W „Rzeczpospolitej” ukazał się artykuł będący efektem Twojego – i Piotra Litki – śledztwa dziennikarskiego na temat ks. Eugeniusza Surgenta, nieżyjącego przestępcy seksualnego, który odbył karę więzienia w PRL-u. Co Wam dał dostęp do archiwum kurii krakowskiej, które otworzył kard. Grzegorz Ryś?
– Potwierdzenie tez, które stawialiśmy w 2022 roku po przejrzeniu akt ks. Surgenta w Instytucie Pamięci Narodowej. Są tam akta państwowego dochodzenia (relacje skrzywdzonych, zeznania księdza); materiały operacyjne Służby Bezpieczeństwa od 1957 roku, kiedy przyjął święcenia kapłańskie, aż do drugiej połowy lat 80. Opierając się na tych dokumentach, staraliśmy się odtworzyć działania kard. Karola Wojtyły w odniesieniu do księdza. Ustaliliśmy wtedy, że przenosiny z parafii do parafii nie były tuszowaniem przestępstw, a wynikały z jego konfliktowego charakteru. Uznaliśmy też, że działania kard. Wojtyły po tym, gdy dowiedział się o przestępstwach, były prawidłowe – zgodne z ówczesnym prawem Kościoła. Zostało nieco wątpliwości. Teraz luki udało się dość precyzyjnie wypełnić. Nasze tezy się potwierdziły.
Problem ks. Surgenta jest złożony, bo przez dekady podlegał jednemu biskupowi, pracował dla innego. Kard. Wojtyła popełnił błędy. Jakie?
– Problem podległości był skutkiem sytuacji, w której polski Kościół znalazł się po II wojnie światowej. W 1945 roku archidiecezja lwowska została przecięta nową granicą państwową. Na terytorium PRL-u pozostał jej skrawek, który potem nazwano archidiecezją lubaczowską. Seminarium duchowne początkowo było w Kalwarii Zebrzydowskiej, potem połączono je z krakowskim. Kleryk z Lwowa był jednak święcony nie dla archidiecezji krakowskiej, lecz lubaczowskiej. Tam było mało parafii, zostawał najczęściej w Krakowie. Podlegał władzy dwóch biskupów: diecezji inkardynacji i diecezji, w której pracował. Tak właśnie było z ks. Surgentem.
Ks. Surgent od początku swojej pracy w każdej parafii tworzył konflikt, podważał decyzje proboszcza i buntował wiernych. W 1964 roku kard. Wojtyła go wyrzucił z archidiecezji, ale uległ prośbom biskupa lubaczowskiego i przyjął z powrotem. Z uwagą, że jak się nie zmieni, to będzie usunięty. W 1966 roku ks. Surgent znów stał się prowodyrem zajść w Lipnicy Wielkiej, gdzie doszło m.in. do pobicia przez parafian nowego proboszcza. Jednak go nie wydalono! Drugi błąd to posłanie go na samodzielną placówkę w 1971 roku. Dwa lata po anonimowym sygnale, że krzywdzi dzieci. Zapewne z tego powodu skierowano go na badania psychiatryczne, które wykazały poważne zaburzenia osobowości. Potem doszła kwestia kradzieży pieniędzy z tacy. Pierwszą sytuację da się wytłumaczyć tym, że wierni stali murem za ks. Surgentem, a Kościół był w środku obchodów Millennium, bał się ataku ze strony władzy komunistycznej – jednak drugiej tak się wyjaśnić nie da.
Sytuacja Kościoła w PRL był trudna.
– Nie było też badań i wiedzy o pedofilii. Dziś jesteśmy już mądrzejsi, mamy zdecydowanie większą wiedzę o mechanizmach działania sprawcy, mechanizmach i skutkach dla ofiar. Nie wierzymy tak łatwo, że sprawca się zmieni, bo obiecał. Trzeba podkreślić, że gdy w 1973 roku kard. Wojtyła dowiedział się o krzywdzeniu dzieci, od razu księdza zawiesił, kazał mu opuścić parafię, zabronił wizyt na terenie dwóch dekanatów. Wydalił z diecezji. Powiadomił też wszystkich proboszczów o tym, że ksiądz ma tu zakaz pracy. Więcej zrobić nie mógł. Władzę ukarania duchownego miał biskup lubaczowski.
Jedna rzecz nie mieści się w głowie. Dlaczego mimo wyroku sądu sprawca nie miał zakazu pracy z dziećmi? Ani od państwa, ani od Kościoła?!
– Trudno powiedzieć, czemu go nie dostał od państwa. W Kościele miał. W połowie 1973 roku, gdy sprawa ujrzała światło dzienne, dostał zakaz sprawowania funkcji kapłańskich – w tym nauczania i głoszenia słowa Bożego. Zakaz nie został nigdy odwołany przez archidiecezję krakowską. Niestety pod koniec 1978 roku biskup diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej dał ks. Surgentowi zgodę na podjęcie posługi, wiedząc, czemu w Krakowie jej nie miał!
Ale znów muszę się odwołać do stanu ówczesnej wiedzy. Ksiądz odbył karę więzienia, potem przez kilka lat żył w odosobnieniu w klasztorze jako pokutnik. Czy ktoś uznał, że po pięciu latach izolacji skutecznie się zresocjalizował? Świadkowie nie żyją, pewnych rzeczy już się po prostu nie dowiemy.
Tomasz Krzyżak
Kierownik działu krajowego „Rzeczpospolitej”, absolwent studiów podyplomowych „Profilaktyka przemocy seksualnej wobec dzieci i młodzieży” w Centrum Ochrony Dziecka Akademii Ignatianum w Krakowie, przewodniczący Komisji „Wyjaśnienie i Naprawa” Spraw Wrażliwych Diecezji Sosnowieckiej
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!














