Boży architekt, ubogi wizjoner

Wieża najwyższego kościoła na świecie jest pół metra niższa od szczytu pobliskiego wzgórza Montjuïc. Architekt bazyliki Sagrada Família, Antonio Gaudí, zrobił to specjalnie. Mówił, że dzieło człowieka nie powinno przewyższać dzieła Boga.
Czyta się kilka minut
Bazylika Sagrada Família w Barcelonie na kilka dni przed wizytą Leona XIV. Budowa świątyni rozpoczęła się w 1882 roku. Mimo zamontowania krzyża na najwyższej z wież całość nie jest ukończona. Szacuje się, że pełne wykończenie detali rzeźbiarskich i wnętrza potrwa jeszcze kilka lat | fot. Cheng Min/Xinhua News/East News
Bazylika Sagrada Família w Barcelonie na kilka dni przed wizytą Leona XIV. Budowa świątyni rozpoczęła się w 1882 roku. Mimo zamontowania krzyża na najwyższej z wież całość nie jest ukończona. Szacuje się, że pełne wykończenie detali rzeźbiarskich i wnętrza potrwa jeszcze kilka lat | fot. Cheng Min/Xinhua News/East News

Iglicę wieży Jezusa Chrystusa, którą papież Leon IV poświęcił 10 czerwca, w setną rocznicę śmierci Gaudíego, wieńczy krzyż, z którego strumienie światła padały nie tyko na zewnątrz świątyni, ale także do wewnątrz. To nowy element architektury Barcelony, a lada chwila znikną otaczające świątynię wysokie ramiona dźwigów, które wtopiły się w oblicze miasta i kościoła. O konstrukcji wieży opowiedziała papieżowi niewidoma dziewczynka. Valentina mówiła o swoim doświadczeniu, o tym, co czuje dotykając kształtów stojącego przed nią modelu wieży. – Gaudí zaprojektował ją tak, aby światło przenikało przez obramowania, które możemy tutaj zobaczyć. Wieża, która dotąd miała cztery ściany, teraz ma osiem, jak możecie zauważyć. Spójrzcie. Wszystkie krawędzie: osiem bloków – mówiła. Ramiona krzyża zakończone są szkłem: – Według Gaudíego z tego szkła mogło wydobywać się światło w formie promienia. A ponieważ wychodzi ono z czterech ramion wieży, symbolizuje ochronny parasol nad Barceloną: Bóg chroni miasto tym parasolem i obejmuje mieszkańców Barcelony – dodała. Wyłożony białą ceramiką i szkłem krzyż lśni w dzień, kiedy odbija się w nim światło słońca, nocą z kolei dzięki promieniom iluminacji okalających go wież. „Ma lśnić za dnia i rozświetlać noc” – mówił Gaudí. I tak się stało.

Śmierć wśród ubogich

Jest 7 czerwca 1926 roku. Antonio Gaudí już od kilku tygodni nie wraca na noc do swojego domu w Parku Güell. Nocuje bowiem w pracowni przy placu budowy katedry Sagrada Família. Już ponad 40 lat trwa jej budowa, przez ostatnie lata poświęcał się tylko tej pracy. Na pytania o jej ukończenie mawiał: „mojemu pracodawcy się nie spieszy, dla niego tysiąc lat jest jak jeden dzień”, mając na myśli Pana Boga. Postanowił, że wybuduje ją tylko z datków, więc zdarzało się, że sam o te datki dosłownie żebrał z kapeluszem w ręku. Do dzisiaj budowa kościoła finansowana jest tylko z darowizn. Dlatego mówił o niej: katedra ubogich.

Był bardziej poetą niż inżynierem, plany często zmieniał, siedział nad nimi codziennie i niektórych współpracowników irytowało to, że do końca nie znali jego wizji. Każdego dnia musieli być gotowi na zmiany. Długo nie istniały żadne konkrety, żadne obliczenia, żadne szczegóły konstrukcyjne. W czerwcu 1926 roku gotowa była wschodnia fasada Narodzenia zwana „kołyską życia”. Ukończona była ponad stumetrowa wieża San Barnabé. Gigantyczna barwna rzeźba spiralnie wznosi się do nieba. Tego dnia pracuje nad projektem lampki, która będzie umieszczona przed Najświętszym Sakramentem.

Jak zwykle o 17.30 założył kapelusz, wziął laskę i poszedł na mszę do kościoła San Felipe Neri w dzielnicy gotyckiej. Na ulicy Gran Via został potrącony przez tramwaj numer 30. Stracił przytomność, krwawił z ucha, ale ponieważ był sam i wyglądał na bezdomnego starca, nikt się nim nie zajął. Przesunięto go tylko z jezdni na chodnik, żeby nie blokował ruchu. Dwóch mężczyzn próbowało zatrzymać jakiś samochód, żeby pomóc nieprzytomnemu. Kierowcy udawali, że nic nie widzą, kilku taksówkarzy odmówiło usługi. Około godziny 20.00, dzięki staraniom żandarma, odwieziono Gaudíego do pobliskiego szpitala dla ubogich Santa Cruz. Był szanowanym mieszkańcem Barcelony, wszyscy go znali, a jednak wtedy nikt go nie rozpoznał. Kiedy odzyskał przytomność i został odnaleziony przez współpracowników, odmówił przeniesienia do kliniki, twierdził, że jego miejsce jest tutaj, wśród biedaków. Umarł 10 czerwca 1926 roku. Miał 74 lata.

Wokół jego śmierci rosną mity. Że ubrany był w poplamiony płaszcz, ponieważ z głodu (często pościł) było mu wiecznie zimno. Że stanął na ulicy, bo przyszedł mu do głowy nagły pomysł, wyciągnął więc notes i zaczął szkicować, nie zważając na ruch uliczny. Że zagapił się oglądając wieże katedry pod innym niż zwykle kątem. Że przejawiał skłonności do depresji i stąd jego zewnętrzne zaniedbanie. W końcu, że był maniakiem religijnym.

Eukaliptusowy las

Lubię jeden z pierwszych szkiców Gaudíego ukazujących jego wizję świątyni. Bez żadnych szczegółów, tylko czarno biała sylwetka. Jasne plamy na ciemnym szarym tle, jak gdyby mieniące się wypukłości. Przypomina zamek zbudowany z mokrego piasku na brzegu morza. Bierze się w garść mokry piasek pełen morskiej wody i z góry pozwala się mu swobodnie spadać. Tworzą się wtedy wieże, nieregularne, niewygładzone, pełne fantazyjnych nacieków. Gaudí chyba byłby zadowolony z takiego porównania.

Wzorem dla niego najważniejszym była natura. „Czy chcecie państwo wiedzieć, gdzie znalazłem prototypy swoich budowli?” – zapytał kiedyś gości w swojej pracowni. I odpowiedział: „Każde drzewo dźwiga gałęzie, one z kolei mniejsze gałązki oraz liście. A każdy pojedynczy element rozwija się harmonijnie od momentu, gdy stworzył go Bóg artysta”. Obliczając wytrzymałość kolumn rosnących niby las w Sagrada Família, opierał się na drzewie eukaliptusowym. Jego projekty wydawały się niemożliwe do zrealizowania, jak gdyby przeczyły wszelkim prawom fizyki, a jednak działały. Dla niego budynek nie był martwym projektem na desce kreślarskiej, był żywym organizmem, żywym ciałem.

Kiedy stawiał jeden ze słynnych budynków, Casa Batlló, miał powiedzieć coś w rodzaju proroctwa, które nie spełniło się we współczesnej architekturze, lecz doskonale pokazuje jego mistyczną wizję: „Znikną narożniki, a materia w całej okazałości objawi swe astralne krągłości; słońce wdzierać się będzie ze wszystkich czterech stron świata i będzie jak w raju”. Poeta. Wierzący poeta.

Boży architekt

Jako architekt: debiut Gaudíego to Casa Vicens w Barcelonie – niczym mauretański pałac, wyłożony kolorowymi ceramicznymi płytkami, które stały się reklamą ich producenta, który tam zamieszkał. Casa El Capricho w Comillas – katalońska średniowieczna bajeczka, wesoły wiejski domek z kameralną wieżą. Pałac Güell w Barcelonie z ogrodem baśniowych wieżyczek skrywających kominy. Ascetycznie średniowieczne Colegio Teresiano. Park Güell z wijącą się niczym wąż ławką wyłożoną ceramiczną mozaiką i ulepionym z plasteliny domem stróża. Organiczna trasa spacerowa. Casa Batlló z kolumnami niczym nogi słonia i przyklejonymi do pofalowanego muru balkonami, przypominającymi gniazda ptaków. I Casa Milà, w której okna wydają się wydrążonymi w chropowatej skale grotami, a na dachu fantazyjne kolumny i ławka, tak jakby przeniesiona z Parku Güell. Ostatnia jego świecka budowla, a dalej duchowa podróż wyłącznie w cieniu powstającej katedry.

Jako człowiek: w dzieciństwie często przykuty do łóżka z powodu reumatyzmu. Potem mówiło się o nim, że to fircyk i modniś. Prowadził imprezowe życie studenckie, intensywnie się bawił, nie szczędził używek, odwiedzał domy publiczne. Ubierał się u najlepszych krawców, kapelusze kupował w najmodniejszych sklepach. Katalończyk. Ostentacyjnie do końca życia mówił po katalońsku, nawet wtedy, gdy na placu budowy trzeba było robotnikom tłumaczyć jego słowa. Sympatyzował ze środowiskiem antyklerykałów. Światopogląd zmienił pod wpływem pracy nad katedrą, kiedy to zaczął studiować Biblię i badać symbolikę chrześcijańską i liturgię. Początkowo tylko po to, by oddać ich sens poprzez architekturę. Okazało się, że przemieniało to także jego duszę. Nawrócił się. Zaczął prowadzić ascetyczny tryb życia, zmienił przyzwyczajenia, zamiast do kawiarń chodził każdego dnia na mszę świętą.

Nie lubił go Pablo Picasso, Salvador Dalí nazwał jego sztukę „tapas” (czyli kanapką, przekąską), Miguel de Unamuno mówił o „pijanej sztuce”, a George Orwell w książce Hołd dla Katalonii nazwał Sagradę Famílię „najbardziej szkaradnym budynkiem na świecie” i żałował, że anarchiści nie zniszczyli jej, „kiedy była do tego stosowna pora”.

Jedni nazywają go nudziarzem, inni geniuszem, jeszcze inni katalońskim świętym (proces beatyfikacyjny trwa, rok temu Franciszek ogłosił go Sługą Bożym) i piszą jego jednowymiarową hagiografię. Kim był Gaudí poza tym, że „Bożym architektem”, jak się go chętnie nazywa? Jak go odnaleźć wśród tych spłaszczonych turystyką wizji?

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 26/2026