Logo Przewdonik Katolicki

Dziękuję Bogu za wszystko...

Dominik Górny
Fot.

Rozmowa z Justyną Rzeczeniedi, solistką Teatru Wielkiego w Warszawie, wykonawczynią poezji śpiewanej na płycie Szczęśliwi


 

Rozmowa z Justyną Rzeczeniedi, solistką Teatru Wielkiego w Warszawie, wykonawczynią poezji śpiewanej na płycie „Szczęśliwi”

 

 

 

Nagrała Pani płytę z poetyckimi tekstami, do których muzykę napisał Jerzy Cembrzyński. Jak zrodził się ten pomysł i jak doszło do współpracy z tym właśnie kompozytorem?

– Mam to szczęście, że z Jerzym Cembrzyńskim – kompozytorem, aranżerem i liderem zespołu kameralnego „Con Passione”, znamy się od lat. Wiele razem koncertujemy, wspólnie nagraliśmy już dwie płyty: „Tam mnie znajdziesz” z muzyką operetkowo– musicalową i „Najpiękniejsze arie operowe na sopran liryczno–koloraturowy”. Do sukcesu obu płyt przyczyniły się w dużej mierze doskonałe aranżacje Jerzego Cembrzyńskiego. Nie wiedziałam jednak, że Jerzy potrafi komponować; jest raczej skromnym człowiekiem, który nie ma w zwyczaju „obnosić się” ze swoimi umiejętnościami. Pewnego dnia pokazał mi swoje robocze nagrania i nuty, które powstały, jak się okazało, już dawno, a do tej pory właściwie nie widziały „światła dziennego”. Natychmiast przystąpiłam do czytania a vista i od razu narodziła się we mnie potrzeba wykonywania tych utworów oraz pragnienie, by inni też mogli je usłyszeć.

Zachwyciło mnie w nich wszystko: linia melodyczna, dobór tekstów poetyckich, opracowanie instrumentacyjne, prostota i głębia zarazem... Postanowiłam sobie, że zrobię wszystko, żeby zarejestrować te utwory – niejako na zawsze, w formie płyty, która nie jest jak jednorazowy koncert, którą można się cieszyć zawsze.

                         

Swój album zatytułowała Pani „Szczęśliwi”. Nawiązując do jego literackich klimatów, w jakiej mierze poezja czyni nasze życie szczęśliwszym i jak to jest w Pani przypadku?

– Zrozumiałam, że najbliższe i najbardziej oddające obecny stan mojego ducha jest właśnie słowo „szczęście”. „Szczęśliwi” to tytuł wiersza Marka Wawrzkiewicza. Poeta mówi o tym, iż szczęścia należy upatrywać w zwykłej codzienności, w prostych czynnościach, których na ogół nie doceniamy. Dla mnie nade wszystko ważne jest poczucie bliskości bycia z ukochaną osobą, wspólne słuchanie muzyki czy delektowanie się filiżanką kawy nabierają głębszego sensu.

Poezja na pewno czyni nasze życie szczęśliwszym, bo ukazuje wartości w tych miejscach, które czasem niejako zaniedbujemy... Na mnie poezja działa wyciszająco, kojąco, ale też często pobudza; i to nie tylko do refleksji. Poezja jest według mnie dostarczycielem dobrej energii, którą chciałoby się natychmiast wykorzystać nie tylko w sztuce, ale i w prywatnym życiu.

 

Śpiewa Pani wiersze m.in. Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Ernesta Brylla i Marka Wawrzkiewicza. Dlaczego wybrała Pani właśnie tych poetów?

– To pytanie należałoby zadać kompozytorowi, który napisał do tych wierszy muzykę. Jerzy przyznaje, że kocha poezję i lubi „ubierać” ją muzycznie, zgodnie z tym, co mu „w duszy gra”. Wybrał wiersze, które najpełniej wyrażają jego uczucia. Ja również przepadam za poezją Pawlikowskiej–Jasnorzewskiej, jej delikatnością i zmysłowym kształtem. Wspaniale jest odtwarzać w śpiewie słowa, jakie przed laty napisała ta wielka poetka. Cembrzyński zafascynował się też poezją Wawrzkiewicza i Brylla oraz wierszami hiszpańskiego poety Federico Garcia Lorca. Dlaczego wybrał właśnie ich? Bo tak mu serce dyktowało... A i ja podzielam jego gust, o czym po usłyszeniu płyty przekonają się Państwo sami.

 

Poezja śpiewana jest pięknym, choć chyba wciąż za mało docenianym gatunkiem sztuki. Jakie wartości uniwersalne niosą w sobie śpiewane przez Panią wiersze?

– Obecnie w tzw. muzyce popularnej sięga się na ogół po teksty nieprzedstawiające większych wartości literackich. Nie dość, że często słowa nie są zbyt wyszukane, to jeszcze treści, jakie niosą, nie mają w sobie nic ponadczasowego, odkrywczego, nie ma w nich tego pierwiastka, który czyni nas lepszymi, a co zawsze można odnaleźć w poezji. Myślę, że w wierszach wielkich poetów każdy może „wziąć” dla siebie coś osobistego, coś, co sprawi, że doznamy jakiegoś wzruszenia, poczujemy ową nieodgadnioną przyjemność obcowania z pięknem... Jestem pewna, że większość ludzi – na przekór temu, jak wiele zamieszania odnajdujemy w mediach – jest nadal bardzo wrażliwa. Ludzie noszą w sobie pewną potrzebę, która każe im się odwoływać do „wartości uniwersalnych”. Te wartości to miłość, wiara, piękno, szczęście... Bez nich trudno wyobrazić sobie świat.

 

Wyznaje Pani zasadę, że „każde doświadczenie w pracy artystycznej jest ważne i potrzebne, gdyż zmusza do refleksji i uczy każdego, kto pragnie poznać tajniki sztuki wokalnej”. Jak te słowa odnoszą się do płyty „Szczęśliwi”?

– Jestem śpiewaczką operową i mój rozwój artystyczny od lat prowadzi w kierunku opery, jednakże z wielką pasją przystąpiłam do pracy nad poezją śpiewaną. Jest to zgoła inny styl wokalny, styl, w którym stawia się nacisk nie na dźwięk i jego piękno brzmienia, ale na słowo, które jest czynnikiem nadrzędnym. To jest dla mnie zupełnie nowe doświadczenie artystyczne. Ktoś mógłby powiedzieć, że taki rodzaj śpiewania to krok wstecz w stosunku do osiągnięć klasycznych i operowych. Według mnie natomiast doświadczenie pracy nad poezją śpiewaną wzbogaca mnie jako śpiewaczkę od strony wyrazowej, emocjonalnej. Może nie szlifuje mojego warsztatu wokalnego... (choć Jerzy niejednokrotnie odwołuje się do klasycznych zdobyczy techniki wokalnej, gdzie trzeba wówczas pokazać „górę”, podparte piano, wokalizę klasyczną, a nawet trochę koloratury); jedno jest pewne – poprzez obcowanie z poezją śpiewaną czuję się bogatsza. To bardzo naturalny rodzaj śpiewania – szept, operowanie głosem na lekkim „przydechu”, a nie tak jak w klasyce wyłącznie na tzw. uniesieniu.

W ten sposób uczę się nowego wyrazu artystycznego. Nagle widzę, że to co małe, proste może mieć niezwykłą moc przekazu. Nie ma tu znaczenia wolumen czy barwa głosu. Najważniejsze jest, by oddać to, co poeta chciał nam powiedzieć i to, co ja odnajduję w jego słowach. Wykonując poezję śpiewaną, snuję opowieść o sobie samej, historię, w której zawarte są moje doświadczenia, uczucia, tęsknoty... Czasem jest to opowieść bardzo intymna, ale nie mam poczucia wstydu. Mówimy o rzeczach ludzkich podanych językiem ludzi natchnionych, którzy mieli dar od Boga i którzy go w pełni wykorzystali.

 

W jakiej mierze poezja śpiewana jest dla Pani sposobem przekazania wiary w dobro i okazania wdzięczności Bogu za piękno życia?

– Mam nadzieję, że dzięki tej płycie uda mi się pokazać szerszemu gronu, że wierzę w pewne niezachwiane wartości i że nie godzę się na to, co popularyzują media, zalewając nas makabryczną treścią, obrazami pełnymi agresji, „sztuką”, która jest tylko złudzeniem. Chcę udowodnić, że wierzę w dobro, w szlachetność ludzkich intencji, w wartości, które nigdy nie ulegną degradacji. Poezja śpiewana, czy raczej poezja śpiewana z elementami śpiewu klasycznego do słów „wielkich poetów”, może nie zrobi furory na komercyjnym rynku, ale na pewno odnajdzie swojego odbiorcę. Mam na myśli ludzi, którzy tak jak ja potrafią cieszyć się z daru, jakim jest życie dane od Boga, którzy potrafią cieszyć się każdą chwilą, którzy dostrzegają piękno w rzeczach powszednich.

Ta płyta pozwala mi w pełni okazać wdzięczność Bogu za wszystko, co mnie w życiu spotkało, realizując jednocześnie marzenie pokazania pewnej subtelności artystycznej... Jakiej? Mam nadzieję, że usłyszą to Państwo poprzez osobisty kontakt z tym dziełem – dziełem „wielkich poetów”, kompozytora Jerzego Cembrzyńskiego, moim i naszych utalentowanych kolegów: skrzypaczki Kamili Szalińskiej-Bałwas, flecistki Joanny Gatniejewskiej, gitarzysty Michała Pindakiewicza i perkusisty Piotra Domańskiego.

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki