Zagubienie

Wielki Post to czas refleksji nad życiem, wiarą i relacjami z Bogiem i ludźmi. W naszym cyklu przyglądamy się różnym formom lęku – od lęku przed Bogiem, samotnością, słabością czy innością, po lęk przed zmianą i własnymi wątpliwościami. Pokazujemy, że lęk, choć trudny i bolesny, nie musi paraliżować – może stać się drogą do nadziei, wolności i duchowego wzrostu. Teksty odsłaniają mechanizmy naszych obaw, zachęcają do refleksji nad tym, co w nas prawdziwe, i pokazują, jak w codziennym życiu otworzyć się na Bożą obecność i odnowioną wiarę.
Czyta się kilka minut
il. A. Robakowska/PK, Wikipedia, Adobe Stock
il. A. Robakowska/PK, Wikipedia, Adobe Stock

Gęste ciemności zgromadziły się nad naszymi placami, ulicami i miastami; owładnęły naszym życiem, napełniając wszystko ogłuszającą ciszą i przygnębiającą pustką, która przechodząc, paraliżuje każdą rzecz – czuje się to w powietrzu, dostrzega się w  gestach, mówią to spojrzenia. Jesteśmy przestraszeni i zagubieni” – mówił Franciszek podczas modlitwy na placu św. Piotra 27 marca 2020 r. Nigdy nie czytałem tak mocnych, naszpikowanych zmysłowością, metafizyką i napięciem słów jakiegokolwiek papieża. Wydawać by się mogło, że to co najwyżej piękny literacki opis, poruszający serce. Ale czy rzeczywiście? Mija prawie rok. Ciemności nie rozwiały się. I nie dotyczą już tylko tego, co pandemia sama jakoś sprowokowała, ale coraz częściej – i to całą siłą – ujawniają to, co od dawna było w nas ukryte. 

Mechanizm ciągłej ucieczki

Zacznijmy od specyficznego rodzaju lęku, który nazywam zagubieniem. Myślę, że czas pandemii w wielu osobach wywołał ten dokuczliwy stan, a w niektórych zwiększył jego natężenie. Zagubienie jest czymś na podobieństwo wewnętrznego klimatu, którym się oddycha. Właściwie „przedmiotem” naszego lęku w czasie zagubienia jest pewna pustka, którą trudno znieść. Nie czujemy się wtedy swobodnie, jakbyśmy znaleźli się nagle w nieswoim świecie. Chcielibyśmy ten stan szybko zmienić, ale nie potrafimy. Nie, nie mam na myśli jedynie grzechu. Można wieść całkiem cnotliwe życie, a jednak być zagubionym. Nie wiadomo, w którą stronę iść. Trudno uchwycić sens tego, co się robi, i całego swego życia.  Załamują się bądź rozpadają pewne wyobrażenia o sobie, świecie i Bogu. Wiara okazuje się infantylna bądź magiczna. Więzi międzyludzkie rozluźniają się albo stają się drażliwe. Pomiędzy nami wypiętrzają się mury. Dziwimy się swoim reakcjom. To, co dotąd wydawało się oparciem, osuwa się nam spod nóg. Co więcej, w doświadczeniu zagubienia wychodzą z nas reakcje, których dotąd nie dopuszczaliśmy. Nie było na to czasu. Byliśmy zbyt zaabsorbowani, zabiegani, zajęci tysiącem spraw. Zagubienie demaskuje w nas mechanizm ciągłej ucieczki przed sobą w aktywizm, płytkie relacje, natłok bodźców i wrażeń. Ale obnaża brutalnie coś znacznie ważniejszego: nieprzyjmowaną przez nas prawdę, że opieramy się bardziej na sobie niż na innych, dużą ufność pokładamy w posiadaniu, tytułach, własnych ambicjach i osiągnięciach. Gdy zostajemy tego pozbawieni, paraliżuje nas lęk. Właśnie pandemia przymusiła nas i wciąż przymusza do pozostania w domach. Nie można uciec od siebie. Trzeba się zmierzyć z tym, co w nas tkwi. Niełatwą konsekwencją tego zmagania jest zagubienie – niekoniecznie negatywne doświadczenie.

Wyciągnąć ręce do innych

Przypomina mi się scena z początku Ewangelii według św. Jana, kiedy to dwaj uczniowie oczekujący z napięciem na Mesjasza idą za Jezusem po wskazaniu Go przez Jana Chrzciciela. Zawsze zdumiewało mnie pytanie Jezusa, które On kieruje do uczniów Jana, a są to zarazem Jego pierwsze słowa w tej Ewangelii: „Czego szukacie?” (J 1, 38). Uderza mnie, że Jezus pyta o „coś”, a nie o „kogoś”. Zwykle zaczynamy szukać, gdy coś zgubimy albo wtedy, gdy bardzo pragniemy coś zdobyć. Oczywiście, nie chodzi tu tylko o przedmioty. Zagubienie bardzo mocno wiąże się z utratą tego, co dotąd wydawało się nasze i oswojone. Kto z nas nie pragnie cieszyć się stabilizacją i pewnością? Lęk ukryty w zagubieniu bierze się stąd, że w miejsce tego, co tracimy bądź utraciliśmy, nie pojawiło się jeszcze nic w zamian. Właśnie z tej wyrwy zionie pustka. Chyba nikt nie lubi takiego oczyszczającego doświadczenia. My ludzie kochamy mieć kontrolę praktycznie nad wszystkim, ale wtedy nie pozostaje już w nas ani krztyna miejsca na zaufanie i rozwój.  

Jeśli zajrzymy niemalże na sam koniec Ewangelii według św. Jana, widzimy zagubioną i zapłakaną Marię Magdalenę, która nie może znaleźć zmarłego Pana. Szuka kogoś, kogo nie ma tam, gdzie ona myśli, że powinien być. Ale w tym momencie pojawia się sam Jezus, by pozwolić Marii się odnaleźć i wyprowadzić ją z zamknięcia w jej świecie. A nie jest to już osoba, która żyje w grzechu. Ona kocha Jezusa. Zmartwychwstały konfrontuje ją z podobnym pytaniem co na początku, choć o znamiennej różnicy: „Niewiasto (…) „Kogo szukasz?” (J 20, 15). To już pytanie o konkretną osobę, a nie o „coś”. Cała Ewangelia według św. Jana pokazuje drogę, którą musi przejść każdy chrześcijanin. Od poszukiwania czegoś do odnalezienia Kogoś. Sens naszemu życiu nadają relacje osobowe, nie tylko relacje z rzeczami. Jeśli chcemy wyjść z zagubienia, musimy wyciągnąć ręce do innych lub przyjąć ich pomocną dłoń. Otworzyć serce. Nie bać się własnych słabości i ran. Zostawić coś za sobą. Wypuścić z rąk to, co wydaje nam się bezcenne.

Sami jesteśmy zranieni

Gdy w innych Ewangeliach Jezus mówi o zagubieniu, ma na myśli wierzących, którzy z różnych powodów, formalnie bądź duchowo, odłączyli się od wspólnoty Kościoła. To też smutny owoc pandemii. Jezus sugeruje, że być może zostali zranieni, zaniedbani bądź zgorszeni przez wspólnotę. Nie poradzili sobie z ciężarem swoich słabości i wątpliwości. Przygniótł ich własny upadek. Nie znaleźli zrozumienia w swoim zagubieniu. W Ewangelii według św. Mateusza Jezus nazywa te osoby zabłąkanymi owcami  (Mt 18, 12). Co ciekawe, nie  wspomina o wielu zagubionych owcach, o jakiejś masie, lecz o jednej, konkretnej, mającej swoją historię, swój dramat, swoje zagubienie. Nie można bowiem szukać jakiegoś tłumu ludzi, lecz tylko konkretną osobę. Zagubieni to nie wrogowie Kościoła, lecz ci, którzy w nim są, choć chwilowo z różnych racji odeszli od niego. To wierzący pozostający z dala od stada, zranieni przez najbliższych, zgorszeni przez członków własnej wspólnoty, przeżywający swoje rozterki w izolacji i samotności. 

W adhortacji Amoris laetitia papież Franciszek nazywa ich wszystkich najsłabszymi dziećmi Kościoła, naznaczonymi miłością zranioną i zagubioną (Por AL., 291). Kto wie, czy te dzieci nie stanowią większości Kościoła? Czy jest ktoś wśród nas, kto nie zmaga się z różnego rodzaju ranami, zagubieniem i zwątpieniem? Czy nie znamy ludzi z naszego otoczenia, którzy cierpią z tego powodu? Sami jesteśmy zranieni, ale doświadczywszy spotkania z Jezusem, także w życzliwości drugiego człowieka, mamy iść po śladach zagubionych braci i sióstr, aby ich znaleźć. Jak stawać się dla nich pasterzami, którzy przywracają nadzieję i zaufanie do wspólnoty, do drugiego człowieka? Pandemia dramatycznie obnażyła, jak nieporadni jesteśmy w tej misji. To prawda, że Jezus każe szukać owiec zabłąkanych, ale wcale nie gwarantuje sukcesu. W przypowieści o zagubionej owcy używa trybu przypuszczającego, kiedy mówi o poszukującym pasterzu: „jeśli uda mu się ją znaleźć” (Mt 18, 13). Nie wszystko od nas zależy. Czy jednak w ogóle obchodzi nas los zagubionych owiec, które być może żyją z nami w tym samym domu albo obok nas? Czy dostrzegamy płaczące Marie Magdaleny i wychodzimy im naprzeciw?

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 8/2021

W druku ukazał się pod tytułem: Wielkopostne odsłony lęku i nadziei - odsłona pierwsza - zagubienie