Kiedy minął czas czytania poezji i kiedy nikt już wierszy na pamięć się nie uczy, można je śpiewać. Wiersze Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej przerabiało na piosenki parę osób, w tym Krystyna Janda, Czesław Niemen, Ewa Demarczyk. Ten sam utwór co ostatnia wymieniona artystka, Pocałunki, śpiewa Sanah, wprowadzając poezję na stadiony zapełnione fanami. W ciągu dwóch lat od zamieszczenia utworu na kanale YouTube utwór uzbierał ponad 20 mln wysłuchań. Świeża miniatura Ofelia, zaśpiewana w duecie z Katarzyną Nosowską, w ciągu dwóch miesięcy ponad milion.
Biografia koloryzowana
Pawlikowska-Jasnorzewska ma swój rok. Zmarła 80 lat temu, a takie rocznice sprzyjają powrotom. Przypomina ją Sanah, jest bohaterką tegorocznych Imienin Jana Kochanowskiego, literackiego pikniku organizowanego w czerwcu przez Bibliotekę Narodową, powstają jej nowe biografie. Napisano ich wiele, a te najsłynniejsze są autorstwa jej siostry, Magdaleny Samozwaniec: Maria i Magdalena, Moja siostra poetka, Zalotnica niebieska. Magdalena Samozwaniec uwielbiała Lilkę (tak Marię nazywano w domu), ale w swoich opowieściach koloryzowała, wiele razy zmyślała i przesadzała. Kolejni biografowie opierali się na tych przekazach, czasem powielając te drobne nieprawdy. Wydaną miesiąc temu książkę Zgiełk serca. Opowieść o Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej napisała Małgorzata Czyńska, Aleksandra Ostroch jest autorką książki Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. Życie w poezji skroplone. We wspomnieniach znajomych i przyjaciół zachowała się jako istota pełna wdzięku, czarodziejka żyjąca w baśni. Mówiło się, że „poezja szemrała wokół niej nieustannie”. Była liryczna, ale i dowcipna. Nawet wtedy, gdy mając ponad 50 lat, cierpiała z tęsknoty za krajem, za rodziną i za życiem. Niełatwe były jej ostatnie lata.
Jasnorzewski
Kiedy pisała swoje najpiękniejsze wiersze miłosne i śmiałe, jak na tamte czasy, erotyki, była zakochana w Janie Gwalbercie Pawlikowskim, którego poznała w Zakopanem. Żeby się z nim pobrać, musiała czekać na stwierdzenie nieważności pierwszego małżeństwa, co zresztą pomagał jej uzyskać poprzez swoje koligacje słynny tata, Wojciech Kossak. Z nowym mężem zamieszkała w imponującej willi „Pod Jedlami”, siedzibie rodu Pawlikowskich. Szczęście nie trwało długo, Pawlikowski zakochał się w innej kobiecie, wyjechał do Wiednia, a kiedy wrócił, oświadczył, że jego nowa miłość spodziewa się dziecka. „Nie widziałam cię już od miesiąca/I nic. Jestem może bledsza,/trochę śpiąca; trochę bardziej milcząca,/lecz widać można żyć bez powietrza!” – pisała po rozstaniu poetka. Mieszkała znowu w Kossakówce, w Krakowie, z rodzicami. Była uznaną autorką nie tylko wierszy, ale i dramatów, które wystawiano na scenach nie tylko krakowskich, budziła zachwyt, elektryzowała otoczenie. Swojego trzeciego męża, Stefana Jerzego Jasnorzewskiego, poznała w 1930 r. Był oficerem wojskowym, służył w pułku lotniczym w Krakowie. I był młodszy od niej o dziesięć lat. Pobrali się w 1931 r. w Poznaniu, bo tylko tu mogli wziąć ślub cywilny. Bez fety, bez gości, bez przyjęcia. Kossakowie nie byli zachwyceni wyborem Lilki („nie rozumie po francusku ani słowa”, „któż to jest i co on przedstawia?”), poza tym był znany jako uwodziciel, flirciarz, który spędza nocne godziny na grze w karty. Po ślubie wiele się dla niej zmieniło, a przede wszystkim otoczenie: mieszka z mężem przy lotnisku, żeby miał blisko do pracy, a wokół nich – oficerskie rodziny. To nie to samo co artyści i literaci – myśli i pisze do znajomej w liście: „Prześliczni dwaj młodzi obserwatorzy rozmawiali ze mną wczoraj (…) – i oni właśnie mówią, że nie znoszą kobiet piszących, a wierszy w ogóle do ręki nie biorą. (…) Przyznają się do wstrętu, poezjofobii, nie chcą erotyków, kobiecego śpiewu, kuszącego głosu, podniety życiowej. Słowik jest wyżej ceniony, ma zawsze słuchaczy, uznany został za wartość. Ale poeci – to znienawidzony gatunek, sekta jakaś”. Nie zniechęca się, nie żali, nie ucieka. Pisze: sześć tomików wierszy (niektóre z nich nagrodzono) i dziewięć sztuk teatralnych. Aż nadszedł wrzesień 1939 roku.
Tęsknota
„Czekam i słucham radio, szyby czarne, tuberoza, pakowanie rzeczy na wszelki wypadek" – zanotowała w długim wpisie w dzienniku. Wojna zastała małżeństwo Jasnorzewskich w Warszawie. – Upał, niebo fiołkowe i różowe od pożarowych obłoków. Grzmoty to dalej, to bliżej. Z mojej wieży obserwacyjnej widzę walki w powietrzu”. Na 2 września przewidziana była prapremiera sztuki Lilki Baba-Dziwo, która, co dziwne, odbyła się. Aktorzy grali wspaniale, na widowni 14 osób, sami najbliżsi. Zaraz potem rozpoczęła się tułaczka, której trasę wyznaczały kolejne rozkazy wydawane kapitanowi Jasnorzewskiemu: Lwów, Zaleszczyki, Rumunia, Paryż, Londyn. Wszyscy dziwią się jej przy nim obecności, denerwuje ją, kiedy słyszy, że „baba” powinna siedzieć w domu i z daleka kibicować dzielnym polskim żołnierzom. A ona nie widzi niczego szlachetnego w wojnie. Jest pacyfistką i nie chce tworzyć patriotycznych wierszy, które zagrzewałyby rodaków do boju, czego się od niej na emigracji oczekuje. Mówi na taką twórczość „ojczyźniaki”. Kiedy pisze, jak czuje (Choćbyście ją nazwali – „słuszną” czy „obłędną”,/„Wojną skrzydeł”, „narodów” czy „ras” – wszystko jedno,/mam już dla niej imię, co w każdej godzinie/Potwierdza się: to wojna przeciwko rodzinie…), mąż zwraca uwagę, żeby była bardziej powściągliwa i w towarzystwie nie wyrażała swojej opinii tak otwarcie. A te wiersze, które mu wysyła, absolutnie nie nadają się do drukowania w patriotycznych gazetkach. On mieszka w kolejnych bazach, ona w hotelach w Blackpool, angielskim mieście z piaszczystymi długimi plażami. Z okien widzi Morze Irlandzkie. Trudno jej się przystosować do obcych warunków, krajobrazów, ludzi, zwyczajów. Tęskni. W 1942 r. pisze w dzienniku: „Domu, domu wracaj, bo tak żyć nie sposób. Na co mnie tu trzymają? Mnie polityka obchodzi tylko o tyle, o ile mi drogę jakąś otwiera. Żebyście Wy w domu wiedzieli, co ja tu bez Was przechodzę. Jak Was kocham bezgranicznie i wyłącznie i po prostu łajdacko Was kocham i nic poza Wami. Lotka (męża) włączam – to jest moje dziecko, też należy do Domu. Święta Rito, przybliż mi dom. Święta Barbaro, mnie zasypanej górniczce ukaż szczelinę światła, błysk i pewność ratunku”.
Madejowe łoże
Pisywali do siebie niemal codziennie. Korespondencja Marii Jasnorzewskiej (już nie podpisywała się Pawlikowska) z tego okresu jest przepełniona czułością i drobiazgowością dnia codziennego. To rozmowa dwojga oddanych sobie osób i świadectwo emigracyjnego życia, lęku o najbliższych, trudności z aprowizacją, walką o byt. To wszystko w stylu właściwym Lilce: czasem z przymrużeniem oka, czasem ze złośliwością. Jasnorzewska, bystra obserwatorka życia towarzyskiego, barwnie opisuje charaktery towarzyszących jej osób i swoje z nimi relacje. Jest bezkompromisowa w swoich opiniach na temat polskiej emigracji w Londynie. Wkrótce dojdą do tego problemy ze zdrowiem. Najpierw bagatelizuje krwotoki, zasłabnięcia, anemię. W końcu nie będzie miała wyjścia, ledwo odratowana po silnym krwawieniu przyzna się do kłopotów mężowi. Nowotwór szyjki macicy nie został od razu rozpoznany przez angielskich lekarzy, dość długo pozwalają jej wierzyć, że to zwykłe w pewnym wieku sprawy kobiece. Od kwietnia 1945 r. jest już coraz gorzej, a listy i wstrząsająco szczere notatki w dzienniku oddają proces odchodzenia, są zapisem agonii w wielkim cierpieniu. Kolejne operacje, a potem naświetlania zniszczyły jej ciało i nie pomogły, rak miał przerzuty do kręgosłupa. Na końcu była sparaliżowana od pasa w dół.
Osiemdziesiąt lat temu, 21 czerwca 1945 r., zapisała: „Najstraszniejsza moja golgota. Madejowe łoże. Nogi kalwaryjskiego dziada. Brzuch topielca, klatka piersiowa jak u konia w polu leżącego – straszliwa carapace (skorupa) o twardości żelaza. Biodro obce. Starczy, duszący kaszel, co się wykaszleć nie może, gdyż ma pół płuc w pancerzu znieczulenia. Czas wlecze się czyśćcowo (…)”. Zmarła 9 lipca 1945 r. Był przy niej mąż: nie odstępował jej przez ostatnie tygodnie, nocował w sali szpitalnej na materacu, który pozwolono mu położyć przy łóżku żony. Na pogrzebie Lilki w Manchesterze był tylko on, ich wspólny przyjaciel i kilkoro obcych ludzi.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













