Jesteś kompletnie oderwany od rzeczywistości. Nie rozumiesz absolutnie, jak ludzie żyją i czego potrzebują. Po prostu nic cię to nie obchodzi”. „Denerwujesz ludzi, rujnujesz praktycznie każdą inicjatywę biznesową, pozbawiasz ich dochodów. Niszczysz całe perspektywy kraju. Obudź się”. To komentarze rosyjskich internautów pod adresem… Władimira Putina.
W pierwszej połowie marca w centrum Moskwy zniknął nagle mobilny internet. Zakłócenia sygnału GPS sparaliżowały płatności, aplikacje medyczne, transportowe, komunikację, o stratach biznesu nie wspominając. Jako oficjalną przyczynę podano ochronę przed ukraińskimi dronami. To był początek. Od połowy kwietnia w Federacji Rosyjskiej zaczęło się radykalne ograniczanie przestrzeni internetowej. Władze niemal całkowicie zablokowały dostęp do bardzo popularnego komunikatora Telegram (blokada objęła 95 proc. terytorium kraju), podobny los spotkał Instagram (wcześniej), a także Signal i WhatsApp. Jednocześnie podjęto próby uniemożliwienia obejścia blokad za pomocą połączeń z użyciem VPN.
Podstawą prawną tych działań jest przyjęta na początku roku ustawa zobowiązująca wszystkich operatorów do blokowania łączności na żądanie Federalnej Służby Bezpieczeństwa. W zamian władze zaproponowały obywatelom internetową alternatywę – uruchomioną rok temu własną platformę MAX. Aplikacja jest już obowiązkowym narzędziem dostępu do usług publicznych i edukacyjnych. Zarejestrowało się na niej 107 mln. Rosjan.Tyle tylko, że z uwagi na funkcje szpiegujące MAX-a użytkownicy jak ognia unikają korzystania z rządowej platformy w połączeniach prywatnych.
Internauci wszystkich stanów – łączcie się
Celem Kremla była nie tyle ochrona przed ukraińskimi dronami, ile zwiększenie kontroli nad społeczeństwem, tak by zapobiec ewentualnym niepokojom wywołanym zmęczeniem wojną i rosnącymi problemami gospodarczymi. Tymczasem to właśnie blokada internetu zjednoczyła Rosjan niezależnie od wieku czy przekonań politycznych. Władze ostro krytykują także blogerzy, do tej pory bezwzględnie popierający politykę Kremla.
Aktor Iwan Ochłobystin, który inwazję na Ukrainę uznał swego czasu za „świętą wojnę”, teraz nazywa represje wobec internetu i zagranicznych platform społecznościowych ogromnym błędem. „Idea ograniczenia dostępu do informacji dla naszej nauki i kultury jest niepojęta, jeżeli chce się nas cofnąć do ZSRR, trzeba najpierw zbudować wehikuł czasu, bez tego to nie zadziała” – ostrzega Ochłobystin.
Wtóruje mu znana blogerka i influencerka Wiktoria Bonia: „Ludzie głośno krzyczą. Zostali pozbawieni ostatnich zasobów i tracą coraz więcej. Firmy umierają” (oba cytaty za „The Moscow Times”). Tak pisze osoba reklamująca się jako zwolenniczka Putina, wyrażając jednocześnie nadzieję, że prezydent po prostu o wielu rzeczach nie ma pojęcia. Wiktoria Bonia deklaruje lojalność wobec „oszukiwanego przez urzędników” Putina. Wygląda jednak na to, że popularny rosyjski mit „dobrego cara i złych bojarów” powoli przestaje działać.
Źli bojarzy i dobry car
Świadczy o tym największy od lat spadek poparcia dla obecnego przywódcy. To ciągle niemal 67 proc., ale jednocześnie o 10 proc. mniej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Zdaniem części ekspertów należałoby to uznać za pierwszy od lat sygnał ostrzegawczy.
Tyle że według analityczki z polskiego Ośrodka Studiów Wschodnich Marii Domańskiej jest mało prawdopodobne, by skłonił on rosyjskiego przywódcę do ustępstw. „Przeciwnie, narastające niezadowolenie społeczne, wywołane blokadami internetu czy pogarszającą się sytuacją ekonomiczną, raczej przyspieszy starania o odizolowanie Rosjan od niezależnych źródeł informacji i umocni represyjne aspekty zarządzania państwem” – pisze polska ekspertka.
Tymczasem cytowany przez „The Moscow Times” rosyjski politolog i były autor przemówień Putina Abbas Galiamow ostrzega, żeby nie lekceważyć głosów internetowych krytyków kremlowskich posunięć. Jego zdaniem odzwierciadlają one „przemiany tektoniczne” w rosyjskim społeczeństwie. „Wprowadza to do obozu opozycji zupełnie nową publiczność, (…) przyprowadza ze sobą ludzi, którzy wcześniej nie interesowali się polityką. Ich niezadowolenie narasta – są problemy z internetem, rosną ceny w sklepach, wojna działa im na nerwy, wszystko ich wyczerpuje, a państwo, że tak powiem, wtrąca się w ich życie prywatne” – mówi Galiamow.
Politologowi wtóruje lider rosyjskich komunistów Giennadij Ziuganow. Również jego zdaniem ostatnie wpisy blogerów powinny stać się dla Kremla dzwonkiem ostrzegawczym : „Mówiliśmy już z dziesięć razy – gospodarka nieuchronnie upadnie. W pierwszym kwartale bieżącego roku osiągnęła dno. Jeśli pilnie nie podejmiecie finansowo-gospodarczych oraz innych działań, to na jesieni czeka nas powtórka z 1917 roku”.
Razem, ale w jakim kierunku?
Czy naprawdę w przewidywalnym czasie możemy spodziewać się w Rosji masowych protestów? Z jednej strony poparcie dla Putina ciągle osiąga poziom, o jakim mogliby tylko pomarzyć zachodni politycy, z drugiej – jak przyznaje Andriej Kolesnikow, znany publicysta, wieloletni komentator gazety „Kommersant” – rosyjskie społeczeństwo ma coraz bardziej dosyć rosnących problemów, których ukoronowaniem stały się ostanie „zabawy” władz z internetem: „Niezadowolenie, choć wciąż tlące się, kipi, zamieniając się w podziemny ogień, który teoretycznie mógłby wybuchnąć w nieoczekiwanym czasie, w nieoczekiwanym miejscu i z nieoczekiwanego powodu. (…) Najważniejsze pytanie brzmi, czy możliwe jest jeszcze zorganizowanie skutecznego i prawdziwie mobilizującego (po raz kolejny) wiecu pod flagą gorącej wojny z Europą?” – pyta Kolesnikow na łamach portalu „The New Times”.
Niewątpliwie taką próbą mobilizowania społeczeństwa jest nieustanne straszenie agresywnym NATO i powtarzające się odwoływanie do mobilizacji ludzi podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, której kontynuacją ma być obecna „walka z ukraińskimi faszystami”. Całkiem niedawno podczas wręczania nagród na forum „Mała ojczyzna – siła Rosji” Putin po raz kolejny wspomniał II wojnę światową, przekonując, że wówczas zwycięstwo nad Niemcami przyniosło jedność narodu. „Na jedności polega sukces naszych zwycięstw. Tak będzie i teraz” – zapewnił zgromadzonych Władimir Władimirowicz. Tyle tylko, że w tej chwili naród jednoczy się nie w poparciu ukraińskiej awantury, ale w proteście przeciwko decyzjom rządzących.
Zdaniem Kolesnikowa „specjalną operacją wojskową” – a ściślej jej konsekwencjami – zaczynają być zmęczeni nawet najzagorzalsi zwolennicy rosyjskiej „rekonkwisty”. Czy w tej sytuacji można mieć nadzieję, że władze uznają, iż ryzyko narastającego niezadowolenia wewnętrznego jest większe niż chęć przedłużania eskalacji i zaczną rozpatrywać możliwość jej zakończenia? – zastanawia się publicysta, dodając jednocześnie, że „sam Putin raczej nie uważa się za przypartego do muru”.
Kropla drąży skałę
Przynamniej na razie, bo jak zauważa rosyjska analityk z waszyngtońskiego CSIS (Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych) Maria Snegovaya, po raz pierwszy od 2022 roku rosyjska elita wydaje się stać na krawędzi rozłamu. „Z jednej strony dalsze wykorzystywanie przez Kreml wojny do usprawiedliwienia kolejnych fal represji sprawia wrażenie, jakby wszystko było w porządku. Z drugiej, niezadowolenie ze zwiększania kontroli nad internetem staje się coraz bardziej widoczne. Nawet «ultralojaliści» zaczynają krytykować władze i przepowiadać rewolucję. Chociaż każdy pojedynczy akt krytyki może wydawać się nieistotny, razem nabierają znaczenia. Używając medycznej analogii: drobne i trudne do wyjaśnienia objawy mogą być przejściową niedogodnością, ale także znakiem zagrażającej życiu choroby” – konkluduje Snegovaya.
MARIA PRZEŁOMIEC
Specjalizuje się w tematyce związanej z państwami byłego ZSRR; w latach 1990–2006 była korespondentem Sekcji Polskiej BBC, a w latach 2007–2023 prowadziła na antenie TVP Info program Studio Wschód; dziś publicystka „Gościa Niedzielnego”
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!












