Istniejące od początku XVII w. sanktuarium pasyjne, a z czasem także pasyjno-maryjne w Kalwarii Zebrzydowskiej rokrocznie ściąga rzesze wiernych podczas Wielkiego Tygodnia (zwłaszcza w Wielki Czwartek i Wielki Piątek). Misteria tutaj się odbywające nie mają sobie podobnych, jeśli idzie o genealogię w Polsce.
Szlaki Matki i szlaki Syna
Kalwaria Zebrzydowska była zresztą pierwszym sanktuarium kalwaryjskim na ziemiach polskich. Czczona jest tutaj przez wieki męka i śmierć Zbawiciela, czczone jest również współcierpienie Jego Matki. Święty Jan Paweł II – nazywany Pielgrzymem Kalwaryjskim – przybywał tu od najmłodszych lat z rodziną wadowicką, którą dość wcześnie tragicznie stracił. Potem czynił to jako kapłan, hierarcha. Bliskie mu były szczególnie dwa motywy – silnie zakorzenione w Ewangelii oraz tradycji katolickiej i przeplatające się nawzajem. Chodzi tutaj o Pasję Jezusa i tak specyficzną dla religijności polskiej (analizowaną przez Magdaleną Zowczak) Pasję Maryi. „(…) dobrze, że dróżki kalwaryjskie łączą szlaki Matki ze szlakami Syna; że łączą szlaki Maryi z Drogą Krzyżową Chrystusa – mówił w kalwaryjskim sanktuarium podczas uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, jeszcze jako kardynał, Karol Wojtyła w 1974 r. – Maryja bowiem, na czas swojego życia, tak wybrana, tak uprzywilejowana przez Boga, tak pełna łaski – była postawiona wobec wielkich zadań i cierpień. Te cierpienia miały swoje źródło w tajemnicy Jej duszy: tą tajemnicą był Chrystus, Syn Boży; tak bardzo niezrozumiany, prześladowany i na końcu ukrzyżowany. Cierpienia Matki były proporcjonalne, na ludzką miarę, do Ofiary Syna ludzkiego i Bożego, a tajemnica Wniebowzięcia jest ukoronowaniem całej tej drogi, tak jak nam to ukazuje Kalwaria”. Trudno o bardziej zwięzłą oraz konkluzyjną charakterystykę religijności kalwaryjskiej.
Uczestnicy, a nie widzowie
Badacze, zwłaszcza etnologowie (szczególnie Joanna Tokarska-Bakir), odnosząc się do filozofii Hansa Georga Gadamera, podkreślają swoistą nierozróżnialność dominującą w odbiorze kalwaryjskiej sakrosfery. Nierozróżnialność pomiędzy słowem a jego odniesieniem, „znaczącym” i „znaczonym”, wizerunkiem a orędownikiem, do którego ów wizerunek się odnosi, odgrywanym spektaklem misteryjnym podczas Wielkiego Tygodnia a wydarzeniem opisanym w Ewangelii. Tę nierozróżnialność do niedawna traktowano jako dodatek, świadczący o ułomnym sposobie odbioru sacrum przez lud. Ostatnimi czasy jednakże ludowa nierozróżnialność czy też sensualizm religijny zostały zrehabilitowane jako fenomeny zasadnicze dla specyfiki przeżyć religijnych, wręcz fundujące kult. Wpłynęła na to refleksja antropologiczna (antropologii kulturowej), a także współczesna refleksja teologiczna.
Przedwojenny socjolog Stefan Czarnowski, który dosyć krytycznie wypowiadał się o religijności ludowej, podkreślał, jak sensualizm ludowy przełożył się na tradycję misteriów kalwaryjskich. Pisał: „Chwilami dochodzi [w religijności kalwaryjskiej] do prawdziwej teatralizacji, np. w Kalwarii Zebrzydowskiej odczytywany jest zebranemu tłumowi wyrok, wydany na Jezusa przez sąd rzymski. Ceremonię tę poprzedza trąbienie, odczytującymi zaś są ludzie przebrani w niby rzymski strój”. Jego uczennica Bożena Zboińska-Daszyńska tę samą co Czarnowski scenę wygłoszenia wyroku przez Piłata opisała następująco: „ksiądz ma najpierw kazanie zakończone zwrotem: «… a teraz wyjdź, Piłacie, i czyń, co ci nakazano». Wówczas rozbrzmiewa hejnał na trąbach na znak, że ma być ogłoszony dekret Piłata. Głos niesie po dolinach, a ze wszystkich stron tłoczą się ludzie ‘z wielkim krzykiem i pędem’. Na ganku przed kaplicą ukazuje się Piłat w rzymskiej todze, z brodą i wąsami, odczytuje po polsku dekret wydany na Chrystusa”. Ta sama badaczka była jednak świadoma unikalności i doniosłości wydarzeń kultowych, które rejestrowała w międzywojniu, gdy pisała: „To polskie Oberammergau [sanktuarium w Niemczech, gdzie w okresie międzywojnia organizowano raz na dekadę sławne misteria pasyjne], tym różni się od bawarskiego, że nie ma turystów, ale pielgrzymi biorący szczery udział w przedstawieniu. Są zarazem widzami i aktorami. Szczerość ich przeżyć wpływa na samo przedstawienie. Już chyba nigdzie w świecie w tak wyraźnej formie, w tak ludowej i pierwotnej, nie odbywają się żadne widowiska religijne”.
Sensualistyczny odbiór sacrum
Od 1947 r. misteria pasyjne w Wielkim Tygodniu były inscenizowane według nowego scenariusza o. Augustyna Chadama OFM. Rok wcześniej duchowny uzyskał zgodę kard. Adama Stefana Sapiehy na reformę starego scenariusza misteryjnego. Już bowiem przed II wojną światową elity katolickie domagały się zarzucenia pewnych archaicznych praktyk. Ojciec Chadam zreformował w ciągu 10 lat misteria odbywające się na Dróżkach Kalwaryjskich tak, że zachowano ich dawną teatralizację i niezwykle perswazyjny przekaz. Etnolodzy Irena i Krzysztof Kubiakowie w latach 70. XX w. widzieli już zreformowane misteria, ale co ciekawe, i oni, i inni badacze w tym czasie odwiedzający Kalwarię ciągle zwracali uwagę na sensualistyczny odbiór sacrum. Gdy później publikowali swoje spostrzeżenia, pisali: „Kiedy żołnierz spoliczkował Chrystusa, tłum zafalował i zaszemrał ze zgrozy”; „odbywa się sąd u Annasza, wizyta w pałacu Heroda i w końcu wyrok Piłata z wypuszczeniem Barabasza. Jezus bierze na ramiona rzeczywiście olbrzymi krzyż. Niektórzy pątnicy całują go przedtem lub dotykają swoimi medalikami. W tłumie narasta napięcie, śpiewy i modlitwy stają się jakby żarliwsze”.
Nierozróżnialność była obecna w Kalwarii Zebrzydowskiej do tego stopnia, że prowadzący w połowie lat 70. XX w. badania terenowe na Roztoczu Lubelskim etnografowie rejestrowali, że tamtejsi chłopi wręcz twierdzili, iż rzeczywisty dramat zbawienia i misterium paschalne dokonało się w Kalwarii Zebrzydowskiej. W ich wyobraźni z Kalwarią stopiła się w jedno biblijna Jerozolima. Inny badacz, na którego Tokarska-Bakir się powołuje, Andrzeja Datko, w latach 70. XX w. notował z kolei, że nawet aktorzy biorący udział w misteriach (a są to zawsze amatorzy, później także bernardyńscy klerycy), bardzo wyraziście nie tylko odgrywali swoje role, ale wręcz przeżywali i utożsamiali się z ewangelicznymi bohaterami. Podkreślił, że role są dla nich wielkim zobowiązaniem. I tak jak rejestrował Datko, odtwórca Jezusa mówił: „Gdy zaproponowano mi tę rolę, długo myślałem, czy mogę ją przyjąć. Odgrywać Boga to zaszczyt, nie wiedziałem, czy jestem godny. Ale to pragnienie drgało we mnie. Przed pierwszym występem poprosiłem o błogosławieństwo. Wtedy weszła we mnie siła i pewność, że podołam. Gdy szedłem grać, nie napiłem się nawet wody, byłem całkiem na czczo, aby uczcić postać Jezusa”. Podobnie kobieta odgrywająca Matkę Boską wyznała: „nie przygotowuję się do roli, bo mam ją w sercu. Przeżywam to wszystko tak, jakby było prawdziwe. Widzę mękę Jezusa jako prawdę. Wydaje mi się, że w ogóle idę za Jezusem, tak mi lekko, tak dobrze. Z biegiem lat coraz bardziej wszystko rozumiem. Żałuję swoich win równocześnie, bo człowiek nie jest godny takiego szczęścia”.
Listy modlitewne
Obok obrazu Matki Boskiej Kalwaryjskiej szczególną czcią jest otaczana rzeźba Jezusa Cierpiącego w III Upadku. Kościół Trzeciego Upadku Chrystusa znajduje się poza klasztorem kalwaryjskim. Został zaprojektowany na trudno dostępnym wzgórzu Żarek (będącym odpowiednikiem biblijnej Golgoty). XVIII-wieczna barokowa figura Jezusa upadającego po raz trzeci podczas swojej męki była i jest łaskami słynąca. Cuda przy wizerunku działy się jeszcze przed powstaniem kościółka w 1754 r., bowiem pierwsze wydarzenie mirakularne odnotowano w 1724 r. Popularność wizerunku wzrosła zwłaszcza za sprawą modlitewników, śpiewników i rozmaitych pomniejszych druków dewocyjnych rozprowadzanych przez klasztor i wędrownych dziadów. Druki te nosiły potoczną nazwę „książeczek kalwaryjskich”, przy czym często zdobiono je wizerunkami upadającego Mesjasza. Rozpowszechnione były też dewocyjne obrazki Jezusa Upadającego pod Krzyżem sprzedawane podczas kalwaryjskich odpustów. Motyw upadku Chrystusa trzeci raz pod krzyżem popularny był też w sztuce chłopskiej (szczególnie w rzeźbie, drzeworycie, grafice). Kult tego wizerunku rozpowszechnił się zasadniczo na południu od Krakowa na terenie pielgrzymek do Kalwarii (w tamtejszych małych miasteczkach i wioskach).
W latach 80. XX w. grono archiwistów bernardyńskich (Zuzanna Kazanowska, Kajetan Grudziński OFM, prof. Wiesław Murawiec OFM) podjęło się uporządkowania i archiwizacji tysięcy listów modlitewnych, które w latach 60. i 70. XX w. napływały do sanktuarium kalwaryjskiego i wiązały się z kultem Jezusa Cierpiącego w III Upadku (archiwiści ci również dokumentowali inne kulty kalwaryjskie, szczególnie oczywiście archiwizując listy związane z kultem Matki Boskiej Kalwaryjskiej). Tym samym utrwalili kolejne ważne świadectwa kultowe o pasyjnym charakterze. Zacytujmy kilka z tych listów z epoki gierkowskiej, dodajmy – w całości korespondencji pisanych przeważnie przez kobiety. Stara matka ze wsi Kojszówka koło Suchej Beskidzkiej prosiła w 1974 r. bernardynów: „Szanowni Księża mam wielką prośbę do was o odprawienie mszy Świętej błagalnej na wierchu Kalwaryi w trzecim upadku w piątek jeżeli jest to możliwe to niedługo w intencji o dobrego męża dla mojej córki [...] ktury by nam był bardzo potrzebny gdyż same męczymy się po śmierci męża we wszystkim a mieszkamy we wsi i trzeba bardzo ciężko pracować na gospodarce a ja niemam dobrego zdrowia gdyż byłam w szpitalu i nie mogę ciężko pracować prosi matka”. Nadawczyni z Grzechyni koło Makowa Podhalańskiego w 1972 r. prosiła: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus / Ja niżej podpisana udaję się z pokorą i ufnością do Pana Jezusa w Trzecim upadku o zdrowie Mamusi bo żadne lekarstwa nie pomagają tylko mam nadzieję że Boski lekarz pomoże Jezus upadająncy w tej chorobie isjaszowej [rwy kulszowej] i reumatycznej, bo nie ma lekarstwa na tą chorobe bo to jest choroba posyłam na ofiarę Mszy świete dwie i to bym prosiła o odprawienie jak najprędzej.” Nadawczyni ze Skawy procesująca się w 1979 roku, jak wynika z innego napisanego przez nią listu, z zięciem o dom wprost zwróciła się ku kalwaryjskiemu orędownikowi: „Jezu po trzykroć upadający pod ciężarem naszych grzechów zachowaj nas od fałszywego oskarżenia i fałszywych zeznań świadków i sądów”. W Jezusie Cierpiącym nadziei szukała też w prośbie o nawrócenie męża alkoholika, zmuszonego przez milicję do podjęcia leczenia, lękająca się o dobro dzieci autorka listu z Makowa Podhalańskiego z 1971 r.: „Mąż mój pije codziennie. Przytym się awanturuje stale płaci kolegium niemogę już wytrzymać nieraz to już i grzeszę bo mi różne myśli się nasuwają a przecież ja muszę żyć bo ja mam dzieci i tak się tylko nad tymi dziećmi człowiek lituje a jak tak dalej będzie to co będzie z tych dzieci jak one niemają od ojca dobrego przykładu. Bardzo proszę o odprawienie mojej mszy w trzecim Upadku, ażeby mój mąż zrozumiał, że źle robi i opamiętał się teraz”.
Ludowy personalizm
Kiedy się zastanowić, wszystkie te listy są świadectwem wiary i nadziei. Dokumentują one zaufanie ku Jezusowi unaocznionemu w rzeźbie kalwaryjskiej. Są przeważnie świadectwem pątników, którzy wcześniej do Kalwarii pielgrzymowali. Adorowali figurę na kolanach, modlili się, zapewne też spotykali podczas kazania przy kościółku III Upadku w trakcie misteriów pasyjnych. Nadawcy lokują się bezpośrednio przed orędownikami, co poświadczają zdarzające się apostrofy, wyznania, korne prośby ku Jezusowi Cierpiącemu czy Maryi kierowane. Widać jak na dłoni, że codzienne troski powierzane są sile wyższej, która w kryzysie jest ważnym punktem odniesienia; że z tej strony szuka się ratunku i czasami także post factum za ratunek się dziękuje. Ludzie interpretują często własne cierpienie przez pryzmat tajemnicy krzyża, czasem też przez obecność pod krzyżem Maryi. Święci orędownicy, choć ujmowani w stylistyce listu wotywnego, w retoryce supliki, mają wyrazistą realność, są u-obecnieni, u-osobieni. Ludzie kontemplują ich sylwetki, odnoszą się do teologii, ale zestawiają ją z własnym życiem; cytat z Ewangelii, przywołanie Męki Pańskiej mają odniesienie do tego, co nadawców spotyka w życiu, w ustroju komunistycznym, który wówczas zwalcza Kościół i pragnie umniejszyć wartościom przez nadawców reprezentowanym. W tej bezpośredniości, nakierowanej na sacrum, ale też zapośredniczonej przez opiekunów sanktuarium – bernardynów – wyłania się niejako ludowy personalizm. Listy wiernych pozostają tym samym kolejnym świadectwem kalwaryjskiej nierozróżnialności. Utrwalone jest również budowanie nadziei w narracjach wiernych. Już Zygmunt Freud pisał, że kiedy człowieka przytłacza świat, a test realności jest niemożliwy do zniesienia, człowiek taki pozwala sobie na fantazjowanie. I autorki listów kreślą pozytywne wyobrażenia, pożądane scenariusze, czy mówią o swoich pragnieniach. Tutaj jest jednakże coś więcej, jest przekonanie o realnej obecności mistycznych adresatów, o niepozostawaniu samemu, o przeświadczeniu, że z tamtej strony można liczyć na pomoc, że można usłyszeć głos, który życie radykalnie zmieni lub pozwoli je zaakceptować. W sytuacjach trudnych listy pozwalają wyrazić troski (przy czym te świadectwa epistolarne są zarazem przejawem zatroskania, jak i troskliwości nadawców, partycypują w tym subtelnym rozróżnieniu, nieustannej oscylacji). W obliczu osamotnienia dają szansę, by tragizm samotności przezwyciężyć. Listy – prośby o modlitwę w intencji stanowią ważny element ostoi psychicznej, ale przede wszystkim, mówiąc językiem Paula Tillicha, są wyrazem „troski ostatecznej”.
---
Nierozróżnialność przejawia się w wielu innych symbolach i rytuałach sanktuarium beskidzkiego. Ma ona, co naturalne, szczególne odniesienie do dramatu Golgoty, Drogi Krzyżowej, współcierpienia Maryi. Kalwaryjskość to wręcz metafora doli człowieka, jego trosk, pragnień, marzeń i nadziei, które tak naprawdę ostatecznie są zrozumiałe w tajemnicy wcielenia, ofierze krzyża i misji Zbawiciela.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!











