Logo Przewdonik Katolicki

Prezydent, który jest

Szymon Bojdo
Prezydent Wołodymyr Zełenski odwiedza oddziały graniczne w Doniecku na Ukrainie 17 lutego 2022 r. fot. Ukrainian Presidency/Handout-Anadolu Agency-Getty Images

Rozmowa o Wołodymyrze Zełenskim, prezydencie Ukrainy, z Natalią Bryżko-Zapór, autorką książki Ja tu zostaję. Fenomen Wołodymyra Zełenskiego.

Jaka jest Pani ulubiona scena z serialu Sługa Narodu?
– Mam całe mnóstwo ulubionych scen, serial oglądałam wiele razy, a pracując nad książką, wracałam do niektórych odcinków. Wspomniałam o niektórych, ale mój ulubiony to ten, w którym minister spraw zagranicznych, wysłany przez prezydenta Hołoborodkę do Lwowa, musi spotkać się kilka razy z przedstawicielem Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Grać na zwłokę, bo prezydent, który ma dołączyć do rozmów, poważnie się spóźnia…

Minister musi więc działać dyplomatycznie…
– A skąd! To przecież serial komediowy. Działy się wtedy barwne i zabawne gagi, które rozśmieszały mnie do łez. Było też jednak kilka scen bardzo nośnych merytorycznie.

Pytam o to nieprzypadkowo. Mnie najbardziej podobały się tam momenty, w których we wzroku i uśmiechu przypadkowo wybranego prezydenta Ukrainy Wasyla Petrowycza Hołoborodki widać przejęcie rolą, w której się znalazł. Czy był to wzrok i uśmiech Wołodymyra Zełenskiego?
– W pewnym sensie to przecież ten sam człowiek. Zełenski jest odtwórcą tej roli, w związku z tym to jego uśmiech, jego sposób mówienia, jego charyzma. Sam Zełenski nie jest jednak prezydentem przypadkowym, z ludu – tutaj analogie się kończą. Nie mam jednak wiedzy i jak dotąd nikt nie ma à propos tego, w którym momencie Zełenski i producenci serialu, cała ta ekipa, uznali, że to będzie wstęp do kampanii wyborczej. Jest jeszcze jedna analogia: i bohater serialowy, i prezydent Zełenski bardzo chcą zmienić Ukrainę, obaj punktują sprawy, które są jej chronicznymi chorobami, niepozwalającymi ruszyć naprzód. Część tez Hołoborodki prawdziwy Zełenski głosił, idąc już do wyborów.

Pani zna doskonale realia Wschodu, tamtejszego życia politycznego i kulturalnego. Wprawdzie Zełenski nie był kimś „z ulicy”, był w Ukrainie bardzo popularny, jednak musiał przebić się przez oligarchiczny i polityczny beton.
– Wcześniej powstał ten bardzo popularny serial, a firma producencka Zełenskiego „Studio Kwartał 95” prowadziła szalenie popularne programy kabaretowe, których częścią była satyra polityczna, dość dosadnie komentująca wady tego politycznego układu. To wszystko razem wzięte było na dobrą sprawę wieloletnią kampanią wyborczą. W moim przekonaniu była to dość misterna kampania, złożony pomysł, bardzo oryginalny i ja chyba nigdzie nie spotkałam takiego sposobu wyłaniania nowej twarzy w polityce.

Pamiętam sceny, jak świeżo wybrany prezydent Zełenski idzie wśród tłumu i ściska się z ludźmi, przybija piątki, rozmawia, poklepuje po ramieniu – tego nie ma nawet na piarowskim Zachodzie.
– To już jest kwestia samej osobowości prezydenta Ukrainy, widzimy ją dobrze teraz, w sytuacji wojennej. Widzimy poziom tej charyzmy, słyszymy przemówienia, codzienne wieczorne orędzie do narodu i wiele wystąpień międzynarodowych w ciągu dnia. Przesłuchałam ich mnóstwo, w dalszym ciągu ich słucham. Bywały może słabsze momenty w tych przemówieniach, ale nie pamiętam jakiegoś nieudanego w całości. Ekipa, która pracuje nad ich treścią – a jest to sytuacja wojny i muszą być one przekonujące – to nie PR czy kreowanie wizerunku – to majstersztyk. Oni zresztą zgodnie twierdzą, że to Zełenski nadaje kierunek treści tych wystąpień. Więc gdy przypomnimy sobie czasy serialu czy kabaretów, przekonamy się, dlaczego to tak trafia do odbiorców – bo jest to dla ludzi. On przemawia teraz do ludzi różnych środowisk, krajów i to zawsze jest trafione.

Obecnie prezydent Zełenski wiele zyskał, bo pozostał ze swoim narodem w obliczu wojny. Czy jednak czekają na niego jakieś pułapki polityczne?
– Ostatnie badania sondażowe, przeprowadzone całkiem niedawno, w czasie wojny, pokazują, że ma wysokie poparcie, niemal 85 proc. społeczeństwa. A na początku wojny było to 91 proc., więc spadek o 6 punktów to niewiele w warunkach wojennych. Zełenski ma też jednak bardzo twardy, nieprzychylny mu negatywny elektorat, nawet teraz. Środowiska nieprzychylne prezydentowi punktują go w sposób dość ostry, czasami moim zdaniem nieadekwatny do sytuacji wojny, ale to już ocenią sami Ukraińcy. Nikt nie wiedział, że wojna rozwinie się z taką brutalnością. Błędy są nie do uniknięcia. Bo choć Ukraińcy szykowali się do wojny – nie spodziewali się takiego jej przebiegu. Dalej ważną sprawą były rozpoczęte w zeszłym roku zmiany legislacyjne, które miały wejść w życie w maju. Dotyczyły one tak zwanej deoligarchizacji, bo że oligarchiczność systemu była w Ukrainie problemem, to nawet w Polsce każdy wie.

I znaleziono jakiś sposób, by sobie z tym poradzić?
– Powiem, co wymyślili rządzący w Ukrainie. Pomysł zawarty w ustawie z listopada zakładał, że oligarchowie mają być odsunięci wyłącznie od mediów i polityki. Nie chodzi o to, żeby w ogóle zakazać im działalności, oni też zresztą tracą na wojnie majątki. Ustawa dokładnie rozpisywała, powyżej jakiego majątku do mediów i polityki nie można wchodzić. Problemem nie było ich bogactwo, ale na przykład to, że oligarchowie mają telewizje i wykorzystują je wyłącznie w celu lobbingu, nie tylko spraw biznesowych, ale i politycznych. Praktycznie do czasów Zełenskiego było to regułą i tym właśnie nowy prezydent – ten z serialu Sługa Narodu, a potem ten realny – przekonał do siebie ludzi. Bo wszyscy wiedzieli, że tak się dzieje, ale nikt nie wiedział, jak taki układ przerwać. Ukraińcy mówili wtedy: my nie łudzimy się, że Zełenski rozwiąże wszystkie problemy, ale może cokolwiek się zmieni. Zobaczymy, co będzie po wojnie, ale przypuszczam, że prezydent będzie się przy tym upierał, bo ma dodatkowe argumenty – kraj jest kandydatem do Unii Europejskiej i musi spełnić określone warunki.

Jakie jeszcze problemy stoją przed Zełenskim?
– Oczywiście sama wojna i jej przebieg, a także to, co już po wojnie – trudny proces odbudowy. Poza tym ważny będzie czynnik ludzki. Pułapki są różne: może być po prostu wyczerpany albo na przykład uderzy mu, jak to się mówi, woda sodowa do głowy. To już zdarzało się w historii, że lider był świetny, ale potem następowało jakieś zmęczenie materiału. To jest jeszcze dość młody człowiek, więc jego historia dopiero wydarza się na naszych oczach.

Na razie mówimy jednak o fenomenie Wołodymyra Ołeksandrowycza Zełenskiego. Czy to nie jest też opowieść o fenomenie Ukraińców?
– Ma pan absolutną rację. Próbuję to powiedzieć na różne sposoby, że to historia o fenomenie całej Ukrainy. To opowieść o fenomenie jednego człowieka, ale nie byłoby go, gdyby nie fenomen całej Ukrainy, niedoceniany przez wiele lat przez świat i teraz dostrzeżony w pełni. Zauważmy te pielgrzymki polityków do Kijowa, słowa premiera Johnsona: „Europa odkryła swojego nowego bohatera i jest nim Ukraina”. Teraz odkryła, ale ten bohater nie zrodził się 24 lutego tego roku, on zawsze istniał, ale rozwijał się konsekwentnie przez ostatnie 30 lat. W Ukrainie jeszcze 25 lat temu dużo dyskutowano na temat tożsamości – narodowej czy państwowej. Proces ten przyspieszył, bo Putin i jego ekipa, absolutnie nachalnie i brutalnie, pokazywali raz na parę lat, że to oni chcą rządzić w Ukrainie, i to dawało ogromny efekt naturalnego sprzeciwu. W powyższe wpisuje się prezydentura Zełenskiego. Bynajmniej nie była ona idealna, to nie tak, że to fenomenalny facet, który od razu wszystko naprawił. Ale zmiana jakości jest widoczna. 
Zacznijmy od wyborów. W 2019 r. nie było na mapie wyborczej Ukrainy linii podziału – niemal cały kraj się „zazielenił”, bo taki kolor miała kampania nowego prezydenta. Zdecydowanie przeciw był tylko obwód lwowski. Wcześniej się to nigdy nie zdarzyło. Zawsze było widać, że państwo to dzieli się na wschód i zachód. Jaki by potem mieli stosunek wyborcy do prezydenta – bo na jesieni zeszłego roku miał zaledwie 25 proc. Poparcia – to już się wydarzyło. Jedność jest ważna, co podkreśla teraz i przez cały czas swojej prezydentury Zełenski. Był to chyba najważniejszy element jego kampanii, nie miał on tak wyrazistego programu jak partie polityczne, ale nie można mówić, że programu nie miał wcale: były to między innymi deoligarchizacja i właśnie jedność.

Ta jedność mówi też o tym, że Ukraina nie ma kompleksów i zdecydowanie chce być częścią Europy.
– To mnie najbardziej porusza, gdy śledzę informacje na temat Ukrainy. Wzruszyło mnie ostatnio wprowadzenie do ich parlamentu flagi unijnej. Obserwowałam to zresztą już podczas pomarańczowej rewolucji. Ukraina nie dąży do Unii, żeby mieć więcej pieniędzy. Oni wciąż traktują UE jako symbol współczesnej kultury europejskiej, kontynentu. Oni tak bardzo chcą wrócić do tej Europy, że – jak widać – dają się za to zabijać. Nie było takiego kraju, który do tego stopnia chciałby wejść do Unii, że byłby gotów do ofiar na Majdanach, do wojny… Może to zabrzmi patetycznie, ale myślę, że Europa XXI w. też nie będzie na swój sposób pełnią, dopóki nie znajdzie się w niej pełnoprawnie Ukraina. 

Pytałem o ulubioną scenę w serialu Sługa Narodu, a jaka jest Pani ulubiona cecha prezydenta Zełenskiego?
– Myślę, że on nie kłamie, kiedy mówi, że Ukraińców naprawdę kocha. Ktoś powie: jest aktorem i to wszystko dobrze gra. Oczywiście, on potrafi zagrać, aczkolwiek nie był jakimś supergenialnym aktorem dramatycznym, był kabareciarzem. Jego słowa bywają jednak spontaniczne – zawsze mówi o rodakach „nasi ludzie”. Nie mówi „moi ludzie”, patrząc z góry. W wywiadzie dla opozycyjnych dziennikarzy rosyjskich podkreślał: „Nasi ludzie są pracowici i mają pasję”. Tak on właśnie widzi i rozumie swoich współobywateli.

Natalia Bryżko-Zapór 
Absolwentka slawistyki na Uniwersytecie Warszawskim. W latach 80. działaczka opozycji antykomunistycznej. Po okresie pracy dziennikarskiej przeszła do dyplomacji. Była radcą Ambasady RP w Kijowie (2001–2005), współpracowała z Komisjami Spraw Zagranicznych Sejmu i Parlamentu Europejskiego. W latach 2013–2017 dyrektor Instytutu Polskiego w Sankt Petersburgu. W 2018 r. założyła Fundację Partnerstwa dla Europy Środkowo-Wschodniej, której celem jest działanie na rzecz kultury i dziedzictwa kulturowego

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki