Historia opowiadana ciałem

Tylko cztery na sto Polek uważa się za atrakcyjne. 84 proc. kobiet w naszym kraju poddałoby się operacjom plastycznym, gdyby pozwoliła im na to sytuacja finansowa. To konsekwencje presji społecznej, jakiej podlega dziś wygląd i ciało.
Czyta się kilka minut
fot. Tara Moore/Getty Images
fot. Tara Moore/Getty Images

Kilka lat temu w jednym z tropikalnych krajów odwiedziłam leprozorium. Po wiosce oprowadzał nas Jan. Mężczyzna ciepłym głosem opowiadał o wszystkich mieszkańcach i pracach, które podejmują. Nie mogłam oderwać wzroku od jego ciała. Trąd pozostawił trwałe ślady na nosie, pozbawiając go zupełnie jego prawej strony, a także na rękach i nogach, odejmując kilka palców. Mężczyzna nie zasłaniał zdewastowanych części, bardzo spokojnie tłumaczył, jak trąd odbierał mu ciało kawałek po kawałku. Obok mnóstwa emocji towarzyszyło mi głębokie przekonanie, że Jan mimo wszystko akceptuje swoje ciało i jest wdzięczny za te części, które choroba oszczędziła. Spotkanie to zapadło mi w pamięć, ale również pozostawiło mnie z bardziej dojmującym niż dotychczas pytaniem o wartość i sens ludzkiego ciała, a także o granice jego akceptacji.

Istotne
Media i współczesna kultura stuprocentowo zaingerowały w nasze osobiste relacje z ciałem. Stanęły pomiędzy nami w połowie drogi, narzucając pewne standardy wyglądowe, do których powinniśmy się nagiąć. W związku z narzucaną presją zachwiały się nasze proporcje w postrzeganiu ciała, zarówno swojego, jak i innych. Z jednej strony deprecjonujemy jego wartość, uważając je za nic nieznaczące opakowanie naszego człowieczeństwa, z drugiej – gloryfikujemy je, zajmując się nim jakby pozostałe części naszej natury były nieistotne. Ciało – jeden z komponentów składających się na naszą tożsamość, przechodzi we współczesnej kulturze kryzys, który wymusza na nas myślenie o nim w dwóch skrajnie różnych perspektywach: od totalnego uwielbienia do negacji. – Ciało to jestem ja. Często zapominamy, że nie tyle mamy ciało jako coś zewnętrznego, czym się posługujemy i co ma nam służyć, ale to my jesteśmy ciałem. Jest ono naszą integralną częścią. Wynika z tego, że wszystko, co się w naszym życiu wydarza, w jakiś sposób oddziałuje na ciało, zapisuje się w nim. Poprzez ciało również wyrażamy siebie, będąc w świecie – uważa Ewa Kaleta, psychoterapeutka.

Komentowane
Komentujemy i jesteśmy komentowani. Od tego, w co jesteśmy ubrani, po kolor włosów, kształt nosa, rozmiar czy wzrost, wszystko podlega nieustannej ocenie społecznej. Niektóre zdania, jakie słyszymy na temat naszego wyglądu, sprawiają, że nasze samopoczucie rośnie, a w lustro spogląda się milej, inne natomiast zabierają nam chęć życia. Pomimo że często sobie tego nie uświadamiamy, taksujemy ludzi wzrokiem i nierzadko wyciągamy wnioski o tym, jacy są na podstawie tego, jak wyglądają. Nasza kultura daje pełne przyzwolenie na ocenianie fizyczności drugiego człowieka i głośne wypowiadanie swojego zdania. Tworzymy tym samym presję społeczną dotyczącą wyglądu, oddziałującą na wszystkich niezależnie od płci, wieku czy statusu społecznego. – Presja społeczna ma na nas ogromny wpływ, podlegamy jej wszyscy. Niektórzy są na nią bardziej podatni, ulegają jej i idą w kierunku nadwyrężania siebie, np. poprzez zaburzenia odżywiania czy operacje plastyczne, starając się jej sprostać, co jest celem nie do osiągnięcia. Są też osoby, które wydają się na nią odporne – mówi Ewa Kaleta. – Nie pomaga fakt, że jako społeczeństwo nie umiemy się doceniać i wspierać. Komunikaty, które nadajemy, często w dobrej wierze, bywają raniące, np.: „jak bardzo ostatnio schudłaś” lub: „dobrze sobie ostatnio wyglądasz”. Rozmowy o ciele są bardzo trudne, bo z jednej strony płyną komunikaty odbierane jako bardzo krzywdzące, a z drugiej pojawia się trend, aby w ogóle nie mówić o ciele, żeby nie zwracać na nie uwagi – to również jest nieprawdziwe i ograniczające – twierdzi psychoterapeutka.
Konsekwencje presji, które obserwujemy, to wierzchołek góry lodowej. Jak podaje sondaż TNS OBOP tylko cztery na sto Polek uważa się za atrakcyjne, dane dotyczące mężczyzn nie zostały ujęte w zestawieniu. Ten sam sondaż pokazuje, że 84 proc. Polek poddałoby się operacji plastycznej, gdyby znalazło na to fundusze.

Pozytywne
Jedną z odpowiedzi na społeczną presję wyglądu jest ruch body positive (ciałopozytywność). Powstał w latach 60. XX w. i początkowo ograniczał się do walki z dyskryminacją osób otyłych. Podstawowym jego założeniem jest wyzwolenie ciała od traktowania go jako obiektu nieustannej oceny oraz odrzucenie paradygmatu, w którym stanowi ono o wartości osoby. Każdy z nas ma prawo do pozytywnych założeń na temat swojego ciała. Niestety kanony piękna i narracja społeczna nam w tym nie pomagają. Wyretuszowane zdjęcia modelek i modeli, operacje plastyczne celebrytów, billboardy pełne szczupłych ciał sprawiają, że w mniejszym lub większym stopniu zaczynamy swojemu ciału przyglądać się z dozą podejrzliwości. I czynimy je winnym, że odbiegamy od podyktowanych ideałów. – Chcąc się podobać, dążymy do piękna i staramy się upodobnić do ideałów. Na jakimś poziomie rozwoju jest to naturalne, np. w wieku nastoletnim. Jeśli jednak nie idziemy dalej, to konsekwencją są ci wszyscy podobni do siebie ludzie, dążący do jakiegoś wyśrubowanego ideału. W pewnym momencie dojrzałością staje się szukanie swojej własnej drogi, indywidualnego wyrazu, również jeśli chodzi o ciało. Rozwojowym jest odpuszczenie presji, jaką narzucamy ciału, oczekiwanie, że ono ma być jakieś. Lepiej zobaczyć, jakie ono jest rzeczywiście i skorzystać z potencjału, który w sobie niesie – uważa Ewa Kaleta.
Kluczem do pozytywnego podejścia do swojego ciała jest jego akceptacja wraz ze wszystkimi słabościami i kompleksami, które niejednokrotnie kładą się cieniem nie tylko na naszym dobrym samopoczuciu, ale nawet na funkcjonowaniu w świecie. Kto nigdy nie chciał schudnąć, przytyć lub nie narzekał na swoje małe usta, przebarwienia skóry od słońca lub krzywe nogi, niech pierwszy rzuci kamieniem. Ciałopozytywność dąży do tego, aby każdy z nas ucieszył się swoim ciałem: dużymi oczami, zgrabnym nosem, smukłymi dłońmi, ale również cellulitem, nadwagą i bliznami po operacjach. Ruch przeciwstawia się nierealistycznym standardom urody, zakładając, że piękno jest jedynie konstruktem społecznym, który nie powinien mieć wpływu na poczucie własnej wartości kogokolwiek. Wszystkie założenia wyrażają się w praktycznym postulacie: niekomentowania wyglądu drugiego człowieka, niezależnie, czy uważamy go za osobę atrakcyjną, czy też nie. Podejście w ruchu ciałopozytywnym ma też swój negatywny wymiar, który nie pozwala przejść obojętnie wobec pytań o granice akceptacji naszych niedoskonałości albo wyborów, które podejmujemy lub nie, troszcząc się o swoje fizis. Gdy wpiszemy w wyszukiwarkę internetową hasło „ciałopozytywność”, pojawiają nam się przeróżne zdjęcia: modelek i modeli z gigantyczną otyłością, a także kobiet dumnie prezentujących niewydepilowane nogi, pachy czy okolice bikini. – Ciało ma cechy jak każda materia. Jeśli odpuścimy dbanie o nie, wyrażające się nie w rygorze, ale w rozsądnej macierzyńskiej trosce, niezależnie czy jest to ciało mężczyzny czy kobiety, ulegnie ono ulega destrukcji i rozpadowi. To nigdy nie pozostanie bez konsekwencji dla każdej sfery naszej osobowości – przekonuje Ewa Kaleta.

Kulturowe
Magda wyjeżdżała na wolontariat misyjny do jednego z afrykańskich krajów. Zawsze była dość szczupła, jednak stres przedwyjazdowy spowodował, że straciła kilka dodatkowych kilogramów. Gdy misjonarka, z którą miała mieszkać, zobaczyła ją, przerażona powiedziała: „Jesteś za chuda na warunki afrykańskie. Ludzie z naszej wioski pomyślą, że przywiozłaś z Polski AIDS albo inną chorobą, musisz przytyć”. Podobne komentarze na temat swojego wyglądu słyszała wielokrotnie. Kanony piękna uwarunkowane są kulturowo. To, jak wyglądamy, ma inne znaczenie w Europie, a inne w Azji czy w Afryce. Nadmierne przywiązanie do naszego rozmiaru czy rysów twarzy traci swój sens wraz ze zmieniającą się szerokością i długością geograficzną. „Ciało jest stworzone przez Boga, a człowiek nie jest pełny, jeśli nie jest jednością ciała i duszy. Jezus, który zwyciężył śmierć i zmartwychwstał w ciele i duszy pozwala nam zrozumieć, że musimy mieć pozytywną wizję naszego ciała. Może stać się ono okazją lub narzędziem grzechu, ale grzech nie jest spowodowany przez ciało, ale przez naszą słabość moralną. Ciało jest wspaniałym darem Boga, przeznaczonym, w zjednoczeniu z duszą, aby w pełni wyrazić obraz i podobieństwo do Niego. Zatem jesteśmy wezwani, by mieć wielki szacunek i troskę o nasze ciało, a także ciało innych osób” – przekonywał papież Franciszek w jednej ze swoich katechez.

Naznaczone
Ania ma dwadzieścia dwa lata, wielkie niebieskie oczy i burzę rudych włosów. Waży dwadzieścia sześć kilo, a jej ręce i nogi wyrzucane są w różnych kierunkach przez niekontrolowane ruchy. Terapeuci, którzy z nią pracują, dużą wagę przywiązują do tego, jak ułożone jest jej ciało – to ułatwia jej odnaleźć się w przestrzeni, a także w jakiś sposób doświadczyć siebie, poczuć swoje granice. Dziewczyna cierpi na nietypowy zespół, który już we wczesnym dzieciństwie przykuł ją do łóżka. Jej ciało dalekie od jakichkolwiek kanonów piękna, ale za to pełne bólu, cierpienia, nie odbiera dziewczynie w żaden sposób wartości. Kręcąc się wokół wyśrubowanych standardów piękna i dyskursów, w których stawiamy znak równości między ciałem a wyglądem, zapominamy o wszystkich innych funkcjach, jakie ma nasze ciało, a z których część naszego społeczeństwa, np. osoby z niepełnosprawnością, nie może korzystać. Wielu z nas ma wygląd ciała uprzywilejowany: sylwetka mieszcząca się w dolnych lub górnych granicach wartości BMI (ang. Body Mass Index – wskaźnik masy ciała), rysy twarzy nieodbiegające od przyjętych norm… Rozmawiając o ciele w przestrzeni publicznej, zapominamy o tych wszystkich, którzy przywileju „normalnego” wyglądu nie mają.
Warto spojrzeć na ciało z innej perspektywy i zauważyć, że aparycja i to, co zewnętrzne, to tylko jeden z jego komponentów, który mimo że czasem robi to z powodzeniem, nie może przesłonić całego spojrzenia na ciało. Wygląd człowieka nierzadko jest historią, którą chce opowiedzieć jego ciało. Historią czasem trudną, pełną bólu i cierpienia, ale czyniącą daną osobę niepowtarzalną i wyjątkową. Od każdego z nas z osobna zależy, czy chcemy tę historię usłyszeć, a także czy jesteśmy gotowi podzielić się swoją. Lato jest okresem, w którym nasze ciała bardziej niż w innych miesiącach wystawione są na ekspozycję. Może warto w tym roku pójść pod prąd dyktaturze myślenia o każdym niepotrzebnym kilogramie i fałdce wystającej znad stroju kąpielowego, a skupić się na czułości wobec ciała, które pomimo upływających lat wciąż stanowi nieodłączną część nas samych. – O ciele warto rozmawiać z czułością. Jednak nie będziemy tak rozmawiać o ciałach innych osób, dopóki sami siebie nie zaczniemy traktować z czułością i troską. To jest nasze największe zadanie i wyzwanie dotyczące ciała: patrzeć na siebie, na swoje ciało z akceptacją i troską, nie nakładając na nie presji. Naturalną konsekwencją będzie to, że zaczniemy przyglądać się innym pomimo ich słabości i niedoskonałości z troską, a nie z pozycji oceniającej – uważa Ewa Kaleta.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł
Weronika Frąckiewicz
frackiewicz@swietywojciech.pl

Artykuł pochodzi z numeru 28/2021