Raport krzywd

O ustaleniach Komisji „Wyjaśnienie i naprawa” spraw wrażliwych w Diecezji Sosnowieckiej, bałaganie w archiwum i dalszych pracach – z jej przewodniczącym Tomaszem Krzyżakiem rozmawia Małgorzata Bilska.
Czyta się kilka minut
fot. cunfek/Getty Images
fot. cunfek/Getty Images

Raport Komisji „Wyjaśnienie i naprawa” diecezji sosnowieckiej został ukończony, a wyniki zaprezentowano opinii publicznej. Jak długo badaliście obszar krzywd dzieci i młodzieży? Obecnych i w aspekcie historycznym.

– Komisja powstała w październiku 2024 roku, a ja zostałem jej przewodniczącym w grudniu. Pracę zaczęliśmy w styczniu 2025, bo kilka tygodni zajęły nam kwestie organizacyjne. Od stycznia 2025 roku, poza pracą na materiałach archiwalnych, które były nie tylko w kurii, ale też w innych miejscach, spotkaliśmy się z osobami, które brały udział w danej sprawie czy procesie, dopytując o to, jak ją pamiętają. Pewnym utrudnieniem było to, że w ramach równolegle prowadzonego przez prokuraturę dużego śledztwa, dotyczącego m.in. wykorzystywania seksualnego małoletnich przez niektórych duchownych diecezji sosnowieckiej, pewna część dokumentów archiwalnych została przez śledczych zabrana podczas trzech przeszukań. Siłą rzeczy musieliśmy zatem w niektórych sprawach polegać na tzw. kwerendzie pamięci osób, które uczestniczyły w interesujących nas sprawach. Uzyskane od nich informacje konfrontowaliśmy potem z dokumentami, które z prokuratury powoli zaczęły wracać. Do tego trzeba dodać także dokumenty, które na różnych etapach pozyskiwaliśmy od policji, prokuratur, z sądów, czy też państwowej komisji ds. pedofilii w Warszawie.

Tu wrócę na moment do pani stwierdzenia o tym, że raport został ukończony. Otóż nie. Spraw wrażliwych mamy jeszcze kilka, a kwestia wykorzystywania seksualnego małoletnich była jedną z nich. Opublikowaliśmy zatem raport częściowy, w którym jest nasza wiedza na koniec stycznia 2026 roku. Pewne sprawy, o których w nim piszemy, są jeszcze badane, ich status z całą pewnością ulegnie zmianie. Tworząc zatem raport końcowy, konieczna będzie aktualizacja.

Z tego wynika, że jeśli ktoś angażuje się w wyjaśnienie sprawy, szuka odpowiedzi w wielu źródłach, a nie rozkłada ręce. Bp Artur Ważny podkreślił w swoim oświadczeniu, że w archiwum kurii panował nie tylko bałagan administracyjny, ale i duchowy. Dokumentów brakuje, nie wiadomo też – dlaczego. Nikt o ważne materiały nie dbał?

– Ująłbym to inaczej. To, z czym zetknęliśmy się podczas kwerendy, nazwałbym prowizorką. Przeglądaliśmy dużo materiałów, m.in. teczki personalne księży, dokumenty dotyczące wielu spraw diecezji, seminarium. Panował w nich „twórczy nieład”. Wszystko było wymieszane, tak jakby nikt ich przez dekady nie katalogował.

Zacytuję bp. Ważnego: „brak dbałości o dokumentację”, „bałagan”; zaginięcia dzienników korespondencji są wewnętrznym znakiem wewnętrznego kryzysu.

– Tak, to przejaw wewnętrznego kryzysu. Nie tylko odnajdywaliśmy dokumenty w dziwnych miejscach. Niektóre były kserowane mnóstwo razy – po co? Dla mnie zdumiewający był fakt, że przy lekturze teczki personalnej pewnego księdza odkryliśmy akta dochodzenia wstępnego sprawy, która – zgodnie z prawem kanonicznym – jest zarezerwowana… dla watykańskiej Dykasterii Nauki Wiary. Nie dotyczyła ona wykorzystania seksualnego, lecz jednego z najcięższych przestępstw (należą do nich także przestępstwa „przeciwko świętości sakramentów”). Te akta powinny być przechowywane w tzw. archiwum tajnym. Tymczasem postronne osoby miały do nich swobodny dostęp. Już tutaj uderza brak troski o dobro człowieka.

Zdumiewające było to, że w archiwum kurii bardzo ważne dokumenty leżały luzem i nikt nie miał świadomości, co się tam znajduje. Dobry przykład to spuścizna po śp. bp. Adamie Śmigielskim, pierwszym ordynariuszu diecezji sosnowieckiej, który zmarł w 2008 roku. Gromadzone przez niego dokumenty, nie tylko prywatne, ale dotyczące istotnych spraw funkcjonowania diecezji, bez przeglądania zapakowano do pudeł i złożono w magazynie. Ale żeby było ciekawiej: nie w jednym… Do czasu naszej kwerendy nikt tego nie ruszał. Dokumenty leżały sobie pod grubą warstwą kurzu.

Mam wrażenie kontrastu między drobiazgowymi argumentami kościelnych prawników, którzy bronią kurii w sądach przed wypłatą odszkodowań dla ofiar księży, a brakiem precyzji w tym, co może ofiarom pomóc.

– Trudno mi to skomentować, bo nigdy nie uczestniczyłem w procesie, który dotyczyłby wypłaty odszkodowań. Wiem tyle, co z mediów, gdzie czasem coś się przebije. 

To też można porównać.

– Mogę mówić tylko o tym, co widziałem. Ale muszę tu podkreślić, że nie wszystkie archiwa kurii w Polsce wyglądają tak samo jak to w Sosnowcu. Jedna z pierwszych rekomendacji, jakie sformułowaliśmy w trakcie prac komisji, dotyczyła zatrudnienia profesjonalnego archiwisty, by ten „twórczy nieład” ogarnąć. Został nim ksiądz, który bardzo poważnie podszedł do roli. Odwiedził m.in. kilka diecezji, których archiwa uchodzą za wzór, porozmawiał z archiwistami, podejrzał ich pracę i robi porządek w Sosnowcu. Niektóre zmiany zaczęły się zatem na długo przed opublikowaniem raportu. Nie było sensu zwlekać. Dodam, że archiwa w Polsce podlegają prawnym regulacjom, których muszą przestrzegać urzędy i instytucje służące obywatelom. Kościół powinien się uczyć także od państwa zasad i profesjonalizmu w tym względzie. 

Czy cały raport będzie dostępny dla opinii publicznej? Znamy prezentację ustaleń, wniosków i rekomendacji zmian w sprawach dotyczących wykorzystywania seksualnego małoletnich.

– Zgodnie ze statutem komisji o publikacji całości lub części raportu decyduje biskup diecezjalny. W odniesieniu do tej części wątpliwości nie miał. A jak będzie z kolejnymi, trudno dziś powiedzieć.

Ustawa Kamilka zmobilizowała instytucje, w tym Kościół, do wypracowania standardów ochrony małoletnich przed przemocą, nie tylko seksualną.

– Trzeba jednak jasno i wyraźnie powiedzieć, że zanim została przyjęta przez Sejm i weszła w życie „ustawa Kamilka”, Kościół – jako pierwsza instytucja w kraju – zaczął wprowadzać swoje procedury ochrony dzieci przed wykorzystywaniem seksualnym. Powołał Centrum Ochrony Dziecka w Krakowie, zbudował cały system zgłaszania krzywdy, przeszkolił delegatów w każdej diecezji i każdym zakonie. Na mocy decyzji Konferencji Episkopatu Polski powstała Fundacja Świętego Józefa, która ma na celu wspieranie osób skrzywdzonych i działania prewencyjne. W tej dziedzinie inne instytucje mogą się uczyć od Kościoła, bo wykorzystanie seksualne i pedofilia są w domach, w szkołach, w klubach sportowych, w harcerstwie oraz innych organizacjach dla dzieci i młodzieży, w domach dziecka, w rodzinach zastępczych. To nie jest problem wyłącznie Kościoła, choć o nim najwięcej się mówi w przestrzeni publicznej z uwagi na moralne wymagania wobec księży i duchowy autorytet. 

Nie mniej boli i rujnuje dzieciństwo, a potem dorosłe życie, przemoc fizyczna, psychiczna i ekonomiczna. Mobbing czy bullying (przemoc ze strony grupy rówieśniczej) może prowadzić do samobójstwa, a często – do długiej terapii. W Twoim wywiadzie, zatytułowanym Otworzyć się na słuchanie skrzywdzonych, jaki ukazał się na łamach „Plusa Minusa”, prymas abp Wojciech Polak twierdzi, że Kościół wiele robi, ale opinia publiczna tego nie docenia. A problem krzywdy seksualnej jest powszechny...

– Według mnie prymas dobrze „czyta” społeczeństwo. Zwraca uwagę na to, że my problem krzywdzenia dzieci widzimy głównie w Kościele, ale poza nim niespecjalnie. I ja się z tym zgadzam. Musimy zatem mówić o krzywdzie w społeczeństwie. Musimy mieć przed oczyma przede wszystkim skrzywdzonych. Stąd też, dlaczego odmawiać Kościołowi uczestnictwa w kampanii, która mówi o przemocy w domu? Dziś oczywiście bardzo mocno koncentrujemy się na kwestiach krzywdy seksualnej, ale to nie oznacza, że zapominamy o innych formach przemocy.

Ustaliście, że osób oskarżonych albo podejrzanych o krzywdę seksualną dzieci, w większości poniżej 15 roku życia, było 29. Ofiar – co najmniej 50. W większości to były dziewczynki, najstarsza sprawa pochodzi z lat 60. XX wieku.

– Muszę doprecyzować jedną rzecz. Wśród tych 29 osób jest 23 księży inkardynowanych do diecezji sosnowieckiej, jednak w czterech sprawach oskarżenia się nie potwierdziły. Mówimy więc o 19 potencjalnych sprawcach. Mówię o potencjalnych, bo w tej grupie jest sześć osób, których przestępstwa zostały potwierdzone, czterech domniemanych sprawców, którzy zmarli, ale istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo tego, że krzywdzili. Poza tym w trzech sprawach toczą się aktualnie procesy przed sądami powszechnymi, zarzuty są na tyle poważne, że prawdopodobnie duchowni zostaną skazani. Pozostaje nam sześć spraw, które są jeszcze badane, tak na gruncie prawa kanonicznego, jak i państwowego. 

W raporcie wspominacie też o świeckich.

– Tak. Mówimy o świeckich w jakiś sposób mocniej związanych z Kościołem sosnowieckim. Animator wspólnoty, na którego „słabość” do dzieci zwracano w przeszłości uwagę, ale nie podjęto działań. Organista, który skrzywdził ministranta, został skazany na karę pozbawienia wolności. Kleryk, który po oskarżeniu, uciekł z seminarium. Ostatni przypadek to katecheta. Właściwie tylko on może zostać dziś na gruncie prawa kanonicznego ukarany. W wyniku reformy prawa kanonicznego, jakiej dokonał papież Franciszek, osoby świeckie, które pełnią w Kościele jakieś funkcje i są w nim zatrudnione, też mogą być ukarane. Dzięki temu po wstępnym dochodzeniu w diecezji ruszył też proces karnoadministracyjny.

Według prof. Jamesa Gilligana, psychiatry, terapeuty, od lat pracującego z przestępcami w Stanach Zjednoczonych, ludzie, którzy dopuszczają się okrutnych czynów, są „upośledzeni emocjonalnie”. Czy brak współczucia dla ofiar przemocy nie jest „upośledzeniem sumienia”?

– Chyba tylko tak można określić brak zrozumienia, empatii, chęci wsparcia. A także obronę dorosłych sprawców przed odpowiedzialnością. Stawianie wyżej instytucji i jej obrona przed cierpiącymi, słabymi, bezbronnymi, zależnymi dziećmi. Takich historii było dużo, nie można powiedzieć, że była jedna, przypadkowa, wyjątkowa.

Jeśli chodzi o tuszowanie spraw, przesuwanie sprawców z parafii na parafie, traktowanie skrzywdzonych, można mówić tu o współsprawstwie. Ktoś cierpi, coś jest do wyjaśnienia, ale tego po prostu się nie robi. Udaje się, że nie ma problemu, podważając też przy tym wiarygodność ofiary. Można to nazwać grzechem zaniechania. Systemowy mechanizm do tej pory wygrywał z krzywdą konkretnego człowieka, który był traktowany jako trybik w instytucji, element całości, a nie – jako wartość sama w sobie, osoba na obraz Boga. Takie raporty jak nasz będą Kościół zmieniać.  

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 8/2026