Ucząc się Polski na nowo

Życie w obcym kraju – nawet jeśli dobrze zna się jego język i kulturę – niemal zawsze stanowi wyzwanie. Podobnie trudna jest sytuacja powrotu do ojczyzny, czasami po bardzo wielu latach.
Czyta się kilka minut
fot. LenLis/Getty Images
fot. LenLis/Getty Images

Na przestrzeni lat zmienia się liczba Polaków żyjących na emigracji, a także okoliczności, dla których opuszczają oni na dłużej swój kraj – prawdopodobnie (bo przecież nie możemy spytać o zdanie XIX-wiecznych migrantów) niezależnie od epoki towarzyszą im jednak podobne emocje. Współcześnie Polacy nie muszą uciekać za granicę z obawy przed prześladowaniami – ale tak samo jak nasi przodkowie, szukający na obczyźnie lepszego życia po upadku narodowych zrywów, na emigracji często doświadczamy poczucia wyobcowania, samotności i niepewności. Emigracja może być szansą na dostatnie i ciekawe życie – ale może też stać się okresem cierpienia.

Emigranci i lokalsi
Polacy żyjący w Niemczech, Brazylii czy USA, jeśli nie „wylądują” w enklawie emigrantów, narażeni są na stres mniejszościowy, czyli specyficzny rodzaj napięcia, które staje się udziałem przedstawicieli mniej licznych, również marginalizowanych, grup. Co więcej, osoby przebywające na emigracji bywają narażone na przemoc i gorsze traktowanie ze strony rdzennych mieszkańców, ale także… innych emigrantów. Dzieje się tak dlatego, że emigranci w wielu przypadkach nie mają sieci wsparcia, a dodatkowo bywają bardzo zdeterminowani (lub wręcz zdesperowani), by szybko zarobić konkretne pieniądze, przez co stanowią łatwiejszy cel dla nieuczciwych osób. Trafnie przestawia to znakomita sekwencja z filmu Ojciec chrzestny II, w której młody Vito Corleone pyta swojego bardziej doświadczonego znajomego, dlaczego przestępca o włoskim pochodzeniu krzywdzi innych Włochów – towarzysz odpowiada przyszłemu ojcu chrzestnemu, że dzieje się tak, ponieważ „nikt za nimi nie stoi”. Z drugiej strony, świadomość bycia narażonym na przemoc i wyzysk skutkuje niekiedy nieufnością emigrantów wobec „lokalsów” – jest to jedna z przyczyn skupiania się przyjezdnych w hermetycznych społecznościach, które w niewielkim stopniu integrują się z miejscowymi. Społeczności te – tak jak np. mniejszość polska w Chicago – często zaczynają prezentować dość radykalne poglądy, co można rozumieć jako efekt z jednej strony tęsknoty za ojczyzną, a z drugiej – poczucia permanentnej niepewności. Poczucie wykluczenia i stres mniejszościowy mogą być również przekazywane międzypokoleniowo – także dzieci czy wnuki emigrantów żyjących w „zamknięciu” mogą mieć poważne trudności z integracją z „gospodarzami”. Znaczącą rolę we wspomaganiu integracji może odgrywać otwarta i inkluzywna szkoła, w której dzieci emigrantów uczą się i spędzają wolny czas razem z dziećmi rdzennych mieszkańców, pod okiem czujnych pedagogów, którzy są w stanie zareagować na ewentualne wczesne przejawy nierówności i dyskryminacji.
GettyImages-1393938668-_-2.jpg
 
„Czy wnuki będą mówić po polsku?”
Wyjazd za granicę bywa trudny nie tylko dla osób, które z uwagi na sytuację (przeważnie materialną) decydują się na emigrację, ale także dla ich bliskich. Można powiedzieć – choć wiem, że brzmi to dramatycznie – że niekiedy emigracja wręcz rozdziera system rodzinny. Jeśli z Polski wyjeżdża osoba bardzo młoda, niebędąca jeszcze w żadnym związku, osobami martwiącymi się o to, jak tam sobie poradzi, są na ogół rodzice i rodzeństwo – rodzicielska wyobraźnia podpowiada często wiejące grozą scenariusze o handlu ludźmi i oszustwach finansowych, których ofiarami bywają niekiedy samotni ludzie szukający lepszej przyszłości z dala od kraju. Wyjazd osoby nieco starszej – np. razem z jej partnerem czy małżonkiem – wywołuje lęk o to, czy zmiana otoczenia nie wpłynie destrukcyjnie na małżeństwo i samopoczucie dzieci (jeśli istnieją). Poczucie dumy z zaradności własnych dorosłych dzieci może się u ich rodziców mieszać z obawą o to, czy kolejne pokolenia – np. wnuki – będą mówiły po polsku i znały polskie tradycje, a także jak będzie wyglądało budowanie z nimi relacji na odległość. Szczególnie trudna jest sytuacja, w której to jedno z małżonków i zarazem rodziców podejmuje decyzję o emigracji – zwykle czasowej. Rodzina musi się wtedy nauczyć funkcjonować w codzienności bez jednego z dorosłych, a dla partnera czy partnerki jest to prawdziwy „test” zaufania. Oczywiście za sprawą internetu możliwe jest podtrzymywanie regularnego kontaktu, jednak długotrwała (czyli np. kilkumiesięczna) rozłąka zawsze pociąga za sobą psychologiczne konsekwencje – osobie, która wyjechała, trudno może być po powrocie do domu stanowić autorytet dla dzieci, gdyż… mogą one traktować ją jak gościa w ich domu i kogoś, kto nie powinien wtrącać się w codzienne sprawy rodziny. Emigracja może także osłabiać więzi z przyjaciółmi i dalszą rodziną, której – mimo istnienia tanich linii lotniczych – nie widuje się zwykle tak często, jak miało to miejsce przed wyjazdem. Wyjazd z Polski na dłużej to zmiana nie tylko szerokości geograficznej i wysokości wypłaty – jeśli trwa długo, stanowi zwykle również poważne „przemeblowanie” relacji oraz konfrontuje z pytaniami o narodową tożsamość. Czasami tęsknota za byciem „u siebie” bywa tak silna, że przyczynia się do wystąpienia zaburzeń lękowych i adaptacyjnych albo… do powrotu do ojczyzny.

Konflikt lojalności
Zdarza się, że osoby, których dorosłe dzieci mają w planach udać się na dłużej za granicę, obwiniają się za to, że potomstwo wybiera taką drogę. Chęć wyjazdu bywa rozumiana jako próba ucieczki od rodziny, brak przywiązania do krewnych albo też robienie „na złość” starszym. Starsi ludzie, którzy pamiętają czasy PRL lub nawet wojenne, mogą mieć trudności ze zrozumieniem, dlaczego dwudziesto- czy trzydziestolatkowie chcą opuszczać Polskę, która – ich zdaniem – obecnie jest bardziej przyjaznym miejscem do życia niż kilkadziesiąt lat temu. U osób planujących emigrację albo już na niej przebywających także pojawia się niekiedy poczucie winy, będące następstwem konfliktu lojalności – z jednej strony chcą one spróbować czegoś nowego i poprawić swój byt, z drugiej – często trudno jest im pogodzić się z myślą, że rodzice czy dziadkowie nie akceptują ich działania. Generuje to wówczas silne napięcie w całym systemie rodzinnym – osoby wyjeżdżające potrzebują wsparcia, które nie zawsze otrzymują, natomiast starsi czują się „porzuceni” i osamotnieni. Siłą rzeczy emigracja części rodziny sprawia również, że jej członkowie tworzą mniej wspólnych przeżyć i wspomnień – bo zwyczajnie rzadziej spotykają się na żywo – a ich rozmowy stają się często złożone głównie z opowieści o tym, co słychać u drugiej strony. Dla rodzin blisko ze sobą związanych i takich, w których obecne są małe dzieci, taka zmiana komunikacji może być trudna do zniesienia i powodować poczucie oddalania się od siebie, a także bolesnej straty. Niekiedy pojawia się także zazdrość o to, że ktoś zajmie „nasze miejsce” i np. przebywająca na emigracji siostra lub brat znajdzie sobie przyjaciela, który „zastąpi” nas jako bliskie osoby. Oczywiście, wiele rodzin, pomimo pojawiających się w nich trudnych uczuć związanych z emigracją, szczerze „kibicuje” krewnemu żyjącemu poza Polską i odczuwa satysfakcję z tego, że ich bliski radzi sobie w nowym miejscu, z dala od tego, co znane. Na ogół jednak tego typu przyjemne uczucia splecione są z tęsknotą i wątpliwościami dotyczącymi chociażby bezpieczeństwa bliskiej osoby, której nie możemy przytulić ani porozmawiać z nią na żywo.

„Czego oni tu nastawiali?!”
Pewna kobieta wraz z mężem spędziła na emigracji równo dwadzieścia dwa lata – para wyjechała z Polski (dokładniej: z przedmieść Warszawy) tuż po przełomie roku 1989. Powrót z USA (wyczekany i starannie zaplanowany!) był jednak dla niej źródłem silnego stresu, który przyczynił się do poważanego kryzysu psychicznego oraz kryzysu małżeńskiego. Kobieta tuż po pierwszym spacerze po swojej okolicy krzyknęła zasmucona do męża: „Czego oni tu nastawiali?!”. Trudno było pogodzić się jej z tym, że w miejscu dawnego dzikiego parku stoi obecnie centrum handlowe, że obok jej domu przebiega głośna, nowa trasa, pobliskie działki zostały wykupione przez dewelopera, który ciasno zabudował je małymi domkami i parkingami. Polska nie była tym samym miejscem, które para zostawiła, udając się za ocean – zaś za poczucie zagubienia i przytłoczenia (czyli podjęcie decyzji o powrocie) małżonkowie obwiniali siebie nawzajem. Historia tej pary kończy się dobrze – oboje odnaleźli się w nowej-starej rzeczywistości, jednak nie zawsze tak się dzieje. Czasami poczucie bycia „gościem we własnym kraju” utrzymuje się przez długie lata. Osoby wracające z emigracji ponownie mierzą się bowiem ze stresem adaptacyjnym: muszą przecież podjąć pracę, czasami znaleźć mieszkanie, „urządzić” na nowo relacje z rodziną i znajomymi – a czasami przyjąć to, że niektóre z tych relacji zostały bezpowrotnie utracone. W przypadku powrotów po długich pobytach z dala od kraju konieczne bywa wręcz nauczenie się Polski na nowo – w ciągu kilkudziesięciu lat zmieniła się infrastruktura, system opieki zdrowotnej i edukacji, tryb pracy niektórych urzędów, a nawet… język, w którym rozgościły się nowe określenia i zwroty. Byli emigranci mierzą się czasem również z oceną innych: rodzina i znajomi czasami spekulują, jak duże pieniądze udało się zarobić na emigracji, jakie dana osoba ma plany inwestycyjne i kogo poznała podczas życia na „obczyźnie”. Niektóre rodziny szczerze cieszą się z powrotu bliskiej osoby i pomagają jej na nowo zaaklimatyzować się w kraju. Ale zdarzają się i takie, które nie są wspierające, lecz oceniające i krytyczne. Osoba, która wróciła z zagranicy, bywa traktowana jako ktoś, komu się „nie udało”, kto nie umiał osiągnąć sukcesu w sprzyjających (zdaniem rodziny) warunkach. Jak nietrudno się domyślić, takie słowa mogą być prawdziwie druzgocące dla osoby, która po raz kolejny w swoim życiu próbuje odnaleźć się w nowej sytuacji. Czasami więc powrót z emigracji – tak samo jak udanie się na nią – stanowi przyczynek do podjęcia psychoterapii lub skorzystania z interwencji kryzysowej.
Zmiany bywają życiodajne, jednak pociągają za sobą również wysiłek i niepewność. Jeśli te niewygodne stany i uczucia utrzymują się dłużej, warto szukać pomocy – emigracja i związane z nią rozterki bynajmniej nie stanowią obecnie tematu obcego dla psychologów i terapeutów.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 45/2024