Logo Przewdonik Katolicki

Co oznacza strzec depozytu wiary?

ks. Wojciech Nowicki
fot. Piotr Łysakowski

Ogłoszenie przez papieża, że zamierza na najbliższym konsystorzu nałożyć na głowę abp. Grzegorza Rysia kardynalski biret przysłoniło, przynajmniej w Polsce, fakt, że wśród kardynałów-nominatów jest mianowany niedawno prefekt Dykasterii Nauki Wiary.

Wokół osoby abp. Víctora Manuela Fernándeza pojawiło się kilka kontrowersji, nie tylko natury teologicznej, ale również w kontekście postępowania ws. o nadużycia seksualne. Z całą pewnością wątpliwości muszą być wyjaśnione, by ten, który stoi na czele urzędu dbającego o czystość wiary (a decyzją Jana Pawła II przestępstwa seksualne dokonane przez duchownych traktowane są jako przestępstwa przeciwko wierze), sam musi być transparentny. Chodzi o to, by niejasności nie kładły się cieniem na tym, co będzie robił jako prefekt dykasterii.
A czym będzie się zajmował? To wyjaśnia sam papież w liście skierowanym do arcybiskupa z Argentyny. I na tym warto byłoby się zatrzymać. O ile bowiem decyzje personalne mogą być w każdej chwili zmienione, o tyle intencja wyrażona przez papieża w tym liście pozostanie niezmienna. Franciszek chce, by dykasteria strzegła wiary, jednak innymi niż dotychczas metodami. Najogólniej ujmując: strzeżenie depozytu wiary ma mieć charakter ewangelizacyjny. Może nawet trzeba by zaryzykować tezę: ma być podporządkowane ewangelizacji. Tłumaczyłoby to, dlaczego w dokumencie reformującym Kurię Rzymską, Dykasteria Nauki Wiary, uważana wcześniej (gdy była to jeszcze kongregacja) za jeden z najważniejszych urzędów kurialnych, została wymieniona jako druga – po Dykasterii ds. Ewangelizacji.
Zasadniczo nie powinno to dziwić. Ewangelizacja jest pierwszorzędnym celem Kościoła. A właściwie jedynym. Wszystko temu celowi powinno być podporządkowane. Również sposób przekazywania prawd wiary.
I tutaj dotykamy chyba sedna sprawy. Badania z zakresu socjologii religii pokazują ciekawe tendencje. Ludzie doskonale znają nauczanie Kościoła w dziedzinie moralności. Być może niekoniecznie się z nim zgadzają. Praktykujący spowiadają się z przekraczania zasad moralnych. Sęk w tym, że ta sama grupa, odpowiadając na pytania badaczy, nie wykazuje wiary w fundamentalne prawdy. Przeglądając badania z ostatnich lat z konsternacją trzeba stwierdzić, że zaledwie połowa Polaków wierzy w zmartwychwstanie Jezusa. Badania religijności przeprowadzone przez Ipsos w 26 krajach pokazują, że wiarę w istnienie nieba deklaruje nieco ponad połowa wszystkich badanych (52 proc.), ale w piekło wierzy już tylko 41 proc. respondentów. Podobną zależność można obserwować w Polsce: 54 proc. wierzących w niebo i 44 proc. wierzących w piekło. W istnienie ponadnaturalnych istot (np. aniołów, demonów) wierzy 47 proc. Polaków, a o istnieniu samego diabła jest przekonanych 43 proc. pytanych.
Już Benedykt XVI przypominał, cytowałem ten fragment wielokrotnie, że u podstaw bycia chrześcijaninem jest spotkanie z Osobą – z Jezusem, które to spotkanie implikuje wybór określonych norm postępowania, które możemy nazwać moralnością chrześcijańską. Możemy też określić zwyczajnie postępowaniem zgodnym z przykazaniem miłości. Tymczasem zdaje się, że chrześcijaństwo w głównej mierze kojarzy się z normami etycznymi, z tym, co wolno, a czego nie wolno, a nie z doświadczeniem wyzwalającej miłości Boga. Bez żywej relacji z Bogiem chrześcijaństwo sprowadzone zostaje do pewnej kultury, która dziś jest, a jutro może być nieaktualna. To spłycenie tego, czym w istocie jest wiara w Boga osobowego, który był, jest i który przychodzi. I który objawił się nam w Jezusie Chrystusie.
Bez zrozumienia istoty wiary, fundamentów, nie zrozumiemy właściwie wynikających z niej zasad postępowania. Nie da się tego czynić odwrotnie. Dlatego list papieża do nowego prefekta Dykasterii Nauki Wiary każe nam poukładać sobie, czym jest niezmienny depozyt wiary, a czym to, co zmianie podlega i może być zdefiniowane na nowo. Wydaje się, że wielu obrońców chrześcijaństwa broni dziś kultury chrześcijańskiej, niekoniecznie zaś wiary chrześcijańskiej par excellence. Z tego pomieszania między tym, co istotne i trwałe, a tym, co drugorzędne i zmienne, biorą się nieprozumienia, lęk przed zmianą, wypaczanie Ewangelii dla własnej, ludzkiej, niedoskonałej wizji Kościoła i jego działania. Afirmatywne strzeżenie depozytu wiary, czyli radosne i ożywiające głoszenie fundamentalnych prawd o Bogu, który jest Miłością, powinno mieć zawsze prymat. Wszak Zacheusz najpierw spotkał Jezusa i doświadczył Jego bezwarunkowej miłości, to dopiero sprawiło zmianę jego postępowania. Trzymajmy się zatem ewangelicznych priorytetów.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki