponowania. Nie było mowy o przymusie… Ludzie byli pod wrażeniem tego, jak wierzący się kochają; traktują innych. Mówili: chcemy żyć jak wy. Dziś jest jakoś odwrotnie: ludzie nie chcą być w Kościele, tylko czują, że muszą z niego uciekać. Poganie widzieli różnicę między standardami życia chrześcijan i tym, jak byli traktowani w świecie. Nie mieli siły w pojedynkę się temu przeciwstawić. Różnica dotyczyła nie tylko relacji wierzących we wspólnocie, między sobą, ale też stosunku do tych, którzy chrześcijanami nie byli. Katolicy nie mieli władzy, mieli jednak wiele osób nawróconych, które same chciały wstąpić do Kościoła. Mimo że trwały prześladowania, a Kościół był ubogi. Nie było „cywilizacji katolickiej”, było za to autentyczne świadectwo życia.

Nam się wydaje, że trzeba koniecznie stworzyć „naród katolicki” i Kościół będzie pękał w szwach – takie mamy wspomnienia z czasów PRL-u. Jezus wiedział, jak władza demoralizuje, dlatego odrzucił władzę polityczną, bogactwo i przemoc. Poszedł do wszystkich z Dobrą Nowiną, bez wyróżniania żadnego narodu. Bez nawrócenia będzie nam trudno wyjść z obecnego impasu. A czym różni się katolicyzm w Kazachstanie od tego w Polsce?

– Specyfiką kulturową Kościoła w Kazachstanie jest różnorodność i wielość tradycji. Bo tutaj zdecydowana większość katolików to są imigranci: z Polski, Niemiec, Korei itd. Prawie nie ma katolików, którzy byliby Kazachami. Dlatego każda grupa narodowa ma te tradycje, jakie przywiozła z kraju. Nie wytworzyła się lokalna, spójna, kazachska tradycja katolicka.

Kazachowie są najczęściej muzułmanami, jednak 20 lat temu, kiedy byłem w Karagandzie, islam był „w powijakach”. To też nie jest tradycja tak silna, jak w krajach arabskich. Prawo muzułmańskie nie jest tu prawem państwowym. Rząd dba o to, żeby nie było konfliktów na tle religijnym, dlatego nie wolno eksponować religijności w przestrzeni publicznej. Islam jest tu konsekwencją swoistej polityki komunistów (Kazachstan był jedną z republik ZSRR), którzy poza propagowaniem ateizmu, kierowali się stereotypami ludów zamieszkujących ogromny obszar Związku Radzieckiego. W społeczeństwie socjalistycznym dla władzy było oczywiste: jak Niemiec, to protestant albo katolik, Polak to katolik, Koreańczyk to katolik, a Kazach to muzułmanin. Kazachowie mogli nawet o islamie niewiele słyszeć, ale tak ich postrzegano. Stereotyp funkcjonuje do dziś. Państwo stara się być świeckie, godząc się na wyznawanie różnych religii.

A jaka była Księdza parafia katedralna w Karagandzie?

– Ona ma piękną historię. To pierwszy kościół rzymskokatolicki w Karagandzie, jaki został zbudowany w epoce komunizmu. Bez miłości bliźniego, autentycznej miłości nieprzyjaciół i świadectwa, ta katedra by tam nie powstała. Stoi na osiedlu Berlin, gdzie mieszkali głównie Niemcy. Posługiwali tam księża, którzy przeżyli łagry i osiedlili się w Kazachstanie. Kościół działał w podziemiu, nie miał swoich parafii, budynków itd. Po nocach odprawiano msze, spowiadano, przygotowywano ludzi do sakramentów. Jednym z księży był Dublauskaus – Litwin lub Łotysz. Musiał z czegoś żyć, podjął pracę jako kierowca w pogotowiu ratunkowym. I tak się zdarzyło – w straszny buran, czyli burzę śnieżną, w czasie której nie można wychodzić z domu – że I sekretarz partii komunistycznej, nielubiany przez wszystkich, w tym komunistów, dostał nagle zapalenia wyrostka robaczkowego. Wezwano pogotowie, ale nikt nie chciał do niego jechać! W końcu pojechał kierowca Dublauskaus. Sam. Zniósł go na rękach z wysokiego piętra do karetki, przywiózł do szpitala. Po operacji sekretarz chciał się odwdzięczyć za uratowanie życia, zapytał: co byś chciał? Spełnię każde życzenie! A ten mówi: chcę mieć na Berlinie parafię katolicką. I sekretarz się zgodził.

Pozwolenie było na malutki budynek, bez wieży, bo nie mógł górować na otoczeniem. Jednak budowniczy wkopali się kilka metrów pod ziemię, zwiększyli metraż (ten pierwotnie przyznany był bardzo mały). Po zbudowaniu części kościoła, poszli do władz z prośbami. Potrzebowali mieć jakąś szatnię, dostali legalnie metraż – tak powstała jedna nawa. Potem zgłosili też, że potrzebują szatnię dla kobiet – zalegalizowali drugą nawę! Tak powstała katedra, w której potem byłem proboszczem.

Teraz buduje Ksiądz kościół w Ałma-Acie. Jest tam tylu wiernych, że potrzebna jest nowa parafia?

– Tu też pozwolenie na parafię było nietypowe. To jest jeden z owoców pielgrzymki papieża Franciszka do Kazachstanu we wrześniu 2022 roku. Wrażenie było tak duże, że władze pozwoliły na powstanie parafii, co wcześniej nie było możliwe. To parafia misyjna, bo tam jest mało katolików i nowy kościół nie jest niezbędny. Ale on jest konieczny, jeśli chce się prowadzić misje. Bo musi być miejsce modlitwy i spotkań – miejsce, gdzie zaprosimy tych, którzy chcą słuchać o Bogu wcielonym. Czeka mnie załatwianie mnóstwa pozwoleń i sprawy organizacyjne, cenna byłaby pomoc modlitewna.

Kryzys Kościoła da się pokonać tylko nawróceniem do autentycznego świadectwa życia, przekonującej miłości do konkretnego, drugiego człowieka.

 

Ks. Andrzej Szczęsny

Misjonarz z archidiecezji gnieźnieńskiej, proboszcz parafii pw. Michała Archanioła w Ałma-Acie w Kazachstanie

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 29/2026