Pokolenie, które w młodym wieku musiało mierzyć się z okupacją, konspiracją i brutalnością wojny, zapisało się w pamięci jako symbol niezwykłej determinacji. Wielu z nich było jeszcze nastolatkami, a mimo to podejmowali decyzje, które wymagały ogromnej odwagi. Angażowali się w działalność podziemną, przekazywali informacje, pomagali rannym i każdego dnia ryzykowali życie. Jedną z nich była zmarła w Poznaniu Krystyna Mikołajczyk z domu Biernacka, pseudonim „Kali” – ostatnia z batalionu „Parasol”.
Okupacja
Urodziła się w Warszawie w marcu 1927 roku, gdzie była świadkiem wybuchu wojny. W czasie okupacji kontynuowała naukę. Zgodnie z prawem okupacyjnym przedwojenne gimnazjum zostało zamienione na szkołę zawodową, jednak pod przykrywką nauki szycia kapeluszy prowadzono tam tajne nauczanie. Starszy brat Krystyny – Bolesław Biernacki – w marcu 1941 roku został aresztowany, był przesłuchiwany w Alei Szucha i więziony na Pawiaku. Po śledztwie został wywieziony do obozu koncentracyjnego w Auschwitz, gdzie zmarł w lipcu 1941 roku. Informacja o jego śmierci przyczyniła się do przedwczesnej śmierci ojca, Edwarda Biernackiego. W rok po śmierci Bolesława brat bliźniak Krystyny, Leszek Biernacki, przyłączył się do ruchu oporu, prawdopodobnie w szeregach Armii Krajowej, i ślad po nim zaginął.
Mimo tragicznych doświadczeń Krystyna podjęła działalność konspiracyjną, wstępując do harcerstwa, do którego została wprowadzona przez szkolne koleżanki, z którymi tworzyły zastęp Pędziwiatrów prowadzony przez zastępową Hannę Dardę „Alę”. „Przysięgę [składałam] w kręgu harcerskim. Wtedy nie było krzyży harcerskich, ale w każdym razie była drużynowa i zastępczyni drużynowej, «Ala» i my wszystkie, które brałyśmy udział, składałyśmy przyrzeczenie. W kręgu, naturalnie, śpiewałyśmy naszą pieśń harcerską i to był bardzo uroczysty moment dla nas, [...] że będziemy służyć ojczyźnie” – wspominała (wszystkie cytowane w artykule wspomnienia Krystyny Mikołajczyk pochodzą z Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego).
W styczniu 1944 roku „Ala” została zatrzymana i przewieziona na Pawiak. „Niosła prasę. To było tak, że roznosiła kolportaż, prasy dużo było. Ja na ogół nosiłam mniejsze paczuszki […]. «Ala» niosła wtedy dość dużo. Zresztą stale nosiła dużą teczkę i w teczce miała bardzo dużo prasy, może nawet jakieś dokumenty – już tego nie wiem. […] «Alę» od razu wzięli na Szucha i strasznie ją pobili. Jak się potem dowiedziałam, ktoś ją spotkał na Pawiaku, i mówił, że już nie mogli jej poznać. To był okres (chyba [wtedy gdy] zabili Kutscherę), że trzysta Polek, trzystu więźniów rozstrzeliwali i z Pawiaka właśnie ją wzięli. Wtedy żegnała już się w celi i powiedziała takie słowa: «Ten, kto umarł, wolnym już. Ten, kto żyje, umrze, wolnym będzie». To były jej słowa, «Ali». Właściwie to był dla mnie człowiek, który największy wpływ na mnie [wywarł], na moje wychowanie, ukształtowanie”.
Po śmierci „Ali” zastęp Pędziwiatrów przestał istnieć. Niebawem koledzy z Oddziałów Bojowych – jednym z nim był Bogdan Czarnecki „Mors” – zaproponowali Krystynie, by przeszła do „Parasola”.
Powstanie
„Zresztą nie byłam nikim ważnym w czasie Powstania. Byłam dziewczyną, która pracowała, raczej poprawną harcerką, która służyła, ale mnie nie informowano dokładnie, nie wiedziałam, że to już będzie Powstanie. Nie wiedziałam, że idę po broń dla powstańców. Spotkałam się tylko z «Morsem» i on mi powiedział: «Będziesz szła pierwsza, a ja będę szedł za tobą». Ale żeśmy nie dotarli, bo na Placu Napoleona, tam stały przed pocztą główną bunkry, Niemcy już stamtąd strzelali, a chłopcy nasi strzelali z dachów. [...] szliśmy z «Morsem» piwnicami całą noc, bo przebijali ludzie od jednej piwnicy do drugiej przejścia. Myśmy przejściami, piwnicami dotarli [...]. Weszliśmy, wszystko już się szykowało, już był «Parasol» i zaczęła się praca”.
Nie walczyła z bronią w ręku, ale była z tymi, którzy walczyli – ładowała karabiny maszynowe, podawała taśmy z amunicją, przenosiła meldunki, dyżurowała przy rannych. „Straciłam moich braci, więc chciałam bardzo walczyć”. Pierwszą linią tej walki była warszawska Wola.
„Była po prostu przerażająca sytuacja. Wychodziło, na przykład, dwunastu chłopaków, a wracało czterech. To mnie bardzo zastanawiało, że nigdy potem już nie widziałam u chłopaków takiej strasznej, zaciętej chęci walki. Oni się tak rwali, że gdy odbezpieczali granaty, to krzyczeli: «Za moją matkę!», «Za mojego ojca!». Rzucali granaty i tak byli, po prostu, jak nieprzytomni. To było straszne. W dodatku potem na Woli był cmentarz i Niemcy – między grobami były trudne walki – niektórzy po prostu nie chcieli ryzykować życia, bo zdawali sobie sprawę, że powstańcy lepiej się orientują niż oni na cmentarzu, więc na końcu oddziału niemieckiego szedł podobno Niemiec (tego nie widziałam, tylko mi mówili chłopcy, jak wrócili z akcji), który miał podniesiony pistolet w górę i krzyczał: Weiter! Weiter!, i mówił, że którykolwiek się zatrzyma, to zostanie rozstrzelany. Szli. Szli murem. Po walce rzeczywiście strasznie przetrzebili nasze szeregi. To była pierwsza krwawa walka, gdzie bardzo dużo młodzieży zginęło, na cmentarzu ewangelickim”.
Z Woli „Parasol” przeszedł na Stare Miasto. „Z początku na Starym Mieście nie było tak tragicznie. Jeszcze były w katedrze polowe msze święte, staliśmy wszyscy w mundurach, w szeregach. Było w miarę możliwie. Natomiast nocne bombardowania były bardzo już silne”. ,,Na Starówce zatem były już walki, bym powiedziała heroiczne, i coraz bardziej przygnębiające, bo bardzo dużo ginęło chłopaków i dziewcząt zresztą też. Już było bardzo ciężko. Wtedy dużo nas chorowało, byliśmy coraz słabsi, bo nie było też jedzenia. Poza tym, zdaje mi się, że mnie najbardziej chyba przeraziło, jak dali mi dyżur w szpitalu. Szpitale były w piwnicach i widziałam, jak umierali. To było straszne, że tacy dzielni chłopcy byli, tacy wspaniali, tak potrafili pięknie przemawiać, a w momencie śmierci wołali mamy”.
Ostatnią akcją, w której brała udział Krystyna, było przebicie się ze Starówki do Śródmieścia.
Kanały
„Już nie mogłam nic jeść, dosłownie woda ze mnie wyciekała, byłam bardzo słaba. Poszłam do lekarza, mówię: «Panie doktorze, jakieś lekarstwo może pan doktór…». Jak mnie zobaczył, mówi: «Dziecko! Ty się nadajesz natychmiast do kanałów. Ty już nie możesz tutaj być». […] Potem żeśmy szli w kanałach, powiązali nas sznurami i muszę powiedzieć, że dzięki chłopcom… Oni nie tracili nigdy humoru. Zaczęli w kanałach jeden z drugiego żartować i w kanałach było bardzo śmiesznie. Wtedy po raz pierwszy poczułam się dobrze, bo razem idziemy, bo nawet potrafimy się jeszcze śmiać, gdy ktoś się przewróci w cuchnącą wodę, a drugi coś mówi”.
Z kanałów wyszła z pierwszą grupą powstańców. Była już bardzo słaba i chora. „[…] patrzę, że wszystkie domy stoją. Wiedziałam, gdzie jest moja mama i do mamy pobiegłam. A za mną krzyczeli powstańcy, którzy mieli dyżury: «Stań! Nie ruszaj się, bo jesteś pod ostrzałem!». A ja tak biegłam do mamy! To było na Kopernika. Miałam blisko, i z Wareckiej na Kopernika dobiegłam do mojej matki. Pamiętam, że jak przyszłam, byłam taka straszliwie zawszona, taka byłam głodna i taka byłam nieszczęśliwa. Proszę sobie wyobrazić, że raptem jedną noc byłam z moją mamą, a rano już wkroczyli Niemcy, już nas wygarnęli”.
Powrót
Krystyna wraz z matką opuściła Warszawę z ludnością cywilną i trafiła do obozu, skąd została wywieziona do Niemiec do pracy w fabryce amunicji bombardowanej przez amerykańskie lotnictwo. „Z jednych bomb trafiłam więc pod następne”. Szczęśliwie doczekała wyzwolenia.
Do Warszawy wróciła jesienią 1946 roku. „Tak, ale nic nie było już. Po naszym domu, nie było śladu. Wtedy przypomniałyśmy sobie, że mój ojciec miał jedyną siostrę w Wielkopolsce [w Borku Wlkp. – red.], którą bardzo kochał, bo byli sierotami od dziecka, a jej się bardzo dobrze powodziło. Była wspaniałą krawcową, miała piękny dom, myśmy jeździli do niej na wakacje. Myśmy do niej pojechały i u niej zostałam. Potem w Poznaniu kończyłam studia i tu wyszłam za mąż”.
W lipcu 2007 roku w rozmowie, którą przeprowadziła Małgorzata Brama, na pytanie: „Czy jakby pani miała znowu siedemnaście lat, czy poszłaby pani do powstania warszawskiego?”, „Kali” odpowiedziała: „Gdybym była w Warszawie, to tak”.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













