Zasadność drugiej ręki

17 sierpnia obchodzimy Dzień Second Handów. Ten z pozoru nieistotny dzień może stać się okazją do refleksji nie tylko nad samym kupowaniem ubrań z drugiej ręki, ale również nad całościowym podejściem do naszych nawyków zakupowych w zakresie odzieży.
Czyta się kilka minut
Fot. Smartboy10/Getty Images
Fot. Smartboy10/Getty Images

W powietrzu unosiła się niby nienachalna, ale przenikająca wszystko woń stęchlizny. Konfrontacja z nieprzyjemnym zapachem następowała tuż po otwarciu drzwi, a im bliżej koszy, tym zapach się wzmagał. W latach 90. przepastne kosze były niemalże ikoniczne. Aby znaleźć coś atrakcyjnego, należało wręcz zanurkować w jednym nich, przedzierając się przez sterty ubrań w większości przypominających zużyty materiał. Zapewne stąd się wzięła wówczas jedna z nieoficjalnych nazw sklepów z używaną odzieżą: „szmateks”. Wśród bardziej oficjalnych dziś przeważa „lumpeks”, zaraz obok „second handów” czy „ciucholandów”.

Rewolucja podejścia
Jak wskazuje badanie Dun&Bradstreet, w pierwszej połowie 2024 roku zamknięto w Polsce ponad 100 takich placówek, a 250 tego rodzaju firm zostało zawieszonych. W miesiącach letnich 2024 roku, według danych opracowanych dla ,,Rzeczpospolitej”, funkcjonowało ich w Polsce 13,8 tys. Te dzisiejsze mają jednak zupełnie inną atmosferę niż lumpeksy lat 90. Wiele z nich ma designerskie wnętrza, a ubrania eksponowane są w atrakcyjny sposób np. poprzez wieszanie odzieży według kolorów. Bezdenne kosze z charakterystyczną wonią odeszły w niepamięć.
Część badaczy tematu uważa, że sklepy z odzieżą używaną swoje korzenie mają w XIX wieku, kiedy to stanowiły alternatywę zakupową dla europejskich i amerykańskich robotników, których odzież w trudnych warunkach pracy się zużywała, ale niskie dochody nie pozwalały im na zakup nowej. Na szerszą skalę pojawiły się w Europie zachodniej lat 60. ubiegłego wieku, zaspokajając potrzeby odzieżowe nie tylko uboższych mieszkańców, ale i alternatywnych grup młodzieżowych, szukających sposobów na wyrażenie swojej tożsamości (m.in. hipisi znajdowali tam ubrania, dzięki którym mogli wyróżnić się z szarego tłumu – także tego, który reprezentowało pokolenie ich rodziców).

Konsumpcja dopasowana
Dziś zakupy w second handach to zupełnie inne motywacje. Jak podaje raport z badania przeprowadzonego na panelu Ariadna, za wyborem zakupu ciuchów z drugiej ręki stoją głównie motywacje modowa i finansowa. Dla 24 proc. konsumentów zakupy w second handzie to sposób na budowanie własnego, oryginalnego stylu, z dala od sieciówkowej powtarzalności, dla 22 proc. to przede wszystkim forma oszczędzania, a 15 proc. docenia możliwość kupienia markowych ubrań w znacznie niższych cenach. Według raportu wciąż zdecydowanie więcej Polaków decyduje się na zakup wyłącznie nowej odzieży (31 proc.) niż wyłącznie używanej (5 proc.). Co trzeci badany deklaruje, że w ogóle nie kupuje ubrań z drugiej ręki, a 27 proc. robi to znacznie rzadziej niż zakupy odzieży nowej. Z kolei 21 proc. Polaków przyznaje, że większość lub wszystkie ich ubrania pochodzą z drugiego obiegu. W tej grupie przeważają kobiety (26 proc.) nad mężczyznami (15 proc.) oraz osoby oceniające swoją sytuację materialną jako złą (30 proc.). Kupowanie ubrań używanych jest także znacznie bardziej popularne wśród młodszych konsumentów. W grupie wiekowej 18–34 lata aż 26 proc. wybiera głównie second handy, podczas gdy wśród osób powyżej 45. roku życia to 20 proc.

Zza ekranu 
Dziś, aby kupić odzież używaną, nie trzeba wychodzić z domu. Siedząc przed ekranem komputera czy telefonu, nie widzimy wyeksponowanych na wieszakach kolorowych ubrań, ale za to omija nas żmudne przeglądanie odzieży sztuka po sztuce czy rywalizacja z klientką, której wzrok, tak jak nasz, padł na tę samą atrakcyjną sukienkę. Internetowe lumpeksy nie tylko mają swoje strony internetowe, ale też nierzadko w oryginalny sposób reklamowane są w mediach społecznościowych.
Jednak nie tylko klasyczne sklepy internetowe są przestrzenią, gdzie można kupić używaną odzież. Platforma Vinted, założona na Litwie, a dziś działająca międzynarodowo, powstała z potrzeby pozbycia się nadmiaru ubrań. W 2008 roku Milda Mitkute przeprowadzała się i nie miała co zrobić z ubraniami, których nie chciała zabierać do nowego mieszkania. Zwierzyła się ze swojego problemu przyjacielowi, a ten zaproponował jej pomoc w stworzeniu strony internetowej, na której będzie mogła sprzedać je swoim znajomym. W 2019 roku Vinted był już startupem o wartości ponad miliarda dolarów, wchodzącym z sukcesami na światowe rynki (m.in. w licznych państwach Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, a także w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie).
W Polsce platforma działa od 2013 roku i, podobnie jak w innych częściach świata, osiągnęła sukces: obecnie zarejestrowanych jest około 10 mln polskich użytkowników (na całym świecie jest ich około 80 milionów). Vinted Polska jest połączona z innymi rynkami: Szwecją, Litwą, Słowacją, Węgrami, Rumunią, Czechami, Danią, Finlandią i Chorwacją, co w praktyce oznacza bezproblemową wymianę sprzedażową z użytkownikami z tych krajów. Będąc zalogowanym na Vinted, można sprzedawać i kupować nie tylko odzież, ale również dziecięce zabawki, małe urządzenia elektroniczne i związane z nimi akcesoria (np. słuchawki, zegarki smartwatch, etui na telefon), książki, przedmioty do domu i akcesoria dla zwierząt domowych. Jednak to głównie odzież jest tym, co przyciąga kolejnych użytkowników.

Przekręty
Patrząc na Vinted, trudno nie odnieść wrażenia, iż pierwotna potrzeba założycielki ma dziś niewielkie odbicie w motywacjach użytkowników platformy. Teoretycznie promuje ona zrównoważony rozwój poprzez umożliwienie sprzedaży i kupna używanej odzieży, czego konsekwencją powinna być redukcja ilości odpadów tekstylnych i zapotrzebowania na produkcję nowej odzieży. Vinted wpisuje się więc swoimi założeniami w ideę minimalizmu i świadomej konsumpcji, zachęcając do ponownego wykorzystania i przedłużania życia ubrań.
Tymczasem rzeczywistość tworzy idee równoległe. W kwietniu do sklepów sieciówki H&M, wiodącej prym wśród tych wspierających rynek fast fashion, weszła kolekcja Magdy Butrym, jednej z czołowych polskich projektantek. Sukienki, bluzki, buty, torby i inne akcesoria z motywem róży stały się Świętym Graalem kobiet podążających za modą i trendami z instagrama, tym bardziej że ubrania od Butrym noszą współczesne gwiazdy pop, jak Hailey Bieber czy Kim Kardashian. Zanim odzież trafiła do sklepów stacjonarnych, miała swoją premierę na specjalnym evencie, podczas którego zaproszeni goście mogli kupić przedpremierowo produkty z nadchodzącej limitowanej kolekcji. Ceny produktów wahały się od kilkudziesięciu złotych za małe przedmioty, do około tysiąca za sukienki. Tymczasem na Vinted cała kolekcja – jeszcze zanim pojawiła się oficjalnie w stacjonarnej sprzedaży – była dostępna i to w znacznie wyższej cenie niż ta w sieciówce. Odzież z kolekcji do obiegu na platformie wprowadziły influencerki zaproszone na event. Kolekcja, jak podają różnorodne źródła, rozeszła się na pniu. Nie była to pierwsza sytuacja na Vinted, kiedy ciuchy znacznie przekraczały swoją wartość rynkową.
Obserwując sposoby sprzedaży ciuchów na Vinted, obok dobrych praktyk pozbywania się nadmiaru ubrań z własnej szafy można dostrzec sporo działań wykraczających nie tylko poza idee zrównoważonego rozwoju, ale zwyczajnie niemieszczących się w granicach etyki. Do wątpliwych praktyk należy nie tylko zawyżanie cen, ale chociażby sprzedawanie ubrań kupowanych za grosze na chińskich platformach internetowych czy nadmiarowe kupowanie odzieży w stacjonarnych second handach tylko po to, aby sprzedać ją drożej na Vinted.
Pułapką Vinted, wykraczającą poza relacje sprzedający-kupujący, jest wpadnięcie w kompulsywną potrzebę posiadania nowych ciuchów. Poza wspomnianymi patologiami na platformie rzeczywiście można zaopatrzyć się w dobrej jakości odzież w atrakcyjnych cenach. Niestety istnieje duże ryzyko, że motywem zakupu konkretnego produktu będzie sama chęć posiadania, a nie realna potrzeba. Ekologia, zrównoważony rozwój, pójście w poprzek nadmiernej konsumpcji czy inne szlachetne idee leżące u źródeł nie tylko Vinted, ale i innych realnych miejsc i wirtualnych przestrzeni z odzieżą używaną, wobec kompulsji posiadania giną w zarodku.

Wzrost świadomości 
Z raportu opracowanego na podstawie badania ARC Rynek i Opinia, zrealizowanego w marcu 2025 roku, wynika, że 73  proc. Polek lubi kupować ubrania, a dla 57 proc. zakupy są po prostu przyjemnością. Na nasze wybory konsumenckie wpływ ma wiele czynników – od psychologicznych (jak chociażby odczucie przyjemności) przez ekonomiczne (potrzeba zaoszczędzenia czy chęć inwestycji w lepsze jakościowo produkty), aż do kulturowych (aktualne trendy). Jednocześnie coraz większa część naszego społeczeństwa ma świadomość, że nadmierna produkcja tanich ubrań nie jest dobra dla środowiska naturalnego, gdyż wykorzystuje szkodliwe substancje chemiczne, a zbyt częste kupowanie tekstyliów prowadzi do produkcji nadmiaru śmieci. Jak podają różne analizy, większość odzieży trafiającej na polski rynek pochodzi z Chin, Bangladeszu, Birmy czy Kambodży. Obok kwestii ekologicznych ważnymi są te etyczne, generujące pytania o wykorzystywanie osób zatrudnionych przy masowej produkcji tekstyliów.
Nawet jeśli nasze ubrania trafią na rynek wtórny, nie zniwelują problemów wygenerowanych swoim pojawieniem się. Resale Report, przygotowany przez thredUP, wykazał, że globalnie sektor odzieży używanej do 2029 roku urośnie prawie trzy razy bardziej niż cały rynek odzieżowy, co pokazuje, że nadmierny konsumpcjonizm, mimo iż opakowany w pozornie dobre intencje, będzie przybierał na sile. Zakupy w lumpeksie, przemilczenie kwestii fast fashion czy ignorowanie faktu zanieczyszczenia środowiska spowodowanego procesami produkcji i kompulsywnymi zakupami nie sprawią, że ciuchy, które zużywamy, znikną.
Przeciętny mieszkaniec UE wyrzuca rocznie około 11 kg odzieży i innych wyrobów tekstylnych, z czego jedynie niewielki procent jest poddawany recyklingowi lub ponownemu wykorzystaniu. Wyprodukowana odzież to ponad 90 mln ton syntetycznych śmieci rocznie. Jedynie 12 proc. wszystkich „zużytych”, zwróconych lub niesprzedanych ubrań przechodzi skuteczny recykling, a tylko jeden procent powraca w postaci nowych tekstyliów.
Dopiero w 2021 roku świat zachodni w okrutnym realizmie ujrzał, co dzieje się z niechcianymi ubraniami. Stało się to za sprawą fotografii Martina Bernettiego z wysypiska odzieży na pustyni Atakama w Chile. Północna część tej południowoamerykańskiej pustyni zaśmiecana jest nawet 60 tys. ton ubrań rocznie – głównie z Europy i Ameryki Północnej. Podobna sytuacja jest chociażby w Akrze, w której znajduje się jeden z największych i tonących w odzieży z drugiej ręki portów w Ghanie. Ludzie z globalnej północy postanowili przenieść swoje śmietniki w rejony globalnego południa.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł
Weronika Frąckiewicz
frackiewicz@swietywojciech.pl

Artykuł pochodzi z numeru 33/2025