Rozdmuchana afera

Koalicja rządząca ma tyle problemów, że za kilka lat może być trudno stwierdzić, kiedy zaczął się jej upadek. Jest jednak całkiem prawdopodobne, że gwoździem do jej trumny okaże się rozdmuchana do przesady afera z Krajowym Planem Odbudowy.

Czyta się kilka minut
Zamknięte z powodu pandemii restauracje w Gdańsku w marcu 2021 r. | fot. WOJCIECH STROZYK/REPORTER/East News
Zamknięte z powodu pandemii restauracje w Gdańsku w marcu 2021 r. | fot. WOJCIECH STROZYK/REPORTER/East News

Historia zaczyna się pod koniec pandemii, gdy Unia Europejska w swoim stylu postanowiła dokonać nowego, postpandemicznego otwarcia. Każdy taki przełom ma pogłębić integrację, czyli bardziej scentralizować Wspólnotę. Uruchomiono więc gigantyczny jak na tamte czasy fundusz odbudowy jako element projektu Next Generation (następne pokolenie). Hasłem przewodnim tego projektu, który opiewał łącznie na 700 mld euro, była odporność. Nie chodziło o to, żeby odrobić pandemiczne straty gospodarcze i społeczne. Pandemia pokazała, że obecny system nie jest przygotowany na tego typu globalne zagrożenia, więc trzeba z kryzysu pandemicznego wyjść mniej wrażliwym na kolejne wstrząsy.

Pieniądze za reformy
W tym celu państwa miały przygotować bardzo szczegółowy Krajowy Plan Odbudowy, w którym w siedmiu rozdziałach oznaczających różne obszary polityki – m.in. zielona energia, cyfryzacja czy poprawa jakości ochrony zdrowia – opisano 57 dużych pakietów inwestycji, które były przypisane do 54 reform. Wdrożenie tych reform było nazywane kamieniami milowymi, gdyż państwa miały otrzymać kolejne transze dopiero wtedy, gdy faktycznie to zrobiły. Pilnowała tego – i pilnuje dalej – Komisja Europejska, która w arbitralny sposób decydowała, czy państwa członkowskie spełniły jej oczekiwania.
W ten sposób KE zapewniła sobie niespotykaną wcześniej władzę, gdyż niepostrzeżenie rozciągnęła tę zasadę na pozostałe fundusze unijne. Gdy eurokraci zorientowali się, że z funduszem odbudowy to przeszło, to już się nie krygowali i także fundusze spójności zamienili w bicz na niepokornych. I to jest znacznie większa zmiana integracyjna niż wspólny dług zaciągnięty w celu sfinansowania funduszu odbudowy, bo spłacenie go zawsze może wziąć na siebie Europejski Bank Centralny.
Dosyć szybko okazało się, że polskie reformy, a szczególnie reforma wymiaru sprawiedliwości, nie były dokładnie tym, co sobie w Brukseli wymarzyli. Wstrzymano więc rządowi Zjednoczonej Prawicy, a właściwie całej Polsce, środki z KPO. Żeby była jasność: takich państw było więcej, na pieniądze równie długo czekali m.in. Szwedzi czy Belgowie. Gdy jednak w Polsce zmieniła się władza na bardziej zaprzyjaźnioną z szefową KE, to Ursula von der Leyen zaczęła wypłacać Warszawie środki z KPO jeszcze przed spełnieniem jakiegokolwiek kamienia milowego – po prostu na zachętę. Pierwsze 5 mld euro w formie zaliczki trafiło do Polski jeszcze pod koniec 2023 roku, gdy rząd dopiero się formował.

Jak daleko jest solarium od pizzerii
Od tamtego czasu Polska złożyła trzy wnioski o wypłatę z KPO, chociaż nie spełniła też innych kamieni milowych, których termin minął – oskładkowania umów o dzieło czy tzw. ustawy wiatrakowej. Dostaliśmy z nich już łącznie 57 mld zł, a w kolejce czeka jeszcze aż sześć wniosków, spośród których złożone zostały tylko dwa. Tymczasem środki z KPO trzeba rozliczyć do końca przyszłego roku. Jako że zaczęliśmy je dostawać dopiero od końca 2023 roku, mamy na ich rozdysponowanie i rozliczenie (projekty muszą być zrealizowane i zweryfikowane) czas dwa razy krótszy niż unijni prymusi.
Nic więc dziwnego, że urzędnicy Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej zaczęli je rozdawać lekką ręką. I w sumie trudno się dziwić, przecież jeśli tych pieniędzy nie wydamy, to wrócą do Brukseli. Doprowadziło to do skandalu z rozdysponowaniem 1,2 mld zł – czyli tylko jakiejś jednej setnej całego KPO – dedykowanych na wsparcie branż HoReCa (hotelarstwo i gastronomia), turystyka i kultura, które bardzo ucierpiały na pandemii. Przedsiębiorcy, którzy wykazali stratę pandemiczną rzędu 20 proc. obrotów (początkowo 30 proc.), mogli ubiegać się nawet o kilkaset tysięcy dotacji na postawienie firmy na nogi.
I tutaj musimy wrócić do tematu odporności. Otóż twórcy KPO z poprzedniej ekipy rządzącej wpisali w tym priorytecie szczególne znaczenie „dywersyfikacji działalności”. Chodziło o to, żeby w razie kolejnych lockdownów właściciel lokalu gastronomicznego mógł zarabiać, świadcząc inne usługi. Taka elastyczność wydaje się sensowna, jednak w przypadku KPO doprowadziło to do kuriozalnych sytuacji, w których właścicielka pizzerii skutecznie zawnioskowała o środki na otwarcie obok solarium. Inny przedstawiciel branży stworzył wypożyczalnię jachtów pod Łodzią.
Te dwa przykłady spotkały się ze szczególnym oburzeniem, chociaż w sumie trudno się do nich przyczepić. Skoro musieli zadeklarować dywersyfikację, to wymyślili akurat takie. Dlaczego niby właścicielka pizzerii miałaby nie mieć jeszcze solarium? Przecież ona zarządza firmami, a nie klepie ciasto na pizzę, poza tym solarium jest znacznie prostsze do prowadzenia. Natomiast słynne jachty okazały się po prostu żaglówkami i to wyprodukowanymi w Polsce. Media obiegła też „łamiąca” wiadomość, że pewni restauratorzy chcieli dodatkowo wytwarzać i sprzedawać lody craftowe, czyli nawet nie chcieli zmienić branży, ale i tak spotkało ich społeczno-medialne biczowanie.

Pomylenie priorytetów
W wykazie przyjętych wniosków projekty są opisane bardzo skrótowo i w większości  w ogóle są niejasne. Zwykle ograniczają się do deklaracji, że chodzi o dywersyfikację działalności, szczegóły zapewne były w samym wniosku. Beneficjenci tego programu musieli powoływać się na dywersyfikację, gdyż na rozwój aktualnej firmy – np. budowę dodatkowej sali w pubie – nie dostaliby środków, wymyślali więc przeróżne cuda. Poza tym wiele tych projektów jest sensownych – np. cyfryzacja hoteli, by klienci sami mogli się meldować i wymeldowywać.
Każdy, kto miał do czynienia z unijnymi funduszami, wie, że ogrom środków jest rozdysponowywanych w podobny sposób. Organizacje pozarządowe nieustannie piszą wnioski na kompletnie bezużyteczne projekty, byle tylko uszczknąć z nich na ogólną działalność. Przy wsparciu przedsiębiorstw trudno ocenić, który pomysł wypali, szczególnie jeśli trzeba wydać pieniądze jak najszybciej. Przypomnijmy, że w pandemii rząd Mateusza Morawieckiego rozdał 100 mld zł z polskiego budżetu przedsiębiorstwom, nawet jeśli nie ucierpiały. Nie musiały nawet niczego wymyślać, wystarczyło napisać wniosek.
W tej wydumanej aferze kilka spraw jednak może przynajmniej wzbudzać wątpliwości. Dlaczego rząd PiS-u wpadł na ten niemądry pomysł z obowiązkową „dywersyfikacją”, a obecny tego nie wychwycił? Przecież od początku pachniało to absurdem. Dlaczego niektórzy politycy nie mogli się powstrzymać i złożyli wnioski o publiczne dotacje, chociaż pieniędzy im nie brakuje (Artur Łącki z KO)? Dlaczego tolerowano funkcjonowanie pośredników wyspecjalizowanych w pisaniu unijnych wniosków, którzy z dotacji pobierali 
10 proc. prowizji? Przecież to jest czysta patologia. No i wreszcie – dlaczego w ogóle stworzono ten dziwny priorytet ze wsparciem firm, które ucierpiały w pandemii, skoro dopiero dostały od państwa 100 mld zł tylko w ramach tarczy finansowej, a drugie tyle z tarczy antykryzysowej na samym początku pandemii? Przecież ich działalność musiała zostać ograniczona, bo w trakcie pandemii „zatkała” się polska ochrona zdrowia. Nie lepiej więc dołożyć na jej wzmocnienie, by restauratorzy mogli zająć się serwowaniem posiłków, a nie otwieraniem SPA albo wypożyczaniem rowerów górskich? 
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 34/2025