Logo Przewdonik Katolicki

Mechanizm połajanek

Piotr Zaremba
fot. Magdalena Bartkiewicz

Wielowieyska obwinianie rządu za sam brak szczepionek nazwała w polemice twitterowej z Romanem Giertychem demagogią. Mam podobne wrażenie

Politycy PO bez przerwy mnie atakują, więc tłumaczę jeszcze raz: na pierwszy kwartał Polska zamówiła maksimum tego, co było dostępne. Rząd domówił kolejnych około 30 mln dawek, licząc, że choćby część będzie w II kwartale. To, z czego zrezygnował w grudniu, dotyczyło IV kwartału” – napisała na Twitterze dziennikarka „Gazety Wyborczej” Dominika Wielowieyska. 
Chodzi o pytanie, na ile rząd Morawieckiego ponosi winę za szczepionkowe przestoje. Wielowieyska atakuje ten rząd za źle zorganizowany system rejestrowania chętnych do szczepienia się. I trudno się nie zgodzić: nasz system opieki zdrowotnej jest z dykty. To zapewne obciąża rząd PiS, tym bardziej że sukces roku 2015 Jarosław Kaczyński zawdzięczał również rozżaleniu Polaków na kolejki w szpitalach i przychodniach. Chociaż… 
Nie lubię nieustannego wypominania sobie win przez partie i zwalania na poprzedników. Ale mam wrażenie, że Polacy pamiętają bałagan z NFZ-owskimi kontraktami dla lekarzy, powracający rokrocznie za rządów minister zdrowia Ewy Kopacz. Albo bóle, w jakich rodził się elektroniczny system EWUŚ na początku ministrowania Bartosza Arłukowicza. Tamto się działo w normalnych czasach. Może dlatego na razie nie widać tąpnięcia PiS w sondażach. Polacy nauczyli się cierpliwości i niedziwienia się niczemu. Skądinąd to straszna nauka. 
Wielowieyska obwinianie rządu za sam brak szczepionek nazwała w polemice twitterowej z Romanem Giertychem demagogią. Mam podobne wrażenie. Dodam, że to problem całej Unii Europejskiej,  że tym razem kolektywnie nie umiemy sobie poradzić z wielkimi korporacjami farmaceutycznymi. Że ujawnia się jakiś kolejny problem społeczny, który jest globalny. Co nie znaczy, że rząd Morawieckiego nie zapłaci za to politycznej ceny.
Ale uderza mnie jeszcze jedno: grubiańska nachalność, z jaką politycy PO i polityczni celebryci typu Giertycha strofowali dziennikarkę. Oni naprawdę uważają, że jej psim obowiązkiem jest wspierać każdą ich tezę, nawet najbardziej wydumaną. Cieszę się, że Dominika, którą znam od roku 1991, kiedy oboje zaczynaliśmy w mediach, potrafi temu nie ulec.
Taką presję na „swoich” można obserwować, powtórzę w tradycyjnym symetrystycznym refrenie, po wszystkich stronach barykad. Ale przecież wiele razy czytaliśmy, że Jarosław Kaczyński nie docenia samodzielnej, obywatelskiej roli mediów, że widzi w nich tylko narzędzie polityków. Tyle że ludzie opozycji zdają się w takich chwilach tę jego tezę gorliwie potwierdzać. 
Środowiska uważające się za wolnościowe umieją brutalnie karać swoich ludzi. Oto 50-letnia  dziennikarka, a właściwie celebrytka, Paulina Młynarska karci 67-letniego Jerzego Owsiaka – epitetem „dziaders”. Bo powiedział, że nie jest zwolennikiem „aborcji na pstryknięcie”.
Epitet jest absurdalny, niczego nie objaśnia, sprowadza poważny etyczny spór o aborcję do różnic wieku. Jako historyk pamiętam o ruchach, które uznawały się za wyraziciela młodości zmiatającej stare przesądy: komunizm i faszyzm chociażby. Hymnem włoskich faszystów była nawet Giovinezza. Czym się to skończyło? Zarazem ten mechanizm połajanek, nawet przy drobnych różnicach, nie ma nic wspólnego z duchową wolnością. Kojarzy się z sekciarstwem i przymusem. 
Ale kiedy podobnie reagują politycy, ja reaguję podwójnie podejrzliwie. Bo to znaczy, że są gotowi mediami manipulować, wpływać na nie – może nie tylko słowną perswazją. Niestety, wielu Polaków to akceptuje. Wpisy pod twittem Wielowieyskiej, oskarżenia, że się „zaprzedała PiS-owi”, świadczą  o czymś przygnębiającym. Nie wiemy, po co nam wolne media?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki