Edukacja zdrowotna i inne strachy

Jeśli coś może dotyczyć seksualności, można być pewnym, że hierarchowie będą chcieli się na ten temat wypowiedzieć
Czyta się kilka minut
Michał Szułdrzyński, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” | fot. Magdalena Bartkiewicz
Michał Szułdrzyński, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” | fot. Magdalena Bartkiewicz

W ostatnią niedzielę sierpnia, tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego, w kościele, w którym uczestniczyłem we mszy, przypomniano apel Komisji Wychowania Katolickiego Episkopatu do rodziców w związku z wprowadzeniem do szkół edukacji zdrowotnej. Podpisani pod nią biskupi apelowali, by katolicy nie zapisywali dzieci na lekcje. „Program przedmiotu – w naszej ocenie – stanowi zagrożenie dla katolickiej wizji rodziny, małżeństwa oraz dojrzałości ludzkiej dzieci i młodzieży. Problematyka małżeństwa i rodziny, rozumianych jako wspólnota ojca, matki i dzieci, została potraktowana w nim w sposób marginalny”.
Czy zaskakuje mnie taki apel? Wcale. Ale czy mnie cieszy? Bynajmniej. Uważam, że episkopat i różne jego komisje mają oczywiście prawo wydawać stanowiska w najróżniejszych sprawach. Ale – jak pisałem jakiś czas temu na tych łamach – w wielu sprawach brak jasnego stanowiska Kościoła był ostatnio aż nadto widoczny. Natomiast jeśli coś może dotyczyć seksualności, można być pewnym, że hierarchowie będą chcieli się na ten temat wypowiedzieć.
Nie było stanowiska biskupów sprawie haniebnych antysemickich zachowań europosła Grzegorza Brauna, z wyjątkiem krótkiego komunikatu kard. Grzegorza Rysia. Ani w sprawie kampanii nienawiści wobec migrantów, ani kampanii niechęci wobec Ukraińców, w którą włącza się zarówno opozycja, jak i rządząca Koalicja Obywatelska, choć to zachowania jawnie sprzeczne z nauczaniem Ewangelii – znów z wyjątkiem listu kard. Rysia do diecezjan w Łodzi. Nie było komentarza, po tym, jak jeden z emerytowanych hierarchów siał nienawiść do Niemców i partii rządzącej, nazywając ją grupą przestępczą. Ale akurat przedmiot dotyczący edukacji zdrowotnej wywołał reakcję.
Już sam zacytowany fragment dokumentu pokazuje istotę problemu. Edukacja zdrowotna to nie wychowanie do życia w rodzinie, to nie przedmiot o rodzinie i seksualności. Zarzut, że problematyka rodziny nie jest w nim potraktowana szerzej, pokazuje, o co tak naprawdę chodzi. Przez lata w polskich szkołach prowadzono przedmiot o życiu w rodzinie, lecz patrząc na statystyki, nie przyniósł pożądanych skutków społecznych. Dziś średnio co piąte małżeństwo rozpada się w Polsce w ciągu pierwszego roku. W 2020 roku orzeczono 50 tys. rozwodów przy 145 tys. zawartych wówczas małżeństw. W dodatku liczba małżeństw spada, podobnie jak liczba urodzeń dzieci. To ma być efekt 25 lat wychowania do życia w rodzinie?
W dodatku wypowiedzi większej części strony katolickiej – co dobrze widać w tym dokumencie – krążą wokół tych samych „strachów”. Jest więc LGBT, jest straszenie, że po lekcjach chłopcy będą się czuć dziewczynkami, a dziewczynki chłopcami, jest przestrzeganie przed krzywdą, jaką młode, delikatne osoby mogą wynieść z kontaktu z treściami na wychowaniu zdrowotnym. Co ciekawe, co nie było kluczowe we wcześniejszych programach, w edukacji zdrowotnej ostrzega się przed złym skutkiem pornografii, uczy się dzieci asertywności dotyczącej niechcianych kontaktów seksualnych, uczy się, jak reagować na próby molestowania. Cóż, łatwo jest straszyć LGBT i seksualizacją dzieci, ale znacznie trudniej mieć realny wpływ na postawy młodych i wspierać małżonków w trudzie budowania relacji. Biorąc pod uwagę wszystko, co wiemy o wychowaniu, ale też o dostępności treści, widać w stanowisku komisji episkopatu chęć tabuizacji seksualności w duchu XIX wieku.
Troska o wychowanie młodych ludzi w tym, ale też w wielu innych apelach płynących ze strony katolickiej, wydaje mi się nieprawdziwa. Widać w tym próbę utrzymania religijnej kontroli nad ludzką seksualnością – a to we współczesnym świecie po prostu nie może się udać. I wszystkie statystyki pokazują, że tak właśnie jest.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 36/2025