Tegoroczna zima obdarzyła nas śniegiem, choć nie w każdym regionie kraju spadło go tyle samo. Pokrywa śnieżna dała nadzieję na zabezpieczenie zapasów wody. Jednak marcowa i kwietniowa aura pozbawiła nas złudzeń, że w tym roku sytuacja hydrologiczna się odmieni. To wszystko dlatego, że deficyt wody jest tak ogromny, iż nie poprawiły go warstwy zimowego śniegu. W efekcie nasze zasoby wodne nadal maleją.
Stres już mamy
Według ekspertów ONZ Polska znajduje się w głębokim stresie wodnym. Mianem tym określamy sytuację, w której ilość wody pożądanej jakości jest na tyle mała, że nie może zaspokoić potrzeb ludzi oraz środowiska. Według standardów ONZ jest to poziom niższy niż 1700 m3 wody rocznie na osobę. W Polsce średnia to zaledwie 1600 m3, a w latach suchych wskaźnik ten spada do krytycznych 1100 m3. Dlatego nasz kraj jest uważany za jeden z najuboższych w wodę krajów Unii Europejskiej. Potwierdzają to dane Eurostatu. Gorzej od nas wypadają jedynie Malta i Cypr. Dlatego zagrożenie kryzysem jest poważne.
– Jeżeli spojrzymy na okresy niedoborów opadów, czyli momentów, kiedy wody jest mniej, odnawialność zasobów jest mniejsza, to ta wartość w okresach suszy zmniejsza się do 1000 m3 rocznie na jedną osobę. To bardzo duża różnica, to o niemal połowę mniej niż w warunkach przeciętnych. Zatem nie jest dobrze. Musimy zacząć reagować – przekonuje dr Małgorzata Stolarska, ekspertka ds. hydrologii i suszy.
W Polsce od co najmniej dekady żyjemy na „wodnym kredycie”, gdyż odprowadzamy wodę z kraju szybciej, niż natura jest w stanie ją uzupełnić. „Z wodnym kredytem jest trochę jak z zadłużaniem budżetu. Gdy wydatki przekraczają dochody, zaczyna nam rosnąć dług, a im dłużej to trwa, tym dług robi się większy. (…) Taką sytuację mamy w ostatnich latach z bilansem wodnym Polski – pomimo długu ciągle zaciągamy kredyt, a pojedyncze bardziej mokre miesiące nie zerują go” – komentuje na swoim blogu „Świat wody” dr Sebastian Szklarek, ekohydrolog z Polskiej Akademii Nauk.
Autostrady suszy
Do powiększania się kredytu wodnego przyczyniają się zarówno zmiana klimatu, jak i popełniane od dziesięcioleci błędy w magazynowaniu i gospodarowaniu wodą. Zmiana klimatu pogłębia deficyt wody poprzez wzrost temperatur i parowania oraz destabilizację cyklu opadów – gwałtowne ulewy spływają po spieczonej ziemi, nie zasilając wód podziemnych, i niosą ryzyko powodzi błyskawicznych.
Przez stulecia magazynami wody były bagna i torfowiska. To się jednak zmieniło. Ponad 85 proc. bagien w Polsce zostało osuszonych, co zniszczyło naturalne magazyny służące do zatrzymywania miliardów metrów sześciennych wody w krajobrazie. Polskie torfowiska i doliny rzeczne magazynowały znacznie więcej wody niż nasze jeziora. Niestety, z uwagi na ich osuszanie, ta wartość również stale maleje.
Kolejnym problemem jest sieć rowów melioracyjnych o szacowanej długości 250–320 tys. km. Eksperci określają je jako „autostrady dla suszy”. Systemy te, zaprojektowane dawniej jako dwukierunkowe, nawadniająco-odwadniające, na skutek braku właściwej konserwacji od dekad przyczyniają się do osuszania terenów podmokłych i bez przerwy drenują grunt, drastycznie wysuszając lasy oraz pola.
Obecnie Polska magazynuje wodę głównie w sztucznych zbiornikach retencyjnych, w ten sposób zatrzymując około 7 proc. wody opadowej. Nie jest to jednak najlepsza metoda, bo obniżenie terenu ściąga wodę z okolicy, przyczyniając się do osuszania gleby, a woda z otwartych zbiorników paruje szybciej. Większość pozostałych 93 proc. wody opadowej szybko odpływa rowami i rzekami do Bałtyku, zamiast zasilać gospodarkę w okresach suszy. Wyprostowane, wybetonowane i pogłębione koryta polskich rzek działają jak rynny, którymi woda z wielką energią bardzo szybko spływa i zamiast tworzyć cenne rozlewiska zatrzymujące wodę, stwarza ryzyko powodzi oraz zniszczeń. Regulacja prowadzi także do erozji dennej rzeki – dno obniża się coraz bardziej i ściąga wodę z otaczających terenów.
Woda w gospodarce
Życie na „wodny kredyt” prowadzi do destabilizacji kluczowych sektorów gospodarki. W przypadku rolnictwa średnia roczna wartość strat spowodowanych suszą w Polsce przekracza 3 mld zł, a w niektórych latach sięgała nawet 11 mld zł. Bez skutecznych odpowiedzi na obecne klimatyczne i strukturalne wyzwania dla rolnictwa, do 2050 roku spadki plonów mogą utrzymywać się na poziomie 16–20 proc., a susze regularnie mogą dotykać od 65 do 80 proc. użytków rolnych. Oznacza to, że dotąd rekordowe straty rzędu 10–11 mld zł rocznie mogą stać się normą. Będzie to ogromne obciążenie ekonomiczne dla rolników i finansów publicznych.
Kolejnym sektorem gospodarki, który ucierpi na niedoborach wody, jest energetyka. Ta oparta na węglu potrzebuje 3–4 m3 wody na każdą 1 MWh energii. Przy niskim stanie rzek (np. Wisły) takie elektrownie jak Kozienice czy Połaniec muszą ograniczać moc, co grozi przerwami w dostawie prądu. Dodatkowo podgrzana woda z chłodzenia elektrowni zrzucana prosto do rzek pogarsza jeszcze bardziej warunki termiczne w rzece, stwarzając istotne zagrożenie dla życia biologicznego ekosystemu wodnego.
Ponadto pojawia się ryzyko przerw w dostawie wody czy spadek ciśnienia w kranie. W 2019 roku w czasie fali upałów doświadczyli tego mieszkańcy Skierniewic. W ubiegłym roku w lecie blisko 150 gmin wprowadziło zakazy podlewania, grożąc karami pieniężnymi do 5 tys. zł.
Model „gąbki”
Niskie stany wód przyczyniają się także do pogarszania jakości wody, ponieważ ta spływająca z nawożonych pól uregulowanymi rzekami pozbawionymi roślinności, nie jest w stanie sama się oczyścić. Prowadzi to do zwiększenia ładunków zanieczyszczeń w Bałtyku i do rozwoju toksycznych glonów oraz ograniczenia czasu letnich kąpieli.
Dr Urszula Biereżnoj-Bazille, specjalistka ds. ponownego uwodnienia torfowisk z Centrum Ochrony Mokradeł, podkreśla, że woda jest zasobem strategicznym i jednocześnie skończonym, jak ropa, dlatego musimy o nią dbać, czyli musimy ją magazynować, dbać o jej czystość i zrównoważone zużycie, a także o powszechną dostępność. Według niej rozwiązaniem jest stworzenie modelu „gąbki”, w tym m.in. odtwarzanie naturalnych magazynów wody, jakimi są torfowiska – są to bowiem najtańsze i najefektywniejsze magazyny, które jednocześnie schładzają lokalny mikroklimat i działają jak filtry, oczyszczając wodę z zanieczyszczeń. Kolejną ważną kwestią jest remeandryzacja rzek, czyli przywracanie naturalnych zakoli rzecznych i faktyczne ograniczenie prac hydrotechnicznych w dolinach.
Ratunkiem jest też odejście od miejskiej „betonozy” na rzecz naturalnej retencji krajobrazowej. Miasta muszą „pić” wodę, a nie ją spłukiwać. Ogrody deszczowe, zielone dachy i nawierzchnie przepuszczalne pozwalają zatrzymać deszczówkę w miejscu opadu, co generuje oszczędności i chroni przed zalaniami. Niezbędne są także działania w celu poprawy infrastruktury. Raport Najwyższej Izby Kontroli, która zbadała działające sieci wodociągowe w Polsce, jest przytłaczający, a jednocześnie dający jasne wskazówki co do koniecznych działań. „W ponad połowie jednostek straty wody w okresie objętym kontrolą przekroczyły 30 proc. wody wyprodukowanej i wtłoczonej do sieci. W 45 proc. objętych kontrolą przedsiębiorstw straty wody odpowiadały ponad połowie objętości wody sprzedanej, a w sześciu jednostkach straty wody przekraczały 60 proc. tej objętości” – podano w raporcie.
Maj to początek sezonu na wyjazdy rekreacyjne, wypoczynek, wakacje i spędzanie wolnego czasu na łonie natury – często właśnie nad wodą. Aby nadal tak było, każdy z nas musi o nią dbać. Specjaliści zachęcają do staranności w codziennych czynnościach: podczas zmywania, prania, mycia, podlewania. Niezwykle ważna jest też retencja, czyli zdolność do okresowego przetrzymywania wody. Mała retenecja, jest mała tylko z nazwy. Zadbajmy o przygotowywanie zbiorników na deszczówkę, którą można następnie chociażby podlać rośliny. Działajmy zgodnie z maksymą głoszącą, że aby zmieniać świat, należy zacząć od siebie.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!












