A po szkole

Kilkanaście dni temu na jej profilu została zamieszczona jednak czarna plansza z napisem „Goodbye”.
Czyta się kilka minut
Fot. Instagram/Renadfromgaza
Fot. Instagram/Renadfromgaza

Bardzo przepraszam, że zacytuję słowa wesołej piosenki, która zawsze mi się przypomina na początku roku szkolnego. Nic za to nie mogę, że w czasach mojej młodości zespół Elektryczne Gitary śpiewał tak: „Dzieci wesoło wybiegły ze szkoły/ zapaliły papierosy, wyciągnęły flaszki/ chodnik zapluły, ludzi przepędziły/ siedzą na ławeczkach i ryczą do siebie:/ Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy”. Widzę dzieciaki wychodzące ze szkoły i nucę sobie od razu.
Wzrusza mnie widok wracających dzieci po lekcjach, grupkami, rozgadanych we wrześniowym słońcu. Lubię usłyszeć język ukraiński i zobaczyć, że i ukraińskie dzieci mają w sobie ten zwykły uczniowski luz, jaki cechuje pierwsze tygodnie szkoły. Gdy jeszcze jest świeże wspomnienie lata, gdy jeszcze działa słoneczne światło nagromadzone w tkankach i uwalniając serotoninę, wprawia w dobry nastrój. Być może idealizuję, ale dzieci, które dzisiaj widziałam, wyglądały na szczęśliwe. Mogą przynajmniej zapomnieć o alarmach i rosyjskich dronach oraz o dawnym domu, którego już nie mają albo który nie daje im już bezpieczeństwa. Cieszę się więc, że tutaj są i mogą pójść do szkoły i stać z przyjaciółką na przystanku z plecakiem pełnym książek i zeszytów, albo po lekcjach kopać piłkę z kolegami.
Niestety od razu na myśl przychodzą mi dzieci z Gazy, które nie pójdą do szkoły już drugi rok z rzędu. Kto w ogóle w Gazie myśli o szkole? Szkolnych budynków już dawno tam nie ma, zostały zbombardowane, mimo że pełniły funkcję schronisk dla tych, którzy stracili domy. A może właśnie też dlatego precyzyjnie namierzone przez najnowocześniejszą broń – wszak więcej ofiar równa się mniej Gazańczyków, a to oznacza mniej bojowników Hamasu, nawet jeśli nie było tam ani jednego.
Jakiś czas temu – może rok temu, nie pamiętam dokładnie – pisałam o dziewczynce z Gazy, która lubi gotować. Jej starsza siostra założyła jej konto społecznościowe, w którym to dziecko pokazywało – z pięknym uśmiechem na ustach – co można przyrządzić z żywności dostępnej w Gazie w czasie wojny. Wokół ruiny albo namioty, w garnku byle co, ale jednak coś; codzienne bombardowania, smród i ból wokół, a ona pełna nadziei i dziecięcej niewinności. Obserwowały ją tysiące osób z całego świata i niespodziewanie stała się bardzo popularna. Wraz ze starszymi braćmi założyła fundację pomocową, wykorzystując tę popularność.
Kilkanaście dni temu na jej profilu została zamieszczona jednak czarna plansza z napisem „Goodbye”. Każdy pomyślał o tym samym. Renad Attallah pewnie nie żyje, bo jakie jest prawdopodobieństwo przeżycia teraz w Gazie? Wydaje się, że wcześniej czy później zginie tam każdy. Na szczęście okazało się, że Renad udało się wydostać z Gazy. Zabrała ją ze sobą jej starsza siostra, która dostała uniwersyteckie stypendium w Holandii. Więc 11-letnia Renad ocalała. „Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy” – brzmi w tym ponurym wojennym kontekście wyjątkowo groźnie.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 37/2025