Trochę zielonego dla siebie

Pandemia rozpaliła marzenia Polaków o własnym ogródku działkowym. Dziś wolnych ogródków praktycznie nie ma, a ceny dzierżawy lub kupna ciągle idą w górę.
Czyta się kilka minut
fot. Coldsnowstorm/Getty Images
fot. Coldsnowstorm/Getty Images

Jeszcze kilkanaście lat temu, zwłaszcza w mniejszych miastach, wiele z nich stało odłogiem, dziś rozchodzą się na pniu, nierzadko za horrendalne kwoty. Kupić je można za pośrednictwem prywatnych ogłoszeń zawieszanych na przydrożnych słupach, przeszukując posty w mediach społecznościowych lub poprzez portale sprzedażowe.

Pierwszy Grudziądz
Oficjalny początek ogródków działkowych w Europie przypadł na lata 80. XIX w. Zainicjowane zostały w Lipsku z myślą o rodzinach robotniczych. W ślad za Niemcami zaczęły się pojawiać we wszystkich krajach rozwijających się przemysłowo, m.in. w Anglii, Francji, Belgii i Holandii, Austrii, Luksemburgu, Szwecji, Norwegii, Danii, Szwajcarii, Czechach i Słowacji. Ogród „Kąpiele słoneczne” powstał w 1897 r. w Grudziądzu, tym samym rozpoczynając trwającą do dziś tradycję ogrodów działkowych w Polsce. Pierwszy zorganizowany ruch działkowy na ziemiach polskich powstał w 1927 r. w Poznaniu pod nazwą Towarzystwo Ogrodów Działkowych Rzeczpospolitej Polski i stworzył podwaliny pod działający obecnie Polski Związek Działkowców. Pod zarządem PZD znajduje się dziś 4700 rodzinnych ogrodów działkowych (ROD), w których swoją działkę ma 900 tys. rodzin.

Inwestycja
Część osób pod wpływem pandemii COVID-19 kupiła lub adoptowała psa, a część zaopatrzyła się w kawałek ziemi w rodzinnych ogródkach działkowych. Działki w ROD nie można kupić, a jedynie wydzierżawić i w drodze umowy pisemnej nabyć do niej prawo, które w razie rezygnacji można przenieść na inną osobę. Tak właśnie w 2021 r. zrobili Kasia i Mateusz. – Byliśmy przemęczeni po obostrzeniach związanych z izolacją. Zamknięci w domu z naszym trzyletnim wówczas synem, marzyliśmy o własnej przestrzeni na świeżym powietrzu, która dostępna byłaby w każdym momencie – opowiada Kasia.
– Akurat mieliśmy pewne środki finansowe na koncie. Zewsząd dobiegały nas wizje nieustannie rosnącej inflacji. Okoliczności tak się ułożyły, że postanowiliśmy zainwestować zgromadzone pieniądze w działkę, z myślą, że nawet jeśli po jakimś czasie się rozmyślimy, będziemy mogli sprzedać prawo do dzierżawy i odzyskać ulokowane oszczędności. Nie była to mała inwestycja, ale dziś, tak jak prognozowano, ceny działek jeszcze bardziej poszły w górę – opowiada Mateusz.

Uciec
Nabywając prawo do dzierżawy rodzinnego ogródka działkowego, można sadzić w nim rośliny, budować altanę, odpoczywać i spędzać czas zgodnie z regulaminem. Działkowiec wraz z prawem dzierżawy staje się właścicielem posadzonych na działce roślin, a także obiektów, które się tam znajdują, jak np. altana czy pomieszczenia na narzędzia.
Na co dzień Kasia i Mateusz mieszkają w bloku blisko centrum dużego miasta, dlatego poszukując ogródka działkowego, chcieli, aby był on położony na obrzeżach ich miejscowości. – Oglądaliśmy działki atrakcyjniejsze i tańsze, ale znajdujące się w ścisłym centrum miasta. Były drzewa, było zielono, ale ogród w samym środku miasta rozmijał się z tym, czego szukaliśmy: kawałka ciszy i spokoju – opowiada Kasia.
Działka, na którą się zdecydowali, ma swój własny, niepowtarzalny klimat. Duży świerk, altanka w stylu lat 80., krzaki jeżyn, winorośle i spontanicznie rosnąca trawa nadają jej rustykalny charakter. – Olbrzymi świerk był tym, co przyciągnęło mnie do tej działki. Poprzedni właściciele od kilku lat nie pielęgnowali ogrodu, co przydawało mu dzikości i naturalności. Uporządkowaliśmy teren, wywieźliśmy kontenery pełne gałęzi, w miarę regularnie kosimy trawę, w altance wymieniliśmy drzwi i okna, lecz mimo to udało nam się zachować jej nieszablonowość, dzięki której kilkanaście minut od naszego domu możemy poczuć się jak na łonie przyrody – opowiada Mateusz.

Nieobciążająca
To Kasia pochodzi z rodziny z tradycją działkową. Jej babcia całym sercem przywiązała się do uprawy działki, obdzielając wnuczęta w każde wakacje rozmaitymi owocami. Mama Kasi przez jakiś czas również pielęgnowała działkę, ale ze względu na nadmiar obowiązków sprzedała ją. Dziś małżeństwu nie zależy na uprawie warzyw czy owoców, choć jak przyznaje Kasia, praca w ziemi bywa uwalniająca. – Aby uprawiać warzywa czy owoce, musielibyśmy bywać na działce regularnie. Trzeba byłoby wyrywać chwasty, podlewać uprawę, zagłębić się w temat, co warto uprawiać i jak o to dbać. Przy naszym dzisiejszym trybie życia jest to niemożliwe. Chcemy mieć działkę, która będzie naszą alternatywą na spędzanie wolnego czasu, a nie dodatkowym obowiązkiem, który nas obciąży. Nie ukrywam jednak, że przekopywanie ziemi i ręczna praca w niej daje mi spokój, ukojenie i pewien rodzaj satysfakcji, który trudno porównać do czegoś innego – twierdzi Kasia.
Tymek, sześcioletni syn Kasi i Mateusza, był jednym z głównych motywatorów rodziców do zakupu działki. – Myśląc o działce, marzyliśmy również o miejscu, gdzie Tymek będzie mógł się swobodnie bawić otoczony przyrodą, a nie tylko kilkoma drzewami z osiedlowego parku – opowiada Mateusz. – Podczas ostatniego zebrania użytkowników ROD okazało się, że niedługo powstanie na terenie naszych ogródków działkowych plac zabaw dla dzieci. Intuicja podpowiada nam, że dzięki temu Tymek jeszcze bardziej będzie lubił jeździć na działkę.

Łyżka dziegciu
Popandemiczny boom na ogródki działkowe nie ustaje. Wartość prawa do dzierżawy szybuje w górę, dochodząc nawet do 350 tys. zł. W 2023 r. pojawił się promyk nadziei na posiadanie ROD na własność, jednak został on zgaszony po podpisaniu przez prezydenta Ustawy o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego w prawo własności. Nowe przepisy nie objęły rodzinnych ogródków działkowych. Wykup gruntu ROD nie jest i jak na razie nie będzie możliwy. W związku z nowelizacją Ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym każda gmina do 31 grudnia 2025 r. będzie zobowiązana uchwalić ogólny plan dla obszaru całej gminy, który zastąpi dotychczas uchwalane kierunki zagospodarowania przestrzennego. Polskie gminy będą musiały podzielić swój obszar na trzynaście stref planistycznych, z których każda będzie pełnić inną funkcję. ROD będą mogły przynależeć tylko do trzech z nich: strefy mieszkaniowej jednorodzinnej, mieszkaniowej wielorodzinnej lub zieleni i rekreacji. Jeśli teren z ROD będzie miał inne przeznaczenie w planie miejscowym, istnieje ryzyko likwidacji usytuowanych na nim ogródków działkowych. Działkowcy mogą wnioskować o stworzenie odpowiedniej strefy na gruntach, na których istnieje dany rodzinny ogród działkowy. Wniosek musi być poparty szczegółowymi danymi geodezyjnymi. Polski Związek Działkowców przygotował wzór wniosku i udostępnia plany geodezyjne poszczególnych ROD.

Rekreacyjna
Śpiewające kosy na płocie, kolorowe sójki na drzewie, jeże zagrzebane w liściach czy wielobarwne motyle obsiadające budleję, nazywaną motylim krzewem – to tylko niektórzy z gości na działce Renaty i Mariana. Jakiś czas temu pod przyczepą od kampera, zaaranżowaną na altankę, zamieszkała łasica. – W poprzednie wakacje, gdy odpoczywaliśmy z mężem na leżakach, tuż obok naszych nóg przebiegło małe, nietypowe zwierzątko i schowało się pod kamperem. Zapomnieliśmy o tym spotkaniu aż do momentu, gdy pod łóżkiem naszej pseudoaltanki, znalazłam wydrążone pestki czereśni. Okazało się, że ten sposób spożywania owoców jest charakterystyczny dla łasic – opowiada Renata. – Bardzo się ucieszyłam z jej obecności, ponieważ te małe, urocze zwierzątka żywią się także myszami, które potrafią podczas zimy uczynić niemało szkód w altankach podobnych do naszej. Dzięki łasicom nie muszę martwić się o ciuchy, poduszki czy nakrycia zostawiane w przyczepie na zimę.
Ogródek, zwany w prawie budowlanym działką rekreacyjną, jest pewnego rodzaju spadkiem po czasach PRL-u, kiedy to Marian wiele lat przepracował w PGR-ze. – Działkę na własność wykupiliśmy kilka lat temu za grosze. Sąsiedzi bez przeszłości w Państwowym Gospodarstwie Rolnym, które znajdowało się nieopodal, za swoją działkę musieli zapłacić niemałe pieniądze. Choć i tak to lepsza sytuacja niż z ROD, ponieważ działkę rekreacyjną można wykupić na własność – opowiadają emeryci. – Przynajmniej jakąś korzyść mamy z tamtych niełatwych czasów. Dziś płacimy tylko za liczniki na wodę około 50 zł rocznie i kilkaset złoty podatku od gruntu. Działka jest w stu procentach nasza i nawet jeśli byłyby zakusy budowy drogi czy nowych osiedli w okolicy, nikt nas nie może stąd wyrzucić.

Azyl
Przyczepa kamperowa na pięcioarowej działce stoi od dziesięciu lat. To wtedy małżeństwo zdecydowało, że zrezygnują z prowadzenia większych upraw, pozostawiając tylko kilka grządek warzyw i dużą liczbę rabatek kwiatowych. Na pozostałym terenie posiali trawę i ustawili huśtawkę ogrodową, duży stół i krzesła. – Kiedyś nasza działka miała charakter typowo rolniczy. Uprawialiśmy ziemniaki, kapustę, buraki i duże ilości innych warzyw. To były zupełnie inne czasy, dzieci były małe, a w sklepach nie było takiej różnorodności produktów jak dziś – opowiada Marian. – Moim zdaniem uprawianie na własnym ogródku dużej ilości warzyw i owoców w dzisiejszych czasach najzwyczajniej się nie opłaca. Wymaga to zbyt dużych nakładów czasowych i finansowych, a efekt nie zawsze będzie zadowalający, bo albo przyjdzie susza, albo niedostateczna ilość chemicznej ochrony sprawi, że całą uprawę zje szkodnik lub opanuje choroba. Dziś mamy sześć rzędów pomidorów, trzy ogórków, trochę fasolki szparagowej i kilka krzaczków truskawek. Przez środek działki biegnie duży pas kwiatów, które rosną także w innych miejscach ogrodu. Uprawa ich to pasja żony, która dużo czasu spędza, traktując każdy kwiat z należytą atencją – uśmiecha się mężczyzna.
Renata postrzega działkę jak azyl, swoje miejsce na ziemi, gdzie może odpocząć, pomyśleć, odetchnąć od codziennych zmartwień. – Nawet gdy nasza działka wymagała wiele pracy, traktowałam ją jak odskocznię od wszystkiego. Przez większą część mojego zawodowego życia pracowałam jako ekspedientka, dlatego w okresach wiosenno-letnich nierzadko po pracy jadłam obiad, ogarniałam obowiązki domowe i do wieczora zaszywałam się z haczką [motyka, graczka – przyp. red.] i grabkami wśród ówczesnych rozlicznych warzywnych grządek. Zmęczenie fizyczne było wprost proporcjonalne do odpoczynku psychicznego – opowiada kobieta. – Dziś, mimo że od pięciu lat jestem emerytką, działa ten sam mechanizm. Każde życiowe zmartwienie czy nadmiar bodźców przepracowuję na działce. Zmieniło się tylko to, że oprócz haczki i grabek używam również słuchawek. Praca na działce to najlepszy czas na słuchanie audiobooków. Kiedy zmęczenie fizyczne daje się we znaki, siadam na leżaku i kontempluję piękno przyrody – przyznaje.

Suchy alarm
Jedyny problem, który mają, to przerwy w dostawie wody. – Jakiś czas temu w rurach doprowadzających wodę do naszej działki i tych usytuowanych na linii prostej z naszą zaczęła przeciekać uszczelka. Awaria skutkuje reglamentacjami w dostawie wody nadającej się do picia. Bywa to frustrujące, zwłaszcza gdy zaplanujemy zjeść obiad czy deser z kawą. Jednak przez to, że nasze działki nie mają oficjalnego zarządu, nie  ma nikogo, kto samozwańczo wziąłby się za naprawę usterki – przyznaje Renata.
Jak się okazuje, problem w dostawach wody niedługo nie będzie dotyczył tylko usterek technicznych. Coraz więcej gmin zmuszonych jest do oszczędzania wody ze względu na suszę. W październiku 2022 r. aż w dziewięciu województwach zwierciadło wód podziemnych było poniżej niskiego stanu ostrzegawczego. Na największe braki wody narażeni są mieszkańcy Mazowsza, Lubelszczyzny, Podlasia, Wielkopolski i części Pojezierza Mazurskiego. Przed użytkownikami ogródków działkowych stoi niewątpliwe odpowiedzialne zadanie racjonalnego zarządzania użytkowaną wodą, chociażby w trakcie podlewania.
Mąż Renaty od „grzebania” w ziemi woli odpoczynek. – Dbam o pomidory i ogórki, które rosną, podlewam rośliny, gdy tego potrzebują, koszę trawę, kiedy urośnie zbyt bujnie, ale zdecydowanie najbardziej doceniam funkcję relaksacyjną, jaką pełni dziś nasza działka. Wyciągam leżak, kładę się na huśtawce ogrodowej, siadam na krześle i mogę tak spędzać godziny – przyznaje emeryt. – Jeszcze przyjemniej jest, gdy zaprosimy gości i rozpalę grilla. Spędzam wówczas czas przy ruszcie, oddając się rozmowom i konsumpcji. To jest najpiękniejszy czas w roku – przyznaje.
---
Imiona niektórych bohaterów zostały zmienione.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł
Weronika Frąckiewicz
frackiewicz@swietywojciech.pl

Artykuł pochodzi z numeru 30/2024