W imię politycznej poprawności

Ochronę publiczności przed „demoralizacją” uznaje się za zbędny anachronizm. Ale równocześnie wydłuża się lista innych wartości, które trzeba chronić sankcjami prawnymi
Czyta się kilka minut
Fot. Magdalena Bartkiewicz
Fot. Magdalena Bartkiewicz

Unijny komisarz ds. rynku wewnętrznego i usług, Francuz Thierry Breton, opublikował list otwarty do Elona Muska, właściciela serwisu społecznościowego X (wciąż bardziej znanego jako Twitter). Breton ostrzegł Muska, że jeśli nie dostosuje się do europejskich przepisów zobowiązujących media społecznościowe do niepromowania tego, co jest określane jako „szkodliwe treści”, to Komisja Europejska nie zawaha się użyć narzędzi prawnych, jakimi dysponuje.
Kontekst był oczywisty: tego dnia odbył się wywiad Elona Muska z republikańskim kandydatem na prezydenta USA Donaldem Trumpem. W samej Ameryce dziennikarz „Washington Post” pytał rzeczniczkę Białego Domu, czy prezydent Joe Biden zamierza jakoś przeciwdziałać temu zdarzeniu. Odpowiedź była wymijająca, ale padło w niej potwierdzenie racji pytającego. Argumenty są te co zawsze. Trump ma obrażać konkurentów, ale przede wszystkim „mówić nieprawdę”. Oskarżenia o „fake newsy” były w przeszłości podstawą do przerywania relacji z wystąpień Trumpa w różnych mediach. Twitter jeszcze pod innym właścicielem pozbawił byłego prezydenta USA konta. Dopiero Musk umożliwił mu triumfalny powrót.
Wszyscy wiemy, że wolność słowa podlega jakimś ograniczeniom. Nie wolno podżegać do przestępstwa. Pomawianie kogoś czy jego znieważanie podlega ocenie sądu i można za to ponieść karę. Jednak założenie, że to funkcjonariusze social mediów będą w trybie doraźnym kasować „nieprawdziwe informacje” jest sprzeczna z tradycyjnie pojmowaną wolnością słowa. W debacie politycznej niełatwo oddzielić informację od opinii. Niełatwo zdefiniować, co jest prawdą, a co nieprawdą. Każda ze stron coraz gwałtowniejszych kulturowych sporów widzi „fejki” po stronie przeciwnika, nigdy po swojej.
Ataki na Muska, że otworzył dawny Twitter na „fejki”, wulgaryzmy i argumenty „ekstremistów”, padają nie od dziś w samej Ameryce. Komisja Europejska zdążyła już nawet uruchomić jakieś dochodzenie w tej sprawie. Musk odpowiedział francuskiemu urzędnikowi wulgarnym memem. Nawet w sensie technicznym poddanie globalnej korporacji kontroli urzędników nie byłoby łatwe. Na razie Komisja Europejska zdystansowała się od zapowiedzi użycia „narzędzi prawnych”, jakiej użył Breton. Uczyniła to pod wrażeniem potężnej fali internetowej krytyki. Ludziom z różnych krajów groźba Francuza skojarzyła się z cenzurą. Słusznie.
Ale próba instalowania jakiejś formy kontroli będzie powracać. Mamy tu do czynienia z zamianą ról. Kiedyś to prawica chętniej przypominała o ograniczeniach wolności słowa – w imię ochrony takich wartości jak tożsamość religijna, patriotyzm czy moralność. Ślady tego odnajdujemy jeszcze dzisiaj. Lewica i liberałowie chętnie kasują prawne gwarancje poszanowania uczuć wierzących. Ochronę publiczności przed „demoralizacją” uznaje się za zbędny anachronizm.
Ale równocześnie wydłuża się lista innych wartości, które trzeba chronić sankcjami prawnymi. Dotyczy to tematu ludzi LGBTIQ, mniejszości rasowych, imigrantów czy w końcu czysto już politycznych pryncypiów, na których opiera się sama Unia. Uprawiana jest coraz radośniejsza twórczość zmierzająca do poszerzania skali zakazów – w imię politycznej poprawności. Polacy też przechodzą kurs tej nowej tendencji. Gdy prezydent Andrzej Duda zostanie zastąpiony przez polityka obecnej koalicji, dostaniemy ustawę zakazującą „mowy nienawiści”. Centrolewica już ją napisała, tylko boi się weta.
Trudno nie mieć wrażenia, że to coraz mocniej koordynowana akcja politycznego mainstreamu – w Europie, po części i w USA. Lewicowa poprawność polityczna ma być nienaruszalna. Myślę o tej tendencji z obawą.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 34/2024