Logo Przewdonik Katolicki

Radość jako skutek uboczny

Weronika Frąckiewicz
fot. Yvan Tessier/Getty Images

Rozmowa z ks. Grzegorzem Strzelczykiem o niedefiniowalnych radościach, chrześcijańskiej przemocy i wspólnocie, która smuci.

Wiele osób zarzuca nam, katolikom, że gloryfikujemy cierpienie. Najnowsza Księdza książka to Ćwiczenia z radości. Jak jest w rzeczywistości, jesteśmy piewcami radości czy smutku?
– Śpiew centralnej liturgii Kościoła wzywa nas do radości „Weselcie się już zastępy aniołów w niebie, weselcie się słudzy Boga”. Centrum naszej wiary stanowi radość z faktu, że Chrystus zwyciężył grzech i śmierć, co przecież celebrujemy podczas każdej Eucharystii, czyli w dziękczynieniu. W ciągu roku okres postny zajmuje 40 z 365 dni, czyli proporcje smutku i radości są dość wyraźne. Dodatkowo, w każdą niedzielę, mamy nakaz świętowania i zakaz robienia rzeczy, które przeczą świętowaniu – czyli na celebrację radości przeznaczamy dodatkowo ponad pięćdziesiąt dni w roku, nie licząc wszystkich ważnych świąt. Jeżeli człowiek w chrześcijaństwie nie doszedł do odkrycia, że jest ono radością wynikającą ze zmartwychwstania i z faktu, że Chrystus zwyciężył grzech, to należy mu pilnie ogłosić Ewangelię.

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 13/2024, na stronie dostępna od 25.04.2024

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki