Lekcja dla zwycięzców i pokonanych

Demonizowanie przeciwnika kończy się tym, że w końcu przegrywa się z demonem. To ważna lekcja także dla zwycięzców obecnych wyborów prezydenckich – rozmowa z prof. Jarosławem Flisem
Czyta się kilka minut
Wieczór wyborczy w sztabie Karola Nawrockiego. Mimo początkowo niekorzystnych dla kandydata popieranego przez PiS wyników sondażowych to on został prezydentem | fot. A. Iwanczuk/REPORTER/East News
Wieczór wyborczy w sztabie Karola Nawrockiego. Mimo początkowo niekorzystnych dla kandydata popieranego przez PiS wyników sondażowych to on został prezydentem | fot. A. Iwanczuk/REPORTER/East News

Co pokazał wynik wyborów prezydenckich w Polsce?
– Pokazał coś, co wiemy od dawna: że polskie społeczeństwo jest podzielone, mniej więcej pół na pół. O zwycięstwie w takim przypadku decydują błędy poszczególnych stron tego politycznego sporu. Kto ich zrobi mniej, ten wygrywa.

Czyli Karol Nawrocki popełnił ich mniej niż Rafał Trzaskowski?
– Obie strony popełniły ich horrendalnie dużo, ale ponieważ w tym starciu nie przewidziano remisu, to kandydat wspierany przez Prawo i Sprawiedliwość został prezydentem. Ważniejsze jednak było w tym zwycięstwie to, że generalnie dużo łatwiej jest się ludziom mobilizować przeciwko rządzącym niż przeciwko opozycji. Szczególnie wtedy, gdy rządzący nie wyciągają wniosków z przeszłości.

Jaką przeszłość ma Pan na myśli?
– Wydawało się, że przypadek PiS-u z 2023 r. dostatecznie pokazał, że rządzący, którzy atakują opozycję, proszą się o przegraną. No ale rozumiem, że przed obecnymi wyborami pokusa była za duża, bo słabości Karola Nawrockiego zbyt mocno rzucały się w oczy, jak choćby ten słynny snus podczas debaty prezydenckiej. Wykorzystanie tego w kampanii kandydata obozu rządzącego było, jak widać, pokusą nie do wytrzymania, nawet jeśli w Koalicji Obywatelskiej zdawali sobie sprawę, że takie ataki przynoszą odwrotny skutek i zmniejszają wagę oskarżeń. Wszystkie zarzuty pod adresem kontrkandydata obozu rządzącego ludzie traktują nie jak opis rzeczywistości, ale jako pałkę w walce.

Czy zgadza się Pan z tezą, że Polska radykalizuje się w stronę prawą?
– Po pierwsze, przemiany – jeśli chodzi o radykalizację polskiego społeczeństwa – są minimalne. Po drugie, zdefiniujmy, co mamy na myśli, mówiąc „prawica”, bo to się zmieniło. Jeszcze pięć lat temu w wyborach prezydenckich było oczywistym, że prawica jest tą siłą prosocjalną, troszczącą się o ubogich, że robi to, co normalnie przynależy raczej lewicy. W obecnej kampanii te akcenty były już znacznie słabsze niż wcześniej. Co więcej, kandydat popierany przez partię wcześniej wprowadzającą Nowy Ład deklarował, że nie podniesie żadnych podatków, czym wpisał się w programy partii stawiających na ekonomię liberalną. A to właśnie owa liberalna ekonomicznie Konfederacja okazała się w tych wyborach siłą rozstrzygającą, zyskując coraz większe poparcie. Nawet jeśli ich program ekonomiczny nie spinał się z rzeczywistością.

Jak zatem interpretować to rosnące poparcie dla kandydatów takich jak Sławomir Mentzen czy Grzegorz Braun, skoro, jak Pan mówi, wahnięcie w prawą stronę było minimalne?
– To rosnące poparcie dla nich mogło wcale nie wynikać z radykalizacji społeczeństwa, ale ze słabości kontrkandydatów ze strony lewicowej czy ideowo liberalnej. Zwłaszcza w drugiej turze kandydat KO dla wielu wyborców miał mnóstwo słabych punktów, z których najgorsze to ten, że pochodził z Warszawy, oraz ten, że reprezentuje frakcję rządzącą, mającą coraz słabsze notowania.

Innymi słowy, wyborcom nie chodziło o popieranie prawicy, ale o pokazanie, że nie podoba się im obecny rząd?
– Ewidentnie nie spodobało się wyborcom to, że rząd, którego twarzą stał się w tych wyborach Rafał Trzaskowski, zamiast realnie działać na rzecz poprawienia sytuacji zwykłych ludzi, skupił się na rozliczaniu poprzedników i na przeczekiwaniu odchodzącego prezydenta. Demonizowanie przeciwnika kończy się tym, że w końcu przegrywa się z demonem. To ważna lekcja także dla obecnych zwycięzców.

Co ma Pan na myśli?
– Stronie zwycięskiego kandydata grozi to, że podobnie się rozochoci, jak zrobił to obecny obóz rządzący po wygranych przez siebie wyborach w 2023 r., że podobnie uwierzy w swoją wielkość. Walka między tymi dwiema siłami nadal jest i ciągle będzie bardzo wyrównana. A wszyscy ci, którzy liczą, że doprowadzą do eliminacji drugiej strony z polityki, robią błąd. Błąd kosztowny i dla kraju, i kosztowny dla nich. A że w polityce prędzej czy później się przegra, jest chyba oczywiste.
Na pewno obóz nowego prezydenta powinien wziąć sobie do serca lekcję z obecnych wyborów. Następne wybory prezydenckie odbędą się bowiem również w połowie kadencji następnego rządu. Gdyby nowy rząd współtworzyły Prawo i Sprawiedliwość z Konfederacją, mogą podzielić los obecnej koalicji. Już teraz bowiem PiS i Konfederacja mają problemy z dogadaniem się w różnych sprawach. Co zatem będzie, gdy będą wspólnie rządzić? A czasy nie idą lekkie… Wtedy możemy zobaczyć, że następuje wielki zwrot.

Zwrot ponownie w stronę lewicową czy ideowo liberalną?
– To na pewno wymaga przebadania. Najnowszych danych jeszcze nie ma, bo jeszcze nie został przeprowadzony Polski Generalny Sondaż Społeczny, w którym zadawane są takie pytania. Na pewno przez 8 lat rządów PiS-u przewaga Polski prawicowo-solidarnej nad lewicowo-liberalną stopniała z 3 proc. do 1 proc. Widzieliśmy to w 2023 r. Gdyby ponownie doszło do zmiany, byłoby to nieco zaskakujące. Podkreślę jednak, że moim zdaniem wynik obecnych wyborów jest nie tyle skutkiem wielkich przesunięć społecznych, ile mobilizacji przeciwników obecnej władzy i demobilizacji ich zwolenników. Przecież ci, którzy doprowadzili do zwycięstwa obóz obecnie rządzący, nie zniknęli, po prostu nie poszli teraz zagłosować. Gdyby było inaczej, wygrałby Trzaskowski.

Zetknęłam się z opinią, że te wybory nie były o podziale na lewicę i prawicę, ale na Polskę powiatową i Polskę dużych miast.
– Nie nazwałbym tego podziałem, ale raczej przechyłem i on rzeczywiście lekko się pogłębił w ciągu ostatnich pięciu lat. Tych wyborców z mniejszych ośrodków próbował pozyskać Rafał Trzaskowski, ale nie do końca mu się udało. Ale też w drugą stronę: w pierwszej turze Karol Nawrocki też próbował to robić. Ostatecznie pomogło mu przejście na jego stronę wyborców Mentzena i Brauna. Podział na Polskę powiatową i dużych miast jest czynnikiem stale obecnym w polskiej polityce, jednak przypadek PiS-u w 2023 r. pokazuje, że podtrzymując ten podział, niekoniecznie da się wygrywać wybory. W tamtych wyborach bowiem najwięcej nowych wyborców głosujących przeciwko PiS przyszło właśnie z najmniej zurbanizowanych ośrodków. W takim podziale łatwiej przegrać, podkładając się przeciwnikowi, niż wygrać, eksponując ów podział.

A gdyby miał Pan przewidzieć, w którą stronę będzie zmierzać społeczne poparcie? Czy będzie się zwiększać poparcie dla skrajnie prawicowych pod względem strony obyczajowej ugrupowań w stylu Konfederacji czy polityków jak Grzegorz Braun?
– Moim zdaniem oni tak naprawdę nie są konserwatystami od strony obyczajowej. Może Braun tak, ale nie Konfederacja. Przynajmniej jeszcze w 2019 r. elektorat Konfederacji był tym, który najrzadziej chodził do kościoła, rzadziej nawet niż elektorat Lewicy. Tak wynikło przynajmniej z badań Polskiego Generalnego Sondażu Wyborczego. Oczywiście obecnie Konfederacji udało się przejąć część elektoratu PiS-u, ale również tego mniej religijnego. 

Czyli nasza prawica przestaje być religijna?
– Jedna z pułapek, w które wpada obóz indywidualnie postrzeganego postępu, to taka, że ludzie w Polsce są wspólnotowi, ponieważ są religijni. Stąd założenie, że jeśli im się obrzydzi religię, to wtedy będą bardziej indywidualistyczni. A tymczasem jest zupełnie odwrotnie: wiele osób jest religijnych, ponieważ są wspólnotowi. Zatem jeśli im się obrzydzi religię, to poszukają sobie nowej wspólnoty – i nacjonalizm jest tu pierwszy w kolejce. Młodzi ludzie, których nikt już nie zmusza do słuchania co tydzień o miłosierdziu i szacunku do maluczkich, szukają sobie nowej wiary. I znajdują ją w kulcie siły i w przekonaniu, że naród rozumiany jako plemię obroni ich przed tym, co nowe i niebezpieczne.

---

Jarosław Flis
Socjolog, doktor habilitowany nauk społecznych, wykładowca akademicki na Uniwersytecie Jagiellońskim; publicysta i komentator polityczny

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 24/2025