Piszę ten tekst po obejrzeniu szóstego (z siedmiu) odcinka serialu Dewajtis. Wyprodukowała go telewizja publiczna. Kiedy się dowiedziałem, że TVP porywa się na adaptację romansu Marii Rodziewiczówny, zareagowałem sceptycyzmem. „Po co, przecież to starocie, nieobecne od lat w naszej świadomości?” – to moja pierwsza myśl.
No i nie miałem racji. Filip Zylber zrobił z młodzieńczej powieści egzaltowanej piewczyni szlacheckich dworków i cnót coś żywego, ciekawego, w paru miejscach nawet zaskakującego w odejściu od melodramatycznej sztampy. Rzecz dzieje się w szczególnym zakątku, bo na Żmudzi. Chłopi są Litwinami, ziemiańska elita jest polska, ale o szczególnych nazwiskach. Mamy tradycję powstania styczniowego. I mamy nastrój dziwnej, pełnej tajemnic ziemi, gdzie ludzie chodzą do katolickiego kościoła, ale czczą święty dąb Dewajtis z powkładanymi w pień świątkami.
To w istocie przypowieść pozytywistyczna, w której dobry szlachcic Marek Czertwan walczy z egoistyczną rodziną, macochą i przyrodnim bratem. Oni są utracjuszami, on schłopiały, szorstki, walczy o utrzymanie ojcowizny. Wczepia się w nią pazurami. To częsty archetyp tamtej literatury. Mamy też zaskakująco świeżo pokazane miłosne wielokąty. Na ogół z zachowaniem realiów obyczajowych (nawet jeśli z lekko wychodzącym poza tamtą prozę feministycznym morałem). Bohaterowie nie idą tu ze sobą od razu do łóżka, jak w najnowszym Znachorze z Netfliksa.
Patrzę na ten serial i myślę o fenomenie TVP z ostatnich ośmiu lat. Przecież serial Dewajtis ma nienachalne, ale wyraźne przesłanie dotyczące polskiej tożsamości.
Nie byłem entuzjastą politycznej linii tej TVP, kojarzącej się z nazwiskiem odsuniętego dopiero niedawno prezesa Jacka Kurskiego. To była toporna propaganda, efekt partyjnego przejęcia tego medium. Ostatnio Marcin Wolski, jeden z dyrektorów tej nowej pisowskiej telewizji w pierwszych latach, porównał jej język do propagandy z lat 70., a więc z czasów PRL. I spytał, czy ona nie zaszkodziła, nie pociągnęła w dół, także samej Zjednoczonej Prawicy.
Pociągnęła czy nie, była ciągiem nadużyć. Nawet jeśli, jak w dokumentalnym serialu Reset, dotykano tam realnych rozliczeń dawnej ekipy Donalda Tuska, robiono to tendencyjnie, wybiórczo, na dokładkę bez wdzięku. Tym się różni propaganda od publicystyki.
A zarazem w sferze kultury ta telewizja miała realne osiągnięcia. Odrodzenie teatru telewizji, który pod koniec poprzednich rządów Platformy był w stanie zaniku, historyczne seriale, ale też takie naprawdę ambitne filmy jak Filip Michała Kwiecińskiego czy Polowanie na ćmy Michała Rogalskiego. Akurat TVP reklamuje swoją najnowszą współprodukcję Figurant Roberta Glińskiego. Czy kino komercyjne zdecydowałoby się na opowieść o esbeku walczącym z Bogiem – poprzez inwigilowanie Karola Wojtyły? Możliwe, że nie, zwłaszcza teraz.
Na tle tych tytułów Dewajtis może się wydać naiwnym obrazkiem. Ale jest prawdziwy, działa na dobre emocje i daje nam poczucie ciągłości. Zaraz po nim zobaczymy przerobionego na serial Kamerdynera Filipa Bajona, epopeję o Kaszubach i ich współistnieniu z Niemcami na Pomorzu.
Środowiska artystyczne odwracały się od TVP coraz bardziej, a przecież nie na tyle, aby tak różnorodne produkcje nie powstawały. Otóż, ja się boję teraz efektu wahadła. Nowa koalicja chce media publiczne jak najszybciej przejąć, możliwe, że z co najmniej nagięciem prawa. Ale ja widzę inne zagrożenie. Porzucenia iluś tematów, zwolnienia się z iluś obowiązków. Tak, z obowiązków wobec naszej tożsamości. Nie boję się tego słowa. Po to mamy publiczną telewizję.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













