Smutna książka o społeczeństwie

Czytam Magiczną ranę w pastelowych okolicznościach i nie jest mi do śmiechu, choć w opisie dostaję informację, że będę się zaśmiewać do rozpuku. Chyba mam inne poczucie humoru. Mnie bowiem obezwładnia smutek bijący z każdej postaci, z każdej historii. Jest przeraźliwie źle.
Czyta się kilka minut
Il. Materiały prasowe
Il. Materiały prasowe

Nie wiem, czy dobrze wybrałam wakacyjną lekturę. Kupiona na lotnisku nowa książka Doroty Masłowskiej kusiła mnie jednak od pierwszego dnia. Najpierw postanowiłam, że skończę to, co przygotowałam sobie na czytniku. Masłowska jednak wygrała. Zdjęłam okładkę, bo mi się nie podoba (poza tym nie chciałam, żeby się zniszczyła) i zabrałam czerwoną jak szkarłat książkę na plażę. Wokół kolory pastelowe: turkus bezchmurnego nieba, seledyn przezroczystego do niemożliwości morza, blada żółć piasku wpadająca w delikatny beż, a ja zanurzam się w „powieść trashową”, jak napisano na okładce (tej, którą zdjęłam). Magiczna rana – taki jest tytuł książki, która nie jest zwykłą powieścią, tylko zbiorem połączonych ze sobą opowiadań.
Masłowska patrzy na mnie z wszystkich pism i magazynów. Jej zdjęcia powtarzają się, bo sesja zdjęciowa była zamówiona prawdopodobnie przez wydawnictwo. Już nie jest genialną nastolatką, która napisała swą pierwszą powieść w czwartej klasie liceum. Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną wydana w 2002 r. osiągnęła wielki sukces, Wikipedia podaje, że do końca roku sprzedanych zostało około 40 tys. egzemplarzy, a to niesamowity wynik. W każdym razie chcę napisać tylko, że Masłowska przez kilka lat, kiedy pisała kolejne książki i dramaty, była głosem swoich rówieśników. Dzisiaj żaden uczeń w liceum nie powie, że to głos jego pokolenia, bo oczywiście to nie jest głos jego pokolenia i Masłowska nic z tym nie zrobi, choćby nagrała milion kolejnych płyt rapersko-hiphopowo-techno-trashowych. Dla licealisty Masłowska to boomerka, której nie czyta i w ogóle pierwszy raz o niej słyszy. Masłowska dorosła.
Więc czytam Magiczną ranę w pastelowych okolicznościach i nie jest mi do śmiechu, choć w opisie dostaję informację, że będę się zaśmiewać do rozpuku. Chyba mam inne poczucie humoru. Mnie bowiem obezwładnia smutek bijący z każdej postaci, z każdej historii. Jest przeraźliwie źle. Bohaterowie zawieszeni w próżni współczesności, zajadając śmieciowe jedzenie, opierając się na opiniach wyczytanych w internecie, tej śmieciarce świata, przeraźliwie szukają kogoś lub czegoś, co wypełni ich życiową pustkę, kto ich pocieszy. Rozdrapywanie ran jest tak bardzo bolesne, że nie da się tego znieść. Więc ucieczka jest konieczna i tu wchodzi do gry realizm magiczny. Ze stancji czy baru z tostami można się przenieść w inny wymiar, w krainę słońca i lazurowego morza.
Nie będę za dużo pisać, ale „nowa” Masłowska jak zwykle wykazała się idealnym słuchem, a do tego napisała współczesne baśnie, w których świecie niekoniecznie chcemy zamieszkać, ale który istnieje obok, choćbyśmy nie wiem jak mocno zaciskali powieki.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 38/2024