Głębokie zmiany w Radzie Ministrów były zapowiadane na długo przed wyborami. Miało to miejsce, gdy pozycje Koalicji Obywatelskiej i samego premiera Donalda Tuska wydawały się bardzo silne. Ówczesne zapowiedzi były też formą postraszenia mniejszych koalicjantów, których wyniki sondażowe jasno wskazywały na to, że są stopniowo „pożerani”. Asertywność Tuska zwiększała jeszcze niepohamowana wtedy wiara, że Rafał Trzaskowski wygra wybory z zamkniętymi oczami.
Zimny prysznic
Obie tury wyborów prezydenckich zupełnie zmieniły jednak sytuację. Pokazały one słabość wszystkich poszczególnych partnerów obecnej koalicji oraz jej samej jako całości. KO znów nie „dowiozła tematu”, jakim było odbicie stanowiska prezydenta. Trzaskowski osobiście przegrał drugi raz z rzędu, chociaż zaczynał z 10-punktową przewagą sondażową nad Karolem Nawrockim. To właściwie kończy szanse tego polityka na wielką karierę, a samą KO pozbawia głównego kandydata do schedy po Tusku.
Ten ostatni również nieoczekiwanie znalazł się w opałach. Przez sztab Trzaskowskiego jest oskarżany o porażkę, gdyż jego występy w kampanii robiły bardzo złe wrażenie i głównie mobilizowały elektorat przeciwnika. Pierwsza tura wyborów prezydenckich i pierwsze sondaże powyborcze dały również jasno do zrozumienia, że Polacy nie popierają rządu, a koalicja nie miałaby dzisiaj najmniejszych szans na zdobycie większości. Wyniki Szymona Hołowni i Magdaleny Biejat również były bardzo niezadowalające, za to Prawo i Sprawiedliwość zdobyło szeroką zdolność koalicyjną (Konfederacja, ewentualnie instrumentalnie traktowany Grzegorz Braun), a na lewo od antypisu wyrosła poważna alternatywa (Razem).
Krótko po drugiej turze pozostali koalicjanci zaczęli więc wierzgać, próbując wykorzystać słabość Tuska. Od ich głosów zależy przetrwanie koalicji, tymczasem perspektywa nowych wyborów jeszcze w tym roku byłaby wyjątkowo mroczna dla każdej z formacji, ale najbardziej dla KO, której liderów (Donald Tusk, Adam Bodnar, Andrzej Domański, Bartłomiej Sienkiewicz) Jarosław Kaczyński zamierza oskarżyć o poważne łamanie prawa. Paradoksalnie więc słabość całej koalicji wzmocniła pozycję mniejszych ugrupowań wewnątrz niej. Szybko pojawiła się więc koncepcja wymiany premiera na Radosława Sikorskiego, czemu sprzyja część PSL-u i najbardziej zacietrzewiona część KO, skupiona wokół siejącego zamęt Romana Giertycha.
Największy szok wywołały jednak informacje o działaniach marszałka Hołowni. Jesienią powinien oddać stanowisko szefowi Lewicy, Włodzimierzowi Czarzastemu, ale zostałby wtedy szeregowym posłem lub co najwyżej niewiele znaczącym ministrem. Hołownia postanowił więc wysłuchać propozycji drugiej strony i wspólnie z obieżyświatem Michałem Kamińskim (kiedyś PiS, potem PO, obecnie PSL) spotkali się nieoficjalnie z Jarosławem Kaczyńskim bardzo późną porą w mieszkaniu europosła PiS Adama Bielana. Gdy Hołownia tłumaczył się z kontrowersyjnej schadzki, okazało się, że było to już drugie spotkanie w takim gronie. Jakby tego było mało, podczas głosowania nad tzw. ustawą mieszkaniową Polska 2050 wspólnie z PiS i Konfederacją przepchnęły dwie drobne poprawki, które rozjuszyły Lewicę (jedna z nich umożliwia prywatyzację mieszkań społecznych już po 15, a nie 25 latach).
Koalicja niezgody
Liczne przykłady braku lojalności Hołowni znacząco podkopały pozycję Polski 2050 w koalicji. PiS za to pokazał, że ma jeszcze więcej alternatyw, niż się wydawało, i teoretycznie mógłby obalić rząd już w tej kadencji – wystarczy tylko przekonać Konfederację i owinąć wokół palca Hołownię. Premier już więc zapowiedział, że nie przewiduje stanowiska wicepremiera dla Polski 2050. Lewica natomiast jeszcze głośniej zaczęła się domagać utworzenia ministerstwa mieszkalnictwa, które w obecnej kadencji jest dla niej oczkiem w głowie. Oczywiście z lewicowym ministrem na czele.
Tak wielkich animozji między członkami rządu nie było chyba jeszcze w żadnej kadencji. Nie jest tajemnicą, że Tusk otwarcie nie znosi kilkorga ministrów, i to niektórych nawet z własnej partii. Dla Hołowni drzwi do rządu są już raczej zamknięte, chyba że otrzyma na pocieszenie jakieś marginalne stanowisko, które będzie mu odbierać jeszcze więcej powagi. Tusk nie lubi również Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz (druga po Hołowni w PL2050), szefowej ministerstwa funduszy regionalnych, kontrolującej m.in. wykonywanie KPO. Także Paulina Hennig-Kloska z PL2050, zajmująca się klimatem i środowiskiem, miała być na wylocie choćby za projekt ustawy wiatrakowej pisany pod lobbystów OZE. Finalnie najpewniej zostaną jej odebrane kompetencje w obszarze energii, czyli najważniejsze, i zostanie jej dbanie o środowisko.
Poza tym premier ma na pieńku z „ludźmi Trzaskowskiego”. W pierwszej kolejności pozbyłby się Sławomira Nitrasa, co może być proste, gdyż jest ledwie ministrem sportu. Stanowisko utraci zapewne Barbara Nowacka, która bywa oskarżana przez koalicjantów o radykalnie lewicowe zmiany w szkole – z tych najbardziej kontrowersyjnych (edukacja zdrowotna) musiała się zresztą rakiem wycofać.
Znane są animozje między mniejszymi koalicjantami. Lewica nie znosi PSL z wzajemnością. Polska 2050 jest skłócona nawet wewnętrznie – skupionym wokół Pełczyńskiej-Nałęcz bliżej do Lewicy, popierający Hołownię chcieliby przesunąć rząd w prawo, o ile w ogóle go nie rozbić.
Po co właściwie to robimy?
Kwestie merytoryczne to ostatnie, czym zajmuje się rząd podczas tak zwanej rekonstrukcji. Zamiast niej mamy raczej rekonwalescencję, gdyż koalicja wciąż leczy rany po bolesnych dla niej wyborach. Dotychczas miała miejsce jedna realna zmiana merytoryczna – minister ds. europejskich Adam Szłapka został rzecznikiem rządu, a jego kompetencje przeszły pod szefa MSZ Radosława Sikorskiego, co jest bardzo dobrym rozwiązaniem.
Jak na razie wiemy, że powstaną dwa nowe superresorty. Niemal na pewno powstanie ministerstwo energii, odbierając większość kompetencji ministerstwu klimatu oraz kontrolę nad spółkami energetycznymi od resortu aktywów państwowych (MAP). To niewątpliwie dobra decyzja, gdyż wyzwania energetyczne przed Polską stoją ogromne. Mniej jasna jest konstrukcja drugiego wielkiego resortu – gospodarczego. Mówi się, że wiele kompetencji trafi pod kontrolę ministra finansów Andrzeja Domańskiego, który awansowany zostanie na wicepremiera. Pytanie tylko, czy nie będzie miał wtedy zbyt dużo na głowie. Ministerstwo finansów to ogromny resort, nad którym niczym miecz Damoklesa wisi „procedura nadmiernego deficytu”, która od przyszłego roku wymusi głębokie zaciskanie budżetowego pasa.
Osobny resort gospodarczy, zbierający kompetencje rozrzucone obecnie po przynajmniej kilku ministerstwach (m. in. rozwoju i technologii, infrastruktury, przemysłu czy MAP) i prowadzący jedną spójną politykę przemysłową na pewno by się jednak przydał. Nie musi tego przejąć Domański, któremu wystarczyłoby dorzucić z MAP kontrolę nad spółkami skarbu państwa z sektora finansowego (PKO BP, PZU, Pekao SA, Alior, BGK i kilka mniejszych).
Szanse powstania ministerstwa mieszkalnictwa są raczej niewielkie, gdyż głównym celem rekonstrukcji ma być znaczące odchudzenie liczby członków Rady Ministrów. Swoje stanowiska stracą trzy panie będące tzw. ministrami bez teki – Katarzyna Kotula od równości, Marzena Okła-Drewnowicz od polityki senioralnej i Adriana Porowska od społeczeństwa obywatelskiego. Te wszystkie zadania mogłyby przejść pod nowe, wzmocnione ministerstwo polityki społecznej, w którym powstałby silny departament mieszkalnictwa. Gdyby na jego czele stanęła powszechnie chwalona Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, Lewica jednym ruchem zdobyłaby bardzo silny resort i kontrolę nad polityką mieszkaniową. W zamian za to warto byłoby nawet oddać stanowisko Marcina Kulaska, ministra nauki i szkolnictwa wyższego, którego resort powinien znów połączyć się z MEN.
Jak będzie, trudno powiedzieć. Na wniosek Hołowni, rekonstrukcję przesunięto na posiedzenie trwające w dniach 22-25 lipca. Według Hołowni powodem była konieczność uporządkowania spraw w jego partii, chociaż nieoficjalnie wiadomo już, że udał się na wakacje. Oby nie na Maderę.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













