Miesiąc Krwi

To, że po drugim soborze watykańskim Eucharystia wreszcie „wróciła do jedności”, bo połączono uroczystość Bożego Ciała z tą Krwi Pańskiej, mnie osobiście bardzo cieszy. Mniej cieszy mnie to, że nadal o tej drugiej mówi się mało, jeśli w ogóle. A początek lipca to dobry moment, by o Krwi Pańskiej przypomnieć.
Czyta się kilka minut
Cud Eucharystyczny z Lanciano. Fragment ciała jest umocowany jak hostia w monstrancji, natomiast bryłki krwi znajdują się w rzeźbionym na kształt kielicha krysztale. | fot. ks. Wojciech Nowicki
Cud Eucharystyczny z Lanciano. Fragment ciała jest umocowany jak hostia w monstrancji, natomiast bryłki krwi znajdują się w rzeźbionym na kształt kielicha krysztale. | fot. ks. Wojciech Nowicki

Nie chcę na nowo rozrywać tego, co sam Pan nam dał jako jedną pamiątkę. Dobrze jednak wrócić do rozważania nad tym, jak drogocenny jest każdy z jej elementów, by jeszcze bardziej docenić całość. Uroczystość Krwi Pańskiej została ustanowiona w 1849 roku dekretem Redempti sumus i miała być obchodzona w pierwszą niedzielę lipca, Pius X przeniósł ją na pierwszy dzień tego miesiąca i do dziś właśnie pod tą datą obchodzą tę uroczystość, jako tytularną, zgromadzenia Misjonarzy Krwi Chrystusa i Adoratorek Krwi Chrystusa. Szczególne rozmyślanie nad znaczeniem i wartością tej Krwi nie miało się jednak ograniczać do tego pierwszego dnia miesiąca, ale trwać przez cały. Pomocą w tym miało być indywidualne bądź podczas nabożeństw odmawianie litanii do Krwi Chrystusa. Przyjrzyjmy się więc bliżej jej wezwaniom.

Boska chronologia
Nie są one przypadkowym ciągiem pobożnych westchnień. Zaczynają się od przypomnienia o Boskim pochodzeniu Syna, co samo w sobie jest o tyle zadziwiające, że Krew łączy się z Jego człowieczeństwem, a wcielenie pojawia się dopiero w drugim wezwaniu. Widzę w takim początku mądrość autorów modlitwy: z jednej strony nieoczywiste rozpoczęcie nakłania do zdziwienia i zatrzymania, z drugiej – pozwala dostrzec, że waga tej Krwi wynika z tego, że należy do Boga-człowieka, w którego osobie łączą się rzeczy niebieskie z ziemskimi, a nie tylko w tym, co doczesne. Ma ona moc wykupienia człowieka i jednocześnie jest znakiem miłosierdzia, bo należy do Miłosierdzia.
Jak już napisałam, kolejne wezwanie odnosi się do tajemnicy wcielenia, trzecie zaś wydaje się cofać w czasie do Synaju, a może nawet jeszcze bardziej – aż do Abrahama, bo mowa w nim o Przymierzu. Myślę jednak, że nie ma tu mowy o zakłóceniu chronologii narracji, do tego jednak trzeba przywołać inną modlitwę do Krwi Pańskiej, a mianowicie różaniec do niej, podczas odmawiania którego do rozważania podanych jest siedem momentów przelania przez Chrystusa Krwi. W litanii (uwaga, spoiler!) pojawią się cztery z nich wypowiedziane wprost, a pierwszy – obrzezanie – ukryty dla niepoznaki właśnie pod obrazem Przymierza. Jak widać, każdy Izraelita płacił za wejście w nie własną krwią, nie inaczej było w przypadku Jezusa. Bóg wchodzi w swoim człowieczeństwie w Przymierze z samym sobą – już to warte jest dłuższych przemyśleń, do których zresztą zachęcam.
Jak wspomniałam, następują teraz kolejne momenty przelania przez Pana krwi: Ogród Oliwny, w którym pocił się krwawym potem, biczowanie, ukoronowanie cierniem, ukrzyżowanie. W całości tych momentów jest pięć, jak Jego ran, każdy z nich dopełnia w określony sposób dzieło zbawienia, a więc wyzwolenia nas z niewoli szatana. Dlatego w litanii następują teraz dwa wezwania mówiące o wartości tej Krwi: ceny zbawienia i jedynego sposobu na zyskanie przebaczenia, oraz trzecie, będące wskazaniem na to, że mamy do niej nieustanny dostęp w Eucharystii (jak Katon Starszy powtarzał przy każdej okazji, że należy zniszczyć Kartaginę, tak ja będę powtarzać, że należy wrócić do komunikowania pod obiema Postaciami, chociażby dla czytelności tego, że możliwość obmycia duszy i serca w źródle Krwi jest nam nieustannie dostępna). 

Skala obdarowania
Kolejne wezwania niosą w sobie treść bardziej teologiczną niż czysto historiozbawczą. Mowa więc o Krwi jako zdroju zbawienia, zwyciężającej złe duchy, męstwie męczenników, mocy wyznawców, rodzącej dziewice, ostoi zagrożonych, ochłodzie pracujących (zdecydowanie przemawiające do doświadczenia w letnim miesiącu, w którym zaczynają się żniwa), pociesze płaczących, nadziei pokutujących, otusze umierających, pokoju i słodyczy naszych serc, wreszcie zadatku życia wiecznego. Kiedy spojrzy się na nie w całości, uderza bogactwo płynące z tego daru. Ogarnia on całe życie chrześcijanina, od chwili chrztu, którego każdy z nas dostępuje po urodzeniu, aż po przekroczenie bramy śmierci i nadzieję na szczęśliwą wieczność.
Ostatnie dwa wezwania mają charakter eschatologiczny. Przedostatnie mówi o tym, że Krew Pana jest wybawieniem z mąk czyśćcowych (co zresztą jest wezwaniem do ofiarowania jej, przez zamówienie Mszy, za tych, którzy pokutują w czyśćcu) oraz jest najgodniejsza wszelkiej czci i chwały – tu już dotykamy tajemnicy raju i niekończącego cieszenia się Boga nami i nas Bogiem.
Litania więc przeprowadza nas od dziejącego się poza czasem nieustannego rodzenia Syna, przez Jego wejście w ludzką historię aż po nasz eksodus z doczesności w wieczność. Krew jest środkiem, który umożliwia tę drogę, i tu zasadne jest pytanie: dlaczego właśnie ona? W przypadku Ciała Pana rzecz wydaje się oczywista – Syn Boży się wcielił, więc uczynił swoją cielesność narzędziem zbawienia, zresztą krew jest przecież elementem tej cielesności, dlaczego więc Jezus w Wieczerniku oprócz chleba przemienia także wino? Skąd to skupienie akurat na tym aspekcie?

Obsesja życia
Podczas agonii św. Katarzyna ze Sieny powtarzała: „Krew! Krew!”. Rzecz jasna, miała na myśli Krew Pańską, ale jestem w stanie wyobrazić sobie głosy, że to przejaw jakiejś niezdrowej fascynacji. Bynajmniej. Do tego moment, w którym święta żywiąca wielki kult tego właśnie aspektu Chrystusowego człowieczeństwa, odwoływała się do niego też idealnie, oddaje teologię stojącą za znaczeniem Krwi.
Ta ostatnia jest siedzibą życia, zresztą to motyw często powracający w tekście biblijnym, chociażby w zakazach jej spożywania. Kiedy Jezus na krzyżu pozwala na to, by wykrwawiono Go do ostatnich kropli, tych, które wypłynęły z Jego boku już po śmierci, literalnie oddaje w pełni swoje życie. Kiedy zaś my sięgamy po Jego krew, de facto dokonuje się transfuzja i to nie byle jaka. Krew Eucharystyczna należy do Zmartwychwstałego, a więc pijąc ją, spożywamy pokarm dający wieczność. To ostatnie nie byłoby możliwe, gdyby nie krzyż, a więc śmierć Kogoś, kto nie powinien był umrzeć, bo nie ciążył na nim grzech pierwszych rodziców, a to on sprowadził śmierć na rodzaj ludzki.
Sieneńska mistyczka wołająca w agonii: „Krew! Krew!”, mogłaby równie dobrze powtarzać: „Miłosierdzie! Miłosierdzie!”. W końcu na obrazie Jezusa Miłosiernego widzimy te dwa strumienie wypływające z Jego serca: wodę i krew; odwołania do chrztu (zawarcia Przymierza) i Eucharystii, która tu, paradoksalnie, jeśli weźmiemy pod uwagę ówczesną praktykę komunikowania przez świeckich, ukazana jest właśnie w formie drugiej postaci eucharystycznej. Myślę, że podkreśla to co najmniej dwa aspekty Komunii św. Otóż nie jest ona wyłącznie podtrzymaniem życia za sprawą Chleba, a zaproszeniem na ucztę, czego znakiem jest Wino, i nie jest wyrazem jedynie Bożej sprawiedliwości (chociaż jej też, bo wierność zawartemu Przymierzu jest przejawem tej cnoty właśnie), ale przede wszystkim Jego miłosierdzia, które zaprowadziło Go na krzyż wtedy, kiedy my jeszcze byliśmy grzesznikami. 
W jednej z ostatnio redagowanych książek, Świętej Mądrości o. Augustine’a Brake’a natrafiłam na cudowne zdanie: „Zmęczyłem się grzeszeniem, ale Ty nie zmęczyłeś się czekaniem”. Kielich Krwi stanowi nieme, choć krzyczące, świadectwo, że Bóg w swoim czekaniu na nas potrafił się posunąć aż do śmierci na krzyżu.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 27/2025