i po prostu ludzki
Śmierć Aleksego Nawalnego w kolonii karnej to kolejne potwierdzenie zbrodniczej natury rządów Władimira Putina. Jedni pytają, po co rosyjskiemu prezydentowi uśmiercenie pokonanego i izolowanego opozycjonisty, który stracił nawet większość tego poparcia, którym cieszył się do aresztowania w roku 2020. Inni odpowiadają, w moim przekonaniu trafnie, że jeśli to nie jest jakiś tragiczny splot okoliczności, a zbrodnia, to jej autor dokonał jej, bo mógł. Bo poza wszystkim jest mściwy i nie kieruje się wyłącznie pragmatyzmem.
To skądinąd przyczynek do dawnej debaty o katastrofie smoleńskiej. Nie wiemy, co się tam tak naprawdę stało w roku 2010 z prezydenckim tupolewem. Znamy wyłącznie poszlaki, rozproszone i ze sobą sprzeczne. Ale argument: Rosja nie mogła tego zrobić, bo jaki by miała interes, jest coraz bardziej unieważniany przez kolejne dowody na to, że rządzą nią zbrodniarze. Mogła, choć nie wiemy, czy na pewno zrobiła. Może nie dowiemy się nigdy.
Ale podejmuję tę refleksję z jeszcze jednego powodu. W polskich social mediach mamy zalew wpisów przesyconych wręcz wrogością wobec zmarłego. Nie mam nic przeciw przypominaniu o tym, że był rosyjskim nacjonalistą, a więc niejako z urzędu przeciwnikiem polskich interesów. Choć skądinąd ów nacjonalizm ulegał złagodzeniu. Nawalny naprawdę krytykował z więzienia agresję przeciw Ukrainie. Dla niektórych to za mało. Dla mnie jednak sporo.
Czytam głosy przesycone radością z tej śmierci, a przynajmniej ostentacyjną obojętnością. Z mojej perspektywy można żywić szacunek wobec odwagi kogoś, kto skądinąd nie we wszystkim nam odpowiada. W tym opisywaniu zdarzeń wyłącznie przez pryzmat polskiej emocji jest coś z niezdrowego kompleksu. Ja ten kompleks nawet i rozumiem, historia ciężko Polaków doświadczyła, więc badają pod mikroskopem, kto przyjaciel, a kto wróg. Ale można się zdobyć na rycerski gest przynajmniej wobec zmarłego.
Towarzyszy temu podtrzymywanie nawet teraz wiary, że Nawalny był sterowany, że to tylko pionek w grze putinowskich służb. Dowodów nie ma na to żadnych, a finał ostatecznie to przeświadczenie kompromituje. Ja rozumiem, że po wybuchu wojny z Ukrainą Rosjanie nie mogą się spodziewać u nas dobrej prasy, zresztą i wcześniej było z tym kiepsko. Ale rzeczywistość bywa nie zawsze czarno-biała.
Jeśli podejrzliwość wobec Nawalnego nawet po jego śmierci uprawiają radykalni antyrosyjscy „niepodległościowcy”, mogę to jeszcze jakoś usprawiedliwiać. Najbardziej obrzydliwe wydaje mi się jednak mnożenie takich argumentów przez tych, którzy głoszą równocześnie konieczność „realizmu” wobec putinowskiej Rosji. Łukasz Warzecha z „Do Rzeczy” pisze na platformie X (dawniej Twitter), że nie ma co lać łez nad tą śmiercią. Myślę, że odruch współczucia wobec ofiary opresyjnego systemu jest chrześcijański i po prostu ludzki. Warzecha nie może sobie darować nawet teraz insynuacji. Jak to możliwe: siedział w łagrze, a jednak jego wypowiedzi pojawiały się w necie.
Gdy przemawia tak zwolennik tezy, że nie warto się zanadto wychylać w obronie Ukrainy, odnoszę dodatkowe niemiłe wrażenie. Mam prawo podejrzewać, że to nie tyle dążenie do ustalenia prawdy, ile swoisty propagandowy prezent, pytanie, na ile świadomy, robiony dyktatorowi z Kremla. Popatrzcie, jego ofiary są takie jak on. A przecież to nieprawda, co wcale nie musi oznaczać afirmacji wszystkich przekonań czy wypowiedzi więźnia reżimu. Nawalny był dzielnym człowiekiem, uwikłanym w rosyjskie uprzedzenia i fobie, ale z pewnością lepszym od tych, którzy są prawdopodobnie winni jego śmierci.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













