Logo Przewdonik Katolicki

Liczby nigdy nie są najważniejsze

Tomasz Królak
fot. Magdalena Bartkiewicz

Warto spojrzeć na to sekularyzacyjne przyspieszenie w perspektywie nadziei

Jak Kościół w Polsce zniesie społeczne przemiany w kierunku sekularyzacji i jaki jego kształt wyłoni się za parę lat? Oto główne pytanie, jakie formułowano podczas niedawnej prezentacji raportu KAI „Kościół w Polsce 2023”. Z jednej strony opracowanie to pokazuje ogromny wciąż potencjał apostolski tkwiący (a czasem wciąż tylko drzemiący) w Kościele, z drugiej jednak przedstawia dość dramatyczny spadek praktyk religijnych, zwłaszcza w pokoleniu dwudziestoparolatków, wśród osób najbardziej wykształconych oraz mieszkańców największych miast. To są, jak wskazywano, trzy motory sekularyzacji, która szczególnej dynamiki nabrała jakieś 5–8 lat temu. W dodatku nie widać, jak wskazywała była dyrektor CBOS, hamulców, które te procesy mogłyby zatrzymać.
Na pytanie o przyszły kształt naszego Kościoła nie ma prostej odpowiedzi, choć niektórzy entuzjaści sekularyzacji, antyreligijni agitatorzy czy lewicowi aktywiści, dla których stan Kościoła najlepiej ilustruje skandal z Dąbrowy Górniczej, odpowiedź znają: Kościół wkrótce legnie w gruzach, religijne zabobony spoczną na śmietniku historii, zaś wyzwolone w ten sposób społeczeństwo zazna powszechnej szczęśliwości.
To już pewne, że obraz Kościoła w najbliższych latach będzie się zmieniał, tym bardziej że ubytkowi wiernych towarzyszyć będzie spadek liczby duchownych: wskaźniki dotyczące powołań nie pozostawiają tu miejsca na złudzenia. Ale, wbrew radośnie głoszonym wieszczbom o schyłku Kościoła i ku pocieszeniu tych, którzy będąc w nim ulegają lękom o przyszłość, chciałbym zauważyć, że życie religijne nie podlega żadnym determinizmom, że wymyka się kalkulacjom socjologów i bardzo trudno formułować jakiekolwiek wiążące wnioski na przyszłość.
Ale jest tu coś ważniejszego. Już sześć lat temu pisałem w „PK”, że zarysowujący się koniec duszpasterstwa masowego jest wielką szansą na rozpoznanie twarzy tych, którzy dotąd „zlewali się” duszpasterzowi w jedną masę. Niewykluczone, że cała wspólnota doświadczy bycia w mniejszości i, jak to ktoś pięknie ujął, „chrześcijaństwa samotnego heroizmu”. Będzie mniej księży i mniej wiernych, co samo w sobie nie jest powodem do radości, to fakt. Ale może to właśnie te enklawy wiary, które wyłonią się z niedawnych mas, będą prawdziwą, ewangeliczną (a nie z lekka już zwietrzałą) solą, zdolną do zmieniania siebie i otoczenia? Może też, wskutek coraz bardziej dojmującego braku księży, wierni świeccy odnowią w sobie gorliwość apostolską i obudzą uśpioną dotąd odpowiedzialność za całą wspólnotę?
Myślę więc, że warto spojrzeć na to sekularyzacyjne przyspieszenie w perspektywie nadziei. Wzmacnia ją także nadchodzący Synod o synodalności, który może służyć „odnowie oblicza ziemi”. Także naszej ziemi i tutejszego Kościoła, który powinien być prawdziwą wspólnotą ludzi otwarcie mówiących o radościach i problemach, wzmacniających się wzajemnie w drodze do wspólnego celu i wciąż poszukujących tych, których na tej drodze nie ma. To jest naprawdę ważne, dużo ważniejsze niż wszelkie liczby, tendencje i prognozy.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki