Warto żyć

Nie robię żadnych planów, nic konkretnego. Nigdy nie sporządziłam listy noworocznych postanowień. Gdybym miała siebie scharakteryzować, powiedziałabym, że jestem raczej improwizatorką.
Czyta się kilka minut
fot. Isham Fernandez/Unsplash
fot. Isham Fernandez/Unsplash

Nie umiem zaplanować nawet obiadu na dzisiaj, a co dopiero całego roku. A co więcej, zamiast patrzeć wprost w 2023 rok i karmić się nadzieją, od kilku dni cofam się w czasie.
Wszystko zaczęło się w święta Bożego Narodzenia, które spędziłyśmy z córką w izolacji spowodowanej wirusem. Żeby nie zarazić starszej części rodziny, podzieliliśmy się rodzinnie i zostawiając sobie na pociechę psa, oglądałyśmy seriale, popijając rozpuszczalny paracetamol. Wybór padł na serial z czasów, gdy kojarzyły się one z operami mydlanymi lub z brazylijskimi produkcjami. Ten był inny, a że ostatecznie miał 15 sezonów, więc załapała się na niego i moja córka. Ostry dyżur był naszym międzypokoleniowym hitem. Doskonale pamiętam wyczekiwanie na czwartkowy wieczór, chyba Polsat, pełen relaks między obowiązkami młodej matki, jaką wtedy byłam. Zasypiające niemowlę na moim ramieniu i ekipa ze szpitala klinicznego w Chicago.
Włączyłyśmy więc pierwszy sezon. Po entuzjastycznym zachwycie i sentymentalnych westchnieniach oraz żartach z „dziewięćdziesiony” (te oversizowe w ramionach płaszcze!), wróciłam myślami do dawnego świata. Jeszcze sprzed zamachu na World Trade Center, sprzed talibów, ale już z czasów wojny czeczeńskiej i oblężenia Sarajewa. Z czasów Srebrenicy, zamachu w Oklahoma City i ludobójstwa w Rwandzie. Czytam sobie, co też jeszcze działo się w latach produkcji i premiery pierwszego sezonu Ostrego dyżuru. Kilka katastrof lotniczych, trzęsień ziemi, jeden wybuch wulkanu. Premiery paru ważnych filmów, w tym Toy Story – pierwszej animacji stworzonej w programie komputerowym oraz kultowego Pulp Fiction. Dostrzegamy zmiany kulturowe, pewne zachowania nie do pomyślenia dzisiaj i papierosy w restauracji.
To złudzenie, że świat z pierwszego sezonu Ostrego dyżuru wydaje się prostszy. Był tak samo brutalny jak ten współczesny. Wtedy nie miałam jeszcze w domu internetu, wiele zła tamtego czasu było przede mną ukryte. Dzisiaj znam nazwiska i twarze młodych mężczyzn, którzy zginęli, broniąc Bachmutu. Wiem, że w ośrodku zamkniętym dla uchodźców prowadzi głodówkę straumatyzowany młody człowiek z Iraku, który trzymany jest tam bez powodu już półtora roku. Wiem, że chińskie samoloty naruszyły przestrzeń powietrzną Tajwanu, a serbskie wojska prężą muskuły na granicy w Kosowem. A kiedy ten felieton zostanie wydrukowany, wszystko to będzie już nieaktualne. Może nawet wybuchną nowe wojny, których bardzo się boję? Może być znacznie gorzej, ale wolę myśleć, że życie cały czas będzie piękne. Pomimo. Bo warto żyć.

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 1/2023