Obecny rząd będzie jednym z najsłabszych w historii III RP nie dlatego, że koalicja rządząca ma niewielką przewagę nad przeciwnikami. Problem tkwi raczej w koalicjantach, którzy sami nie są pewni, czy ten rząd powinien trwać. Wotum zaufania udzielono Tuskowi raczej z braku laku.
Koalicja przegrywów
Rząd czeka nadchodząca rekonstrukcja, podczas której koalicjanci będą chcieli przesunąć jak najwięcej władzy w swoją stronę. Będzie to niezwykła zagwozdka, gdyż w ostatnich wyborach prezydenckich dokładnie wszyscy z nich przegrali. Oczywiście największym przegranym jest Koalicja Obywatelska i jej lider Donald Tusk. Wiceprzewodniczący PO Rafał Trzaskowski po raz drugi z rzędu przegrał wybory prezydenckie, a jedną z przyczyn była wyjątkowo niska popularność rządu. Według CBOS-u, w maju rząd popierało ledwie 32 proc. obywateli, czyli podobnie co rząd Morawieckiego w przeddzień oddania władzy. Trzaskowski był powszechnie kojarzony jako protegowany premiera Tuska, co mu zdecydowanie szkodziło.
Przegranymi są również pozostali koalicjanci. Szymon Hołownia – parę lat temu temu uważany za murowanego kandydata na czarnego konia – zdobył kompromitujące pięć procent, więc musi walczyć nawet o utrzymanie swojej partii w ryzach. A już niedługo czeka go przykre złożenie z urzędu marszałka, gdyż umowa koalicyjna przewiduje, że w połowie kadencji zastąpi go lider Lewicy Włodzimierz Czarzasty.
Ten drugi również się nie postarał. Kandydatka Lewicy Magdalena Biejat miała jedno zadanie – pokonać Adriana Zandberga z Razem. Ten mikro-pojedynek miał udowodnić, kto bryluje na lewej stronie i kto miał rację w kwestii uczestnictwa w koalicji rządzącej. Lewica w niej pozostaje, natomiast Partia Razem z niej wyszła (przy okazji się rozpadła na pół). Biejat przegrała z Zandbergiem niewiele, gdyż oboje zdobyli po niespełna 5 proc., ale lider Razem zdobył jednak nieco więcej głosów. W ten sposób zdobył fotel lidera na lewej stronie, chociaż reprezentował niszową partię bez pieniędzy, gdyż całą subwencję wzięła Nowa Lewica, z której list kandydowali członkowie Razem.
Polskie Stronnictwo Ludowe jest w niewiele lepszej sytuacji. Od dwóch elekcji PSL wchodzi do Sejmu na czyichś plecach. W 2019 r. stworzono Koalicję Polską, m.in. z Kukizem i całkiem rozpoznawalnymi politykami wyrzuconymi z PO (m.in. Jacek Protasiewicz czy Michał Kamiński), dzięki czemu udało się przekroczyć próg wyborczy. W 2023 r. wehikułem wejścia do Sejmu była Trzecia Droga, czyli połączenie PSL z partią Szymona Hołowni. W pewnym momencie wydawało się, że nawet Trzecia Droga nie wejdzie do parlamentu, ale koło ratunkowe rzucił jej Donald Tusk, wzywając do głosowania na swoich – w teorii – konkurentów.
Zupełny imposybilizm
Kilka dni wcześniej koalicjanci prowadzili rozmowy w sprawie dalszego trwania projektu, nazywanego przez socjologa prof. Jarosława Flisa „koalicją kordonową”. To określenie doskonale opisuje obecną większość rządzącą: jedyną łączącą ją wartością jest sprzeciw wobec PiS. Z tego też powodu nie udało się przeprowadzić właściwie żadnej większej reformy. Oficjalnie rządzący i sprzyjające im media przekonują, że to wroga postawa prezydenta uniemożliwiła im realizację obietnic wyborczych, jednak w rzeczywistości Andrzej Duda zawetował ledwie pięć ustaw. Nie odbiega to szczególnie od liczby jego wet z czasów rządu PiS. Koalicja rządząca po prostu nie przysyłała mu ustaw, gdyż nie potrafiła dojść do konsensusu w całym szeregu spraw.
Mowa chociażby o polityce mieszkaniowej. W tegorocznym budżecie zarezerwowano na nią aż 4 mld zł, ale wciąż nie ma jak tych pieniędzy wydać, gdyż nie uchwalono odpowiednich programów. KO i PSL, znane ze swoich bliskich kontaktów z deweloperami, próbują przeforsować dopłaty do kredytów hipotecznych, ale Lewica i Polska 2050 są stanowczo przeciw – podobnie jak Konfederacja i Razem. Teoretycznie można byłoby to przegłosować z PiS, ale dla twardego elektoratu KO wyglądałoby to fatalnie. Lewica i Polska 2050 postulują stworzenie programu budownictwa społecznego – mieszkań komunalnych i TBS-ów.
Koalicja nie doszła do porozumienia także w wielu innych sprawach. Chociażby w kwestii związków partnerskich, które spośród postulatów obyczajowych wydają się najmniej kontrowersyjne, a prezydent Duda wiele razy dawał sygnały, że odpowiednio przygotowaną ustawę mógłby podpisać. W tym przypadku sprzeciw wyrażało jednak PSL. Z kluczowych obietnic udało się przegłosować tylko jedną z najmniej mądrych, czyli obniżkę składki zdrowotnej dla przedsiębiorców. Zrobiono to przy sprzeciwie jednego z koalicjantów. Lewica skutecznie jednak zaapelowała do prezydenta, by ustawę zawetował. Podniesienie kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł w skali roku zostało natomiast słusznie storpedowane przez ministra finansów Andrzeja Domańskiego, który nie dałby rady znaleźć kilkudziesięciu miliardów złotych w już i tak dziurawym budżecie.
Rząd postawił więc na rozliczanie poprzedników, by dopieścić przynajmniej swój żelazny elektorat spod znaku Silnych Razem – czyli bardzo zacietrzewionej grupy internetowych hejterów, dla których jednym z liderów jest Roman Giertych (świeżo upieczony członek PO). Utworzono aż trzy komisje śledcze, które jednak się po kolei kompromitowały. W mediach głośno opowiadano o zarzutach dla byłego premiera Morawieckiego, byłego szefa MON Mariusza Błaszczaka, czy nawet samego Jarosława Kaczyńskiego. Nic z tego nie wyszło. Konkretne zarzuty skierowano do dwóch drugoplanowych polityków: Marcina Romanowskiego i Dariusza Mateckiego. Pierwszy z nich zbiegł na Węgry, a drugi został wypuszczony z aresztu przez sąd.
Niepewna przyszłość
Otrzymanie wotum zaufania nie powinno uspokajać polityków koalicji rządzącej. Wciąż będzie w niej wrzeć, a jej głównym przeciwnikiem nadal będzie ona sama. Dodatkowo jednak od sierpnia pojawi się nowy problem, czyli prezydent Karol Nawrocki, który będzie dla niej zupełnie innym przeciwnikiem niż umiarkowany Andrzej Duda. Nawrocki nie ukrywa, że jego głównym celem będzie doprowadzenie do upadku rządu Tuska. Zapowiedzi pierwszych nominacji również na to wskazują. Przemysław Czarnek zostanie szefem kancelarii nowego prezydenta, a Paweł Szefernaker szefem jego gabinetu. Obaj są niezwykle biegli w ostrych dyskusjach politycznych i mają bardzo silną pozycję w PiS-ie.
Koalicja oficjalnie zapewnia jednak, że ma się świetnie i zaraz zacznie się rozpędzać. W tym roku jej politycy rzekomo mają się nie udać na sierpniowe wakacje. Koalicjanci przekonują, że zasypią Nawrockiego popularnymi społecznie ustawami, które będzie mu trudno zawetować. Można to jednak włożyć między bajki, skoro znacznie przyjaźniej nastawionego Dudę ustawami nie zasypano. Prawdopodobnie większość rządząca będzie się stopniowo degenerować i nie jest nawet pewne, czy dotrwa do wyborów w 2027 r. PSL będzie ciągnąć ją w prawo, postulując wspomaganie się głosami Konfederacji, co już przetestowano podczas głosowania obniżki składki zdrowotnej. Lewica zaś będzie blokować antyspołeczne rozwiązania i być może z koalicji wyjdzie kolejna część jej członków, jak zrobiła to już połowa Partii Razem.
Paradoksalnie jednak wybór Nawrockiego mógłby pomóc koalicji zająć się konkretnymi sprawami, które leżą na sercu Polkom i Polakom. Budowa CPK i elektrowni jądrowej, reforma systemu ochrony zdrowia, polityka mieszkaniowa czy rozwój transportu publicznego to obszary, w których Karol Nawrocki raczej nie będzie rzucał kłód pod nogi rządowi. Teoretycznie więc najlepiej byłoby skupić się właśnie na tych najmniej kontrowersyjnych, a przy tym najbardziej palących kwestiach. Niestety w polskiej polityce teoria zwykle rozmija się z praktyką.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













