Nie tylko symbol

Film Znak sprzeciwu pokazuje historię licealistów, którzy w latach 80. postanowili bronić krzyża. Rozmowa ze współautorką scenariusza Angeliką Olszewską.
Czyta się kilka minut
Fotos z filmu „Znak sprzeciwu” | fot. Piotr Lubaś
Fotos z filmu „Znak sprzeciwu” | fot. Piotr Lubaś

Historia strajku młodzieży licealnej we Włoszczowie w 1984 r., która sprzeciwiła się usunięciu krzyży ze szkolnych klas, nie jest szczególnie znana. Dlaczego sięgnęliście po taki temat?
– Szczerze mówiąc, nie był to nasz pomysł, ale samego Stowarzyszenia Rafael, z którym spotkaliśmy się przy okazji konkursu scenariuszowego do innego filmu, o ks. Blachnickim. Od jakiegoś czasu szukali ludzi, którzy byliby gotowi zająć się tym tematem w młodzieżowy sposób. Od początku historia wydawała mi się bardzo trudna, nadal zresztą tak uważam. Choć im bardziej się z nią poznaję, tym bardziej jest wciągająca.

Jak konstruowaliście scenariusz? Na czym się opieraliście?
– Zaczęliśmy od porządnego researchu i szukania jak największej liczby źródeł. Mieliśmy dostęp do dokumentów IPN-u, rozmawialiśmy z uczestnikami tego strajku, a także ks. Markiem – jednym z księży, którzy towarzyszyli strajkującym. Na podstawie tych rozmów i parudziesięciu stron notatek na początku wypisaliśmy najważniejsze wydarzenia, a następnie staraliśmy się to zamknąć w dramaturgicznej całości, oczywiście niekiedy rezygnując z pewnych nawet interesujących zdarzeń i postaci, aby zachować formę scenariusza filmowego, w którym zazwyczaj trzeba jak najbardziej zacieśnić ilość wydarzeń w czasie i połączyć parę charakterów w jedno. Niemniej choć początkowo traktowaliśmy historię bardziej jako inspirację, producenci mocno kładli nacisk na historyczną prawdę filmu, więc ostatecznie żadne z wydarzeń nie jest tak naprawdę wymyślone przez nas. Było to trudne zadanie, zważywszy na to, że czasem łatwiej jest posłużyć się fikcją i ułożyć ją w atrakcyjną całość. Ale myślę, że podołaliśmy temu zadaniu, tworząc naprawdę wciągający scenariusz. Pierwsze pozytywne reakcje mieliśmy już na etapie czytania scenariusza przez aktorów. Staraliśmy się na pewno zrobić kino, które będzie dla widza wciągające.

Na jakim etapie jest film?
– Zamknęliśmy już etap zdjęciowy, podzielony na transzę letnią i zimową. Obecnie film jest na etapie ostatnim: montażu, produkcji i postprodukcji.

Zapytam wprost: czy to ma być film ewangelizacyjny?
– Jeśli mam być szczera, to nie lubię filmów, które z założenia są ewangelizacyjne. Ich fabuła jest bowiem zazwyczaj tak uproszczona, że aż naiwna. Nie chcę rzucać tytułami, ale w takich produkcjach przodują amerykańscy protestanci. Wbrew założeniu wcale nie pełnią one funkcji ewangelizacyjnej, bo przyciągają osoby już wierzące. Ale świetnym przykładem filmu, który przyciąga nie tylko „chrześcijańską widownię”, jest serial The Chosen, który w tak ludzki sposób, niepozbawiony poczucia humoru, pokazuje Jezusa i jego uczniów, że serial bije rekordy popularności na całym świecie.

W takim razie co stawiacie sobie za cel?
– Naszym zadaniem, jako twórców, jest przede wszystkim przedstawić bohatera, który ma jakiś ważny dla niego cel, ale po drodze napotyka przeszkodę. Chcemy sprawić, aby widz mógł się z tym bohaterem utożsamić, zrozumieć jego motywacje, zadać sobie ważne pytania. Reszta, czyli pytania, jakie sobie wówczas można postawić, emocje, które towarzyszą oglądaniu – to już zależy od widza. Bardzo chcielibyśmy z tą historią trafić do ludzi o różnych przekonaniach, także różnych wyznań. Pomóc im zrozumieć motywacje tamtych nastolatków, znajdujących się w takim a nie innym momencie historii, którzy zrobili coś, czego chce każdy młody człowiek: przeciwstawili się władzy, zabierającej ich wolność.

Ale film ma jednego bohatera, prawda?
– Dokładniej nawet jedną bohaterkę, ponieważ musieliśmy poprzez jedną osobę opowiedzieć o historii całej grupy. Główną bohaterką jest liderka ówczesnego strajku, przewodnicząca samorządu szkolnego Alicja Groszek. Mieliśmy z nią wiele spotkań i dało nam to ogromną wiedzę, której nie da się zawrzeć w choćby najbardziej szczegółowych źródłach historycznych. Przyznam, że z wyborem jej na bohaterkę wpisujemy się nieco przypadkiem w kinowy mainstream, który lubi opowieści o silnych kobietach biorących sprawy w swoje ręce. Alicja naprawdę taka była – sprzeciwiła się władzy komunistycznej, ryzykując własne życie, własną przyszłość.

No właśnie, jakie spotkały ją potem konsekwencje?
– Zarówno ona, jak i inni uczestnicy strajku, nie zostali dopuszczeni do matury, nie mogli skończyć szkoły, znaleźć pracy. Alicja została zmuszona do opuszczenia rodzinnego miasta, tak jak i jej koledzy. Niektórzy ostatecznie wyjechali za granicę, jedna osoba również przebywała w więzieniu. Nie wspominając o ks. Marku, który towarzyszył strajkującej młodzieży do ostatniego momentu jako ich katecheta. Na jego życie zorganizowano trzy brutalne zamachy, z których cudem ocalał. Wszystko to staramy się opowiedzieć w Znaku sprzeciwu i mamy nadzieję, że ta osobista perspektywa ma szansę poruszyć każdego.

Nawet współczesną, oddaloną od Kościoła młodzież? Wydaje mi się, że dla wielu dzisiejszych nastolatków w Polsce walka przeciwko zabieraniu krzyży ze szkół jest totalną abstrakcją!
– Wszystko zależy od tego, jak określimy tę walkę. Oczywiście młodzież z Włoszczowy w 1984 roku walczyła o krzyże w szkole, ale był to dla nich symbol wolności osobistej. Była to jednak także walka z systemem, co myślę mocno łączy ich ze współczesnymi nastolatkami, którzy też są antysystemowi.

Co masz na myśli?
– Myślę, że nawet ci dzisiejsi niewierzący, czy obojętni na wiarę, nie są wkurzeni na Kościół jako wspólnotę, ale wkurza ich obłuda, pewien wyczuwalny przez nich w wierze ludzi dorosłych fałsz. Ich rówieśnicy z 1984 roku też nie wszyscy byli początkowo jakoś bardzo religijni, ale poprzez tamte wydarzenia z pewnością przeszli sporą przemianę. Zrozumieli, że krzyż to nie tylko symbol. Naszym pierwszym mottem przy pisaniu scenariusza były słowa św. Edyty Stein, która napisała: „Krzyż nie jest celem samym w sobie. Wznosi się wzwyż i wskazuje drogę”. Pokazujemy na końcu, że ostatecznie młodzież zgadza się zawiesić strajk, mimo że swojego celu nie osiągnęła, krzyży nie odzyskała. Moim zdaniem to udowadnia, że oni „krzyż” zrozumieli poprzez ten strajk dużo głębiej. Że to nie tylko symbol, ale że stał się ich życiem.

Można powiedzieć, że te wydarzenia zmieniły ich życie?
– Tak, mówili o tym otwarcie w rozmowach z nami. Potwierdzali, że tych dwóch tygodni nie  zapomną do końca życia. Ale tym, co również o tym zdecydowało, było poczucie wspólnoty, które ten strajk im dał. Wtedy naprawdę musieli się wzajemnie wspierać, razem ryzykowali w różny sposób. Poszukiwanie wspólnoty, rozumianej bardzo szeroko, to ważny wątek naszego filmu. Każda młodzież, niezależnie od czasów, ma potrzebę przynależności, wspólnoty. Tak było wtedy i tak jest i dziś.

Jaką rolę odegrał w tych wydarzeniach wspomniany ks. Marek?
– Na pewno ich inspirował i dodawał odwagi, ale strajk to ich inicjatywa. On był wcześniej ich katechetą, ale towarzyszył im i wspierał już po rozpoczęciu protestu. Z pewnością ten młody wikary, który z burzą włosów na głowie wyglądał jak ówczesny hippis, to postać nietuzinkowa. Grał na gitarze, woził ich tym swoim pomarańczowym maluchem, gromadził na plebanii, na pewno trochę porwał swoją wiarą tamtą młodzież, pokazał im inny świat. Pokazał inne oblicze Kościoła.

Taki Kościół mógłby również porwać dzisiejszych nastolatków?
– Trudno powiedzieć, ale miałby moim zdaniem sporą szansę. Młodzież pociąga autentyczność.

Jak jeszcze chcecie trafić do obecnych nastolatków?
– Przede wszystkim chcemy zrobić film, który się dobrze ogląda. Stawiamy na dynamiczny montaż, dobre dialogi, na muzykę, która stylistyką wpisuje się w lata 80., która potrafiłaby porwać każdego. Gdy w szkołach teatralnych robiliśmy casting do tego filmu, zainteresowanie było ogromne! Naprawdę wielu się ze scenariuszem zapoznało, wielu się zgłosiło. Młodzież oczywiście zresearchowała temat po swojemu. Niektórzy nawet myśleli, że pomysł na młodą dziewczynę, która bierze na siebie ciężar odpowiedzialności za strajk, jest przez nas wymyślony, bo taki mainstreamowy. Okazało się, że nie znali tych tematów, zaczęli nawet szukać dalszych informacji o prześladowaniach Kościoła. Wielu z nich nawet nie wiedziało, kim był ks. Popiełuszko, rzeczywistość PRL-u była dla nich zupełnie nieznana. Widać to było na etapie nagrywania scen na casting. Wielu nie rozumiało pojęcia, że czekoladki to „zdobycz zza oceanu”. Te sytuacje były niekiedy zabawne, ale czasem prowokowały do rozmów na głębsze tematy. Myślę, że ta opowieść jest ważna ze względów historycznych dla wszystkich, niezależnie od stosunku do Kościoła, ale ma w sobie pewnego rodzaju energię młodzieńczą i chęć do zmian, która łączy wszystkie pokolenia. I to chyba jest największą siłą tego filmu, na którego premierę mamy nadzieję już na początku 2026 roku. Równocześnie wciąż trwa zbiórka, która pomoże nam dokończyć etap postprodukcji i wierzymy, że poprzez wsparcie ludzi naprawdę ten film ujrzymy niebawem w kinach.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 26/2025