Nadzieję zastępuje rywalizacja

COP wzbudzał duże nadzieje, ale ostatecznie pokazał, które kraje blokują postęp i nie chcą rozmawiać o własnym wysiłku redukcyjnym. Jednak nadal świat chce współpracować, aby rozwiązać problem zmian klimatycznych – z Katarzyną Snyder, uczestniczką szczytu COP 30 rozmawia Karolina Sternal.
Czyta się kilka minut
Sesja z udziałem liderów podczas szczytu klimatycznego COP30 w brazylijskim Belém. Dla państw rozwijających się sprawą kluczową jest dostęp do publicznych środków potrzebnych na walkę ze skutkami zmian klimatu fot. COP 30 Press Office/handout/Anadolu/ Getty Images
Sesja z udziałem liderów podczas szczytu klimatycznego COP30 w brazylijskim Belém. Dla państw rozwijających się sprawą kluczową jest dostęp do publicznych środków potrzebnych na walkę ze skutkami zmian klimatu fot. COP 30 Press Office/handout/Anadolu/ Getty Images

Od 10 do 21 listopada, podczas szczytu klimatycznego COP30, który tym razem zorganizowano w Belém w Brazylii, liderzy państw, naukowcy, przedstawiciele biznesu i organizacji pozarządowych debatowali nad globalną polityką klimatyczną. Jakie nastroje panowały tuż przed rozpoczęciem tego szczytu?

– Nastroje były dobre, a w procesie przygotowawczym poprzedzającym COP mogliśmy ustalić, jakie priorytety miały poszczególne kraje. To, że prezydencję obejmowała Brazylia, było dla wszystkich dobrym znakiem, ponieważ kraj ten ma reputację doświadczonego gracza – zarówno w tych negocjacjach, jak i ogólnie w światowej dyplomacji. Ponadto ten COP był niemal osobistym przedsięwzięciem samego prezydenta Brazylii Luiza Inácio Luli da Silvy.

Czy stanowisko USA wobec polityki klimatycznej i odmowa udziału w szczycie odbiły się negatywnie na jego przebiegu?

– Sama nieobecność Stanów Zjednoczonych w Belém nie osłabiła wiary uczestników w potencjał szczytu. Zmieniła jednak układ sił przy stole. W miejsce Stanów to Unia Europejska musiała stanąć na pierwszej linii obrony argumentów Globalnej Północy. W konfiguracji UE kontra Chiny, Indie, Rosja, kraje Zatoki czy Afryka przewaga narracyjna naturalnie przesunęła się w stronę Globalnego Południa, którego głos tym razem wybrzmiał szczególnie mocno. Dla Unii Europejskiej była to nowa rola: z aktora, zwykle centrowego i budującego mosty, stała się stroną bardziej „wysuniętą” w sporze. Brak USA – dotąd najmocniej kontrujących narrację Globalnego Południa – zmusił Unię do przesunięcia się na osi negocjacyjnej, by równoważyć debatę w najtrudniejszych obszarach, w których była pod presją, a czasem wręcz obwiniana. Jednak z USA czy bez, świat w kwestii polityki klimatycznej zdecydował się iść dalej wspólnie.

Jakie kwestie budziły największe obawy uczestników?

– Dla krajów rozwijających się sprawą kluczową był dostęp do publicznych środków na walkę ze skutkami zmian klimatu. Nowy cel finansowy, uzgodniony na poprzednim COP-ie w Baku, uznały za zbyt skromny, dlatego temat wrócił w Belém ze zdwojoną siłą. Kraje rozwinięte podkreślały z kolei, że same fundusze publiczne nie wystarczą na pokrycie rosnących globalnych potrzeb – związanych zarówno z transformacją energetyczną, jak i adaptacją – i że konieczne jest włączenie sektora prywatnego, innowacyjnych instrumentów finansowych oraz dyskusja o reformie międzynarodowego systemu finansowego.

Drugim dużym obszarem napięć był globalny handel w kontekście polityki klimatycznej. Tu najbardziej rozemocjonowane były Chiny, które chcą sprzedawać swoje zielone technologie na całym świecie. Rynek amerykański im się zamknął. Europa także szuka sposobów, by chronić swój przemysł i zachować konkurencyjność wobec napływu chińskich technologii, a robi to przy wykorzystaniu narzędzi takich jak CBAM, i to prowokuje bardzo agresywne reakcje w tych negocjacjach. Do tego doszedł zgłoszony przez Brazylię temat ochrony lasów tropikalnych.

Z perspektywy Unii Europejskiej kluczowe były dwa wątki, oba dotyczące globalnej redukcji emisji. Po pierwsze, dokładna analiza trzeciej rundy krajowych planów klimatycznych, które wciąż nie prowadzą do ograniczenia ocieplenia do 1,5°C oraz wypracowanie jasnego, politycznego sygnału dla świata – na przykład w zakresie stopniowego odchodzenia od paliw kopalnych. Po drugie, ocena pierwszych raportów transparentności działań, które wszystkie państwa przedstawiły w tym roku.

Czym ostatecznie zakończył się szczyt w Brazylii?

– Szczyt utknął na sporze o zapisy dotyczące odchodzenia od paliw kopalnych. Brazylia zaproponowała, by decyzja COP zawierała zobowiązanie do wypracowania globalnej mapy drogowej odchodzenia od paliw kopalnych. Spotkało się to z ostrym sprzeciwem eksporterów i konsumentów ropy i gazu – krajów OPEC, Arabii Saudyjskiej, Indii i Rosji – które odmówiły jakichkolwiek rozmów na ten temat.

UE i ambitne kraje Ameryki Łacińskiej, z Kolumbią na czele, zdecydowanie się temu sprzeciwiły; w pewnym momencie Unia była nawet gotowa odejść od stołu, co groziłoby pierwszym od Kopenhagi (COP15 w 2009 roku) fiaskiem szczytu. Ostatecznie jednak przeważyła troska o utrzymanie procesu wielostronnego i przyjęto decyzję, która w pewnym stopniu odnosi się do globalnej redukcji emisji – choć w sposób mniej jasny i konkretny, niżbyśmy chcieli.

COP30 zdecydował także o zwiększeniu finansowania adaptacji w najbiedniejszych krajach oraz o przeprowadzeniu trzech dialogów dotyczących szeroko ujętych relacji między klimatem a handlem. Nie udało się jednak Chinom i ich sojusznikom postawić UE pod presją, na co liczyli.

Ogólnie rzecz biorąc, COP wzbudzał duże nadzieje, ale ostatecznie pokazał, które kraje blokują postęp i nie chcą rozmawiać o własnym wysiłku redukcyjnym. Ta sytuacja będzie miała znaczenie dla europejskiej debaty wewnętrznej. Europa pozostaje liderem – ma jedne z najbardziej ambitnych celów redukcyjnych i zależy jej na utrzymaniu globalnego procesu – jednak współpraca ze strony kluczowych partnerów jest niezbędna, a dziś wielu z nich nie jest gotowych do takiej rozmowy. Mimo to presja w tym obszarze raczej nie osłabnie. Brazylijska prezydencja zapowiedziała, że w nadchodzącym roku będzie kontynuować prace nad mapą drogową odchodzenia od paliw kopalnych.

Jak ocenia Pani zaangażowanie Chin podczas szczytu, w którym nie uczestniczyły Stany Zjednoczone? Czy chińska delegacja wniosła coś istotnego do wyników negocjacji?

– Chiny to szczególny przypadek. Spodziewano się, że pod nieobecność USA naturalnie wypełnią lukę przywódczą, jednak tak się nie stało. Nie odegrały roli lidera: nie blokowały rozmów, ale też nie promowały agresywnie własnych postulatów. Zachowywały się raczej jak uważny obserwator. Chinom zależy na globalnej transformacji, bo chcą sprzedawać swoje zielone technologie, a świat ich potrzebuje. Symboliczne było choćby to, że uczestników w Brazylii woziły chińskie elektryki. Jednocześnie sytuacja Chin jest zniuansowana: jako kraj Globalnego Południa starają się utrzymywać solidarność z partnerami z tego bloku, wśród których wiele państw sceptycznie podchodzi do tempa transformacji.

Wspomnijmy jeszcze o polskiej delegacji i jej wkładzie w COP30. Wiceminister klimatu i środowiska negocjował decyzje dotyczące sprawiedliwej transformacji, łączącej politykę klimatyczną z ochroną pracowników, społeczności i bezpieczeństwa energetycznego.

– Polska delegacja odegrała tu bardzo ważną rolę. Brazylijska prezydencja zwróciła się do Polski, a konkretnie do wiceministra Krzysztofa Bolesty, z prośbą o pomoc w wypracowaniu decyzji dotyczącej sprawiedliwej transformacji i ewentualnego stworzenia nowego międzynarodowego mechanizmu w tym obszarze. Prace zakończyły się sukcesem: decyzję przyjęły wszystkie państwa, a społeczeństwo obywatelskie zareagowało na nią bardzo pozytywnie. Wynegocjowana z udziałem Polski decyzja zakłada utworzenie Mechanizmu Sprawiedliwej Transformacji, choć szczegółowe ustalenia dotyczące jego działania będą przedmiotem dalszych rozmów w 2026 roku.

Mija 10 lat od podpisania porozumienia paryskiego, w którym 195 państw zobowiązało się do walki ze zmianami klimatu. Czy wola sygnatariuszy nadal jest tak silna?

– Porozumienie paryskie to skarb, który trzeba chronić. Zawarto je w wyjątkowym momencie, gdy wszystkie państwa kierowały się nadzieją i duchem współpracy. Dziś, dekadę później, kraje mówią już raczej językiem siły i rywalizacji – widać to zarówno w negocjacjach, jak i w codziennych doniesieniach. Mimo trudnego kontekstu geopolitycznego i nieobecności USA w procesie chęć podtrzymania współpracy wciąż jest duża. Tempo może być wolniejsze, ale COP30 pokazał, że świat nadal chce działać wspólnie na forum wielostronnym, by zmierzyć się ze zmianami klimatu. Nie wszyscy są gotowi iść w tym samym rytmie, ale większość jest gotowa dalej współpracować i rozmawiać. Świat zdaje się rozumieć, że nie mamy innego wyjścia.  


Katarzyna Snyder – Ekspertka w dziedzinie zmian klimatu i praw człowieka z wieloletnim doświadczeniem w negocjacjach międzynarodowych, związana z Instytutem Zielonej Gospodarki. Absolwentka Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego oraz Central European University w zakresie prawa międzynarodowego.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 49/2025