Ból po córce

Nie miałam ochoty poznawać bliżej Joan Didion, amerykańskiej dziennikarki i pisarki, rocznik 1934. Nie przeczytałam żadnej z jej powieści, choć większość została wydana po polsku.
Czyta się kilka minut
fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe

Tłumaczenia esejów pojawiły się w ostatnich latach, ale też mnie nie zachęciły, mimo że byłam już po lekturze książki Rok magicznego myślenia, którą uważam za bardzo dobrą (nie tylko ja – autorka dostała za nią National Book Award, była też nominowana do Nagrody Pulitzera). Pisała w niej o niespodziewanej śmierci męża i roku żałoby tak przejmująco i z taką głębią, a przy tym literackim piórem, że wydawało mi się to przepięknie prawdziwe aż do kości. Teraz sobie myślę, że muszę jeszcze raz sięgnąć po tę lekturę.

Co w takim razie sprawiało, że nie miałam potem ochoty na Didion? Rzucająca się w oczy supremacja białej, wykształconej, bogatej, wpływowej kobiety, obracającej się w środowisku białych, bogatych, wpływowych kobiet i mężczyzn show biznesu. Didion zaczynała od pracy w „Vogue’u”, pisała tam zlecane jej artykuły, potem płynnie przeszła do pracy przy filmie i pisania esejów o przemianach społecznych w gęstych od hippisów i narkotyków miastach Kalifornii. W jej domu w Los Angeles, Hollywood czy Malibu bywali reżyserzy, aktorzy, muzycy rockowi, producenci, dziennikarze. To było jej naturalne środowisko. Potem, gdy przeniosła się do Nowego Jorku, było oczywiście podobnie, tyle że ci filmowi zmienili się na broadwayowskich. Jakoś mnie to towarzystwo mierziło i myślałam sobie, że nic nie mają mi do powiedzenia między jednym koktajlem a szklaneczką whisky.

I wtedy dostałam w prezencie wydaną niedawno książkę Didion Notatki dla Johna – teksty znalezione po jej śmierci w 2021 roku, nieprzeznaczone do publikacji, zapiski prowadzone dla jej męża, żeby zapamiętać. Zapamiętać kolejne rozmowy prowadzone z psychiatrą, do którego Joan zaczęła chodzić na prośbę swojej dorosłej córki. Didion miała, owszem, depresję i brała leki, lecz jej sesje z psychiatrą miały związek z chorobą alkoholową jej adoptowanej córki. O tym Didion nie wspominała w swoich książkach, ani o tym, jak bardzo jej ukochana Quintana niszczyła sobie życie i jak wiele jej rodzice poświęcali jej troski. Tu nie ma wielkiej literatury, lecz wielki ból matki walczącej o dziecko. Przejmujące – nie, wstrząsające analizowanie schematów zachowań i relacji, tej najważniejszej relacji z dzieckiem, ból matki i ojca, cierpienie, które trwa nieustannie, dniem i nocą, strach przed każdym telefonem lub jego brakiem, analizowanie tonu głosu, gotowość w każdej sekundzie na wiadomość najgorszą.

Kiedy przeczytałam Notatki dla Johna (estetyczna rozkosz trzymania w rękach książki o tak aksamitnej w dotyku okładce), sięgnęłam po Błękitne noce, stojące na półce od paru lat. To piękny literacko zapis żałoby po córce i lęku przed starością. I wreszcie obejrzałam dokument o Didion na Netfliksie, który mnie przekonał, że warto sięgnąć po te eseje, którymi wzgardziłam.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu lub zakup subskrypcję od razu na rok i oszczędź pieniądze.

Wypróbuj za darmo

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie
  • Możesz zrezygnować w dowolnym momencie
19.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 19.90 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 2/2026