Przed kilkoma tygodniami w kaplicy metropolitów krakowskich rozpoczął się proces kanonizacyjny sługi Bożego księdza Władysława Bukowińskiego. Ten kapłan męczennik przez dwadzieścia lat pełnił charyzmatyczną posługę duszpasterską w Kazachstanie.
Dwa lata wcześniej – 26 kwietnia 2004 r. – ordynariusz karagandyjski arcybiskup Jan Paweł Lenga zwrócił się z prośbą o przeprowadzenie procesu właśnie w Krakowie. Miał się on rozpocząć już przed rokiem, ale w związku ze śmiercią Jana Pawła II stało się to możliwe dopiero teraz – 19 czerwca br.
Dlaczego Karaganda?
Z okazji setnej rocznicy urodzin i trzydziestej rocznicy śmierci ks. Władysława Bukowińskiego pod koniec 2004 r. w Karagandzie odbyło się sympozjum naukowe poświęcone jego życiu i dziełu. Kardynał Franciszek Macharski, występujący wówczas jako legat papieski, powiedział nad jego grobem: „Miłował Boga w Chrystusie Jezusie i miłował człowieka, każdego człowieka jakiejkolwiek rasy, jakichkolwiek poglądów. Kochał go. Dawał mu przykład. To był przykład miłości Boga i miłości człowieka”.
Karaganda – główny ośrodek przemysłowy Kazachstanu – znana z wydobycia węgla kamiennego zyskała w swej zaledwie siedemdziesięcioletniej historii ponurą sławę. W latach stalinowskiego terroru znajdowały się tu sowieckie obozy pracy przymusowej, czyli łagry. Deportowano do nich Niemców nadwołżańskich, Ukraińców, Litwinów, Łotyszy, Czeczeńców, Kałmuków, Tatarów, a także Polaków z Żytomierszczyzny, a później również obywateli wschodnich kresów Rzeczypospolitej i członków ruchu oporu. Pozbawieni opieki duszpasterskiej, kościołów i kaplic, narażając się na prześladowania władz komunistycznych, gromadzili się nocami po domach na modlitwy. Nauczanie religii było w całym Związku Sowieckim zabronione, a duszpasterze – tacy jak ksiądz Bukowiński – cierpieli liczne prześladowania.
Z Berdyczowa przez Kraków do Łucka
Przyszedł na świat 22 grudnia 1904 r. w Berdyczowie, dawnej guberni kijowskiej. Jego ojciec, Cyprian Józef, pochodził z rodziny ziemiańskiej i był dyrektorem kijowskiej cukrowni. Natomiast matka, Jadwiga Scipio del Campo – potomkini rodu marszałka dworu królowej Bony – choć była Polką z Podola, miała korzenie włoskie; jej brat, Michał, należał do grona pionierów lotnictwa.
Władysław kształcił się w kijowskim gimnazjum rosyjskim, a następnie w gimnazjum polskim w Płoskirowie. W 1920 r. rodzina powróciła do Polski, a wkrótce ojciec został administratorem majątków Potockich w Pisarach oraz podkrakowskich Krzeszowicach. W 1921 r. Władysław zdał maturę i podjął studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim; jednocześnie studiował w Szkole Nauk Politycznych. W tym czasie działał w Akademickim Kole Kresowym, które utrzymywało kontakty ze Stowarzyszeniem Polaków Uchodźców z Kresów Wschodnich. Kiedy odkrył powołanie kapłańskie, podjął studia na Wydziale Teologicznym UJ, zwieńczone 28 czerwca 1931 r. przyjęciem święceń z rąk metropolity krakowskiego kardynała Adama Stefana Sapiehy.
Skierowano go do Gimnazjum św. Tereski w Rabce, gdzie pracował jako wychowawca i katecheta. Od 1936 r. był wikariuszem i katechetą w szkole powszechnej w Suchej Beskidzkiej. Opiekował się wtedy chorymi i biednymi, a także zorganizował sekcję stowarzyszenia akademickiego ,,Odrodzenie”. W latach 1936-1939 wykładał katechetykę i socjologię w Wyższym Seminarium Duchownym w Łucku, ucząc również religii w szkołach, a w 1938 r. został sekretarzem generalnym Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej. 17 września 1939 r., po wkroczeniu Sowietów na Wołyń, biskup Adolf Piotr Szelążek mianował go proboszczem parafii katedralnej w Łucku.
Więzień łagrów i zesłaniec
Niespełna rok później, 22 sierpnia 1940 r., został aresztowany przez NKWD i osadzony w łuckim więzieniu. Wolność odzyskał 27 czerwca 1941 r.; nakłaniano go do opuszczenia miasta, ale znowu podjął obowiązki duszpasterskie. W nocy z 3 na 4 stycznia 1945 r. został ponownie aresztowany – razem z biskupem Szelążkiem oraz kilkoma kapłanami – i wywieziony do Kowla, a potem do Kijowa. Oskarżony o zdradę został skazany na dziesięć lat karnego obozu pracy i trafił do obozu Bakał w obwodzie czelabińskim. Po przeniesieniu do Dżezkazgany pracował w kopalni miedzi. W okresie uwięzienia nie zaniechał działalności duszpasterskiej: udzielał sakramentów, odwiedzał chorych w łagrze, prowadził rekolekcje i podejmował, w imieniu więźniów, mediacje z władzami. Z obozu został zwolniony 10 sierpnia 1954 r. i – w trybie administracyjnym – zesłano go na trzy lata do Karagandy, gdzie miał podjąć pracę we wskazanym zakładzie, z obowiązkiem comiesięcznego meldowania się.
W czerwcu 1955 r., w ramach akcji repatriacyjnej, mógł powrócić do Ojczyzny, ale uważał, że jego miejsce jest wśród wiernych w Kazachstanie. I tak został obywatelem Związku Sowieckiego. Dwa lata później znowu go uwięziono, tym razem na trzy lata. Po wyjściu na wolność powrócił do posługi duszpasterskiej, a oficjalnie pracował jako nocny stróż na terenie budowy.
Duszpasterz domowy
Prowadził duszpasterstwo konspiracyjne, które sam nazywał domowym. Po zamknięciu przez władze 4 lipca 1957 r. kapliczki, zaczął – jak kiedyś Pan Jezus i apostołowie – nawiedzać prywatne domy, do których go zapraszano. 3 grudnia 1958 r. został ponowne uwięziony za nielegalne otwarcie kościoła, agitację religijną wśród dzieci oraz młodzieży i posiadanie literatury antyradzieckiej. Skazany na trzy lata znalazł się w miejscowości Czuma w obwodzie irkuckim, a później w łagrze dla „religijnych” w Sosnówce. Po powrocie do Karagandy powrócił do apostolstwa domowego.
Na spotkania z nim przybywali wierni nie tylko z Karagandy i innych stron Kazachstanu, ale również z sąsiednich republik sowieckich. Przy zasłoniętych oknach, z wartami wystawionymi na czatach, spowiadał zgromadzonych – i to często do późnych godzin nocnych – odprawiał Msze św., czasem udzielał chrztów oraz ślubów. Dla tych, którzy spowiadali się po raz pierwszy, a także dla dzieci przystępujących do Pierwszej Komunii św. prowadził katechezy. Podobnie wyglądała jego posługa podczas licznych wypraw misyjnych: w okolice Ałma Aty, Aktiubińska, Tainczy (Astany), Semipałatyńska, do Tadżykistanu czy Turkiestanu.
Zaufał Opatrzności
Zmarł w grudniu 1974 r.; został pochowany na miejskim cmentarzu w Karagandzie, a dziesięć lat później przeniesiono go w pobliże nowej świątyni pw. św. Józefa. Na jego grobie znajduje się tablica z napisami w języku: rosyjskim, polskim i niemieckim, ponieważ służył nie tylko polskim zesłańcom, ale również wiernym innych narodów, których los rzucił na kazachską ziemię, m.in. Niemcom, Ukraińcom i Rosjanom.
Postulator w procesie, prałat Jan Nowak – proboszcz parafii Kamiszenka w kazachskiej archidiecezji astańskiej – mówił podczas czerwcowej sesji o miłości ks. Władysława do Kościoła, o jego odwadze, cierpliwości i wytrwałości, umiejętności przebaczania, a także całkowitej ufności w Opatrzność Bożą.
Kilka lat przed śmiercią ksiądz Władysław zanotował: „Nie wiem, co przyniesie przyszłość, nawet najbliższa, mnie i moim przyjaciołom pracującym w duszpasterstwie w Związku Radzieckim. Nie wiemy, w jaki sposób Opatrzność Boża czuwać będzie nad naszym Kościołem w tym kraju. Wiem tylko jedno, iż słodkie jest jarzmo Chrystusa, a brzemię Jego jest lekkie”.